piątek, 1 marca 2013

Święta Niemcem kryta II (NIE 24/2012)


Katolickie hieny cmentarne.

Oszustwa, kradzież, podrabianie podpisów, fałszowanie dokumentów, a może nawet zbrodnia - to tylko niektóre sposoby działania Kościoła katolickiego. A wszystko przez Ewarysta vel Ryszarda Walkowiaka i 60 min zł spadku, który należy mu się po matce - zakonnicy.

część I:  http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/swieta-niemcem-kryta-nie-432010.html

Romans
Jak zwykle zaczęło się od dupy. Inni nazwą to wielką miłością. Młoda Polka i jej starszy niemiecki kuzyn. Wszystko jak w dobrym romansie z wojną w tle. Rok 1940. Ona, Helena Lossow, córka polskiego patrioty, on Hans tegoż nazwiska Lossow, niemiecki generał, okupant. Ona zostaje umieszczona w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, ale i tak całuje się z nim w klasztornym ogrodzie. I na pocałunkach nie kończy, bo rodzi im się syn, Ewaryst. Ona nowicjatka próbuje ukryć dziecko. Ale kościelni hierarchowie nie mogą na bękarta patrzeć. Gdy dzieciak ma pół roku, późniejszy Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński zerka na niego z obrzydzeniem i mówi, że bachora trzeba się pozbyć. Siostrzyczki są dla malca i tak litościwe, bo nie wrzucają go do rzeki ani nie trują. Sprzedają go rodzinie Walkowiaków. Ojciec chłopca ma płacić na klasztor i nowej rodzinie syna, a po wojnie ma go odebrać. Tymczasem świeżo upieczona mamusia przyjmuje święcenia i zostaje siostrą Joanną. Po kilkudziesięciu latach jest ona jedną z najbardziej znanych zakonnic w kraju. Joanna od jedności, ekumenistka przytulająca do serca biedne sieroty. Swojego syna nigdy nie zobaczy i nie przytuli.
     Ewaryst chowa się jako Ryszard Walkowiak. Sfałszowano mu akty urodzenia i chrztu. Tata Hans nie odbiera syna. Stara się, ale władze nie wypuszczają malca do kapitalistycznych Niemiec. Mama Helena przysięga przed ołtarzem, że nigdy nie zobaczy syna. A Walkowiak, traktowany jak pomiot i wyzywany od szwabów, czeka dnia, kiedy będzie mógł uciec z domu. Pewien jest, że Walkowiakowie to jego prawdziwi rodzice. Dopiero starszy brat na łożu śmierci mówi mu, że jest obcy. Syn zakonnicy i faszysty.
     Byłby to znakomity scenariusz do łzawego filmu, gdyby nie było w tle czarnej mafii, jej ofiar i ogromnego majątku.

Kasa
Gdy Ewaryst zaczął szukać matki i dotarł do tego, że to siostra Joanna z klasztoru w Laskach, czarni wpadli w panikę. Nie dlatego, że to wielki skandal, że szykowana do beatyfikacji zakonnica nie ma błony dziewiczej, bo to akurat norma, ale dlatego, że zakonnica wywodzi się z hrabiów Niemojowskich i Szembeków. Wieś Marchwacz w powiecie kaliskim, a w niej pałac Niemojowskich (kopia pałacu z warszawskich Łazienek, do tego park krajobrazowy, 3 stajnie, spichlerz, gorzelnia, karczma), poza tym wsie Gryżyna i Boruszyn to scheda po siostrze Joannie. Warta ok. 60 min zł. Klechy twierdzą, że Joanna przepisała cały majątek Kościołowi. Ale to bzdura. Joanna była cwana i choć władze kościelne od lat nakazywały jej przekazanie majątku, ona przepisała go siostrzenicy z zaleceniem, żeby dała wszystko jej jedynemu synowi Ewarystowi. Zakon podobno ma podpisane przez Joannę akty przekazania majątku Kościołowi, tyle że nie chce ich pokazać. Podobno podpis siostrzyczki jakoś inaczej wygląda... Poza tym co niby miałaby przepisywać, skoro wcześniej wszystko przekazała siostrzenicy? Sukienkowi spóźnili się z tym podpisywaniem. Co prawda w dniu dziwnie nagłej śmierci siostrzenicy Joanny (prokuraturabada tę sprawę) z jej domu zginęły akty notarialne przekazane jej przez ciotkę, ale nie zdołano znaleźć testamentu, który siostrzenica ukryła u ludzi niezwiązanych z Kościołem. I cały misterny plan upadł. Postanowiono więc zniszczyć Ewarysta.

Badania

Co do tego, że matką Ewarysta jest siostra Joanna, nie ma wątpliwości. Walkowiak zrobił badania genetyczne, porównując ślinę spod znaczka na liście, który wysłała siostra Joanna do siostrzenicy. Pomimo bardzo słabego materiału, w prawie 97 procentach potwierdzono, że Joanna i Ewaryst są spokrewnieni w prostej linii. Wskazują na to także inne fakty.
     Kościół dostał szału. Siostrzyczki wysłały do Ewarysta list, że one zrobiły prawdziwe badania i te jasno mówią, że Joanna nie była jego matką. Na dowód tych słów wysłały mu wynik badania z lubelskiego laboratorium. Siostry materiał genetyczny siostry Joanny pobrany w szpitalu na Banacha porównały z jego materiałem. Badanie zleciła niezależna lekarka dr Aleksandra Dziarska. Może byłoby to i dobre posunięcie, gdyby w szpitalu na Banacha kiedykolwiek była siostra Joanna, czyli dawna Helena Lossow. Była tam Lossow, ale Zofia i - jak wynika z dokumentacji - to od niej pobrano materiał genetyczny. Drugi szkopuł to fakt, że Walkowiak nigdy siostrzyczkom nie dawał swojego materiału genetycznego. Te zapewniają, że dał im prof. Dobosz z wrocławskiego laboratorium, który wykonywał badania dla Walkowiaka. Ale Dobosz pisze oficjalne pisma i zarzeka się, że nigdy nikomu nie dawał materiału genetycznego Ewarysta. I jeszcze jeden drobiazg: zlecająca badanie dr Aleksandra Dziarska to siostra Ancilla, lekarka z klasztoru w Laskach.
     Księża i zakonnice zaczęli latać do mediów ze wspomnianymi wynikami i opowiadać, jak to Walkowiak chce okraść Kościół, jaki to potwór. "NaszDziennik" robi z rodziny Walkowiaka przestępców. Uaktywniła się daleka rodzina Lossowów. Konstanty Lossow (jegodziadek był stryjem Joanny) napisał do Ewarysta list, w którym żąda publicznego odszczekania tego, że jego ciotka była matką. Inaczej wystąpi na drogę sądową. Nazywa swoją ukochaną ciocię Haliną. Nawet nie znał jej imienia... Podobnie jego matka Barbara każe Walkowiakowi odwołać w mediach, że Joanna jest jego matką. Ona też nazywa ukochaną kuzynkę Halinką.

Ekshumacja
Ewaryst jest kopany z każdej strony. Jego żona jest opluwana na ulicy, ich syn ma przesrane w szkole i na religii. Zaczepiają go księża i zakonnice. Straszą.
     Tymczasem w Kaliszu toczy się postępowanie o zaprzeczenie macierzyństwa Weroniki Walkowiak, kobiety, która wychowała Ewarysta. Cały czas do sądu dzwonią biskupi, a sędzia robi ogrom niepotrzebnych problemów. Powołuje kuratora zmarłej Weroniki Walkowiakowej, który wygłasza płomienną mowę w obronie wiary i najwyższej prawdy. Tomasz Przymecki wcale nie występuje w interesie Walkowiakowej, tylko Kościoła. Żąda oddalenia powództwa. Wreszcie sąd postanawia o ekshumacji zwłok Walkowiakowej, 0 czym Walkowiak zostanie powiadomiony. Ewaryst przeżywa zbliżającą się ekshumację i czeka na pobranie próbek z kości jego przybranej matki. I mógłby czekać w nieskończoność, gdyby nie anonim wrzucony do skrzynki, a w nim informacja, że ekshumacja ma się odbyć za 2 dni 1 że na cmentarzu ma być podmieniony materiał genetyczny. Jako fragment kości Walkowiakowej ma być zbadana kość siostry Joanny. Po to, żeby wyszło, że to jednak Walkowiakowa była jego matką. Najprawdopodobniej wszystko by się udało, gdyby nie to, że Ewaryst przyjechał na cmentarz godzinę za wcześnie. Pomyślał, że poczeka na lekarza sądowego.
     Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że pomimo wczesnej godziny do kości jego przybranej matki pracownicy zakładu pogrzebowego mają raptem sztych łopatą. Na cmentarzu nie było ani przedstawiciela sądu, ani lekarza sądowego. Byli tylko skonsternowani pracownicy firmy pogrzebowej, którzy nagle przestali kopać. Gdy na cmentarzu pojawił się lekarz sądowy, okazało się, że nie ma żadnych narzędzi ani nawet gumowych rękawiczek. Przyjechał tak pro forma. Skąd więc miał mieć materiał genetyczny? W chwilę potem przy rozkopanym grobie pojawił się proboszcz z tamtejszej parafii. Nieświadomy, kim jest Walkowiak, podszedł do niego z uśmiechem, mówiąc: - Czy pan jest przedstawicielem sądu? Bo dzwoniono do mnie z sądu w Kaliszu, że będzie ta ekshumacja, i chciałbym pana zaprosić na probostwo, żebyśmy omówili, co robimy z tym dalej.
     Walkowiak zgłupiał. Niepotrzebnie przyznał się, kim jest, bo proboszcz odskoczył jak oparzony. I kazał mu wypierdalać...
     Cały cyrk dopiero miał się zacząć. Lekarz sądowy zdecydował, że pobrane z grobu próbki będą zawiezione do laboratorium... za 2 dni. Gdy Walkowiak chciał, by zawieziono je od razu, i to pod jego kontrolą, lekarz się wściekł, a proboszcz dostał piany. Wreszcie Ewaryst zadzwonił do lokalnych mediów i gdy przyjechał reporter z aparatem fotograficznym, księżulo już był miły i wspaniałomyślny. Pobrany od Walkowiakowej materiał pojechał do laboratorium.
     Właśnie przyszły wyniki. Weronika Walkowiak na pewno nie była matką Ewarysta.

List
Panie Ewaryście, lupy po pańskiej matce są już podzielone. Kościół czeka tylko na pański akt zgonu - tak napisał anonimowy nadawca listu do Walkowiaka. Do czego jeszcze posunie się Kościół, żeby zdobyć 60 mln zł? Co czarni zrobią Ewarystowi, aby wreszcie zamknąć mu usta?

13 komentarzy:

  1. Ostro, ale traktowanie Walkowiaków przesadzone. Poczekajmy zatem na wyniki ekshumacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta zakonnica miała siostrę, z tego co czytałam w różnych opracowaniach na ten temat nikt nie brał pod uwagę bycia mamusią Ewarysta owej siostry. Obiektywnie trzeba napisać, że ślina sprzed kilkudziesięciu lat nie może być 100% dowodem. Nie dziwi mnie postawa Kościoła w tej sprawie, chodzi przecież o zakonnicę wielce zasłużoną dla idei ekumenizmu a ponadto zapisała cały majątek Kościołowi...Fakt, podobieństwo pana Walkowiaka z zakonnicą jest uderzające, ale jak pisałam nie była jedynaczką i może jednak ktoś inny maczał palce w jego poczęciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka jest Polska, każdy jest zazdrosny o to że ktoś ma wiecej od kogoś. 99% ludzi zrobiłoby tak samo na jego miejscu.Żyjesz tyle lat i nagle dowiadujesz się że rodzice którzy Cię wychowali nie byli biologicznymi.Wszystko fałszuję czarna mafia, jesteśmy oszukiwani na każdym kroku.Okradają nas na każdym centymetrze czy Wy tego nie widzicie.Otwórzcie oczy ludzie.

      Usuń
  3. A jaka pewność, że wcześniej nie zostały prochy podmienione? To wszystko nie ma najmniejszego sensu, szkoda siły pana Ewerysta , szkoda jego zdrowia.

    Prosze wybaczyć,ale straciłem cały szacuenk dla KK i nie chce mieć nic z tą instytucją wspólnego. Jestem tylko jednostką, a do tak przeogromnej masy to nic,ale na sercu mi lżej.
    I co z tego,że wielce zasłużona pani (zakonnica) , chyba tu nie o funkcje chodzi, przynajmniej nie powinno, na litość wszelką...


    OdpowiedzUsuń
  4. Nie pierwsza i nie ostatnia tajemnica...

    OdpowiedzUsuń
  5. trzeba sprawdzić geny innych sióstr s.Joanny ,przecież tamte też mogły rodzić i porzucić swoje dziecko. jak łatwo oceniać !!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. To bardzo tendencyjny artykuł, jestem zaskoczona że z taką łatwością Pani Skibiniewska pisze o rzeczach nie potwierdzonych lub przerysowanych . Na następny raz doradzam dokładniejsze zweryfikowanie źródeł, ponieważ w tekście jest parę błędów imiennych. Sytuacja jest na tyle trudna dla wszystkich że należy podchodzić do niej ostrożniej a nie oskarżać wszystkich wokół o zdradę i machlojki.

    OdpowiedzUsuń
  7. A może Pan Walkowiak powinien zwrócić się do papieża Franciszka, ponoć papież robi porządki , więc pewnie pomoże. a Panu Walkowiakowi życzę dużo zdrowia i wytrwałości i żeby się nie poddawał

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę panu Walkowiakowi (von Lossow) dużo zdrowia i wytrwałości. Mam nadzieję ,że prawda zwycięży i jego starania zostaną nagrodzone odzyskaną tożsamością. Ps . i bez badań genetycznych widać, że jest podobny do matki jak kropla wody.

    OdpowiedzUsuń
  9. Powyższy tekst jest tendencyjny i ukierunkowany. Niechęć do Kościoła jest bardzo widoczna. Pomijając kiepski styl można stwierdzić jedno: gniot, wielki gniot!

    OdpowiedzUsuń
  10. Popieram Pana Ewarysta. Mama na pewno Pana bardzo kochała, ale Ją usidlili w klasztorze. Bardzo możliwe, że nie mogła wyjawić Panu prawdy, żeby chronić w ten sposób Pana życie.

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie interesuje skąd ma Pani te informacje o s. Joannie i jej dziecku? Że jej je odebrano, że umierając chciała się z nim spotkać. Że chciała wystąpić z klasztoru itd... Brakuje mi odniesień do źródeł, bez nich tekst uznany może być za fikcję. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń