piątek, 22 marca 2013

Wieś ZŁA (NIE 41/2012)


Z Latowicza koło Garwolina pochodzą dwaj mężczyźni, którzy zostali skazani za napad. We wsi wszyscy wiedzą, że to nie oni, i że oskarżono ich fałszywie, ale nikt nie powie prawdy. Ludzie boją się prawdziwych sprawców.


- Czy jest mąż? - zapytał napakowany mężczyzna i ukradkiem zerkał przez półotwarte drzwi. Drugi napakowany bezczelnie zajrzał przez szparę.
     Dziewczyna nie czuła się jeszcze najlepiej. Dopiero niedawno opuściła szpital. Bała się. Nie znała tych facetów. Jeden z mężczyzn pokazał legitymację policyjną.
- Mąż wyszedł - odpowiedziała. Nawet nie wiedziała, gdzie, bo nie chciał jej budzić przed wyjściem.
- Kiedy wróci? - pytali dalej
- Nie wiem, pewnie niedługo. Co się stało? - dopytywała się, ale faceci nabrali wody w usta.
- To zostawiamy mu wezwanie na komendę.
     Paweł Suda wrócił niedługo potem. Był u matki w Latowiczu. Rozdygotanej żonie powiedział, żeby się nie martwiła, rano pójdzie na komendę, dowie się, o co chodzi, i po kłopocie. Tymczasem przyszli po niego jeszcze tego samego wieczora. Zakuli w kajdanki, wyprowadzili do radiowozu. Marzena Suda krzyczała, płakała, pytała, co się stało. Kazali jej się zamknąć. Dodali, żeby nie czekała na męża, bo na pewno dziś nie wróci. Na komendzie też nikt jej nie powiedział, o co chodzi. Dopiero później dowiedziała się z mediów, że mąż dokonał napadu na dwie kobiety w pobliskim lesie. Kiedy? Wtedy, gdy przez cały czas był z nią, widziało go wiele osób. Wraz z nim zatrzymano jego kolegę z Latowicza. Ten w czasie napadu był w Tesco oddalonym o kilkanaście kilometrów. Była pewna, że te informacje, oświadczenia świadków wystarczą, by męża uwolnić z zarzutów. Nie wystarczyły...

***

Hurtownia "Klaudia" mieści się w Woli Rębkowskiej koło Garwolina. Właściciele, państwo Z., mieszkają w Garwolinie.
     Teoretycznie dzień miał być jak każdy inny. Z tą różnicą, że dzisiaj dzienny utarg miała przewozić pracownica hurtowni wraz z nastoletnią córką właściciela firmy. Jechały też inaczej niż zwykle - przez las. Nagle z boku wyjechał srebrny opel, z którego męska ręka wystawiła policyjny lizak i nakazała kobietom zjechać na pobocze. Zjechały, choć starsza się bała, bo samochód był nieoznakowany.
     Od tego momentu zaczyna się cyrk w zeznaniach. Starsza, czyli kierująca pojazdem Elżbieta N., wysiadła z torebką, w której było 20 tys. zł. Młoda, czyli 19-letnia pasażerka Klaudia Z., siedziała w aucie i obserwowała. Z opla wysiadło dwóch mężczyzn. To znaczy dwóch było w pierwszym przesłuchaniu, bo już podczas następnego było ich trzech. Tyle widziała młoda. Starsza widziała tylko jednego napastnika. Nikt tego nie weryfikował. Podobno pracownica dostała w łeb, a torebka z pieniędzmi powędrowała w łapy faceta z opla.
     Kilka godzin później kobiety sporządziły portret pamięciowy sprawców. Jeden szczupły, szpakowaty około 50 lat, drugi gruby, nalany na twarzy, w ciemnych okularach, około 40 lat. Portrety natychmiast trafiły do lokalnej gazety.

***

Zaraz potem zatrzymano Pawła Sudę i jego sąsiada. Młodych i szczupłych. Zatrzymano ich na podstawie notatki Wiesława Wysockiego z KPP Garwolin, w której napisano, że "ustalono, iż sprawcami mogą być" właśnie oni. Funkcjonariusz nie raczył do dziś wyjaśnić, jak to ustalono i na podstawie jakich dowodów.
     Poza tym, że nie przypominali żadnego z opisanych mężczyzn, to obaj mieli po 23 lata. Zorganizowano okazanie sprawców. Starsza pracownica nie rozpoznała nikogo, a młodsza natychmiast wskazała na tych dwóch. Tak naprawdę resztę okazanych znała, bo w tamtejszej policji wszyscy to znajomi lub rodzina.
     Natychmiast też przeszukano miejsca związane z Pawłem Sudą i jego kolegą. Pieniędzy nie znaleziono, lizaka policyjnego nie było, srebrnego opla nie namierzono. Zdjęto odciski palców z samochodu, którym jechały kobiety; było ich sporo, bo sprawcy przeszukiwali kieszonki i poprawiali lewarek. Znaleziono także obce włosy i ślady DNA. Opinie daktyloskopijne są jasne: to nie są odciski palców ani Sudy, ani jego kolegi. Wyrwano im włos z głowy i z klatki piersiowej oraz pobrano DNA. Wynik: to nie są włosy żadnego z nich. Obaj mieli alibi. Suda był ze swoją chorą wówczas żoną, z matką, z ciotką i z wujkiem, co wszyscy potwierdzają. Potwierdzają to też osoby postronne. Drugi był w tym czasie na dużych zakupach w Tesco, o czym też mówią świadkowie, którzy go tam widzieli. Można sprawdzić monitoring, na pewno jest nagrany.
     Obaj zostali aresztowani. Świadkowie Sudy mieli być niewiarygodni, a o nagranie z Tesco nigdy nie wystąpiono. Dziś szukaj wiatru w polu. Nagrania po miesiącu są niszczone.
     Niedługo potem prokuratura w Garwolinie wystąpiła z aktem oskarżenia przeciwko dwóm mężczyznom. Trzeci zniknął z zeznań kobiet.

***

Sąd w Garwolinie wysłuchał świadków przedstawionych przez prokuraturę, a gdy oskarżeni wystąpili o przesłuchanie innych, którzy mogli udowodnić ich niewinność, sąd wnioski odrzucił. Na wniosek oburzonego prokuratora, który nie widział potrzeby "dosłuchiwania" kogokolwiek. O tym, że o wyprawie kobiet wyjątkowo inną trasą i bez ochrony musiał wiedzieć ktoś pracujący w hurtowni, prokurator nie chciał słyszeć. Sędzia też nie podjął tego wątku, choć właścicielka hurtowni wskazywała na dziwne zachowanie jednego z pracowników zaraz po wyjeździe kasy z firmy. Nawet go nie przesłuchano, choć oskarżeni o to prosili. W przesłuchaniu lekarzy opiekujących się żoną Sudy, którzy mogli poświadczyć jego nieustanną obecność przy żonie, sąd nie widział sensu.
     Obie kobiety na sali sądowej rozpoznały oskarżonych. Poza ich zeznaniami nie znaleziono żadnego innego dowodu winy obu mężczyzn. w związku z czym sąd skazał ich na 5 lat. W apelacji też nie przesłuchano dodatkowych świadków. Utrzymano wyrok w mocy.

***
- Tu wszyscy wiedzą, że to wystawka była. To przecież nie oni - mówi brodaty mężczyzna pod sklepem w Latowiczu, skąd pochodzą obaj oskarżeni.
     Teraz można pogadać. Jest wieczór. Większość mieszkańców siedzi albo tu, albo w dwóch innych mordowniach.
- Pani wierzy w cały ten napad? - śmieje się starszy mężczyzna.
- Wszyscy wiedzą, że Z. nie mieli wtedy kasy z tej hurtowni.

- Małolaty niepotrzebnie kiedyś wydali tego, co rurą zajebał gościa na dyskotece.
Trzeba było nie mówić policji, kto wtedy zabił, toby dziś nie siedzieli.
Tamten i tak na wolności, bo se żółte papiery załatwił, a uprzedzał, że przyjdzie dzień, że się zemści.

- Pani myśli, że policja nie wie, kto to zrobił naprawdę? I kto sfingował cały ten napad? Dobrze wiedzą, tylko tutaj nikt się nie wychyli.
 - To prawda, mnie policjant z rodziny powiedział, kto to zrobił i że to wcale nie były te chłopaki stąd - dorzuca młoda kobieta. - I że w ogóle to nie tak było wszystko.
- Ale oni dostali wyroki - rzucam.
- Każdy wyrok mogli mieć, jaki sobie życzyli wtedy właściciele hurtowni. To pani nie wie, że tu wszyscy rodzina? Kuzynostwo od pokoleń, tu jest kilkadziesiąt domów. To myśli pani, że w sądzie w Garwolinie to się rodzina nie trafi?

***

Paweł Suda się ukrywa. Czuje się skrzywdzony. Jego kolega siedzi.
- On cały czas był ze mną - szlocha Marzena Suda. - On tego nie zrobił. Jak mam to udowodnić? Dlaczego nikt nie chce poznać prawdy?
- Nie tutaj, Kobieto, nie tutaj - upomina mnie szpakowaty, postawny mężczyzna.
- Tu nikt prawdy nie powie, bo wyląduje na cmentarzu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz