czwartek, 21 marca 2013

Paraprokurator (NIE 38/2012)

Dyko

Czy prokurator Jarosław Dyko i funkcjonariusze policji wykonujący jego polecenia nie przekroczyli uprawnień?


Prokuratura Okręgowa w Świdnicy i jej prokuratorzy to wielokrotni negatywni bohaterowie naszych artykułów. Najbardziej negatywny to prokurator Dyko, który wbrew prawu i ludzkim odruchom aresztował Marka Lisowskiego - ciężko chorego, całkowicie sparaliżowanego człowieka. Człowieka, który omal nie umarł w celi. Prokurator uczynił to dla swojego wątpliwego sukcesu.

Dyko śmiał się nam w twarz, gdy pisaliśmy o jego poczynaniach. Czyżby przyszła pora, że wreszcie ktoś go rozliczy? Jego i wszystkich, którzy doprowadzili do aresztowania Marka Lisowskiego? Poznańska prokuratura właśnie prowadzi postępowanie przeciwko funkcjonariuszom publicznym, którzy doprowadzili do aresztowania niepełnosprawnego Lisowskiego, narażając go tym na utratę życia. Po burzy medialnej na temat nieludzkiego traktowania Lisowskiego Prokuratura Generalna zdecydowała o wszczęciu postępowania w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, w tym głównie przez prokuratora Dykę.

Prokurator Dyko, który za wszelką cenę, naruszając przepisy i etykę, chciał aresztować kalekę, sędzia, który wydał zgodę na jego osadzenie oraz funkcjonariusze i służba medyczna z więzienia w Czarnem, która poza poniżaniem o mało nie doprowadziła chorego do śmierci, będą się tłumaczyć przed prokuratorem Jadwigą Datą z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Dyce zarzuca się przekroczenie uprawnień i nakaz aresztowania wbrew opinii lekarskiej. Choć Data jest koleżanką po fachu Dyki, to mamy nadzieję, że wykaże się znajomością prawa. I postawi sprawców przed sądem.
     Lisowskiego zatrzymano natychmiast po wyjściu ze szpitala w Niemczech, zapewniając, że zaraz zbada go lekarz. Funkcjonariuszy wysłał po niego prokurator Dyko, choć miał oświadczenia lekarskie, że Lisowski nie może przebywać w więzieniu, bo po prostu tam umrze. Przywieziono go do pudła karetką bagażową, do której wrzucono go bez ceregieli.

Dyko kłamał. Lisowski trafił prosto do więzienia w Czarnem. Nie oglądał go żaden lekarz. I choć zapewnia, że u sparaliżowanego w celi był biegły, który stwierdził, że Lisowski może zostać w więzieniu, to ani sam osadzony, ani jego współwięźniowie nie potwierdzają tego.

Tymczasem Dyko przedstawia świstek papieru mówiący o badaniu lekarskim. Czyżby ktoś poświadczył nieprawdę? Prokuratorowi bardzo zależało na osadzeniu Lisowskiego, który spędził wiele miesięcy w celi nr 11. Zarażono go paciorkowcem, gronkowcem, miał grzybicę, a z ran odleżynowych lała się krew. Wpachwinach było widać kości, krocze było jedną wielką krwawą raną. 2 tygodnie się nie wypróżniał, dostał zapalenia układu moczowego ("Siedzieć na leżąco", "NIE? nr 11/2012) http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/siedziec-na-lezaco-nie-72012.html . Właśnie czeka na operację niesprawnej przez to nerki.
     Poniżano go, straszono, odmawiano leczenia i pomocy. Do celi raz przyszedł prokurator Dyko. Do dziś Lisowski nie może o tym mówić.
     - Powiedział, że jeśli się nie przyznam, to tu zdechnę - stwierdza.
   
Gdy Lisowski opuszczał areszt, był w stanie niemal agonalnym. Pojechał prosto do szpitala. Przeżył, choć lekarze nie rozumieją, jakim cudem.


Joanna Skibniewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz