poniedziałek, 11 marca 2013

Zamotani (NIE 2/2012)


Prokuratura: BGM to gniazdo mafii paliwowej. 
Sąd: To prężna firma uczciwie zarabiająca miliardy.

Marek Wełna
Siedzieli w najgorszych warunkach. Zdzisław Marszałek miał status szczególnie niebezpiecznego. Gdy był wyprowadzany z celi, usuwano innych osadzonych. Po powrocie był rozbierany do naga w obawie, czy czegoś nie ukrył. Przez rok nie miał prawa do widzeń. Potem widywał się z córką, ale albo przez pleksi, albo w obecności funkcjonariusza. W areszcie przesiedział 2 lata.

Arkadiusz Grochulski został okrzyknięty najgroźniejszym przestępcą 10-lecia. Prokuratura twierdziła, że ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości, bo należy do ruskiej mafii. Potem był kolegą Putina. A on tymczasem wyjechał na narty do Austrii. Sam zgłosił się do prokuratury, gdzie natychmiast został zatrzymany. Przesiedział 3 lata. W strasznych warunkach, w odosobnieniu i bez widzeń z bliskimi.
Podobnie Jan Bobrek - nie miał prawa do widzeń z najbliższymi. Siedział w wyjątkowo małej celi. Dlaczego? Bo ma zdiagnozowaną klaustrofobię. Po prawie 2 latach męczarni zaczął opowiadać wszystko, co chciał prokurator. O łapówkach dla najważniejszych, o koncie Mega Aleksander - wiadomo czyim. Rzucał nazwiskami, które podobno podawał mu prokurator. W zamian za to wyszedł.
Dwaj pozostali nie chcieli gadać bzdur ani obciążać nikogo. Siedzieli więc dalej. Wszyscy trzej to wspólnicy firmy paliwowej BGM. Dawniej bogaci ludzie. Prokurator Marek Wełna zrobił z nich przestępców. Nie tylko zamknął ich w aresztach wydobywczych, ale też nazywał baronami paliwowymi. Opowiadał w mediach, że ograbili kraj z miliardów, że dawali łapówki, że opłacali polityków, że wyłudzali VAT i pieniądze, które potem przeznaczali na działalność mafii paliwowej. I takie zarzuty postawił im w akcie oskarżenia. Wszyscy stracili firmy, pieniądze, zdrowie i dobre imię. 800 osób straciło pracę.

Śledztwo podzielono na kilka wątków. Przed sądami rozpoczęło się kilka spraw. Wszystkie, które zakończyły się wyrokami, całkowicie oczyszczają biznesmenów. Parę dni temu odwołanie prokuratury od wyroku uniewinniającego również zostało odrzucone. Sędzia nie zostawił na Wełnie suchej nitki.
Zapytał, czy prokuratorowi się coś nie pomyliło, czy nie zapomniał o tym, że niewinnych nie kieruje się do aresztu, po to żeby udowadniali swoją niewinność. Zgromadzenie dowodów winy to jego robota, a on jej nie wykonał nie tylko należycie, ale nie wykonał jej wcale. Sędzia zwrócił uwagę, że prokurator ma brać pod uwagę wszystkie zeznania, także te, które świadczą o niewinności podejrzanego. Tymczasem Wełna zbierał tylko zeznania tego świadka, który obciążał innych. Nie raczył nawet zwrócić uwagi na to, że ów świadek ze wszystkiego się wycofał i stwierdził, że kłamał, bo prokurator go szantażował. Sąd wyśmiał prokuratora, że z właścicieli BGM zrobił zorganizowaną grupę przestępczą, a potem zapomniał o tym wspomnieć w akcie oskarżenia. I wskazał, że Wełna nie zna przepisów prawa. Żądanie kary 6 lat więzienia za czyn, który nie przewiduje w kodeksie tak wysokiej kary, uznał za co najmniej żenujące.
Sędzia postanowił nauczyć Marka Wełnę, co to jest tajemnica służbowa, a czym jest tajemnica państwowa, czego Wełna zdaje się nie rozróżniać. Jak krowie na rowie wyłuszczył więc przepisy prawne, które prokurator, nawet nie tak doświadczony jak Marek Wełna, znać powinien.
Biznesmenom została jeszcze jedna sprawa przed sądem w Krakowie, skąd pochodzi oskarżyciel Marek Wełna, która toczy się już 7 lat. Ale nie spodziewamy się, że rozstrzygnie się szybko i sprawiedliwie. Sprawę tę prowadzi znana nam i naszym Czytelnikom sędzia Barbara Pankiewicz. Dobra znajoma Marka Wełny, która bardzo często osądza w sprawach, w których przez niego zostały skierowane akty oskarżenia. Nie wiadomo, dlaczego. W aktach sprawy biznesmenów z BGM znajdują się notatki pani sędzi do prokuratora Wełny, którego informuje o wizytach adwokata tego czy tamtego podsądnego, o złożonych przez niego wnioskach, o tym, o co pytali pełnomocnicy oskarżonych.  Takie prawie prywatne liściki?

Barbara Pankiewicz, podobnie jak inni sędziowie, nie może jednak znaleźć dowodów winy biznesmenów. Marek Wełna po prostu ich nie przedstawił - poza zeznaniami wymuszonymi na Bobrku.
I zaraz potem odwołanymi przed sądem. Więc sama, na własną rękę ich szuka?
Podsądni twierdzą, że pokrzykuje na oskarżonych i każe protokołować tylko to, co sama sobie życzy. Już trzy razy prosili o pozwolenie nagrywania rozpraw, ale oczywiście Pankiewicz się nie zgodziła. Wierzymy oskarżonym, że sędzia Pankiewicz tak się zachowuje. Po pierwsze trafiło nam się widzieć i słyszeć to osobiście na rozprawie przeciwko podobnie wydumanej mafii kantorowców z Krakowa. Po drugie to samo opowiadali nam oskarżeni w tamtej sprawie. Tam Pankiewicz nie tylko trzymała 3 lata w areszcie ciężko chorego człowieka ("NIE?nr 21/2009),ale gdy wył z bólu na rozprawie, zwyczajnie się z niego śmiała. I znowu Marek Wełna skrzywdził niewinnych ludzi. Znowu setki pozbawił pracy. Znowu pokazał, na czym polega powszechnie znane w Krakowie prawo Wełny.

2 komentarze:

  1. " I znowu Marek Wełna skrzywdził niewinnych ludzi." Niewinnych biednych bandytów.

    OdpowiedzUsuń
  2. ten art to jakiś żart?

    OdpowiedzUsuń