środa, 27 lutego 2013

Provident rodzi córki (NIE, 20/2007)

Provident, który miał zniknąć po wejściu w życie ustawy antylichwiarskiej, nie tylko ma się świetnie, ale rośnie w siłę. Ostatnio powstały dwie spółki-córki, Mandarynka i Rapidia. O tym, że Provident wyzyskuje najbiedniejszych, od lat wiedzą wszyscy. Pożyczki tu biorą ci, którzy nie mają zdolności kredytowej i w żadnym banku nie dostaną pieniędzy. Czyli bezrobotni, zadłużeni, renciści i emeryci.
Ustawa antylichwiarska miała uregulować wysokość oprocentowania pożyczek i kredytów. Procent Providentu miał spaść do ogólnie przyjętych bankowych norm. Tymczasem Provident dostosował wysoki apetyt do obowiązującego prawa. Teoretycznie są dwa rodzaje pożyczki. Pierwsza, niskooprocentowana, przelewana na konto i spłacana w ten sam sposób. Tyle że mało kto taką pożyczkę otrzyma. Ubiegający się o nią musi bowiem przynieść stos zaświadczeń z pracy, od małżonka, z ZUS, z urzędu i cholera wie, co jeszcze. Po drugie, na taką pożyczkę może czekać nawet kilka miesięcy, bo Provident musi się zastanowić. Po trzecie, wysokość pieniędzy przelewanych może starczyć na waciki, a nie na zakup wymarzonej sofy.
Jest też druga opcja. To pożyczka ubezpieczona, wypłacana od ręki, bez żadnych zaświadczeń i zabezpieczeń i obsługiwana w domu. Klient w oświadczeniu nie tylko zgadza się na taką formę, ale wręcz o nią prosi! Oczywiście za ubezpieczenie, ryzyko i obsługę w domu przez „przeszkolonego konsultanta” trzeba dodatkowo zapłacić.
 
Siedzieć cicho
Co ma umieć „przeszkolony konsultant”, czyli inaczej przedstawiciel? Musi posiadać umiejętność chodzenia. Niczego więcej nie zdąży się nauczyć, bo rotacja przedstawicieli Providentu sięga 65 proc. w skali roku.
Przedstawiciele:
– mają możliwość dorobić bez stałych umów o pracę, często bez żadnych umów,
– mają groszową prowizję od każdej pożyczki,
– mają siedzieć cicho.
Pracownicy etatowi to kierownicy rejonów, kierownicy regionalni, okręgowi i dyrektorzy:
– mają umowę o pracę,
– mają pensję,
– też mają siedzieć cicho.
Podpisując umowę o pracę dostają do podpisania lojalkę, czyli umowę
cywilnoprawną mówiącą o tym, że nie będą pracować dla konkurencji.

– To norma. Pani szef na pewno też żąda takich oświadczeń – tłumaczy pewny swego rzecznik prasowy Providentu Tomasz Trabuć.
Pracownicy muszą też obiecać, że pod żadnym pozorem nie będą rozmawiać z mediami, co jest sprzeczne z prawem prasowym. Wszystko pod groźbą utraty pracy. Poza tym każdy rozpoczynający pracę w Providencie musi podpisać weksel in blanco.
– Odeszliśmy już od weksli, a te, które były, zostały zniszczone 30 września 2004 r. – mówi rzecznik Trabuć.
Nie dziwiłaby nas ta wypowiedź, gdyby nie fakt, że Andrzej K., który rozpoczynał pracę po roku 2005, weksel podpisywał.
 
Domniemana wina
Pracownicy Providentu obracają firmową gotówką. Czasami mają przy sobie kilkadziesiąt tysięcy złotych.
– Pracownicy są szkoleni, jak należy pracować bezpiecznie – mówi rzecznik Tomasz Trabuć. – Uczy się pracownice na przykład, że nie powinny nosić złotego łańcuszka w biedniejszej okolicy. Był czas, że niektórzy dostawali piszczący gadżet, który miał alarmować o napadzie. Tak naprawdę bały się tego tylko okoliczne wróble. A napadów jest dużo. Tyle że jeśli do takiego dojdzie, pracownik musi oddać skradzione mu pieniądze.
– W tej firmie od wejścia stosuje się zasadę domniemanej winy – mówi Tomasz J., były pracownik Providentu. – Dla nich każdy jest złodziejem.
Sprawdzone metody
Kinga S. z Drawska Pomorskiego była kierownikiem rejonu. Miała pod opieką przedstawicieli, którzy kontaktowali się bezpośrednio z klientami i przygotowywali umowy pożyczki. Pewnego dnia została wezwana na dywanik. W gabinecie czekali na nią panowie z działu kontroli. Wyrośnięci. Nerwowi. Zabrali jej telefon, żeby nie mogła się z nikim skontaktować. Zapalili ostro świecącą lampkę. Przesłuchanie trwało 6 godzin. Nie mogła się w tym czasie nawet wysikać, bo napakowany, łysy gość lazł za nią do kibla. Chodziło o to, żeby przyznała się, że
namówiła swoją przedstawicielkę do wzięcia pożyczki, którą ponoć miały się potem podzielić. Tymczasem przedstawicielce powiedzieli, że jeśli oświadczy, iż do lewej pożyczki namówiła ją jej kierowniczka, wtedy nie będzie musiała jej spłacać.



 

– Stała praktyka. Jak się chce kogoś pozbyć, robi się z niego złodzieja – mówią pracownicy.
Kinga S. nie przyznała się do wyłudzenia pożyczki. Niedługo potem do jej domu przyszli policjanci. Zabrali telewizor.
– W sprawach o wyłudzenie policja na podstawie artykułu 295 kodeksu postępowania karnego tymczasowo zajmuje mienie ruchome – tłumaczy naczelnik Sekcji Kryminalnej w Drawsku Pomorskim Grzegorz Filinowicz. Prokurator z Drawska Iwona Zacharzewska od razu uwierzyła firmie.
Provident pieniądze odzyska podwójnie. Pożyczkę spłaci zarówno kierowniczka, jak i przedstawicielka. Obie już na bruku. Kinga S. stanie przed sądem. Nie ona pierwsza,
nie ostatnia.

 
Albo z nami, albo nigdzie
Z Providentu można wylecieć za wszystko. Jak nie mają haka, to znajdą.
– Za to, że jest się za wolnym, i za to, że za szybkim. Za wyrobiony target i za niewyrobiony. Za zbyt dużo wykonanych służbowych telefonów i za zbyt mało – mówi Tomasz J. – Ci, którym uda się wcześniej odejść samemu, nadal są nękani przez firmę.
– Co miesiąc dostaję list przypominający mi, że podpisałam zakaz pracy dla konkurencji. Provident nakazuje mi okazać zaświadczenie od obecnego pracodawcy, że firma, w której pracuję, nie jest firmą konkurencyjną dla Providentu. Mam przynieść zaświadczenie o obecnych zarobkach albo oświadczenie z urzędu pracy, że jestem bezrobotna – mówi Elżbieta J. Z Providentu odeszła cztery miesiące temu.
– Zgodnie z kodeksem pracy zakaz prowadzenia działalności konkurencyjnej może być przedłużony do 6 miesięcy licząc od daty ustania stosunku pracy. W takiej sytuacji pracownik, który podjął pracę w firmie niebędącej konkurencją jego poprzedniego pracodawcy lub który nie podjął nowej pracy w tym okresie, dostaje 25 proc. dotychczasowego wynagrodzenia – mówi Małgorzata Domaszewicz z biura prasowego Providentu.
* * *
Pracownicy pracują po 14 godzin. Bez zapłaty za nadgodziny. Komórka może odezwać się o każdej porze dnia i nocy. Cóż, służbowa. Pracownicy, którzy odeszli sami, a nie zostali wyrzuceni z wilczym biletem, w większości przypadków występują do sądu pracy. Provident ma to gdzieś. Pracowników nie brakuje. Ludzie szukają dodatkowej pracy. Nie brakuje też chętnych do wzięcia pożyczki. Jeśli nie będzie Providentu, trzeba będzie iść do Kazia z Wołomina czy z Pruszkowa. Dlatego lichwa ma się dobrze, a ustawa antylichwiarska jest o kant dupy potłuc.
Provident to firma brytyjska. Forsę przynosi przedstawiciel do domu klienta. Ten sam przedstawiciel co tydzień przychodzi po spłatę raty. Klient może odstąpić od umowy w ciągu 10 dni nie ponosząc kosztów. Przedstawiciele pracują na podstawie umowy-zlecenia. Ich wynagrodzenie wynosi 5 do 7 proc. od zainkasowanych kwot oraz 30 zł od każdego nowego klienta. Na jednego przedstawiciela przypada najwyżej 75 klientów. Za ich obsługę uzyskuje on przeciętnie 167,25 zł tygodniowej prowizji – miesięcznie 669 zł brutto.

6 komentarzy:

  1. To co wypisujecie to jak praca z bajki, rzeczywistość jest o wiele gorsza.
    Przedstawiciel katorżnik.

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz dają popalić swoim przedstawicielom bo spada netto klienta, czyli ludzie się spłacają i dziękują za usługę, a nowych jak na lekarstwo.Przedstawiciel ma temu zapobiegać bo zabiorą klientów z obsługiwanego rejestru i zarobki spadną do 100 zł miesięcznie.Tak się zastanawiam ile morze znieść taki upodlony przedstawiciel i dlaczego tak pozwalają sobą pomiatać.

    OdpowiedzUsuń
  3. tak jest dokladnie jak piszesz,maja ludzi za jakis pomiataczy,konsultant stara sie jak moze a im ciagle malo,cele musisz im caly czas robic .100 procent zbiorki .sprzedaz.nd nowy .miala to byc praca dorywcza a trzeba ciagle jezdzic plakatowac teren ,odbierac raty ..telefony mon stop ,,raporty o wynikach ciagle pisac .tel ciagle przy sobie.zle bardzo zle nas traktuja....

    OdpowiedzUsuń
  4. Przedstawiciel provident nieźle wpakował mojego syna. Podpisał umowę w samochodzie. W umowie wpisał adres osoby, do której będzie przyjeżdżał i pobierał wpłaty. Mój syn ulitował się nad matką kolegi i jej konkubentem i wziął na siebie dla nich pieniądze. Przedstawiciel o wszystkim wiedział. Tuż po podpisaniu umowy z synem i przekazaniu przez syna pieniędzy konkubentowi, przedstawiciel dostał pieniądze od konkubenta, prawdopodobnie na poczet spłaty pożyczki. Nie mam litości. Ile zarobił? Ma swoje dzieci? Piszecie, że 30 zł od nowego klienta. O zgrozo. Prowizji z rat niewiele dostał. Tamten wpłacił kilka rat i przestał płacić. Syn musi spłacać. Dwa razy dostał po karku. Nauczy się, szkoda, że takim kosztem.Jeszcze myślimy co z ty zrobić. ktoś chce pomóc proszę o dobre rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra rada na przyszłość to nie brać na siebie żadnych pożyczek dla kogoś.

      Usuń
  5. jestem DK ten artykuł to jawne szkalowanie firmy .nie ma takich sytuacji .Są chwile lepsze i gorsze .Fakt osoby z kontroli wewnętrznej są namolne .Ale bez przesady

    OdpowiedzUsuń