środa, 27 lutego 2013

Nędznicy (NIE, 29/2008)

W ubiegłym tygodniu posłowie wysłuchali rządowego raportu na temat biedy w Polsce. Byli w szoku. Dlaczego reprezentanci społeczeństwa nie wiedzą tego, co wie przeciętny Polak?


W skrajnym ubóstwie żyje w Polsce ok. 2,5 mln osób. Skrajne ubóstwo to brak pieniędzy na śniadanie, obiad i kolację, to suchy chleb dla dzieci, to brak ciepłych butów zimą. Skrajna bieda dotyka przede wszystkim rodziny wielodzietne, także niektóre niepełne, a także osoby bezrobotne, niepełnosprawne, słabo wykształcone. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że największe ubóstwo wśród państw UE jest właśnie w Polsce.

Nieroby i grzeszniceNo i kogo to obchodzi? Od ładnych paru lat słyszymy o szybkim wzroście gospodarczym, o wzroście wynagrodzeń. A tymczasem okazuje się, że praca nie chroni przed biedą, gdyż zwiększa się zróżnicowanie w dochodach ludności. Wśród pracujących Polaków aż co piąty żyje w skrajnym ubóstwie, a emeryci i renciści otrzymują często świadczenia poniżej minimum socjalnego, a nawet biologicznego.
Mało, że państwo nie spełnia swojej podstawowej funkcji, jaką jest zabezpieczenie społeczne, to jego władze dowiadując się o skali niedostatku łapią się za głowę i krzyczą „szok”. To żenada. Bo w Polsce, szczycącej się gospodarczym wzrostem i mocną walutą, nie trzeba być nierobem, żeby żyć w biedzie. Wystarczy mieć słabsze zdrowie, wystarczy mieszkać w okolicy nieprzemysłowej, wystarczy być samotną matką albo narodzić wiele dzieci nie kalkulując materialnych możliwości ich utrzymania.
Zasiłek rodzinny nad Wisłą wynosi zaledwie 48–68 zł miesięcznie. Żeby go otrzymać, musisz przedstawić masę kwitków, nachodzić się do urzędu skarbowego, do szkoły dziecka, do zakładu pracy, do sądu, jeśli nie daj Boże jesteś po rozwodzie, a i tak możesz pieniędzy nie dostać. Jeśli masz dochód większy niż 504 zł na osobę, już jesteś zbyt bogaty, żeby dostać 48 zł zasiłku! Spróbujcie za to przeżyć. W Europie wysokość miesięcznego zasiłku na pierwsze dziecko to znacznie ponad sto euro. W Irlandii w ciągu roku rodzice dostaną na dziecko ponad 6700 zł, a samotne matki trzy razy tyle.
U nas najpierw zlikwidowano fundusz alimentacyjny, potem zasiłek dla samotnych matek. Tylko wdowy mogą liczyć na dodatkowe pieniądze z opieki społecznej. Nie uchodzą za grzeszne, tak jak rodzące panny albo rozwódki.

Trzeba było trzymać się chłopa
 
W rodzinach urządzonych według bożych przykazań niekoniecznie egzystencja jest lepsza.
Mąż 34-letniej Joanny z Białegostoku za dotkliwe pobicie żony i 7-letniego dziecka, dostał rok w zawieszeniu na 2 lata. Wrócił z rozprawy i na przywitanie po raz kolejny złamał swojej żonie nos. Już nie zgłosiła na policję, bo po co. Joanna będzie kaleką do końca życia. Ma bezwładną prawą rękę, wskutek doznanych urazów. Poza tym ma problemy z pamięcią po wielokrotnym wstrząśnieniu mózgu. Gdyby tak jak ją, jej mąż pobił kogoś nieznajomego na ulicy, na pewno dostałby odsiadkę. Ale to przecież tylko żona, więc przestępstwo łatwo da się wytłumaczyć. Joanna nie może wrócić do poprzedniej pracy, bo musi nauczyć się używać tylko lewej ręki. Ma wyż-sze wykształcenie. Skończyła politechnikę. Chałupniczo zgrzewa torebki. Ma na utrzymaniu dwoje dzieci. Gdyby nie one, odebrałaby sobie życie – twierdzi – więc żyje, podnosi wskaźnik biedoty.
Tak mają się wszystkie ofiary przemocy domowej w tym katolickim kraju. Za znęcanie się nad żoną i dziećmi sądy nie eksmitują oprawców. Wręcz przeciwnie, to ofiary uciekają z dziećmi z własnych domów. Ile kobiet jest w stanie utrzymać siebie, dzieci i wynająć mieszkanie? Pracują dzień i noc pogłębiając utratę zdrowia. Kogo to obchodzi? Głupia baba, trzeba było trzymać się chłopa, jak Bóg przykazał.
Dzieci z rozbitej rodziny nie mają wakacji. Także te z pełnych, ale biednych rodzin nie odpoczywają w wakacje. I nie są to dzieci pijaków. W Zakopanem i okolicach 10- 13-letnie dzieci pracują w pensjonatach sprzątając pokoje i zmywając naczynia. Ich wynagrodzenie to 3,50 zł na godzinę, talerz zupy, czasami mała pizza. W Beskidach przy drogach stoją dzieci z tabliczkami zapraszającymi na noclegi. Zdarzały się przypadki, że dziewczynki były ofiarami pedofili, gdy zapraszane do samochodu miały wskazać drogę do domu. Na Mazowszu stoją przy drodze dzieci ze słoikami jagód i z grzybami. Czasem giną pod kołami samochodów.

Autorytet mocno wali 
Polityka prorodzinna to sztandarowe hasło polskich polityków. Posłowie każą rodzić dzieci. Jak pokazały ostatnie wydarzenia, katolicy chcą, żeby rodziły 14-latki. Co państwo robi, żeby było mniej takich przypadków?
Zapis o edukacji seksualnej w szkołach nie jest realizowany. Obecnie przedmiot ten wymaga zgody rodziców i nosi nazwę „wychowanie do życia w rodzinie”, co już samo w sobie ma wydźwięk ideologiczny, a oznacza umoralniające ględzenie. Na tych lekcjach mówi się młodzieży tylko o tzw. naturalnych metodach antykoncepcyjnych. Broń Boże nie o tych prawdziwych. Rozdziela się role kobiety i mężczyzny, czyli żona pierze, sprząta, gotuje, rodzi i chowa dzieci i buduje ognisko domowe. Mąż ma być autorytetem dla... syna. W jednej z podwarszawskich szkół tego przedmiotu uczy pani Maryla. Mówi o bitych żonach, że taki jest ich krzyż. A jak jeden tatuś tak pobił syna, że ten zapadł w śpiączkę, powiedziała matce, że Bóg tak chciał. Jej własne dzieci (czwórka) chodzą do szkół katolickich.
Prawie trzy tysiące dzieci w ubiegłym roku zostało pobitych przez swoich opiekunów. To tylko te przypadki, w których stwierdzono uszczerbek na zdrowiu i były zarejestrowane, bo zakończyły się postępowaniem prokuratorskim. Wielokrotnie więcej tragedii najmłodszych nigdy nie wychodzi na światło dzienne. Według przedstawicieli Niebieskiej Linii co najmniej trzy razy tyle. A politycy wciąż dyskutują, czy klaps dany dziecku to metoda wychowawcza. A może początek gehenny rozgrywającej się w czterech ścianach?

Nóżki krzywe, bo połamaneRodzice zamordowali czworo dzieci i ich zwłoki trzymali w beczkach. Głośna sprawa. Wtedy politycy też kręcili z niedowierzaniem głowami. Nikt nie zauważył, że o tym, iż w tej rodzinie dzieci są ofiarami przemocy domowej wiedziano od dawna. Sąd już wcześniej zajmował się tą rodziną. Nie ukarał jednak sprawcy (ojca, który znęcał się nad całą rodziną), tylko wyznaczył kuratora i dał przestępcy wyrok w zawiasach. Ani ośrodek pomocy społecznej, ani policja nie widzieli nic dziwnego w niegodziwym traktowaniu dzieci. Rodzina „była normalna”.
W Skierniewicach sąd skazał rodziców na odsiadkę dopiero wówczas, kiedy 3,5-letnia dziewczynka została tak pobita, że nigdy nie będzie ani chodzić, ani mówić. O tym, że nad dzieckiem znęcają się rodzice wiedziano od dawna. Prokuratura już wcześniej prowadziła postępowanie przeciwko ojcu dziecka o pobicie – wtedy kilkumiesięcznej – dziewczynki. Umorzyła je, ponieważ nie zebrano wystarczających dowodów winy ojca. Prokuratura wystąpiła wówczas do sądu o podjęcie działań opiekuńczo-wychowawczych; sąd spełnił swoją powinność – ograniczył rodzicom władzę rodzicielską i ustanowił kuratora. Nikogo nie niepokoi, że te zgodne z prawem, rutynowe poczynania są działaniami pozornymi, a nie realną akcją ratunkową.
Panuje katolicki pogląd, że rodzina jest autonomiczna, państwo nie powinno się wtrącać do życia rodzinnego, rodzice o wszystkim mają decydować, a dzieci są ich własnością jak psy i koty.
W krakowskim Prokocimiu znaleziono czteromiesięczne dziecko z połamanymi nóżkami. Nikt nie wspomniał o tym, że było to szóste dziecko w tej rodzinie, gdzie pięcioro z powodu znęcania się nad nimi, umieszczono w placówce opiekuńczej. Rodzice nie tylko nigdy nie ponieśli kary, ale nikt ich nie zniechęcił do wydawania na świat szóstej ofiary. Czym więcej dzieci, tym lepiej.
To tylko przykłady, jak prawo w tym kraju reaguje na przestępstwa znęcania się nad rodziną. Tylko w zeszłym roku odnotowanych pobić dzieci było przeszło 2700, z czego znacząca część ze skutkiem śmiertelnym. Z danych policji wynika, że liczba ofiar przemocy domowej w ciągu 7 lat wzrosła prawie dwukrotnie. W 2006 r. było ich 157 tys. Według danych fundacji Mederi w 70 proc. przypadków sprawcami wszelkiej przemocy wobec dzieci są ich rodzice.
Sprawy maltretowania dzieci powinny się kończyć wyrokami. Niestety, prokuratorzy często uznają, że rodzic bijąc zgodnie z zasadami ukarał nieposłuszne dziecko i umarza sprawę. Od 1998 roku do grudnia 2005 roku skazano dziesięć osób za naruszenie nietykalności cielesnej małoletnich – mówi Ewa Piotrowska z Prokuratury Krajowej. Dla porównania, za pobicia osób dorosłych było 2100 wyroków skazujących.
– Jak mi syn będzie wyjadał rodzynki z ciasta przed Wigilią, to na pewno dostanie szmatą w łeb – mówił Tadeusz Cymański (PiS).
Cymański też był zszokowany raportem.
* * *
Posłowie są w szoku, że kilka milionów ludzi żyje w skrajnej nędzy. Zapowiadają, że będą walczyć z bezrobociem, że przeanalizują rynki pracy.
Są zdziwieni polską biedą, spadli z księżyca. A może zwyczajnie mają gdzieś biedaków. Tych nierobów, pijaków. Bo przecież tylko tacy mogą być biedni. A biedni wiadomo, katują się wzajemnie i za swój los odpłacają dzieciom. Takie jest życie i Sejm nie sprawi, żeby było inne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz