 |
| Jedliński |
Ambitny prokurator wymyśli wszystko, co chce usłyszeć od świadka.
- Co świadek wie o przestępczej działalności oskarżonych - pyta sędzia Jedliński. Młody człowiek zerka na kilkadziesiąt osób siedzących na ławie oskarżonych.
- Eeeeeee, yyyyyy, ja nieeeeee bardzo... - odpowiada.
- A może słyszał pan jakieś plotki? - dorzuca sędzia.
I na tym polega postępowanie przed sądem.
Koronny
Daniel
B. został zatrzymany na gorącym uczynku. Zamknięto go. Od pierwszego
dnia prokurator zaczął nad nim pracować. Danielowi B. groziło 20 lat
odsiadki. Ale jeśli powie wszystko, co wie i pomoże prokuraturze,
zostanie świadkiem koronnym, będzie miał ochronę i pensyjkę do końca
życia. Długo nie trzeba było go namawiać. Sam B. niewiele rozumiał z
całej tej gadki prokuratora.
- To tłumok - mówi jego dawny kolega, dziś jeden z wielu wrogów. Daniel
B. skończył 6 klas szkoły specjalnej. Mówi prostymi zdaniami.
W protokołach zeznań tego nie widać. Jego opowieść o działalności
przestępczej znajomych płynie jak rwąca rzeka.
- Eeeeeee,
yyyyyyy, czy mógłby sędzia przeczytać moje zeznania, co to ja dla
prokuratora mówiłem, to ja to potwierdzę. Bo ja, eeeeeee, nie wiem
teraz... - odpowiada, gdy sędzia chce, by złożył tak obszerne wyjaśnienia,
jakie składał przed prokuratorem. I sędzia czyta. Godzinami. B. kiwa głową:
- Potwierdzam. Gorzej
jest, gdy trzeba wskazać, którego z oskarżonych zna. Mówi, że dobrze
zna jednego młodego policjanta. Wymienia go z nazwiska, rzuca nawet
jakąś ksywę. Opowiada o tym, jak pił z nim wódkę. Jak o dupach gadali.
Ale na sali tego gościa nie widzi. Nie ma go tu. Tymczasem siedzi pół
metra od niego.
- Eeeeeeee, yyyyyyy, aaaaaa, no tak go sobie wyobrażałem - mówi, gdy policjant się przedstawia. Ma
też problemy z datami. Podobno główny oskarżony wiózł jakiegoś gościa
po narkotyki. Razem je potem przywieźli. Jest pewny daty. Pamięta
szczegóły i jaka była wtedy pogoda. Zdziwiony jest, gdy okazuje się, że
ten drugi w tym czasie odbywał karę w więzieniu.
Może więc było to pół
roku później? Tak, na pewno pół roku. Jednak pogoda była inna. I znowu
się zdziwił, bo tamten wciąż był wtedy w więzieniu. Kolory też mu
się mylą. Opowiada, że pewna laska wielokrotnie wiozła amfetaminę
granatowym maluchem. A ona miała czerwonego fiata. Albo bywał 16 razy w
ciągu dnia w domu u oskarżone go. Nie pamięta, po co chodził tam tak
często, ale widział w tym domu walające się na wersalkach narkotyki.
Kilogramami. Dużo ich było, bo i dom duży. 4 piętra, kilkanaście pokoi.
Tymczasem ten dom jest dwupiętrowy i pokoi w nim jak na lekarstwo, bo
projekt był do dupy. Nie widział w tym domu nikogo poza babą
oskarżonego. Szeroko otwierał oczy na wieść, że oskarżony ma dwoje
małych dzieci, wtedy malutkich, które musiały być w domu. Szczególnie
jeśli bywał tam 16 razy w ciągu dnia. Jedno pewnie raczkowało między
paczkami narkotyków? Podaje, że oskarżony dał mu za narkotyki srebrne
audi. Cacko. Dziwi się, gdy okazuje się, że oskarżony rok wcześniej
sprzedał to cacko, na co ma stosowne kwity.
Celebryci
Tymczasem
zeznania Daniela B. mają ogromny ciężar gatunkowy. Opowiedział na 300
stronach przesłuchań o swojej znajomości z gwiazdami Świdnicy. Piotrem
Treczyńskim, wielokrotnym mistrzem Polski w boksie, i Stanisławem
Staszukiem, też znanym polskim bokserem. Znał ich każdy świdniczanin.
Chłopcy uczyli się u nich boksu. Treczyński od lat organizował wmieście
międzynarodowe gale bokserskie. Miejscowi celebryci. Na takich PiS miał
wtedy chrapkę. Daniel B. opowiadał o tym, jak Staszuk handlował
narkotykami. Przeszukano 6 związanych ze Staszukiem adresów. Kilkunastu
funkcjonariuszy z psem do wykrywania narkotyków. Nigdy nic nie
znaleziono. Nawet fifki, wagi albo torebek foliowych do pakowania
marychy. Przeszukali dom, firmę, klub, byłą żonę, obecną konkubinę,
rodziców byłej żony, wszystkich bliskich i dalszych znajomych.
Wygrzebano jednemu z kolegów 0,005 g marihuany z kieszeni. Nawet do
fifki za mało. Ale zarzut postawiono. B. powiedział, że Staszuk
przemycał narkotyki za granicę. Był 8 razy sprawdzany na granicy. Raz
wybebeszono mu samochód. Nigdy nic nie znaleziono. Powiedział, że robił
dla Staszuka lewe kolizje drogowe, żeby dostał odszkodowanie z PZU.
Tymczasem Staszuk nigdy nie miał żadnej kolizji. Nigdy też nie
występował o odszkodowanie do jakiegokolwiek ubezpieczyciela.
Powiedział, że Treczyński i Staszuk ściągali haracze. Ale nie ma nikogo,
kto by mówił, że im płacił. Podobno czerpali zyski z nierządu z klubu
Ranczo. Tymczasem burdelmama nie wygląda na taką, która chciałaby się z
kimkolwiek dzielić kasą. I mówi, że chłopcom, owszem, czasem płaciła,
ale za ochronę panienek.
Sędzia Maciej Jedliński uznaje jednak zeznania Daniela B. za wiarygodne. Nie każe mu zeznawać, bo wie, że B. nie wydukałby nawet połowy tego, co jest w zeznaniach sporządzonych przez prokuratora.
Odczytuje je na sali sądowej. Raz tylko szybko przerzucił dwie strony protokołu.
- A, to nieistotne dla sprawy - rzucił szybko.
Były to te fragmenty
zeznań, w których Daniel B. mówił o tym, że sędzia Jedliński bierze 100
tys. zł za załatwioną sprawę. Ciekawe, czy w tej kwestii świadek też
jest wiarygodny? Najciekawsza jest jednak praca prokuratorów -
Krzysztofa Schwartza i Karoliny Rzeczyckiej-Jarosz. Tak bardzo zależało
im na posadzeniu bokserów, że najprawdopodobniej sfałszowali
przesłuchania świadka koronnego. Protokół przesłuchania świadka
Daniela B. "zawiera znamiona dokumentu niejednorodnego " napisał
grafolog powołany przez jednego z oskarżonych. Biegły stwierdził, że
protokoły na stronach od 1 do 18 zostały podpisane przez świadka, ale
już od strony 19 do 46 podpisy najprawdopodobniej sfałszowano. Tego nie
podpisywał koronny. A w tej właśnie części zeznań znalazły się opowieści
o największym ciężarze gatunkowym.
- Ja w tym czasie trenowałem
swój podpis, bo ja nigdy nie podpisywałem nic tak dużo, jak teraz, to
sobie trenowałem - tłumaczył w sądzie B. Ale i on powiedział, że na zeznaniach są nie jego podpisy. Według
grafologa podrobione podpisy to jeszcze nie wszystko. Zwrócił on uwagę,
że zeznania Daniela B. zostały zeskanowane i dołączone do różnych
protokołów. Do stwierdzenia tego faktu niepotrzebny jest naukowiec. Te
same zdania, te same błędy interpunkcyjne - przecinek w przecinek.
Dokładnie to samo świadek miał mówić co jakiś czas przez kilka lat,
odnosząc to do przeróżnych okoliczności. Raz brał udział w tym napadaniu
i widział, jak jeden z oskarżonych bił, uderzał i straszył klamką.
Parę lat później identyczne zdanie zostało wklejone do protokołu z
zeznań dotyczące innego oskarżonego. Potem jeszcze innego. Takich
kwiatków jest kilkadziesiąt. Widać to gołym okiem.
Sfora
Dobremu gangowi potrzebni są skorumpowani policjanci. Wiedział o tym prokurator. Daniel B. opowiada więc o policjantach. Jeden
miał w 2001 r. wozić z nim narkotyki swoim nissanem. Tymczasem
policjant kupił tego nissana pod koniec 2002 r. Miał też wziąć od niego
50 zł za przekazanie informacji o blokadzie. Prokurator postawił mu
zarzuty mimo wszystko. Drugi miał bzykać za darmo prostytutki w zamian
za donoszenie o tym, co wiedzą o nich policjanci. Gdy okazało się, że
policjant nie przeleciał żadnej z panienek, prokurator musiał zmienić
zarzut czerpania korzyści seksualnych na niedopełnienie obowiązku
społeczne go, czyli niepowiadomienia organów ścigania, że tam jest
burdel. Choć wszyscy w mieście wiedzieli, że tam dziewczynki nie grają w
domino. Zarzucono mu także, że często bywał w kantorze u Treczyńskiego.
I szeptał mu do ucha, za co Treczyński płacił. Nie zauważono, że z
każdej wizyty jest raport i setki służbowych telegramów. Trzeci
funkcjonariusz miał przekazać Danielowi B. paczkę od żony w zamian
zamożliwość napicia się wódeczki z B. Funkcjonariusz faktycznie dał mu
wtedy paczkę. Bo był dyżurnym i takie były jego obowiązki. Może i Daniel
B. powiedział, że ma u niego kielicha, nie pamięta, ale z nim nie pił.
Prokurator postawił mu zarzut korupcyjny za przyjęcie nieustalonej
ilości alkoholu. Wszyscy pomówieni przez Daniela B. policjanci
zostali natychmiast aresztowani. Niektórzy przesiedzieli nawet rok w
aresztach. Bo mogli mataczyć.
Szantaż
Beata
O. to konkubina Stanisława Staszuka. Trafiła do aresztu, gdzie była 2,5
roku. Gdy ją zatrzymano, młodsza córka miała 9 miesięcy, była jeszcze
przy piersi. Druga córka szykowała się właśnie do komunii.
- Nie
szkoda pani dzieci? Jak pani coś powie na męża, to wróci pani do córek, a
jak nie, pójdą do domu dziecka - przekonywał prokurator Schwartz.
Gdy
nie chciała nic powiedzieć o przestępczej działalności męża, skończyło
się "paniowanie"?.
- Albo coś, kurwa, powiesz, albo cię zamknę! - skoczył do niej prokurator.
- Wybieraj: albo Staszuk, albo dzieci.
Prowadzono
ją przez Wrocław w kajdankach, bez sznurówek, pod eskortą policji z
ostrą bronią. Wyjęto jej nawet fiszbiny z biustonosza, bo to
niebezpieczne. Dzieci nie trafiły do domu dziecka tylko dlatego, że
policjant na przesłuchaniu powiedział jej, aby szybko napisała
oświadczenie, że dziećmi ma zająć się babcia. Należy uznać ją
winną z tego względu, że pozostaje w związku konkubenckim ze Stanisławem
Staszukiem - napisał Schwartz we wniosku o zastosowanie aresztu, a
potem w akcie oskarżenia. Stanisław Staszuk przesiedział w
areszcie ponad 6 lat. Piotr Treczyński też 6. Obaj albo nie mieli w
ogóle widzeń, albo mieli "przez pleksę". Podobnie Beata O. nie mogła
zobaczyć dzieci. Policjanci też nie mogli widzieć nikogo. Żeby nie
mataczyli.
Czyściciel
Sędzia Maciej
Jedliński sypał wyrokami. Policjantom zniszczył życie, uznając ich
winnymi zarzucanych przez prokuratora czynów. Czyli niedopełnienia
obowiązku społecznego, przyjmowania kasy za szeptanie do ucha, wożenia
narkotyków nieistniejącym samochodem i przekazywania paczki "na dołku?.
Rzekomi gangsterzy dostali po kilkanaście lat. Ale musieli tyle dostać,
bo jak tu wytłumaczyć 6 lat aresztu?
Sędzia Jedliński sądził tak
sumiennie, że nie zauważył, iż trzech oskarżonych reprezentuje ten sam
pełnomocnik co świadka koronnego. Nie widział sprzeczności interesów.
- Schwartz wyczyści Świdnicę, tylko nie zapomnij mówić na Treczyńskiego -
mecenas Tomasz Bokszczanin mówił do świadka koronnego. Wtedy, gdy był
też pełnomocnikiem Treczyńskiego. Dopiero Sąd Najwyższy w kasacji dopatrzył się, że w Świdnicy jest wolnoamerykanka.
Niektórych
skazanych w ogóle uniewinnił z braku dowodów. Resztę wątków skierował
do ponownego rozpatrzenia. Na 20 stronach uzasadnienia decyzji sędziowie
nie pozostawili suchej nitki na prokuraturze zbierającej dowody i na
sądzie, który bezkrytycznie dowody te przyjął jako wystarczające.
Gang
bokserów - jak pisały o nich lokalne media ...znowu stoi przed sądem.
Oskarżani mają innego sędziego, ale ławnicy są ci sami co w poprzednim
procesie. Policjanci czekają na wyrok sądu apelacyjnego.
PS Zeznania świadka koronnego Daniela
B. walały się przy śmietniku we Wrocławiu. Opisaliśmy to w dwóch
publikacjach z cyklu "Jak zabija prokurator" (nr 40 i 42/2011).
"Jak zabija prokurator"