Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Białek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Białek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 kwietnia 2013

LEWO i Sprawiedliwość (NIE 15/2003, 5.04.2003)

Jak wyglądają święte krowy? Jak sędziowie III wydziału karnego sądu okręgowego w Świdnicy.

To nie tylko niecodzienna sytuacja, to kuriozum. W Sądzie Okręgowym w Świdnicy orzekał sędzia, któremu odebrano immunitet. Wydawał wyroki, a ich uzasadnienia pisał ławnik, bo sędzia nie miał takich uprawnień. A wszystko po to, by nie wyszły na jaw uchybienia i naruszanie prawa przez jego kolegów i przełożonego.

Sędzia po pijaku
Sędzia Sądu Okręgowego w Świdnicy Tomasz Białek 12 stycznia 2012 r. został zatrzymany gdy jechał po pijaku. Nic nadzwyczajnego. http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/sedzia-i-jego-kac-nie-372012.html
Od razu wpłynęła informacja do jego przełożonych o zaistniałej sytuacji. Zgodnie z przepisami.
- Natychmiast powinno być wszczęte postępowanie dyscyplinarne, powinien zostać pozbawiony immunitetu i zawieszony w czynnościach sędziego – dowiedzieliśmy się w Krajowej Radzie Sądownictwa. Stanowi też
o tym wyraźnie Prawo o Ustroju Sądów Powszechnych, obowiązujące bezwarunkowo sędziów.
Tymczasem nic takiego się nie stało. Wtedy w styczniu postanowiono wyciszyć sprawę.
- Nikt miał się o tym nie dowiedzieć – mówi anonimowo pracownik świdnickiego sądu. – Sprawa była trzymana w tajemnicy.
Latem ze świdnickiego sądu wyciekła szczątkowa informacja. Zaraz potem, dzięki naszej publikacji, o sprawie dowiedzieli się inni. Poza tym w Poznaniu prowadzone było w tej sprawie postępowanie karne. Trzeba było coś zrobić. W lipcu 2012 roku sędziemu Tomaszowi Białkowi uchylono immunitet. Ale nie zawieszono go w czynnościach… Dlaczego? 

 Sędzia bez immunitetu
Bo sędzia Białek prowadził, uchylony do ponownego rozpatrzenia, proces, który był oczkiem w głowie jego szefa, Macieja Jedlińskiego. Gdyby wówczas zmienił się skład sędziowski, mogłyby wyjść na wierzch uchybienia zarówno Jedlińskiego jak i jego podwładnych. Białek musiał kontynuować sprawę zgodnie z jego zaleceniami.
- Miał za wszelką cenę dokończyć proces „gangu bokserów” – mówią informatorzy. – Sędzia Jedliński nakazał szybko skazać oskarżonych.
Wcześniej skazał ich na długoletnie więzienie sędzia Mirosław Bagrowski.
Wyrok, jako naruszający rażąco przepisy prawa, w sprawie pseudogangu został przez sąd odwoławczy uchylony i wrócono sprawę do ponownego rozpoznania. Teraz Tomasz Białek nie mógł tego zepsuć, bo postępowanie to, zostało uznane przez media, za sukces tutejszego wymiaru sprawiedliwości. Postępowanie, które z prawem, a już na pewno ze sprawiedliwością nie miało nic wspólnego. Podzielone na wiele wątków, oparte jedynie na zeznaniach świadków koronnych, było tylko spektaklem dla tłumów, którzy chcieli igrzysk.
- Musze skończyć sprawę do końca sierpnia – mówił na rozprawie Białek, gdy odrzucał wszelkie wnioski dowodowe obrony.
I skończył. Wyrok w sprawie pseudogangu (III K 154/06) wydał 23 sierpnia. Oczywiście zgodnie z oczekiwaniami Jedlińskiego i Bagrowskiego. Był taki jak poprzedni, ten uchylony.
Dopiero po wydaniu tego wyroku, 7 września 2012 r. Tomasza Białka zawieszono w czynnościach.
Od lipca orzekał w sprawach, chociaż nie miał immunitetu.
- Orzekał bez immunitetu??!! – pyta zszokowany sędzia Jarema Sawiński, wiceprzewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa. - Jest to powód do natychmiastowego wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko temu sędziemu.
A kto powinien wszcząć postępowanie w tej kolejnej sprawie?
- Sędzią zastępującym na tym terenie rzecznika dyscyplinarnego jest Mirosław Bagrowski ze Świdnicy – dowiadujemy się w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu.

Sędzia który nie jest sędzią
Jak gdyby tego wszystkiego było mało, uzasadnienie owego wyroku wydanego przez sędziego bez immunitetu, napisał … ławnik. Owego ławnika wyznaczył 13 września 2012 r. szef III wydziału karnego Maciej Jedliński. Wydał on wówczas zarządzenie, że „w związku z uchwałą sądu dyscyplinarnego czyli Sadu Apelacyjnego w Poznaniu o sygn. ASDo 2/2012” (zawieszającą sędziego w czynnościach – przyp. autorki) uzasadnienie ma sporządzić Józef Kostrzewa, ławnik, bo sędzia Białek nie posiada takich uprawnień. Ławnik Józef Kostrzewa napisał uzasadnienie wyroku wydanego przez Białka. W 90 % przepisał to, co napisał Bagrowski uzasadniając swój wcześniejszy wyrok.
Prawo o Ustroju Sądów Powszechnych z dnia 27 lipca 2001 roku, obowiązujące wszystkich sędziów wyraźnie stanowi, że jeśli sędzia zostanie przyłapany na gorącym uczynku, dokonując przestępstwa umyślnego, zostaje natychmiast zawieszony w czynnościach, a sprawa z urzędu trafia do sądu lub prokuratury. Czyli od 13 stycznia sędzia Tomasz Biełek nie miał prawa założyć sędziowskiego łańcucha. Tymczasem on cały czas orzekał! Za zgodą i aprobatą jego przełożonego Macieja Jedlińskiego i przy aplauzie rzecznika dyscyplinarnego Mirosława Bagrowskiego. Rozpatrywał sprawy dotyczące ludzkiej wolności.
Nawet jeśli jego szef go nie zawiesił, Białek sam miał obowiązek wyłączyć się z prowadzonych postępowań. Nie zrobił tego, narażając ludzi na kolejne stresy i straty finansowe. Wiele procesów musiało wrócić do ponownego rozpoznania, bowiem zmienił się skład sędziowski.

Sędziowie, którzy są bez zobowiązań
Sędzia Maciej Jedliński wystąpił przeciwko nam do sądu o odszkodowanie za to, że o nim piszemy. Napisaliśmy na przykład o tym, że 3 osoby oskarżają go branie łapówek. 
„My nie podważamy, że ktoś tam mówił, że sędzia Jedliński brał łapówki, my uważamy, że gazeta nie miała prawa o tym pisać” 
– uzasadniał swoje stanowisko adwokat Macieja Jedlińskiego.
Świadkami tego, że Jedliński „wcześniej był pogodnym człowiekiem, a po tych artykułach się załamał” byli… sędzia Tomasz Białek i Mirosław Bagrowski. Na pytanie Jedlińskiego, czy Białek miał jakieś zobowiązania wobec niego i wobec Bagrowskiego, Białek odpowiedział na sali sądowej:
- Nie mam żadnych zobowiązań wobec Macieja Jedlińskiego i Mirosława Bagrowskiego.
Oj, nieładnie, panie sędzio tak kłamać.

Joanna Skibniewska

środa, 20 marca 2013

SĘDZIA i jego kac (NIE 37/2012)


Sędzia Tomasz Białek z Sądu Okręgowego w Świdnicy miał przyjemność uprzedzać nas, że będziemy mieć problemy z prawem. Bo napisaliśmy o tym, jak w świdnickim sądzie prowadzi się przewody sądowe. Czyli napisaliśmy o niekompetencji, braku obiektywizmu, stronniczości i złej woli sędziego. Teraz jednak to on ma problemy. Miał około promila alkoholu, jadąc samochodem.
Białek

Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego sędzia Tomasz Białek tak bardzo spieszy się z zamknięciem przewodów sądowych, które prowadzi.
- Muszę skończyć do końca sierpnia - twierdził, gdy odrzucał wnioski dowodowe oskarżonych. By niepotrzebnie nie tracić czasu na zbędne dochodzenie prawdy.
     Ani dlaczego tak dziwnie prowadził sprawę bokserów zwróconą przez Sąd Najwyższy do ponownego rozpatrzenia, jak gdyby starał się pokazać, że poprzednio orzekający w niej sędzia Mirosław Bagrowski nie popełnił żadnego błędu, choć jego przełożeni uważają inaczej.
Teraz już wiemy.

***
- Białek ma zobowiązania wobec Bagrowskiego, który orzekał w tamtym procesie - mówi nam anonimowo pracownik świdnickiego sądu.
Niedawno policja na promie płynącym do Szwecji zatrzymała pijanego kierowcę. Miał około promila. Okazał się nim sędzia Białek.
- Tylko dlatego to wyszło, że policjanci byli stamtąd - zapewnia nas świdnicki informator.
Krajowa Rada Sądownicza potwierdza, że do komisji dyscyplinarnej wpłynął wniosek o postępowanie sprawdzające w tej sprawie. Prowadzi je wyznaczony do tego zastępca rzecznika dyscyplinarnego z tamtego okręgu.
- Sprawą bezpośrednio zajmuje się sędzia Mirosław Bagrowski ze Świdnicy - poinformowano nas w KRS.

***

Ani Bagrowski, ani prezes sądu świdnickiego, ani jego zastępca nie chcieli z nami rozmawiać. Ponoć wszyscy od wielu dni są zapracowani i sumiennie orzekają na salach sądowych, stąd ta nieuchwytność.
- Złożono wniosek o uchylenie immunitetu sędziemu Tomaszowi Białkowi - stwierdza sędzia Marcin Cieślikowski z KRS, jednocześnie sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, jednostki nadrzędnej nad Świdnicą. - Jeśli postępowanie sprawdzające się potwierdzi, zostanie wszczęte postępowanie dyscyplinarne, a sędzia zostanie zawieszony w czynnościach.
Białek tłumaczy się, że był wczorajszy, bo ponoć ululał się dzień wcześniej.
Choć postawa sędziego w stosunku do nas była co najmniej niemiła, nie życzymy mu źle.

Nie przesadzajmy, raptem promil, kiedy się siedzi za kierownicą, to mały pikuś. Szczególnie jeśli chodzi o sędziego.

Ciekawe, czy nadal jego ulubionym zwrotem jest: "Nieprawdą jest jakoby...".

Joanna Skibniewska


> Sędzia Włodzimierz K. miał 3,4 promila. Wyzywał policjantów i bił w głowę. Dopiero po 3 latach wniesiono przeciwko niemu akt oskarżenia, bo sędzia nie zgłaszał się na wezwania prokuratury. Ta jakoś dziwnie nie próbowała być skuteczna. Zobaczymy co dalej... 
> Sędzia z Gdańska nadal jest sędzią, pomimo wyroku. Waldemarowi K. podczas jazdy do pracy przydarzyła się kolizja. Wezwani na miejsce policjanci po badaniu alkomatem stwierdzili u mężczyzny 1,17 promila. Po chwili wynik był jeszcze wyższy, co oznacza, że sędzia pił tuż przed badaniem. w samochodzie? Jeszcze tego samego dnia sędzia pojawił się w pracy, gdzie orzekał wyroki. Ukarano go grzywną w wysokości 10 tys. zł. Jest jednak zawieszony w czynnościach zawodowych.
> Grzegorz T., sędzia Sądu Rejonowego w Przemyślu, został zatrzymany na początku marca na drodze z Lubaczowa do Jarosławia. Miał prawie 2,5 promila. Policję o pijanym kierowcy telefonicznie powiadomił anonimowy informator. Policja miała problem z zatrzymaniem go. Dość szybko jechał? Na razie został zawieszony.
> Sąd uznał Martę B. za winną tego, że w lutym 2009 r. w trakcie wyznaczonej jej sesji w Wydziale Rodzinnym w Sądzie Rejonowym w Krasnymstawie wypiła nieustaloną ilość alkoholu i będąc pod jego wpływem, po rozpoznaniu sześciu spraw, przerwała sesję i nie rozpoznała pozostałych czterech spraw z wokandy. Dostała karę dyscyplinarną - przeniesienie na inne miejsce służbowe w okręgu Sądu Apelacyjnego w Lublinie.
> Nagana to prawomocna już kara dyscyplinarna dla warszawskiego sędziego Jakuba I. za to, że używał wulgarnych słów przy policjantach i odmówił poddania się badaniom na alkomacie, gdy po spożyciu alkoholu dostał się na mecz w 2009 r. na Stadionie Śląskim. Sędzia ma się dobrze...
> Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Anna Pakulska-Jabłońska miała sprawę dyscyplinarną za spowodowanie kraksy samochodowej pod wpływem alkoholu. Miała 1,6 promila. Wpadła na inny samochód i "oddaliła się z miejsca zdarzenia". Zawieszono ją.

czwartek, 7 marca 2013

Sędzio, spójrz mi w oczy (NIE 49/2011)

Sędzio, spójrz mi w oczy

 1. 
Sędzia Tomasz Białek ze świdnickiego sądu okręgowego zarzucił nam, że nie powinniśmy pisać o domniemanym przyjęciu przez sędziego łapówki od gangstera, bo sprawę badano i zeznania świadka koronnego, który o tym mówił, uznano za niewiarygodne. Zaraz potem pan sędzia stwierdził, że zeznania świadka koronnego zeznającego przeciwko "gangowi bokserów" też były badane i nikt ich nie zakwestionował. Otóż pan sędzia zapomniał wyjaśnić, że to był ten sam świadek i zeznawał w związku z tą samą sprawą. Ba, nawet mówił to tego samego dnia. Wygląda na to, że jest niewiarygodny, gdy zeznaniami pogrąża sędziego, a wiarygodny, gdy zeznaje przeciw innym osobom. Sędzia pisze do nas, że zeznań tych nigdy nie podważano. Nie wspomina o tym, że prokuratura w Poznaniu prowadzi postępowanie w sprawie fałszowania tych protokołów (VDs46/11/S prowadzi prokurator Boksińska). Bo są tam powtórzenia i wklejki (co jasno wykazał grafolog w ekspertyzie), a całe postępowanie przed sądem toczyło się jedynie w oparciu o kserokopie protokołów zeznań świadka. Oryginałów zeznań nigdy nie pokazano, choć strony występowały o nie przez lata.

2. 
Sędzia twierdzi, że bezpodstawnie czepiamy się prowadzonego przed sądem postępowania przeciwko bokserom, bo powodem skierowania sprawy do ponownego rozpatrzenia były "wyłącznie" względy proceduralne. Ale nie wspomina o tym, co to za względy. Mianowicie sędzia Jedliński prowadzący rozprawę "nie zauważył", że pełnomocnik świadka koronnego mecenas Bokszczanin był także adwokatem trzech oskarżonych. Bronił Stanisława S., Piotra T. Alberta F. i paru innych podsądnych wtedy, gdy był pełnomocnikiem świadka koronnego Daniela B. i mówił mu, co ma zeznawać przeciwko innym podopiecznym tego adwokata. Zarazem sędzia prowadzący tamto postępowanie nie zwrócił uwagi na to, iż na rozprawie obrońcą oskarżonego był substytut, który nie miał prawa reprezentować nikogo przed sądem. Doprawdy to nie proceduralne drobiazgi spowodowały skierowanie sprawy do ponownego rozpatrzenia.

3. 
Sędzia Białek uważa, że skłamaliśmy, pisząc: sędzia Maciej Jedliński sypał wyrokami. Policjantom zniszczył życie. Według Białka sędzia wcale nie zniszczył im życia, bo w sprawie, w której jako oskarżeni występowali byli policjanci, najsurowsze kary to 6 lat pozbawienia wolności. Czyli to tylko 6 lat! Pryszcz! Wcześniej były areszty, utrata pracy, utrata dobrego imienia itp. A wszystko to na podstawie bardzo wątpliwych dowodów albo zupełnie bez nich.

4. 
Podobno napisaliśmy nieprawdę, że sędzia Jedliński skazał Stanisława S. i Piotra T, bo sędzia Jedliński nigdy nie orzekał w sprawie. No, proszę. A my mamy wyrok, gdzie przewodniczącym składu sędziowskiego był Jedliński. Sędzia Białek "zapomniał? napisać, że sprawę "gangu bokserów" podzielono na wiele wątków. Odbywało się więc parę procesów przed sądem. W zaledwie jednym z nich nie sądził Jedliński, ale sędzia Pędziwiatr. I tę akurat sygnaturę akt przywołuje sędzia Białek. W pozostałych przewodniczącym składu był jak najbardziej Jedliński.

5. 
Podobno nieprawdą jest, że w ponownym procesie są ci sami ławnicy, którzy już raz orzekli winę oskarżonych. Może sędzia Białek nie rozpoznaje ludzi? No to my informujemy, że obok sędziego siedzą znów ławnicy: Józef Kostrzewa, Ryszard Oślizło, Elżbieta Dudziak, którzy siedzieli obok sędziego Jedlińskiego przy sprawie dotyczącej korupcji, jakiej miał się dopuszczać gang wobec policjantów, tak dobrodusznie skazanych tylko na 6 lat.

6. 
Podobno napisaliśmy nieprawdę, że policjanci siedzieli w areszcie 6 lat. Ale my tak nie napisaliśmy! Napisaliśmy, że bokserzy siedzieli tyle. A niektórzy nawet więcej?

7
I ostatnia kwestia, w tej sytuacji niezwykle istotna. Podpisany pod listem do "NIE" sędzia Tomasz Białek to przewodniczący składu sędziowskiego, który obecnie orzeka w postępowaniu przeciwko domniemanemu "gangowi bokserów". Na razie nie ma on prawa wypowiadać się w kwestii oceny dowodów! Jak widać, już na początku toczącego się postępowania wie, czy oskarżeni są winni, czy nie. Już dziś wydaje na nich wyrok. A to dyskwalifikuje sędziego.

8
Prokuratura Okręgowa w Świdnicy pisze, że zeznania świadka koronnego wcale nie są tajne. Czemu więc oskarżeni otrzymywali od prokuratora referenta odpowiedzi odmowne, gdy chcieli zapoznać się z oryginalnymi zeznaniami świadka? Czemu one są opatrzone klauzulą "tajne"? Prokuratura twierdzi nawet, że świadek koronny musi być znany wszystkim stronom postępowania. To po co otrzymuje nową tożsamość? Do świdnickiego sądu przywożono świadka koronnego na przesłuchanie śmigłowcem i zamaskowanego. Dla zabawy? Prokurator parę zdań dalej zaprzecza sam sobie. Pisze, że dane świadka są jednak tajne i że taki delikwent otrzymuje nowe dane osobowe, żeby go ci, których oskarżał, nie dopadli w ciemnym kącie.

9.
 Podobno nieprawdą jest, że prokuratorzy Schwartz i Rzeczycka-Jarosz prowadzili razem postępowanie przygotowawcze w sprawie gangu bokserów. Prokurator uzasadnia to tym, że referentem postępowania był prokurator Schwartz, a Rzeczycka-Jarosz zajmowała się jednym z wątków postępowania. Czy więc "NIE? kłamie, podając, że prowadzili je razem?

10
Ponoć przesłuchiwany przez prokurator Rzeczycką-Jarosz przestępca wcale nie uciekł wtedy, gdy pani prokurator go zostawiła samego w pokoju. Uciekł w jej obecności. I prokuratura nie widziała nic niewłaściwego w czynności procesowej przeprowadzonej przez tę prokurator. Po pierwsze, informacje o ucieczce pochodzą od świadków zdarzenia, którzy jasno mówią, że prokurator Rzeczycka-Jarosz wyszła "na siku" w trakcie przesłuchania. Jest ich wielu i są wiarygodni. Policjanci dowożący gościa na przesłuchanie uprzedzali panią prokurator, że powinni być podczas rozmowy, bo przesłuchiwany będzie chciał uciec. Ba, zrobili nawet stosowną notatkę służbową. Rzeczycka-Jarosz ich odprawiła, a gangster zwiał. Po drugie, jeśli nie znaleziono nieprawidłowości w sytuacji gdy bandyta ucieka w trakcie przesłuchania przez prokuratora, to przestępcy mają słodkie życie. Tylko chodzić na przesłuchania.

11. 
Prokurator twierdzi także, że nieprawdziwe jest nasze twierdzenie, że Daniel B. nie może być świadkiem koronnym. Może być, a my to głupki i się nie znamy na ustawie o statusie świadka koronnego. Informujemy więc, że Daniel B. w swoich zeznaniach obszernie opowiada o tym, jak miał wykonać zlecenie zabójstwa. A każdy choćby podejrzany o naruszenie art. 148 kk nie może mieć statusu świadka koronnego (zgodnie z ustawą). Tymczasem Daniel B. ma. Poza tym zgodnie z ustawą musi zwrócić zagrabioną kasę, a poszkodowanym przez niego delikwentom "wynagrodzić krzywdy". A Daniel B. ani nic nie oddał, ani niczego nie wynagrodził.

12.
Prokuratura odniosła się też do artykułu "Jak wsadza pedofil" o zniszczonych przez nią lekarzach z Wałbrzycha. Najważniejszą kwestią w piśmie prokuratury jest to, że teza, iż stał za tym Ziobro, jest nieprawdziwa. Zapraszamy więc prokuratorów do obejrzenia konferencji prasowej wyemitowanej w telewizji publicznej, na której Ziobro opowiadał o tej sprawie. Mówił o swoim "sztandarowym sukcesie" (10maja 2006 r.).

13. 
Podobno napisaliśmy nieprawdę, że w tym postępowaniu był świadek koronny. Ale my nie napisaliśmy, że taki tam był. Napisaliśmy, że Maciej G. współpracował z prokuraturą.

14
 Prokurator twierdzi, że Maciej G. nie obciążał innych. Zapewniamy, że w trakcie 136 przesłuchań, z którymi mieliśmy okazję się zapoznać, mówi zupełnie co innego.

15.
 Podobno nie oskarżano go o załatwianie lewych zaświadczeń lekarskich. To co znaczą zarzuty prokuratorskie, które mu postawiono w tej kwestii? Przed sądem nie stanął jako oskarżony tylko dlatego, że się zabił.

16. 
Prokurator napisał też, że napisaliśmy nieprawdę w kwestii śmierci G. Według niego napisaliśmy w artykule "Jakwsadza pedofil", że Maciej G. się powiesił. Prokurator pouczył nas i napisał: "zmarł w dniu 16.08.2006 r. W wyniku zamachu samobójczego". Szanowna Prokuraturo, otóż nie napisaliśmy, że Maciej G. się powiesił. Napisaliśmy dokładnie: Aż pewnego dnia zabrakło głównego świadka oskarżenia. Gralec popełnił samobójstwo. Wydaje nam się, że to to samo, co śmierć "W wyniku zamachu samobójczego".

17.
 Prokurator stwierdził też, że nieprawdą jest, iż "miejscowi adwokaci trafiali za kratki". Ponieważ zatrzymano TYLKO dwóch miejscowych adwokatów. No to trafiali za kratki czy nie?

18. 
Podobno informacje w artykule "Jak wsadza pedofil" są nieścisłe, bo było wiele dowodów winy lekarzy, a nie, jak napisaliśmy - ŻADNE poza rewelacjami nieżyjącego już bełkoczącego w pijanym widzie, chorego psychicznie świadka. Według prokuratora dowodem były historie choroby pacjentów. Ależ napisaliśmy o tym! To fragment naszej publikacji: "Mam siedemdziesiątkę, jestem po dwóch zawałach. Przesiedziałem prawie miesiąc" - mówi pacjent Gralca. Siedział, bo Schwartz uznał, że wyłudził od ZUS rentę, gdyż wcale nie był chory. On, prokurator, to wie, bo czytał w internecie, że opisane przez lekarza objawy są inne. Poza tym on wcale nie dyszy, czyli nie miał żadnego zawału. EKG, echo serca i inne badania mówiące jasno o przebytych zawałach nic dla prokuratora nie znaczą. Według niego to zwykła ściema. Takich pacjentów jest wielu. Według prokuratora - wyłudzaczy i oszustów. Większość aresztowanych to rocznik 1944-45. Wszyscy z wieloletnią historią choroby wieńcowej. Jeden z zatrzymanych miał w ciągu 8 lat 3 zawały, 5 razy poszerzano mu naczynia wieńcowe, a niedawno miał wszczepione by-passy. Ale według Schwartza jest on zdrowy.

19.
 Podobno Maciej G. nie zostawił listu pożegnalnego, w którym mówi, że kłamał, składając zeznania. Prokuratura napisała, że znalezione przy nim listy "miały charakter osobisty" i były skierowane do bliskich. I to akurat jest prawda! Bo list ten był skierowany do najbliższych, był osobisty i autor przepraszał w nim tych, których skrzywdził. Oraz tych, których kłamliwie pomówił.

Joanna Skibniewska

Jak ściemniają organa (NIE 49/2011)


Jak ściemniają organa

Po kilku naszych publikacjach otrzymaliśmy z Sądu Okręgowego i Prokuratury Okręgowej w Świdnicy pisma z żądaniami zamieszczenia sprostowania. Nie spełniają one warunków sprostowania, ponieważ wbrew temu, co twierdzi świdnicka prokuratura i sąd, napisaliśmy prawdę. Zdecydowaliśmy zamieścić je jednak jako teksty polemiczne i odnieść się do nich. Pisma te nie tylko zarzucają "NIE" kłamstwa, ale zawierają rozmaite pokrętne wyjaśnienia, mieszają wątki.
Uważamy, że to celowe. w żadnym z nich nie odniesiono się bowiem do meritum sprawy. A jest ono takie:
otrzymaliśmy znalezione na wrocławskim śmietniku kopie zeznań świadka koronnego. Materiały tajne. Napisaliśmy o tym. Przesłuchano autorkę artykułu. Wysłano do redakcji policję po znalezione dokumenty z żądaniem ich wydania. Odmówiliśmy oddania kompromitujących prokuraturę i sąd w Świdnicy dowodów, bojąc się, że trafią do tej samej prokuratury, a ta sprawę zamiecie pod dywan. Wystąpiliśmy do Prokuratora Generalnego, aby wskazał inną prokuraturę w kraju, której moglibyśmy oddać materiały. Przez kilka tygodni nikt nie zainteresował się tą sprawą. W pismach, które przytaczamy, nikt nie zająknął się na temat, jak to się właściwie stało, że protokoły zeznań świadka koronnego znalazły się na dostępnym z ulicy śmietniku.

 Redakcja 

PS Kolorem czerwonym wyróżniliśmy ewidentne nieprawdy, kolorem zielonym zdania nie mające związku z naszymi tekstami.

"Jak wsadza pedofil"("NIE" nr 43/2011)
http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/jak-wsadza-pedofil-nie-432011.html
(...) "Prokuratura Okręgowa w Świdnicy na podstawie ustaleń operacyjnych Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu od 2000 roku prowadziła śledztwo w sprawie wyłudzania świadczeń rentowych i innych z ZUS Oddział w Wałbrzychu na podstawie fałszywych lub poświadczających nieprawdę  dokumentów wystawianych przez lekarzy, a także wręczenia i przyjmowania W tym celu korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne, fałszowania dokumentacji medycznych oraz poświadczania w nich nieprawdy. Śledztwo to przez media zostało określone jako sprawa "wałbrzyskiej ośmiornicy". Czynności w tym śledztwie od początku powierzono do wykonania Komendzie Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu Wydziałowi ds. Walki z Korupcją. Nieprawdziwa jest zatem przedstawiana przez J. Skibniewską teza, że śledztwo to zostało zainicjowane w czasie, gdy Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym był Zbigniew Ziobro. (...)Od września 2007 roku śledztwo dotyczące wyłudzania świadczeń z ZUS i popełnianych w tym celu innych przestępstw, kontynuowane jest w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy. Nieprawdziwa jest informacja, że w śledztwie tym był ustanowiony świadek koronny. Na żadnym etapie omawianej sprawy świadek taki nie występował, nigdy nie był nawet w tej kwestii kierowany wniosek do sądu (zgodnie z ustawą z dnia 25 czerwca 1997 r. o świadku koronnym o nadaniu statusu świadka koronnego decyduje sąd okręgowy, po rozpoznaniu wniosku prokuratora). Jednym z istotnych dowodów we wskazanym śledztwie były natomiast wyjaśnienia jednego z lekarzy, który pełnił także funkcję lekarza orzecznika ZUS Oddział w Wałbrzychu - Macieja G. Maciej G. został zatrzymany 25.10.2004 r., a następnie tymczasowo aresztowany do 21.03.2005 r. Nieprawdziwa jest natomiast sugerowana przez autorkę artykułów informacja, jakoby Maciej G. zdecydował się na składanie wyjaśnień, w których obciążył tak siebie, jak i inne osoby o udział w przestępstwach, w celu uniknięcia odpowiedzialności za czyn o charakterze pedofilskim. Ani Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, ani żadna z podległych jej jednostek nie prowadziła przeciwko Maciejowi G. śledztwa o tego typu przestępstwa. w czasie gdy sprawa "wałbrzyskiej ośmiornicy" prowadzona była w Prokuraturze Apelacyjnej we Wrocławiu, Maciej G. zmarł w dniu 16.08.2006 r. na skutek zamachu samobójczego. Nieprawdziwa jest natomiast informacja, że do zgonu doszło na skutek powieszenia się. Nieprawdziwa jest także informacja, jakoby Maciej G. pozostawił list czy też jakikolwiek inny dokument, w którym odwołałby swoje wyjaśnienia składane w toku śledztwa, z którego wynikałoby, że bezpodstawnie obciążył swoimi wyjaśnieniami inne osoby czy też kogokolwiek za takie zachowania przepraszał. Żaden tego typu dokument nie został także ujawniony podczas śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Wałbrzychu w sprawie nagłego zgonu Macieja G. Listy, które zostały sporządzone przez zmarłego i przy nim ujawnione, miały charakter wyłącznie osobisty i skierowane były do osób z kręgu jego najbliższych.  
W śledztwie ustalono, że zamach samobójczy miał związek z problemami rodzinnymi. Nieprawdziwa jest również kolejna forsowana przez J. Skibniewską teza, jakoby w kierowanych przez prokuratora aktach oskarżenia wyjaśnienia Macieja G. były jedynym dowodem obciążającym osoby występujące w śledztwie w charakterze podejrzanych, w szczególności innych lekarzy. w sprawach tych wyjaśnienia Macieja G. stanowią jeden z wielu dowodów, obok dokumentacji medycznej, rentowej, zeznań świadków oraz wyjaśnień innych podejrzanych, zarówno lekarzy, jak i osób, które uzyskały i pobierały nienależne świadczenia z ZUS, w wielu przypadkach przyznających się do popełnienia zarzucanych im przestępstw i potwierdzających wyjaśnienia Macieja G. O wartości zgromadzonego materiału dowodowego świadczy najdobitniej fakt, że w okresie prowadzenia sprawy "wałbrzyskiej ośmiornicy? w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy, w latach 2002-2005 oraz 2008-2011 skierowano do różnych sądów 18 aktów oskarżenia, obejmujących 367 osób oskarżonych. Do chwili obecnej prawomocnie zostało skazanych 277 osób, w tym11 lekarzy różnych specjalizacji. (...) Nie jest zatem prawdziwe, a co najmniej jest nieścisłe stwierdzenie, że sprawy przeciwko aresztowanym lekarzom są dziś umorzone. Nie polega także na prawdzie stwierdzenie J. Skibniewskiej, że "gdy w sprawie pojawiał się jakiś adwokat próbujący bronić lekarza, natychmiast G. był dodatkowo dosłuchiwany i przypominał sobie, że mecenas przekazywał mu łapówkę od jakiegoś pacjenta. Tak miejscowi adwokaci też trafili za kratki". Takie sformułowanie wypowiedzi wręcz narzuca wnioskowanie, że osób takich było wiele. Tymczasem wtoku omawianego śledztwa w maju 2006 roku istotnie zatrzymano pod zarzutem popełnienia przestępstw o charakterze m.in.korupcyjnym dwóch wałbrzyskich adwokatów, co do których prokurator wnioskował do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Wątek śledztwa dotyczący obu adwokatów, decyzją Prokuratora Apelacyjnego we Wrocławiu, został w lutym 2008 roku przekazany do dalszego prowadzenia Prokuraturze Okręgowej w Jeleniej Górze. Wobec jednego z adwokatów śledztwo zostało umorzone w listopadzie 2009 roku. Wobec drugiego adwokata śledztwo zakończono skierowaniem w grudniu 2009 roku aktu oskarżenia o trzy czyny, co do istoty takie same, jak te pod zarzutem których był zatrzymany w 2006 roku. Sprawa przeciwko temu oskarżonemu toczy się przed Sądem Rejonowym w Dzierżoniowie.
Prokurator Prokuratury Okręgowej Ewa Ścierzyńska Rzecznik Prasowy 

"Jak zabija prokurator" ("NIE"nr. 40/2011 i 42/2011)
 http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/jak-zabija-prokurator-nie-402011.html
(...) "Nieprawdziwa jest teza postawiona w tytułach artykułów Joanny Skibniewskiej opublikowanych w nr. 40 i 42 tygodnika - "Jak zabija prokurator", że świadek koronny nie jest znany uczestnikom postępowania z imienia i nazwiska. Pisząca, zapewne bez fachowej weryfikacji prawniczej, myli dwie instytucje procesowe polskiego prawa karnego tj. świadka koronnego, o którym stanowi ustawa z dnia 25 czerwca 1997 r. o świadku koronnym ze świadkiem anonimowym, o którym mowa w art. 184 kodeksu postępowania karnego. Świadek koronny jest osobą, która jako przestępca i członek zorganizowanej grupy, na określonych w ustawie warunkach może uniknąć odpowiedzialności karnej za popełnione przez siebie przestępstwa, w zamian za przekazanie organowi prowadzącemu postępowanie informacji, które mogą przyczynić się do ujawnienia okoliczności przestępstwa, wykrycia pozostałych sprawców, ujawnienia dalszych przestępstw lub zapobieżenia im. Zatem jest on osobą doskonale znaną swoim "kolegom", a w związku z tym jego ochrona polega na zapewnieniu mu i jego najbliższym ? przez właściwą jednostkę Komendy Głównej Policji ? bezpieczeństwa fizycznego. W związku z tym z chwilą nadania mu tego statusu nie przebywa ona w miejscu swojego dotychczasowego zamieszkania. J. Skibniewska nie zadała sobie trudu, by ustalić, że protokoły przesłuchań świadka koronnego mogą być udostępniane stronom i ich obrońcom, jak również mogą być sporządzane ich kopie bądź odpisy (za zgodą prokuratora lub sądu). Kolejna zatem nieprawdziwa informacja podawana w artykule to ta, że doszło w ten sposób do ujawnienia tajemnicy państwowej oraz insynuowanie, że odpowiedzialna za to jest prokuratura. Po nadaniu osobie statusu świadka koronnego, o czym decyduje sąd na wniosek prokuratora, jej dane osobowe nie są objęte tajemnicą państwową i są znane wszystkim stronom postępowania, a w przypadku prowadzenia rozprawy bez wyłączenia jawności ? także publiczności. Dane osobowe świadka koronnego są objęte tajemnicą państwową, ale tylko do czasu wydania postanowienia o dopuszczeniu dowodu z jego zeznań (art.23 pkt 1 ustawy z dnia 25 czerwca 1997 r. o świadku koronnym), a następnie dopiero po udzieleniu mu pomocy, gdyby wyposażono świadka w nowe dane osobowe (art.23 pkt 2 w zw. z art. 14). (...) Nieprawdziwe jest także stwierdzenie J. Skibniewskiej, że Daniel B. nie mógł być ustanowiony świadkiem koronnym, gdyż kwestię tę z urzędu badał Sąd Okręgowy w Świdnicy rozpoznający wniosek prokuratora w tym zakresie, w trybie art. 3 ustawy z dnia 25 czerwca 1997 r. o świadku koronnym. Nieprawdziwa jest informacja, że prokuratorzy Krzysztof Schwartz i Karolina Rzeczycka-Jarosz prowadzili wspólnie śledztwo w sprawie tzw. gangu bokserów, jak sprawę tę określały media. Postępowanie w tej sprawie zostało bowiem wszczęte w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy w 2004 roku, a następnie przejęte w2006 roku, do dalszego prowadzenia w prokuraturze Apelacyjnej we Wrocławiu oraz Wydziale Zamiejscowym we Wrocławiu Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej ówczesnej Prokuratury Krajowej. Cały czas referentem tego śledztwa był prokurator Krzysztof Schwartz. Natomiast w tutejszej Prokuraturze prowadzone były postępowania w zakresie wątków wyłączonych z głównej sprawy dot. "gangu bokserów", które nadzorowała prokurator Karolina Rzeczycka-Jarosz oraz inni prokuratorzy świdnickiej prokuratury. Nieprawdziwa jest również informacja, że zbiegły z budynku tutejszej Prokuratury podejrzany Mariusz R. był pozostawiony przez prokuratora sam w pokoju przesłuchań. W rzeczywistości uciekł on w trakcie przesłuchania, wyskakując przez okno na tzw. wysokim parterze, a następnie sforsował ogrodzenie wokół budynku. Postępowanie służbowe w tej sprawie nie wykazało nieprawidłowości w postępowaniu prokuratora wykonującego czynność procesową z udziałem Mariusza R. (...) Nie są w końcu prawdziwe zniesławiające prokuratorów relacje J. Skibniewskiej, iż Sąd Najwyższy rozpoznając kasację od jednego z wyroków wydanych w sprawie "gangu bokserów" stwierdził, iż w toku śledztwa preparowano dowody winy przeciwko podejrzanym. W rzeczywistości Sąd Najwyższy wskazał na uchybienia natury proceduralnej mające miejsce wtoku rozprawy, a skutkujące uchyleniem wyroku jedynie wobec Stanisława S. i Piotra T. i 5 innych osób, spośród 41 oskarżonych w tej sprawie. Wymienieni oskarżeni nie byli bowiem należycie reprezentowani na kilku rozprawach, gdyż w zastępstwie głównego obrońcy stawił się na rozprawie nieuprawniony do występowania przed sądem okręgowym aplikant adwokacki.
Prokurator Prokuratury Okręgowej Ewa Ścierzyńska Rzecznik Prasowy 

"Tajemnice ze śmietnika" ("NIE"nr 44/2011)
http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/tajemnice-ze-smietnika-nie-442011.html 
(...) Autorka artykułu pisze: "Sędzia Maciej Jedliński uznaje jednak zeznania Daniela B. za wiarygodne. Nie każe mu zeznawać, bo wie, że B. nie wydukałby nawet połowy tego, co jest w zeznaniach sporządzonych przez prokuratora.? To informacja nieprawdziwa. W sprawie o sygn. akt IIIK232/09,w której oskarżeni byli m.in.byli policjanci i w której rzeczywiście orzekał sędzia Maciej Jedliński, świadek koronny Daniel B., przed przystąpieniem do odczytywania mu zeznań złożonych przez niego w śledztwie, zeznaje sam na dwóch terminach rozpraw, co łącznie zajmuje 33 strony protokołów. Podobnie ma się rzecz w sprawie o sygn. akt IIIK154/06, w której oskarżeni byli m.in. Stanisław S. i Piotr T. w tej jednak sprawie sędzia Maciej Jedliński nigdy nie był członkiem składu orzekającego. Autorka dalej pisze: "Sędzia Maciej Jedliński sypał wyrokami. Policjantom zniszczył życie, uznając ich winnymi zarzucanych przez prokuratora czynów". I dalej: "Rzekomi gangsterzy dostali po kilkanaście lat. Ale musieli tyle dostać, bo jak tu wytłumaczyć 6 lat aresztu. Sędzia Jedliński sądził tak sumiennie, że nie zauważył, iż trzech oskarżonych reprezentuje ten sam pełnomocnik co świadka koronnego". To również informacje nieprawdziwe. W sprawie, w której jako oskarżeni występowali byli policjanci, najsurowsze kary to 6 lat pozbawienia wolności. Nikt w tej sprawie nie był tymczasowo aresztowany przez okres 6 lat. Natomiast jak już powiedziano wyżej, w sprawie o sygn. akt IIIK154/06,w której rzeczywiście Stanisław S. i Piotr T. skazani zostali na kary przekraczające 10 lat pozbawienia wolności i w której wyrok został następnie uchylony w wyniku kasacji przez Sąd Najwyższy, nigdy nie orzekał sędzia Maciej Jedliński. Nie orzekał on tak samo nigdy w jeszcze innej sprawie, chodzi tu o sprawę o sygn. akt IIIK16/08,w której doszło do sprzeczności interesów z powodu występowania tego samego obrońcy. Autorka pisze również, jakoby Sąd Najwyższy "niektórych skazanych w ogóle uniewinnił z braku dowodów. Resztę wątków skierował do ponownego rozpatrzenia. Na 20 stronach uzasadnienia decyzji nie zostawił suchej nitki na prokuraturze zbierającej dowody i na sądzie, który bezkrytycznie dowody te przyjął jako wystarczające?. To informacje nieprawdziwe. Wyrokiem z dnia 19 maja 2010 r. Sąd Najwyższy, rozpoznając kasację, tylko oskarżoną Beatę O. uniewinnił od jednego ze stawianych jej zarzutów. Uchylił natomiast wyrok Sądu Okręgowego w Świdnicy co do 8 oskarżonych. W uzasadnieniu swojego wyroku Sąd Najwyższy odnosił się zaś wyłącznie do kwestii procesowych, za wyjątkiem jedynie tej części, która dotyczyła uniewinnienia Beaty O. od jednego z zarzucanych jej przestępstw, jednak nawet i w tym zakresie nie odnosił się do zeznań świadków, w tym świadków koronnych oraz ustaleń Sądu Okręgowego w Świdnicy dotyczących takich dowodów. Na zakończenie Autorka pisze: "Gang bokserów" jak pisały o nich lokalne media - znowu stoi przed sądem. Oskarżeni mają innego sędziego, ale ławnicy są ci sami co w poprzednim procesie". To informacja nieprawdziwa. Przy ponownym rozpoznaniu sprawy nie występują ci sami ławnicy, którzy występowali poprzednio, przed częściowym uchyleniem wyroku W wyniku kasacji przez Sąd Najwyższy. Natomiast faktycznie występuje w niej dwoje ławników, którzy orzekali we wspomnianej sprawie o sygn. akt III K 232/09,w której oskarżeni byli m.in. Stanisław S. i Piotr T., nie ma jednak ku temu żadnych przeszkód procesowych. (...)
Rzecznik Prasowy Sądu Okręgowego w Świdnicy Tomasz Białek

"Jak zjeść policjanta? ("NIE" nr 40/2011)
http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/jak-zjesc-policjanta-nie-402011.html 
(...) Pragnę poinformować, że w sprawie domniemanego przyjęcia korzyści majątkowej przez sędziego Sądu Okręgowego w Świdnicy Prokuratura Apelacyjna we Wrocławiu prowadziła śledztwo, które w dniu 29 grudnia 2009 r. zostało prawomocnie umorzone. Natomiast zeznania świadków koronnych, które m.in.stanowiły jedne z kluczowych dowodów, będących podstawą wyroków skazujących w prowadzonych przez Sąd Okręgowy sprawach, były poddawane kontroli instancyjnej przez Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, jak również przez Sąd Najwyższy, rozpoznający kasację w sprawie o sygn. akt III K 154/06. Zeznania te nigdy nie były kwestionowane, a powodem częściowego uchylenia wyroku w tej ostatniej sprawie i skierowania jej do ponownego rozpoznania były wyłącznie względy proceduralne.
 Rzecznik Prasowy Sądu Okręgowego w Świdnicy Tomasz Białek