Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 kwietnia 2014

ŻŁOBEK dla śmieci (NIE, Nr 01/2014, str. 14)

 

W izbach wytrzeźwień narusza się nie tylko godność i nietykalność, ale też prawo. Do większości okaleczeń i śmierci w tych placówkach nie powinno było dojść. Nikt nie ponosi za nie odpowiedzialności.

– Jak się pan nazywa? – pyta lekarz z izby wytrzeźwień.
– Yyyylkyyyy… – Jak?
– Ooooookyyyy… – A na imię jak pan ma?
– Yyyyyyoosz…
Policjant podaje lekarzowi dowód Yyyyyyoosza.
– A, Grzegorz – czyta lekarz.
– Ile pan dziś wypił?
– Niiiiiii… – Nic?

– Niiii… – Pan tutaj dmuchnie – i podsuwa alkomat. – Oooo, przeszło 4 promile.
Facet wygląda na 60 lat. Ma trochę ponad 40. Widać, że pije od dawna. Dwóch napakowanych pracowników prowadzi go do osobnego pokoju. Tam go rozbierają, wrzucają pod prysznic i nasuwają na niego biały lniany worek ostemplowany na czerwono. Odbierają mu dokumenty, portfel i telefon komórkowy. Po drodze zerka na niego lekarz. Gość ląduje w pokoju podobnym do celi. Zamykają się za nim metalowe drzwi. Teoretycznie pracownicy powinni do niego zaglądać co 15 minut. Naprawdę zapomną o nim do rana, choć gość przekroczył dawkę śmiertelną zawartości alkoholu we krwi.
– Co czwarty tutaj przekracza – rzuca pracownik.

Policyjna wrażliwość

Co roku do izb wytrzeźwień w Polsce trafia blisko 280 tysięcy osób. W Warszawie izba potrafi przyjąć dziennie 130 osób.
Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości do takiej placówki może trafić osoba w stanie nietrzeźwości, która swoim zachowaniem daje powód do zgorszenia w miejscu publicznym lub w zakładzie pracy, gdy zagraża życiu lub zdrowiu swojemu albo osobom z jej otoczenia. Motywy zatrzymania są jednak niedoprecyzowane przez ustawodawcę, co prowadzi do rażących naruszeń praw człowieka.
Żona od pewnego czasu chciała się pozbyć Krzyśka. Mieszkanie w centrum Warszawy to nie byle gratka. Miała już nowego faceta, a że Krzysiek od paru lat leczył się z alkoholizmu, były na niego papiery. Co z tego, że nie pił. Gdy wrócił z pracy i zasnął, żona rozlała w pokoju wódkę i wezwała policję. Krzysiek przyznaje, że się wkurzył, jak go obudzili tekstem: – Dlaczego bijesz żonę?
– Wypierdalajcie stąd! – rzucił.
Widać policjanci byli wrażliwi na swoim punkcie, bo spuścili Krzyśkowi manto i zawieźli go do izby wytrzeźwień. Trzeźwego. Tam dostał jeszcze raz. Rzucili go na podłogę i kopali po nerach. Mimo że alkomat nie wykazał ani odrobiny alkoholu, został wrzucony pod prysznic, rozebrany i przypięty pasami do łóżka. Obrabiało go trzech „opiekunów”. Ten, który go przypinał pasami, śmiał się, że pokaże, kto tu rządzi. Pokazał. Przypiął mu rękę tak, że po 10 minutach Krzysiek stracił czucie w dłoni. Po godzinie zemdlał z bólu. Błagał, żeby mu poluźnili pasy. Nikt nie przyszedł. Całe szczęście wrzucili mu do pokoju 14-letniego chłopca, którego też przywiązali. Za to, że policjanta nazwał pierdolonym psem. Dzieciak stopą rozpiął Krzyśkowi pasy. Potem Krzysiek rozpiął chłopaka. Do rana nikt do nich nie zajrzał.
Krzysiek nie jest już z żoną. W sądzie udowodnił, że nie powinien wtedy znaleźć się w „żłobku”,ale do końca życia nie zapomni wizyty przy Kolskiej w Warszawie. I tego bruneta, który wtedy skrępował mu ręce pasami.

Bezpieczna przystań


Pokoje są 6-osobowe,łóżko przy łóżku, bez pościeli. W sali jest nieosłonięty kibelek, zwykle jest to po prostu dziura w podłodze, nad którą trzeba kucnąć. Pokoje są zaopatrzone w monitoring. Na kibelek też są skierowane kamery. W metalowych drzwiach są wizjery, przez które powinien zaglądać „opiekun”.
– Pensjonariusze mogą tu w spokoju, cieple i czystości się przespać – zapewnia dyrektorka warszawskiej izby wytrzeźwień
– Tu się nie śpi – mówi Paweł. – Leżysz z zamkniętymi oczami i robisz wszystko, żeby się nie popłakać.
Trafił tu z urodzin kolegi. Narąbany zasnął w wannie pełnej wody i nie chciał się obudzić. Równie nawalona gospodyni wezwała pogotowie, myśląc, że chłopak się utopił. Karetka przyjechała, lekarz zobaczył, że delikwent jest tylko pijany i wezwał policję. Funkcjonariusze wyciągnęli go z wanny i zawieźli do izby wytrzeźwień. Nie był agresywny. Raczej przerażony.
– Okradli mnie – mówi jasno. – W zatrzymanym przez nich portfelu nie znalazłem gotówki, zostawili mi 7 zł bilonu. Wmawiali mi, że przepiłem, ale ja się upiłem pierwszy raz w życiu, nawet na chwilę nie wychodziłem z domu kolegi, więc nie miałem gdzie wydać pieniędzy.
Paweł ma 18 lat. Chciał z izby zadzwonić do mamy. Wyśmiali go. Choć zgodnie z przepisami ich obowiązkiem było powiadomienie rodziny chłopaka.

Czuła opieka

Według oficjalnej wypowiedzi Elżbiety Kossakowskiej, dyrektorki stołecznego ośrodka dla osób nietrzeźwych, czyli warszawskiej izby wytrzeźwień, jest tutaj sprawowana opieka nad osobą nietrzeźwą. Osoba nietrzeźwa jest pod kontrolą lekarza, dogląda jej pielęgniarka, co 15 minut zagląda do niej opiekun. Wszyscy fachowo się nią zajmują. I z wielką troską.
– Wielkim mitem jest stosowanie zimnego prysznica – mówi z uśmiechem dyrektorka.
Tymczasem o stosowaniu zimnego prysznica jako formy represji napisali inspektorzy Najwyższej Izby Kontroli w swoim raporcie. Raport NIK o funkcjonowaniu izb wytrzeźwień jest wstrząsający. Zarówno ten z 2007 r., jak i z ostatnich miesięcy. O fachowości personelu NIK też się wypowiedziała. Mimo że wymogiem jest wykształcenie minimum średnie, w izbach zatrudniane są osoby po podstawówkach. Raport zawiera opinię o opiece medycznej w izbie. Ona nie istnieje! Nie znaleziono odpowiedniej liczby leków ani aparatury. Pracownicy medyczni nie posiadają odpowiedniego wykształcenia. Zwrócono uwagę, że nikt nie nadzoruje pensjonariuszy. W izbie wrocławskiej w 2011 r. zmarło aż 6 osób. Do najdrastyczniejszych wypadków doszło w lipcu, gdy w izbie powiesił się 50-letnimężczyzna, i we wrześniu, gdy spłonęła kobieta przypięta pasami do łóżka. Próbowała zapalniczką przepalić pasy, którymi była unieruchomiona. Dlaczego ją tak ukarano? Używała wulgarnego słownictwa… Do obu tragicznych wydarzeń doszło mimo zainstalowanego monitoringu. Tymczasem podgląd widoku z kamer był jedynie w gabinecie dyrektora i lekarza. Pierwszego nigdy w nocy w izbie nie było. A drugi zwykle przychodził na zmianę, zamykał się w pokoju i szedł spać, bo rano miał dyżur w szpitalu.

– Izby wytrzeźwień to średniowieczne narzędzie represji i upadlania człowieka. Trzeba być psychopatą, aby chcieć ich utrzymania.
Pobyt tam nie daje absolutnie nic temu, który tam się znalazł, to żadne motywowanie do leczenia – mówi Robert Rutkowski, terapeuta uzależnień.

Do dwustu razy sztuka


Rafał jest w ośrodku uzależnień już od 3 lat. Nie pije. Stracił wszystko, rodzinę, pracę, dzieci, mieszkanie, zdrowie. W izbie wytrzeźwień był ponad 200 razy.
– Potem przestałem liczyć.
Zabierali go z krzaków albo z pobocza jezdni. Zawsze traktowano go w izbie jak zwierzaka. Rafał jest chudy i drobny. Rzucali nim jak workiem, gdy zdejmowali z niego ubranie. Kiedyś kopniakiem wepchnęli go pod prysznic – zimny. Nie pamięta, czy kiedykolwiek przy wyjściu dostał kawę. Parę razy dano mu wodę. Wiele razy go okradli. I wie, że nie jest to bajdurzenie pijaka. Wyjęli mu z portfela kasę, wygadali wszystko, co miał na telefonicznym koncie.
Najdokładniej pamięta kibel z kamerą, odsłonięty, bez żadnej zasłony. Zawsze prosił, żeby go wypuścili na chwilę, żeby tylko mógł w normalnych warunkach zrobić siku.

Fajna dupa

O tym, co się dzieje w izbach wytrzeźwień, wie Rzecznik Praw Obywatelskich. Prof. Irena Lipowicz twierdzi, że skarg na izby wytrzeźwień jest niewiele, bo pensjonariusze albo są zastraszani przez personel, albo wstydzą się przyznać, że tam byli. Ale jeśli już zwrócą się do RPO, to skargi dotyczą nieludzkiego obchodzenia się z zatrzymanymi, np. przez zabieranie wody podopiecznym, złego traktowania przez personel czy ubezwłasnowolnienia przez zapinanie pasów ochronnych. Skargi często dotyczą też braku uzasadnionych powodów zatrzymania w izbie wytrzeźwień. Zwykle przywożeni tu byli ludzie, którym wyrwało się brzydkie słowo pod adresem policjanta lub strażnika miejskiego, a zamknięcie na „dołku”byłoby nieuzasadnione.
Prof. Lipowicz podkreślała rażące łamanie prawa poprzez zmuszanie osób nietrzeźwych do zmiany prywatnej odzieży na zastępczą, przydzielaną przez pracowników izby, niewłaściwe traktowanie przez funkcjonariuszy policji i straży miejskiej przy dowożeniu do izby wytrzeźwień, bicie, kopanie, poniżanie i nadużywanie pasów ochronnych. Często pacjenci nie mają też zapewnionego prawa do intymności i prywatności ze względu na zamieszczone kamery monitorujące np. w przebieralniach lub gabinetach lekarskich.
Bywa, że kobiety są rozbierane przez mężczyzn, często z komentarzem „całkiem fajna dupa z ciebie” albo „ale ma cycki”.
– Rozebrali mnie do naga i wszyscy na mnie patrzyli, rzucając niewybredne komentarze – powiedziała Katarzyna Figura. Aktorka niegdyś trafiła do warszawskiej izby wytrzeźwień.

Specyficzna praktyka

Prof. Teresa Gardocka z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej pochyliła się nad problemem osób zatrzymanych. Izby to najgorszy typ aresztu, w którym pensjonariusz uznany za pijanego nie ma żadnych praw. To zresztą areszt nielegalny. Gdy Polskę przyjęto do Rady Europy, ograniczono możliwości pozbawiania obywateli wolności poza kontrolą sądową. Zlikwidowano wtedy areszt prokuratorski, uniemożliwiono zamknięcie w szpitalu psychiatrycznym na mocy decyzji lekarza. Nadal jednak pozostał nieobjęty sądową kontrolą quasi-areszt w izbie wytrzeźwień, co narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka. Napisała o tym pracę naukową. Zwróciła uwagę na specyficzną praktykę pobierania opłat za pobyt w izbie ze skonfiskowanych wcześniej do depozytu pieniędzy, jakie miała przy sobie osoba zatrzymana. Chyba tylko przez delikatność nie nazwała tego kradzieżą.
Sędzia Sądu Najwyższego Jacek Sobczak miał do czynienia ze skargami kasacyjnymi w sprawie przekroczenia prawa przez pracowników izb wytrzeźwień i przez doprowadzających tam funkcjonariuszy. Uważa jednak, że to, co dzieje się w izbach wytrzeźwień, to przede wszystkim naruszanie godności.
– Kiedy pijemy alkohol, w każdej chwili możemy być uznani za nietrzeźwych. Stąd też rodzi się strach, że ktoś uzna nas za alkoholika i zostaniemy wykluczeni społecznie. Współczesny człowiek nie obawia się tortur, ale tego, że może być pozbawiony godności i wolności. Dlatego trzeba być ostrożnym w ocenie osób, które znalazły się w izbie wytrzeźwień. Nie można nimi gardzić i ich potępiać – podkreśla.

Ciche zejście

W izbach umierają ludzie. Pijani i trzeźwi.
Maciej W. zmarł zaledwie po godzinie pobytu w izbie wytrzeźwień w Białej Podlaskiej. Został poniżony i pobity. Lekarze orzekli samobójstwo przez powieszenie. Tyle że w pomieszczeniu, w którym przebywał Maciej W., nie było jak się powiesić. Sprawa pozostała niewyjaśniona, bo kilka dni później w izbie wytrzeźwień zaczął się remont, którego wcześniej nie planowano. Maciej W. był znanym, cenionym biznesmenem i lokalnym politykiem.

75-letniEugeniusz M., emeryt z Warszawy, w sylwestra został wyrzucony z tramwaju przez motorniczego, ponieważ słaniał się na nogach i wymiotował. Strażnicy miejscy odtransportowali go do izby wytrzeźwień.
Mężczyzna wyjaśniał, że jest po dwóch operacjach tętniaka aorty i po wszczepieniu by-passów.

Dostał w łeb. W izbie wytrzeźwień Eugeniusza M. nie zbadano „ze względu na upojenie alkoholowe”. Dopiero następnego dnia w stanie agonalnym trafił na oddział intensywnej terapii. Lekarze stwierdzili udar mózgu. Jednocześnie wykluczyli, by dzień wcześniej pacjent był pijany.
42-latekzostał przywieziony z ulicy do izby przez straż miejską. Zataczał się. Dlaczego? Bo miał pękniętą podstawę czaszki. Został napadnięty na ulicy. W izbie wytrzeźwień uznano, że musiał nieźle zabalować. Nawet nie zbadano go alkomatem. Wrzucono go pod prysznic. Dostał drgawek, z uszu popłynęła krew. Przewieziono go do szpitala, gdzie przeprowadzono trepanację czaszki, ale było już za późno. Pacjent zmarł.
Dla policjantów i straży miejskiej izba wytrzeźwień to najprostsze rozwiązanie. I dobra kara. Najmłodszy pacjent warszawskiej izby miał 9 lat. 10- i 11-latkówprzywożonych przez policję i straż miejską jest wielu.


środa, 20 marca 2013

SĘDZIA i jego kac (NIE 37/2012)


Sędzia Tomasz Białek z Sądu Okręgowego w Świdnicy miał przyjemność uprzedzać nas, że będziemy mieć problemy z prawem. Bo napisaliśmy o tym, jak w świdnickim sądzie prowadzi się przewody sądowe. Czyli napisaliśmy o niekompetencji, braku obiektywizmu, stronniczości i złej woli sędziego. Teraz jednak to on ma problemy. Miał około promila alkoholu, jadąc samochodem.
Białek

Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego sędzia Tomasz Białek tak bardzo spieszy się z zamknięciem przewodów sądowych, które prowadzi.
- Muszę skończyć do końca sierpnia - twierdził, gdy odrzucał wnioski dowodowe oskarżonych. By niepotrzebnie nie tracić czasu na zbędne dochodzenie prawdy.
     Ani dlaczego tak dziwnie prowadził sprawę bokserów zwróconą przez Sąd Najwyższy do ponownego rozpatrzenia, jak gdyby starał się pokazać, że poprzednio orzekający w niej sędzia Mirosław Bagrowski nie popełnił żadnego błędu, choć jego przełożeni uważają inaczej.
Teraz już wiemy.

***
- Białek ma zobowiązania wobec Bagrowskiego, który orzekał w tamtym procesie - mówi nam anonimowo pracownik świdnickiego sądu.
Niedawno policja na promie płynącym do Szwecji zatrzymała pijanego kierowcę. Miał około promila. Okazał się nim sędzia Białek.
- Tylko dlatego to wyszło, że policjanci byli stamtąd - zapewnia nas świdnicki informator.
Krajowa Rada Sądownicza potwierdza, że do komisji dyscyplinarnej wpłynął wniosek o postępowanie sprawdzające w tej sprawie. Prowadzi je wyznaczony do tego zastępca rzecznika dyscyplinarnego z tamtego okręgu.
- Sprawą bezpośrednio zajmuje się sędzia Mirosław Bagrowski ze Świdnicy - poinformowano nas w KRS.

***

Ani Bagrowski, ani prezes sądu świdnickiego, ani jego zastępca nie chcieli z nami rozmawiać. Ponoć wszyscy od wielu dni są zapracowani i sumiennie orzekają na salach sądowych, stąd ta nieuchwytność.
- Złożono wniosek o uchylenie immunitetu sędziemu Tomaszowi Białkowi - stwierdza sędzia Marcin Cieślikowski z KRS, jednocześnie sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, jednostki nadrzędnej nad Świdnicą. - Jeśli postępowanie sprawdzające się potwierdzi, zostanie wszczęte postępowanie dyscyplinarne, a sędzia zostanie zawieszony w czynnościach.
Białek tłumaczy się, że był wczorajszy, bo ponoć ululał się dzień wcześniej.
Choć postawa sędziego w stosunku do nas była co najmniej niemiła, nie życzymy mu źle.

Nie przesadzajmy, raptem promil, kiedy się siedzi za kierownicą, to mały pikuś. Szczególnie jeśli chodzi o sędziego.

Ciekawe, czy nadal jego ulubionym zwrotem jest: "Nieprawdą jest jakoby...".

Joanna Skibniewska


> Sędzia Włodzimierz K. miał 3,4 promila. Wyzywał policjantów i bił w głowę. Dopiero po 3 latach wniesiono przeciwko niemu akt oskarżenia, bo sędzia nie zgłaszał się na wezwania prokuratury. Ta jakoś dziwnie nie próbowała być skuteczna. Zobaczymy co dalej... 
> Sędzia z Gdańska nadal jest sędzią, pomimo wyroku. Waldemarowi K. podczas jazdy do pracy przydarzyła się kolizja. Wezwani na miejsce policjanci po badaniu alkomatem stwierdzili u mężczyzny 1,17 promila. Po chwili wynik był jeszcze wyższy, co oznacza, że sędzia pił tuż przed badaniem. w samochodzie? Jeszcze tego samego dnia sędzia pojawił się w pracy, gdzie orzekał wyroki. Ukarano go grzywną w wysokości 10 tys. zł. Jest jednak zawieszony w czynnościach zawodowych.
> Grzegorz T., sędzia Sądu Rejonowego w Przemyślu, został zatrzymany na początku marca na drodze z Lubaczowa do Jarosławia. Miał prawie 2,5 promila. Policję o pijanym kierowcy telefonicznie powiadomił anonimowy informator. Policja miała problem z zatrzymaniem go. Dość szybko jechał? Na razie został zawieszony.
> Sąd uznał Martę B. za winną tego, że w lutym 2009 r. w trakcie wyznaczonej jej sesji w Wydziale Rodzinnym w Sądzie Rejonowym w Krasnymstawie wypiła nieustaloną ilość alkoholu i będąc pod jego wpływem, po rozpoznaniu sześciu spraw, przerwała sesję i nie rozpoznała pozostałych czterech spraw z wokandy. Dostała karę dyscyplinarną - przeniesienie na inne miejsce służbowe w okręgu Sądu Apelacyjnego w Lublinie.
> Nagana to prawomocna już kara dyscyplinarna dla warszawskiego sędziego Jakuba I. za to, że używał wulgarnych słów przy policjantach i odmówił poddania się badaniom na alkomacie, gdy po spożyciu alkoholu dostał się na mecz w 2009 r. na Stadionie Śląskim. Sędzia ma się dobrze...
> Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Anna Pakulska-Jabłońska miała sprawę dyscyplinarną za spowodowanie kraksy samochodowej pod wpływem alkoholu. Miała 1,6 promila. Wpadła na inny samochód i "oddaliła się z miejsca zdarzenia". Zawieszono ją.