![]() |
| Jedliński |
Napisaliśmy, że sędzia Sądu Okręgowego w Świdnicy bierze łapówki. Przedstawiliśmy dowody. Tymczasem sędzia ma się dobrze, a ścigani przez wymiar sprawiedliwości jesteśmy my.
http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/sedzia-bierze-w-ape-nie-212012.html
Próbowano zastraszyć nas na różne sposoby. Teraz przyszła kolej na postępowanie prokuratorskie. Dlatego że odważyliśmy się ruszyć nietykalnego.
Maciej Jedliński był wielokrotnie negatywnym bohaterem naszych publikacji. Najpierw, gdy w sposób skandaliczny sądził policjantów. Potem, jak w jeszcze gorszy sposób sądził sparaliżowanego mężczyznę, robiąc z niego na siłę szefa zorganizowanej grupy przestępczej. I wreszcie wtedy, gdy przedstawiliśmy dowody, że sędzia Jedliński przyjął łapówki od przestępców za ich uniewinnienie lub zwolnienie z aresztu tymczasowego. W publikacji zamieściliśmy oświadczenia o takim zdarzeniu, napisane i podpisane przez wręczających pieniądze. w normalnym kraju natychmiast zainteresowano by się takim sędzią. Nawet jeśli byłyby to pomówienia wkurzonych przestępców, to i tak sprawa powinna być zbadana. Tymczasem sędzia Jedliński ma się dobrze i nadal orzeka.
Krajowa Rada Sądownicza nic nie wie o naszych publikacjach. A powinna. Nie prowadzi więc postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego. Właściwy miejscowo rzecznik dyscyplinarny też nic nie wie o tej sprawie.
- W takiej sytuacji sprawę powinien wszcząć prokurator. Jeśli prokurator zgłosiłby taką sprawę, wówczas wiedziałbym, że coś się dzieje, ja tymczasem nie mam żadnej wiedzy na temat łapówek sędziego Jedlińskiego - mówi Marcin Cieślikowski, sędzia z Wrocławia, właściwy rzecznik dyscyplinarny.
Tymczasem prokurator wykonuje zupełnie inne ruchy. Zaraz po publikacji artykułu "Sędzia bierze w łapę" zgłosiła się do nas prokurator z Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu Krystyna Zarzecka, która wydała postanowienie o zwolnieniu z tajemnicy dziennikarskiej i żądaniu wydania rzeczy. Zażądała od nas natychmiastowego przesłania oryginałów oświadczeń ludzi, którzy łapówki wręczali. O tym, że sędzia będzie chciał odebrać dowody swojej winy, wiedzieliśmy już wcześniej, bo ponoć opowiadał w sądzie, że już jesteśmy udupieni, bo zabrano nam oryginały oświadczeń.
Jednak o tym, że prokurator może nas zwolnić z tajemnicy dziennikarskiej, nie słyszeliśmy nigdy! Prokurator Zarzecka stworzyła na potrzeby kolegi sędziego nowe prawo prasowe.
Z tajemnicy dziennikarskiej może nas zwolnić sąd, a i to w wyjątkowych, ściśle określonych wypadkach. Szybko się chyba jednak skapowała albo ktoś mądrzejszy jej powiedział, że walnęła głupotę, bo już następnego dnia dostaliśmy od niej nowe postanowienie. O sprostowaniu oczywistej omyłki pisarskiej w tamtym postanowieniu. Dowiadujemy się z niego, że pani prokurator nie chciała napisać, iż postanawia o zwolnieniu z tajemnicy dziennikarskiej, ale o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej wydawniczej. A co to takiego?
Pani prokurator ma twórcze zdolności i tworzy nowe ustawy w zależności od potrzeb prokuratury. Czegoś takiego, jak tajemnica zawodowa wydawnicza, zwyczajnie nie ma. Ale oczywiście w kolejnym postanowieniu też zażądała oddania oryginałów oświadczeń.
Gdy jednak prokurator Zarzecka nie przestraszyła nas wystarczająco, lecz jedynie rozbawiła, i nie przesłaliśmy oryginałów oświadczeń, które nadal mamy w sejfie, dostaliśmy z Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu kolejne pismo, w którym pani prokurator sama uchyla wcześniejszą decyzję. Tę o zwolnieniu nas z tajemnicy zawodowej wydawniczej, czymkolwiek ona jest?
Prokurator Zarzecka powoływała się w postanowieniach na toczące się niby postępowanie w sprawie korupcji sędziego. Oryginały oświadczeń miały być wykorzystane w tej sprawie. My wiemy, że takiego postępowania nie ma, ale spytaliśmy u źródła.
- Postępowanie w sprawie korupcji sędziego Jedlińskiego nie zostało wszczęte - informuje rzecznik Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu Wiesław Bilski. - Są prowadzone czynności w trybie 327, czyli poprzedzające postępowanie. Pilotuje to prokurator Zarzecka, ale ma problemy z zebraniem materiału dowodowego.
Rzecznika dyscyplinarnego, który mógłby wszcząć postępowanie dyscyplinarne w sprawie sędziego, Zarzecka jednak nie poinformowała o swoim postępowaniu.
Teraz do akcji włączył się Sąd Okręgowy w Świdnicy. Ten, w którym pracuje sędzia Jedliński. Sąd ten jest bardzo zaniepokojony po artykule "Sędzia bierze w łapę". Ale wcale nie tym, że sędzia być może bierze łapówki, ale że ujawniliśmy szczegóły niejawnej rozprawy, na której zeznawał świadek koronny i potwierdzał, że słyszał o łapówkach dla sędziego. To, że najprawdopodobniej sędzia bierze, nie jest przedmiotem niczyjego zaniepokojenia...
Sąd świdnicki o swoim zaniepokojeniu poinformował miejscową prokuraturę. Ta oddała to prokuraturze we Wrocławiu. Wrocławska Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. A ta zrzuciła to na prokuraturę na warszawskim Mokotowie. Tam prokurator Mariola Reda Pieczeniewska kazała mokotowskiej policji przesłuchać autorkę artykułu "Sędzia bierze w łapę" na okoliczność tego, jak zbierała materiał do artykułu.
Co się okazało po trzech godzinach przesłuchania? To, że pani prokurator chce jak najszybciej odesłać dokumenty prokuraturze w Świdnicy. Czyli koło się zamyka, a Jedliński orzeka nadal.
Joanna Skibniewska

