Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafineria Trzebinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafineria Trzebinia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 grudnia 2013

Wyszło szydło z Wełny (NIE Nr 44/2013)


Ziobro i Wełna

Dlaczego, pomimo naruszania prawa i niekompetencji, Marek Wełna z krakowskiej prokuratury apelacyjnej wciąż nie ponosi konsekwencji swoich czynów?
Dlaczego nikt go jeszcze nie wyrzucił?


Zniszczył małe firmy paliwowe. Dzięki niemu monopol przejęły wielkie korporacje paliwowe. Potentaci. Przypadek? Działał sam czy na zlecenie? Świadomie czy nie?

Glimar

1. W2004 r. prezes Witold Kuś i dziewięciu jego kontrahentów i współpracowników zostaje zatrzymanych pod zarzutem prania brudnych pieniędzy i działalności na szkodę firmy.
2. Areszty ciągną się latami, bez żadnych czynności procesowych.
3. w 2010 r. powstaje akt oskarżenia oparty na podstawie opinii biegłego Emila Antoniszyna.
4. Sąd nie znajduje w aktach żadnych dowodów winy. Powołuje biegłego na świadka. Ten mówi, że sporządził opinię na podstawie materiału prokuratorskiego. Nigdy nie miał dokumentów finansowych firmy. Sąd powołuje nowych biegłych, którzy stwierdzają, że oskarżeni działali na korzyść firmy, a nie tak jak twierdził poprzedni biegły.
5. Prokurator sam występuje o uniewinnienie oskarżonych z braku dowodów winy. Po ośmiu latach postępowania.
6. Rafineria Glimar padła. Zadomawia się w niej Lotos.

BGM

1. Firma, która miała stać na górze w hierarchii mafijnej, a jej prezesi mieli być hersztami mafii, jest opisywana przez wszystkie polskie media.
2. W 2003 r. Bobrek, Grochulski i Marszałek, twórcy firmy, trafiają do aresztu pod zarzutem oszustw podatkowych i wyłudzeń.
3. Rusza proces w Szczecinie o wyłudzenie podatku VAT. Sąd uniewinnia oskarżonych.
4. Rusza kolejny proces o wyłudzenie dotacji z PFRON. Sąd uniewinnia wszystkich oskarżonych.
5. Prezesi stają przed sądem też w Szczecinie oskarżeni o wręczanie łapówek oficerowi policji gen. Mieczysławowi Klukowi w zamian za opiekę i informacje procesowe. Sąd uniewinnia oskarżonych.
6. Stają przed sądem w Nowym Sączu za współudział w zorganizowanej grupie przestępczej i wręczanie łapówek kontrahentowi. Sąd uniewinnia oskarżonych.
7. Toczy się obecnie sprawa w Krakowie o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. 650 tomów akt nie zawiera ani jednego dowodu winy. Świadkowie zeznają na ich korzyść. Sprawa potoczy się jeszcze wiele lat. 8. Firma BGM padła. Jest tam Orlen.

Trzebinia

1. W2006 r. zostaje zatrzymany prezes rafinerii Trzebinia Grzegorz Ślak pod zarzutem uszczupleń podatkowych na prawie 790 mln zł. Sąd przyklepuje areszt. Po sześciu miesiącach Ślak wychodzi za kaucją.
2. Po roku zostaje ponownie zatrzymany i osadzony w areszcie pod zarzutem wyłudzenia kredytów bankowych. Wychodzi po pół roku za milionową kaucją.
3. Prokuratura po roku umarza to postępowanie z braku dowodów winy. Nigdy nie było żadnego wyłudzenia i żaden bank nigdy nie został poszkodowany przez Ślaka.
4. Przed sądem w Krakowie toczy się postępowanie o uszczuplenia podatkowe. Ponad rok czytany jest akt oskarżenia. Sąd w kilkuset tomach akt nie znajduje dowodów winy.
5. Kontrola skarbowa przeprowadzona w rafinerii Trzebinia wykazuje, że żadnych uszczupleń nie było. Proces potoczy się jeszcze długie lata.

Generał

1. W 2005 r. ABW zatrzymuje na wniosek Wełny oficera policji z Częstochowy Mieczysława Kluka pod zarzutem korupcji i ochraniania mafii paliwowej. Miał przekazywać bossom mafii paliwowej informacje ze śledztwa prowadzonego w ich sprawie.
2. Kluk siedzi w areszcie ponad 2 lata.
3. Po sześciu latach postępowania sąd w Szczecinie we wszystkich instancjach uniewinnia go od stawianych zarzutów.

Victoria

1. Prezes firmy paliwowej Konsorcjum Victoria Adam Chmielewski zostaje zatrzymany w 2005 r. pod zarzutem wyłudzeń podatkowych.
2. Po kilku miesiącach zostaje zatrzymana jego matka. Przebywa w areszcie bez żadnej czynności procesowej 21 miesięcy. Jest bardzo chora. 3. Chmielewski siedzi 2 lata.
4. Razem z nimi do aresztu trafiają kontrahenci firmy Victoria pod zarzutem wystawiania lewych faktur.
5. Od ponad trzech lat po sądach krąży akt oskarżenia: 1600 stron. Oprócz tego 750 tomów akt. Sądy przerzucają się dokumentami. W aktach nie ma dowodów winy. Sprawa potoczy się jeszcze wiele lat.
6. Na ławie oskarżonych zasiada 25 osób. Wszystkie były aresztowane.
7. Firma paliwowa padła. Wszedł tam Orlen.
Zatrzymujemy czwarty i trzeci garnitur ludzi zamieszanych w sprawę – mówił Wełna w 2003 r. – Drugi widzimy i obserwujemy.
Po kilku latach zapełnił kilka szaf takimi garniturami. Wszystkie areszty w Polsce miały u siebie kogoś rzekomo powiązanego z mafią paliwową. Według mediów i prokuratury była to największa afera finansowa w III RP, która miała spowodować miliardowe straty skarbu państwa.
Prowadzonych było ponad100 śledztw. Większość albo Wełna prowadził sam, albo jego zaufani ludzie, a on nadzorował te postępowania.
Na czym miała polegać zbrodnia? Najkrócej mówiąc, na sprowadzaniu z zagranicy oleju opałowego z niską akcyzą, po czym sprzedawaniu go jako oleju napędowego, który już akcyzę miał wysoką. Według Wełny olej opałowy, który powinien przejść odpowiednią obróbkę chemiczną, żeby stać się olejem napędowym, tak naprawdę przechodził ją tylko na papierze. Miały to robić firmy-słupy, które wystawiały fikcyjne faktury.
Według prokuratury w nadużycia paliwowe zamieszane są 1263 firmy –mówił Wełna w 2003 r. prasie.
Właśnie tyle ich zniszczono.

Trzystu trzydziestu osobom postawiono zarzuty. Dziś są albo pouniewinniani, albo ich sprawy toczą się od 10 lat i nie mogą się skończyć, bo sądy, aby nie płacić horrendalnych odszkodowań za bezzasadny areszt, szukają czegokolwiek.
Ale nie mogą znaleźć…


Firma BGM nie istnieje. Konsorcjum Victoria padło. Rafineria Glimar padła. Rafineria w Jaśle też. W Czechowicach tak samo. Wszędzie tam Wełna szukał mafii paliwowej. Na polskim rynku rządzą teraz wielcy potentaci paliwowi.
Czy jakikolwiek prokurator zechciałby sprawdzić, na czyje zlecenie działał Marek Wełna? Bo cel, jak widać, osiągnął.

sobota, 23 marca 2013

PROKURATOR IV RP (NIE 46/2012)

6 listopada 2012 r w Sejmie odbyło się publiczne wysłuchanie obywatelskie osób skrzywdzonych przez krakowską prokuraturę. Zorganizował je poseł Andrzej Rozenek.

Mówi nadinspektor (generał) policji:
- Nazywam się Mieczysław Kluk. Ilekroć używał będę słowa prokuratura, oznacza to Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie, a kiedy mówię prokurator, oznacza to, że mówię o prokuratorze Marku Wełnie. Odmiennie niż moi poprzednicy, nie zamierzam dokonywać oceny prokuratora Marka Wełny. Nie pozwala mi na to godność osobista. Nie będę oceniać człowieka, który nie umie ponumerować akt sprawy. Musiałbym zejść zbyt nisko w tej ocenie i zrównać się z jego poziomem, z umiejętnościami tego pana, a na to mnie po prostu nie stać. Dlatego nie będę dokonywał własnych ocen, posłużę się fragmentami dokumentów, które tutaj zacytuję.
Ziobro i Wełna
Postępowanie w mojej sprawie, akt oskarżenia sporządził, wnosił i popierał Marek Wełna. Kiedy wpłynął akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Szczecinie, 8 lutego 2006, sąd ten zarządził zwrócić akt oskarżenia (...).
     Sąd: Art. 332 kpk stanowi, że w uzasadnieniu aktu oskarżenia należy przytoczyć fakty i dowody, na których oskarżenie się opiera. Uzasadnienie aktu oskarżenia w niniejszej sprawie nie zawiera zaś przytoczenia żadnego dowodu, na którym prokurator się oparł. Powypisywano w nim jedynie cyferki, które nie wiadomo do czego się odnoszą, zwłaszcza z uwagi na sposób ponumerowania akt, praktyka wypisywania cyferek zamiast dowodów nie spełnia wymogu art. 332 kpk, gdyż akt oskarżenia jest doręczany stronom i z jego treści musi wynikać dla osoby niemającej przed sobą akt sprawy, na jakie dowody prokurator się powołuje. Dowody należy powołać jasnym sformułowaniem opisowym, którego elementem będzie wskazanie kart sprawy. Należy też zauważyć, że skoro prokurator winien wskazać w uzasadnieniu fakty i dowody, na których oskarżenie się opiera, to należy przedstawić w nim te fakty, które wiążą się z czynami. Tymczasem uzasadnienie to wymogom tym nie odpowiada. Pierwsze strony uzasadnienia to właściwie relacja z przebiegu śledztwa, wyliczono kolejne czynności śledcze, tymczasem przedmiotem osądu nie ma być przebieg śledztwa, a czyny zarzucane oskarżonym. Dopiero w dalszej części uzasadnienia mowa jest o zdarzeniach będących przedmiotem sprawy. Należy więc stwierdzić, że prokurator winien przedstawić nie przebieg czynności śledczych, ale fakty, na których opiera się oskarżenie. 
 I tak dalej, i tak dalej...
 W dniu 7 stycznia 2007 r. na rozprawie Sąd Okręgowy w Szczecinie postanowił wezwać prokuratora Marka Wełnę do wskazania w terminie do najbliższej rozprawy, na jakie okoliczności i w jakim celu mają być przesłuchani świadkowie wymienieni w akcie oskarżenia. Cytuję za sądem: Prokurator wniósł o przesłuchanie 108 świadków. W akcie oskarżenia jako dowody, na których oskarżenie się opiera, wskazał zeznania tylko świadków wymienionych w wykazie. Zatem aż 71 świadków nie zostało wymienionych w akcie oskarżenia, co prowadzi do wniosku, że albo prokurator na tych dowodach nie opiera żadnych istotnych w sprawie ustaleń i zawnioskował je zbędnie, albo uchybił obowiązkowi określonemu w art. 332 kpk. Powyższy brak aktu oskarżenia powinien skutkować jego kolejnym zwróceniem, od czego jednak odstąpiono, gdyż uczynienie tego po raz kolejny spowodowałoby dalszą zwłokę w rozpoznaniu sprawy.
     Odpowiedzi o znamiennej treści udzielił pan Marek Wełna 12 lutego 2007 r. Marek Wełna przyjął bowiem, że zeznania niżej wymienionych świadków dotyczą okoliczności zarzutów postawionych oskarżonym w tej sprawie oznaczonych numerami w szczególności - i tu napisał "Janek Kowalski", zarzut 1, "Janek Burczymucha", zarzut 48. To są całe dowody. Nie podał oczywiście, jakie fakty i dowody mają wskazani świadkowie potwierdzić. Dalej wniósł o zaniechanie przesłuchania zeznań 14 świadków, cofnął dowód z 4 świadków, a dalej napisał tak, cytuję: Końcowo informuję, iż w związku z brakiem dostępu przez dłuższy okres czasu do protokołów zeznań wymienionych świadków i jednoczesnym brakiem kopii takich zeznań ostateczne oświadczenie co do możliwości procesowego zakwalifikowania takiego materiału dowodowego w toku niniejszego procesu nastąpi niezwłocznie po zapoznaniu się prokuratora z ich treścią. Koniec cytatu. I tutaj Marek Wełna wymienił 26 świadków. Moje pytanie jest proste: Na jakiej podstawie sporządzał i wnosił akt oskarżenia?
   
W dniu 27 czerwca 2007 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie postanowił oddalić wnioski dowodowe przesłuchanych 26 świadków, o których pisze pan prokurator. Posłużę się tylko fragmentem uzasadnienia do tegoż postanowienia. Sąd: Od złożenia tego oświadczenia minęło 4,5 miesiąca i prokurator, chociaż akta sprawy są dla niego nadal dostępne, nie znalazł czasu, aby przypomnieć sobie treść zeznań świadków i złożyć oświadczenie, w jakim celu sąd ma 26 świadków przesłuchać. Skoro prokurator nie potrafi lub nie chce wskazać, w jakim celu sąd ma przesłuchiwać aż 26 świadków, co oznacza kilka kolejnych dni rozpraw, nie jest obowiązkiem sądu domyślać się, z jakiej przyczyny prokurator składa taki wniosek dowodowy. I tych świadków oczywiście nie przesłuchano. Zacytuję państwu 2 fragmenty z uzasadnienia wyroku, jaki zapadł w mojej sprawie.
     Cytuję sąd: Nie sposób nie dostrzec, że zbierając dowody co do tego czynu, prokurator uchybił zasadom obiektywizmu i rzetelności. Skupiając się na wykazywaniu wiarygodności Artura Kawalca (świadek koronny), którą przyjął jako podstawowe założenie, nie zainteresował się w ogóle innymi, niezwykle ważnymi dowodami i ich nie przeprowadził. Ich nieprzeprowadzenie musiało doprowadzić do błędnego wniosku. I kolejny cytat z tego samego wyroku: W przypadku zarzutu o przyjęcie przez Mieczysława Kluka korzyści majątkowej za spowodowanie przerwania obserwacji cystern wyjeżdżających z rafinerii Trzebinia wniosek o konieczności uniewinnienia Mieczysława Kluka jest jeszcze mocniejszy niż w przypadku zarzutu poprzedniego. Podobnie jak w przypadku poprzedniego zarzutu, tu również prokurator popełnił rażący błąd. Nie podjął nawet próby sprawdzenia, czy cysterny wyjeżdżające z rafinerii Trzebinia były w ogóle obserwowane. Sprawdzenia tego dokonał dopiero sąd i okazało się, że CBŚ ani wydział techniki operacyjnej KW w Katowicach nie prowadziły obserwacji tychże cystern. Nie było za co zaoferować Mieczysławowi Klukowi łapówki.
     I następny fragment: Reasumując zarzuty postawione oskarżonym, trzeba stwierdzić, że prokurator postawił sąd w sytuacji niespotykanej. Zdarza się uniewinnienie oskarżonych, co do których prokurator jakieś dowody przedstawił, ale są one niedostateczne, wtedy trzeba wykazać, że jednak wątpliwości pozostają. Zdarza się też, że prokurator dowody przedstawia, ale okoliczności wskazują na inny przebieg zdarzeń. W takich przypadkach ustalenie wyroku uniewinniającego sprowadza się do ustalenia stanu faktycznego, ale jest sytuacją niezwykłą, że prokurator zarzuca oskarżonym popełnienie określonego czynu i w ogromnych, przeładowanych zbędnymi dokumentami, aktach nie przedstawia żadnych dowodów na poparcie tezy oskarżenia. Ani wystarczających, ani niewystarczających, ani słusznych, ani chybionych, nawet ich nie próbuje wskazać. Sąd w ogóle nie ma się do czego odnieść.

     Do rana można cytować, a ja, żeby nie zabierać czasu, przedstawię w skrócie, jak sąd ocenił pracę Marka Wełny.
 
Ocena Sądu Okręgowego w Szczecinie (podajemy ze skrótami redakcji):
- Uchybił zasadom obiektywizmu i rzetelności.
- Popełnił rażący błąd w postępowaniu przygotowawczym, gdyż nie przesłuchał kluczowego świadka.
- Przez kategoryczne stwierdzenia zawarte w uzasadnieniu aktu oskarżenia dokonuje osądu nieobiektywnego i chybionego.
- W tej samej sprawie popełnia drugi rażący błąd, rezygnując z przesłuchania innego kluczowego świadka w postępowaniu przygotowawczym.
- Stosuje w akcie oskarżenia zdumiewającą metodę wskazywania jako miejsca popełnienia wszystkich przestępstw wszelkich miejscowości, jakie się w śledztwie przewinęły.
- Stawia zarzuty na poziomie żenującym, rażąco oderwane od wszelkich realiów sprawy, w tym zebranych dowodów i ustaleń.
- Stawia zarzuty pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia dowodowego i rażąco ze sobą sprzeczne.
- Oskarża ludzi o przestępstwa, których im się nie udowadnia i nie próbuje udowodnić.
- Stosuje domniemanie winy.
- Zarzuca oskarżonemu określone zachowanie, ale nie zamierza go w ogóle udowadniać.

- Stawia sąd w sytuacji niespotykanej, stawiając oskarżonym zarzuty bezpodstawne.
- Zarzuca oskarżonym popełnienie określonego czynu i w ogromnych, przeładowanych zbędnymi dokumentami, aktach nie przedstawia kompletnie żadnych dowodów na poparcie tezy aktu oskarżenia.
- W osobliwy sposób przedstawił sądowi wyjaśnienia oskarżonych i zeznania świadków, w znacznej części cenzurował je, włączał skserowane kopie z zasłoniętymi fragmentami wyjaśnień.

- Nie panował nad własnymi aktami i nie znał ich treści.
- Ponad 20 tomów akt śledztwa to zbędne kserokopie wszelkich dokumentów.
- Wnosił o przesłuchanie świadków na okoliczności, które miały charakter uboczny i nie obciążały oskarżonych.
     Ocena Sądu Apelacyjnego w Szczecinie:
- Gołosłowne i niczym nie poparte twierdzenia.
- Nie wykazał należytej sumienności, staranności i dokładności.
- Czynił nielojalne zabiegi w procesie.
- Podejmował działania stanowiące jawne zaprzeczenie obowiązującej w polskim procesie karnym zasady kontradyktoryjności.
- Zapomina, że obowiązuje w polskim procesie karnym domniemanie niewinności.
- Chybione zarzuty i błędy w ustaleniach faktycznych.
- Nieporozumieniem jest podnoszenie przez prokuratora argumentu, że oskarżeni działali w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, gdyż brak było jakichkolwiek podstaw, co oznacza, iż nie zna on i nie rozumie pojęcia zorganizowanej grupy przestępczej.
- Bezzasadny, lakoniczny i niczym nie uzasadniony był zarzut apelacji, że sąd I instancji błędnie ocenił zebrane dowody.
- Nie potrafił przesłuchać podejrzanego na etapie postępowania przygotowawczego.
- Nie przywołał w apelacji jakiejkolwiek racjonalnej argumentacji.

- Skargę apelacyjną przygotował w sposób bardzo ogólny i powierzchowny, bez konkretnych odniesień do realiów przedmiotowej sprawy.
- Wtoku śledztwa nawet nie próbowano określić, kto w rzeczywistości zorganizowaną grupę przestępczą miał tworzyć. Nie wytypowano nawet potencjalnych członków zorganizowanej grupy.
- Nie zna nawet treści kodeksu karnego, domagając się orzeczenia kary pozbawienia wolności w wymiarze 6 lat, w sytuacji, gdy zarzucane oskarżonemu przestępstwo zagrożone jest karą 3 lat pozbawienia wolności.
- W protokołach przesłuchania podejrzanych jest zbyt wiele odniesień do realiów ówczesnych wydarzeń politycznych. 

***






Tak oceniony przez 2 sądy Marek Wełna kształci teraz przyszłych prokuratorów.
     Na dramatycznym spotkaniu w Sejmie jeden z oskarżanych i uniewinnionych wysokich oficerów policji rzucił order, którym odznaczył go prezydent, i zapowiedział rezygnację z polskiego obywatelstwa.
     Przedstawiciel związku policjantów mówił o niektórych prokuratorskich oskarżeniach wobec swoich kolegów: Przyjął korzyść majątkową nieokreślonej wartości od nieokreślonej osoby; Zrezygnował z ukarania mandatem w zamian za korzyść niepieniężną w postaci modlitwy.

Joanna Skibniewska
askibniewska@redakcja.nie.com.pl

piątek, 1 marca 2013

Człowiek do wsadzania (NIE 51/2010) (NIE 02/2011)


Chcesz chodzić wolno - nie szukaj sprawiedliwości. 
 
Marek Wełna
Pisaliśmy, że Grzegorz Ślak jest niewinny. Przesiedział parę miesięcy w areszcie. Pisaliśmy, że tam, gdzie prokurator na siłę szukał przestępstwa, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Szukano haka. Pisaliśmy, że świadek zeznający przeciwko Ślakowi ściemnia. Na podstawie jego zeznań postawiono zarzuty. Pisaliśmy, że nie ma w tej sprawie poszkodowanego. Do mediów poszedł przeciek o kolosalnych stratach, jakie poniósł bank. Minął rok od tamtych wydarzeń. Postępowanie umorzono. Bo podejrzany jest niewinny, nie dopatrzono się znamion przestępstwa, główny świadek okazał się niewiarygodny i w ogóle nie znaleziono szkody ani poszkodowanego.

Herszt
Od czego się zaczęło? Chyba od tego, że krakowski prokurator Marek Wełna drogą dedukcji doszedł do tego, że prezes rafinerii musi kierować zorganizowaną grupą przestępczą, która nie tylko ograbia ten wynędzniały kraj, ale i łupi po kieszeniach biednych kierowców. Tym potworem miał być Grzegorz Siak, prezes Rafinerii Trzebinia. Tyle że nie można było nic na niego znaleźć. Wełna wpadł więc na pomysł, że dowodem będzie symulacja - co by było, gdyby jednak kradł. Zażądał, by Urząd Kontroli Skarbowej w Krakowie przeprowadził tę symulację: co by było, gdyby nieakcyzowe produkty (NKON, flonaft, FL, N-15, metalchron, naftochron, antyutleniający preparat do benzyn motorowych oraz antykor) były obłożone podatkiem akcyzowym takim jak olej napędowy lub benzyna. UKS wyliczył, że państwu należałoby się ponad 790 min zł. W 2006 r. Ślak trafił do aresztu pod zarzutem ograbienia państwa. Krzyczały o tym wszystkie media. Prokurator pokazywał się w telewizji i wypowiadał się w gazetach. Mówił o przekrętach i złodziejstwie prezesa Siaka. Tymczasem wszystkie kontrole skarbowe i badania wykazały jasno, że nigdy żadnego uszczuplenia podatkowego nie było. Mimo to prokuratura w czerwcu zeszłego roku skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Ślakowi. Do dziś nie odbyła się żadna rozprawa.

Dobra osobiste
Tymczasem sam Ślak postanowił szukać sprawiedliwości. W Sądzie Okręgowym w Krakowie złożył pozew o ochronę dóbr osobistych. Pozwał prokuratora Wełnę, zarzucając mu rozpowszechnianie nieprawdziwych i szkalujących go informacji. Zażądał zapłaty 50 tys. zł na cel charytatywny oraz przeprosin w głównym wydaniu telewizyjnych "Wiadomości", na trzeciej stronie "Gazety Wyborczej", "Dziennika Polskiego" i "Pulsu Biznesu", a także na licznych portalach internetowych. W odpowiedzi na pozew Wełna wniósł o jego oddalenie. Stwierdził, że za ewentualne szkody wyrządzone przez prokuratora podczas wykonywania czynności służbowych odpowiedzialność ponosi skarb państwa. Nawet jeśli prokurator publicznie nazywa uczciwego człowieka złodziejem. Wniosek Siaka został oddalony. Sędzia Dariusz Pawłyszcze stwierdził, że prokurator, nazywając prezesa hersztem zorganizowanej grupy przestępczej, użył potocznego określenia. Siak złożył apelację. Wynik zapewne Czytelnicy znają. Prokurator wychodził z sali z szerokim uśmiechem.

Kara
Zaraz po rozprawie apelacyjnej do domu Ślaka o 6.00 przyszli funkqonariusze. Wcześniej przez dłuższy czas za nim jeździli. Prezes znowu trafił do aresztu. Krakowska prokuratura apelacyjna zarzuciła mu finansowanie firm, które rzekomo zajmowały się nielegalnym obrotem paliwem. Według prokuratury w latach 1999-2000, będąc pracownikiem banku, udzielał kredytów, z których korzystała mafia paliwowa. Podobno był tego świadomy i miał z tego korzyść. W ciągu kilku miesięcy rzekomo przyjął przeszło 1 min zł łapówek. Tak twierdził świadek. Świadek dobrze nam znany. Znany też Markowi Wełnie. Biznesmen, którego parę lat wcześniej oskarżono o ogromne oszustwa podatkowe, a który po wyjściu na wolność zaczął mówić wszystko, czego tylko prokurator zażądał. Według prokuratury bank stracił przez Siaka przeszło 4 min zł. Tyle że bank nie złożył doniesienia o przestępstwie, a większość pożyczkobiorców dowodzi, że kredyty zostały spłacone. Prokuratura wszczęła śledztwo po ponad 10 latach od popełnienia rzekomego czynu. Prokurator miał chyba sen, bo nikt nie zgłosił szkody, którą on jednak znalazł... Postępowanie prowadził prokurator Rafał Babiński, podwładny prokuratora Marka Wełny. Jego pracę kontrolował i wspierał go wiedzą oraz doświadczeniem śledczym zastępca prokuratora apelacyjnego Marek Wełna.

Dowód
Ślak trafił więc do aresztu w grudniu zeszłego roku. O sprawie pisaliśmy kilka tygodni później. Zdobyliśmy dowody, że kredyty, za które trafił do aresztu, były udzielane prawidłowo. Ustaliliśmy też bez problemu, że zostały one spłacone w 2001 r. Napisaliśmy to. A Ślak siedział. Gdy minęły 2 miesiące sankcji nałożonej przez sąd, prokurator Babiński wystąpił o przedłużenie aresztu. Wiedział, że nie znalazł żadnych dowodów winy Ślaka, sąd może więc chcieć go wypuścić na wolność. Tym bardziej że nie wykonał z nim dotąd żadnej czynności procesowej. Podczas rozprawy o przedłużenie aresztu pokazał więc inny dowód: billingi z telefonu biznesmena. Znalazły się tam dwa SMS-y wysłane 8 stycznia. Miały świadczyć o tym, że Ślak kontaktuje się z osobami związanymi ze sprawą kredytów, a więc mataczy. Sąd wniosek o areszt klepnął właśnie ze względu na możliwość mataczenia. Nawet nie słuchał protestów. Nie zwrócił też uwagi, że ów telefon został Ślakowi zabrany 7 grudnia podczas zatrzymania, czyli miesiąc przed wysłaniem SMS-ów! 8 stycznia biznesmen nie mógł ich napisać, bo siedział od dawna w areszcie, a jego telefon miał... prokurator Babiński. Po paru kolejnych miesiącach Ślak wyszedł z aresztu za kaucją. Babiński zażądał miliona złotych. Bo według niego przestępstwo, jakie popełnił, jest bardzo prawdopodobne i zagrożone wysoką karą. Milion to minimalne zabezpieczenie.

Brak przestępstwa
Minął rok. Właśnie dowiedzieliśmy się, że sprawa prowadzona przez prokuratora Babińskiego została umorzona. Z braku znamion przestępstwa. Prokuratura dowiedziała się wreszcie, że wszystkie kredyty udzielone przez Ślaka zostały spłacone w 2001 r. Ustaliła też, że w wyniku działalności podejrzanego bank nie poniósł żadnych strat, lecz wręcz przeciwnie - miał duże zyski. Oraz że osoby biorące wówczas kredyty nie miały nic wspólnego z mafią. Okazało się też, że świadek, który zeznał, że Ślak wziął od niego milion łapówki, kłamie. Prokurator Babiński na pytanie, dlaczego więc trzymano biznesmena tyle czasu w areszcie, powiedział, że wtedy tego wszystkiego nie zauważył. Grzegorz Ślak znowu będzie szukał sprawiedliwości. Niewinnie przesiedział parę miesięcy. Czy znowu zostanie za to dotkliwie ukarany?

Joanna Skibniewska
  
NIE  02/2011

Do redakcji przyszedł list:
W związku z opublikowanym w nr 5l tygodnika, datowanym 16 grudnia 2010 r. artykułem autorstwa Joanny Skibniewskiej zatytułowanym "Człowiek do wsadzenia", na podstawie art. 31 pkt l ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (Dz. U. nr 5 poz. 24 z późn. zm.), proszę o zamieszczenie sprostowania o następującej treści: "Prokurator Rafał Babiński nie udzielał żadnych informacji na temat postępowania przeciwko Grzegorzowi Ś. autorowi artykułu, ani innej osobie z redakcji Tygodnika NIE, bowiem nikt z tego grona do niego w tej kwestii zapytań nie kierował".
  Nie podejmując polemiki z meritum artykułu uważam, że zamieszczenie powyższego sprostowania jest niezbędne bowiem Redakcja Tygodnika, gromadząc dane o postępowaniu przeciwko Grzegorzowi Ś. nie zwracała się do prokuratury o zweryfikowanie tych danych, a tym samym naruszyła zasadę rzetelności nie dokładając staranności w przygotowanie materiału. Posługując się prostowanym fragmentem tekstu autorka artykułu zasugerowała, że prokurator odniósł się do tezy prezentowanej w publikacji, tym samym dokonała - w sposób nieuprawniony legitymizacji prezentowanej wersji. Rzecznik Prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Józef Radzięta prokurator Prokuratury Apelacyjnej Od redakcji: Na podstawie prawa prasowego nie uznajemy za sprostowanie tekstu, którego druku w tym charakterze domaga się Prokuratura Apelacyjna w Krakowie. Prostowane jest bowiem twierdzenie, którego w artykule red. Joanny Skibniewskiej nie było. Przy tym zawiera nieprawdę: autorka zwracała się do Prokuratury Apelacyjnej z prośbą o wyjaśnienia w opisanej sprawie. Drukujemy natomiast całe pismo prokuratury dowodzące formalistycznego i bezdusznego reagowania przez nią na krytykę.
Od autorki: W numerze 51. tygodnika opisałam, jak Rafał Babiński, prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, wnioskował o umieszczenie w areszcie człowieka, nie mając przeciwko niemu ŻADNYCH dowodów winy. Tym niewinnie osadzonym na wiele miesięcy był Grzegorz Siak, biznesmen z Rybnika. Człowiek, który naraził się przełożonemu Babińskiego, byłemu zastępcy Prokuratora Apelacyjnego w Krakowie Markowi Wełnie. Udowodniłam, że prokurator Babiński preparował dowody winy Ślaka po to, by wprowadzając w błąd niezawisły sąd, doprowadzić do aresztowania biznesmena. Prokurator, nie mając żadnych dowodów winy podejrzanego, przedstawił w sądzie SMS-y wysłane na nieznany numer z telefonu biznesmena, twierdząc, że jest to dowód na próbę mataczenia biznesmena. Mam dowody na to, że w dniu wysłania tych SMS-ów Siak przebywał w celi, a jego telefon posiadał... prokurator Babiński. Przedstawiłam, jak Rafał Babiński WYMYŚLIŁ sobie poszkodowanego oraz szkodę (z sufitu wyliczył, że Ślak okradł bank na 3,2 min zł, mimo że nigdzie nie istniała taka szkoda) oraz jak wykreował świadka rzekomo zeznającego przeciwko Slakowi. Takiego świadka nigdy nie było. Udowodniłam, że od początku toczącego się postępowania prokurator Babiński wiedział, że Grzegorz Ślak jest niewinny. Postępowanie przeciwko Ślakowi umorzono po roku - z braku znamion przestępstwa. Człowiek niewinnie przesiedział w pudle tylko dlatego, że odważył się sprzeciwić zastępcy prokuratora apelacyjnego. Teraz dostaję żądanie sprostowania z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. I cóż kazano mi prostować? Nie to, że napisałam 0 naruszeniu prawa przez tego, który na straży tego prawa miał stać. Okazuje się, że prokuratura nie może polemizować z dowodami, które przedstawiłam. Co zatem nie podoba się prokuraturze? Otóż zauważono, że prokurator Babiński ze mną nie rozmawiał. Tymczasem napisałam: Prokurator Babiński na pytanie, dlaczego więc trzymano biznesmena tyle czasu w areszcie, powiedział, że wtedy tego wszystkiego nie zauważył.
Nie napisałam, że powiedział to mi, autorce artykułu, ani innej osobie z tygodnika "NIE". Przytoczone słowa wypowiedział do co najmniej dwóch osób. Jedną jest adwokat Grzegorza Ślaka, drugą świadek rozmowy, który prosi o anonimowość. Nieprawdą też jest, że nie pytałam rzecznika o sprawę prowadzoną przeciwko Ślakowi. Kontaktowałam się z rzecznikiem w tej sprawie wielokrotnie. Zarówno wtedy, gdy Ślak grzał więzienną pryczę, jak 1 po wpłaceniu przez niego milionowej kaucji. Zdumiewa mnie zdanie z listu prokuratury mówiące o tym, że prokuratura nie polemizuje z meritum artykułu. Czyżby preparowanie dowodów winy, świadome oszukiwanie sądu i wsadzanie do aresztu niewinnych ludzi było normą w tej prokuraturze i nie ma się czym zajmować?

środa, 27 lutego 2013

Jak się robi mafię (NIE, 24/2009)

Ziobro i Wełna
Kolejna wpadka krakowskich prokuratorów tym razem znajdzie swój finał przed sądem.O byłym prezesie Rafinerii Trzebinia (RT) Grzegorzu Ślaku trzeba by formalnie pisać Grzegorz Ś. Od czerwca 2006 r. ma postawione zarzuty największego w powojennej historii Polski uszczuplenia podatkowego w wysokości 764 415 185,05 zł.

Dobry prezes, ale przestępca
W czerwcu 2006 r. krajem w najlepsze rządziło PiS, nikogo zatem specjalnie nie podniecało, że po prezesa Ślaka o szóstej rano przyjechała ABW. Areszt tymczasowy, klepnięty przez sąd, również wydawał się oczywistą oczywistością.
Zanim doszło do aresztowania, Ślak od czerwca 2002 do października 2005 r. był prezesem Rafinerii Trzebinia. Gdy przyszedł na to stanowisko, przedsiębiorstwo było w opłakanym stanie. Spełniało przesłanki formalne do postawienia w stan upadłości. Byłaby to wielka strata, gdyż w istocie jest to wciąż w znacznej części firma państwowa. W 2005 r. Ślakowi skończyła się kadencja, odszedł z funkcji, uznając, że zrobił to, co do niego należało. Upadającą firmę zmienił w przodującą w regionie rafinerię specjalizującą się w najnowszych biotechnologiach, przynoszącą regularnie duże zyski. Nie po raz pierwszy w swoim życiu pokazał, że zna się na biznesie. Odszedł do giełdowej spółki Skotan, gdzie zarabiał większe pieniądze i znów z talentem pomnażał zyski. Do czasu.
Krakowscy prokuratorzy od dawna badali sprawy Trzebini. Zamykali nawet wcześniej jakieś pojedyncze osoby. Dopiero jednak w czerwcu 2006 r. mogli odtrąbić sukces. Mieli największą aferę gospodarczą, zatrzymany w zasadzie cały management rafinerii, mieli wreszcie tak pożądaną mafię paliwową i sukces w walce z nią. W czasach gdy prokuraturą dowodził Ziobro, taki wyczyn otwierał drogę do kariery. Ślak, gdy poszedł do aresztu, utracił funkcję prezesa zarządu Skotan SA.
 

Zamienili wodę w benzynę
Jak prokuratorzy tak precyzyjnie ustalili kwotę uszczuplenia podatku? Nie prowadzili żadnych żmudnych badań bilansów rafinerii, nie zlecili też tej roboty wybitnym biegłym. Wpadli na prostszy sposób – zażądali, by Urząd Kontroli Skarbowej w Krakowie przeprowadził symulację: co by było, gdyby nieakcyzowe produkty sprzedawane przez RT (NKON, Flonaft, FL, N-15, Metalchron, Naftochron, antyutleniający preparat do benzyn motorowych oraz Antykor) były opodatkowane podatkiem akcyzowym takim jak olej napędowy lub benzyna. UKS taką teoretyczną symulację przeprowadził, wyliczył, że gdyby babcia miała wąsy, to państwu należałoby się nieco ponad 790 mln zł. Dokument z takimi teoretycznymi wyliczeniami trafił do prokuratora Józefa Giemzy 14 czerwca 2006 r. 29 czerwca Ślak miał już postawione zarzuty i maszerował do aresztu tymczasowego, gdzie spędził miesiąc.
Gdy krakowscy prokuratorzy bawili się w ćwiczenie wyobraźni, w Rafinerii Trzebinia trwały w najlepsze kontrole skarbowe badające, czy państwo nie zostało przypadkiem orżnięte przez ten państwowy zakład ze Ślakiem na czele. Kontrolerzy dwoili się i troili, jednak stojąc na gruncie prawa skarbowego i rozporządzeń Ministerstwa Finansów nic nie wykryli. Pierwsze postanowienie UKS w Krakowie zapadło w grudniu 2007 r. Następne zapadały do grudnia 2008. Brak zaległości wobec skarbu państwa – stwierdzili funkcjonariusze skarbówki. Ich decyzje są nieodwołalne i ostateczne. Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości, to po drodze w tej sprawie zabrał jeszcze głos Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. W prawomocnym orzeczeniu w pełni podzielił zdanie kontrolerów.
 

Kto nie z nami, ten bandyta
Dwie poważne bądź co bądź instytucje stwierdziły: RT nie uszczupliła skarbu państwa nawet o złotówkę. Na zdrowy rozum prokuratura powinna więc w grudniu 2008 r. podkulić ogon i sprawę przeciwko managementowi RT umorzyć. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Przeciwnie – prokuratorzy tropiący mafię paliwową rozszerzyli jej zasięg o pracowników UKS oraz Ministerstwo Finansów (o sądzie jakoś zapomnieli). Do odrębnego postępowania wyłączono śledztwo w sprawie rzekomych nieprawidłowości w postępowaniu urzędników skarbowych, którzy wydali korzystne dla rafinerii orzeczenie. Wskutek tego w styczniu 2009 r. CBA wkroczyło do krakowskiego UKS, a 6 lutego 2009 r. do Ministerstwa Finansów, przeprowadzając nakazane przez prokuratorów krakowskich rewizje. Poszukiwane były dowody spisku zawiązanego między urzędnikami resortu, skarbówki i prezesem Ślakiem, którego wynikiem miałyby być decyzje uznające rachunki RT za prawidłowe.
We wszystkich ważnych mediach pojawił się reprezentujący krakowską prokuraturę Marek Wełna. Oto, jak wówczas sprawę relacjonowano: Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie możliwych nieprawidłowości podatkowych w Rafinerii Trzebinia. – Chodzi o wyjaśnienie, czy nie doszło do nieprawidłowości przy rozliczaniu akcyzy – powiedział prokurator Wełna. Jak dodał, jest to jeden z wątków wyłonionych w tzw. śledztwie paliwowym, dotyczącym nielegalnego obrotu paliwami i prania brudnych pieniędzy. (...) Krakowski wydział Prokuratury Krajowej prowadzi śledztwo dotyczące nielegalnego obrotu paliwami z wyłudzeniem akcyzy przez różne spółki i prania brudnych pieniędzy. Jak poinformował prokurator Wełna, jednym z wątków tego śledztwa jest udział managementu Rafinerii Trzebinia w zorganizowanej grupie przestępczej, która legalizowała niespełniające norm produkty paliwowe i wprowadzała je do obrotu z ominięciem akcyzy*.
 

Prokurator myli się na koszt społeczeństwa
Tego Grzegorz Ślak już nie zdzierżył. Wynajął kancelarię prawną, która w jego imieniu w kwietniu tego roku złożyła w Sądzie Okręgowym w Krakowie bezprecedensowy pozew o ochronę dóbr osobistych. Ślak pozwał prokuratora Wełnę, zarzucając mu rozpowszechnianie nieprawdziwych i szkalujących go informacji. Żąda zapłaty 50 tys. zł na cel charytatywny oraz przeprosin przed głównym wydaniem „Wiadomości” TVP 1, na trzeciej stronie „Gazety Wyborczej”, „Dziennika Polskiego” i „Pulsu Biznesu”, a także na licznych portalach internetowych. Wszystkie urzędy w Polsce, które mogły wypowiedzieć się o uszczupleniu podatkowym mającym rzekomo miejsce w RT, wypowiedziały się jednakowo: uszczuplenia nie było. Mając taką wiedzę prokurator Wełna, ignorując te prawomocne decyzje, wciąż nagłaśniał w mediach udział managementu rafinerii w przestępstwie, którego nie było, wywodził Ślak.
W odpowiedzi na pozew prokurator Wełna wniósł o jego oddalenie, podnosząc, iż za ewentualne szkody wyrządzone przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie prokuratora podczas wykonywania czynności służbowych odpowiedzialność ponosi skarb państwa. Czyli że zapłacić mogą wszyscy podatnicy, a Wełna nie poniesie żadnych konsekwencji.
Tłumaczenie to ma jednak pewną istotną wadę. Jakież to bowiem czynności służbowe polegają na opowiadaniu przed kamerami niestworzonych historii? Na podobnej zasadzie można by dowodzić niewinności ministra Zbigniewa Ziobry, który przed kamerami mówił, że z powodu działalności znanego kardiologa nikt już nie zginie. Czy minister również wykonywał czynności służbowe, dezinformując społeczeństwo? Jak wiemy, sąd uznał winę Ziobry i zasądził ogłoszenie sprostowań na koszt byłego ministra, a nie skarbu państwa.
Pierwsze posiedzenie w sprawie Ślak kontra Wełna sąd wyznaczył na 15 czerwca.
Już za chwileczkę, już za momencik
Od początku tego roku krakowscy prokuratorzy są pytani przez media, kiedy wreszcie do sądu trafi akt oskarżenia przeciwko Ślakowi. Za każdym razem pada ta sama odpowiedź: już wkrótce. I my zapytaliśmy o to samo. Prokurator Wełna oznajmił, że śledztwo znajduje się na etapie sporządzania aktu oskarżenia, który zostanie skierowany do sądu w czerwcu 2009 r.
Grzegorz Ślak nie dał się wykończyć. Dynamicznie działa na rynku biopaliw, z tą tylko różnicą, że poza Polską. – Wolę robić interesy za granicą – nie ukrywa.
Wszyscy pamiętają głośną sprawę Romana Kluski i spółki Optimus. Wówczas krakowscy prokuratorzy mieli przynajmniej w ręku niekorzystną dla przedsiębiorcy decyzję skarbówki. A i tak przegrali z kretesem, sąd uznał bowiem racje Optimusa. W przypadku Ślaka prokuratura ma symulację sporządzoną na jej życzenie. Gdyby zażądali porównania produktów RT nie do oleju napędowego, lecz na przykład do dynamitu, mogliby równie dobrze oskarżyć Ślaka i zarząd rafinerii o terroryzm. Jest to tak samo absurdalne, jak kwestionowanie prawomocnych orzeczeń sądu i decyzji urzędów skarbowych.
 

Polska dwóch sprawiedliwości
Krakowska prokuratura jest tak częstym gościem na łamach „NIE”, że można już się pokusić o pewne uogólnienia. W Polsce występują dwa porządki prawne. Pierwszy – oficjalny – oparty na źródłach prawa, zakładający takie pierdoły, jak domniemanie niewinności, dochodzenie do obiektywnej prawdy, badanie okoliczności zarówno tych świadczących przeciw podejrzanemu, jak i tych świadczących na jego korzyść itp. Drugi porządek – nazwijmy go „krakowskim” (zastrzec trzeba, że nie dotyczy to całego środowiska krakowskich prokuratorów, lecz tylko jego medialnej elity) – charakteryzuje się surowymi wieloletnimi aresztami tymczasowymi, wykorzystywaniem przestępców do pomawiania uczciwych ludzi, prowadzeniem postępowań pod tezę i na użytek polityków oraz kompletnym lekceważeniem podstaw porządku prawnego RP.
Tydzień temu opisaliśmy, jak ta sama prokuratura „szyła” dwie sprawy, mając na celowniku lewicowego prezydenta Krakowa. Jeszcze wcześniej opisywaliśmy historie policjantów, którzy przez krakowską prokuraturę byli oskarżani o bardzo poważne przestępstwa kryminalne i zostali ze wszystkich zarzutów uniewinnieni prawomocnymi wyrokami sądów bądź umorzono ich sprawy po wielu latach śledztwa. Wiele razy pisaliśmy też o wątpliwych efektach zakrojonego na ogromną skalę śledztwa paliwowego, wskutek którego jak dotychczas prawomocnie skazano jednego zaledwie przestępcę, a wielusetmilionowe kwoty zrabowane państwu polskiemu wybyły do Szwajcarii. Pisaliśmy też o stricte politycznych śledztwach, takich jak oskarżenie o przyjęcie łapówki posłanki Małgorzaty Ostrowskiej (SLD). Donosiliśmy o kuriozalnej sprawie wszczętej przeciwko doktorowi Wojciechowi Serwatce za to, że pomógł policji w przyłapaniu na gorącym uczynku lekarza, który brał za zabiegi łapówki. To tylko najbardziej widowiskowe poczynania krakowskich śledczych.
Zdaje się, że istnienie dwóch porządków prawnych nikomu poza nami nie przeszkadza. Jego ofiary zazwyczaj mają mniej pieniędzy i siły przebicia niż Grzegorz Ślak. Piszą pisma, skargi i petycje, na które nikt nie zwraca uwagi. Niektórzy – jak policjant Stanisław Rakowski z Włocławka – wybierają samobójstwo. Jak gorszy pieniądz wypiera lepszy, tak „krakowska” sprawiedliwość wypiera praworządność, powoli rozprzestrzeniając się na cały kraj.
Z zaciekawieniem czekamy, czy naprawdę spłynie akt oskarżenia przeciw Ślakowi i urzędnikom skarbowym jako grupie przestępczej i co w nim będzie.
 
ANDRZEJ ROZENEK, JOANNA SKIBNIEWSKA