Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Ślak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Ślak. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2013

Człowiek do wsadzania (NIE 51/2010) (NIE 02/2011)


Chcesz chodzić wolno - nie szukaj sprawiedliwości. 
 
Marek Wełna
Pisaliśmy, że Grzegorz Ślak jest niewinny. Przesiedział parę miesięcy w areszcie. Pisaliśmy, że tam, gdzie prokurator na siłę szukał przestępstwa, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Szukano haka. Pisaliśmy, że świadek zeznający przeciwko Ślakowi ściemnia. Na podstawie jego zeznań postawiono zarzuty. Pisaliśmy, że nie ma w tej sprawie poszkodowanego. Do mediów poszedł przeciek o kolosalnych stratach, jakie poniósł bank. Minął rok od tamtych wydarzeń. Postępowanie umorzono. Bo podejrzany jest niewinny, nie dopatrzono się znamion przestępstwa, główny świadek okazał się niewiarygodny i w ogóle nie znaleziono szkody ani poszkodowanego.

Herszt
Od czego się zaczęło? Chyba od tego, że krakowski prokurator Marek Wełna drogą dedukcji doszedł do tego, że prezes rafinerii musi kierować zorganizowaną grupą przestępczą, która nie tylko ograbia ten wynędzniały kraj, ale i łupi po kieszeniach biednych kierowców. Tym potworem miał być Grzegorz Siak, prezes Rafinerii Trzebinia. Tyle że nie można było nic na niego znaleźć. Wełna wpadł więc na pomysł, że dowodem będzie symulacja - co by było, gdyby jednak kradł. Zażądał, by Urząd Kontroli Skarbowej w Krakowie przeprowadził tę symulację: co by było, gdyby nieakcyzowe produkty (NKON, flonaft, FL, N-15, metalchron, naftochron, antyutleniający preparat do benzyn motorowych oraz antykor) były obłożone podatkiem akcyzowym takim jak olej napędowy lub benzyna. UKS wyliczył, że państwu należałoby się ponad 790 min zł. W 2006 r. Ślak trafił do aresztu pod zarzutem ograbienia państwa. Krzyczały o tym wszystkie media. Prokurator pokazywał się w telewizji i wypowiadał się w gazetach. Mówił o przekrętach i złodziejstwie prezesa Siaka. Tymczasem wszystkie kontrole skarbowe i badania wykazały jasno, że nigdy żadnego uszczuplenia podatkowego nie było. Mimo to prokuratura w czerwcu zeszłego roku skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Ślakowi. Do dziś nie odbyła się żadna rozprawa.

Dobra osobiste
Tymczasem sam Ślak postanowił szukać sprawiedliwości. W Sądzie Okręgowym w Krakowie złożył pozew o ochronę dóbr osobistych. Pozwał prokuratora Wełnę, zarzucając mu rozpowszechnianie nieprawdziwych i szkalujących go informacji. Zażądał zapłaty 50 tys. zł na cel charytatywny oraz przeprosin w głównym wydaniu telewizyjnych "Wiadomości", na trzeciej stronie "Gazety Wyborczej", "Dziennika Polskiego" i "Pulsu Biznesu", a także na licznych portalach internetowych. W odpowiedzi na pozew Wełna wniósł o jego oddalenie. Stwierdził, że za ewentualne szkody wyrządzone przez prokuratora podczas wykonywania czynności służbowych odpowiedzialność ponosi skarb państwa. Nawet jeśli prokurator publicznie nazywa uczciwego człowieka złodziejem. Wniosek Siaka został oddalony. Sędzia Dariusz Pawłyszcze stwierdził, że prokurator, nazywając prezesa hersztem zorganizowanej grupy przestępczej, użył potocznego określenia. Siak złożył apelację. Wynik zapewne Czytelnicy znają. Prokurator wychodził z sali z szerokim uśmiechem.

Kara
Zaraz po rozprawie apelacyjnej do domu Ślaka o 6.00 przyszli funkqonariusze. Wcześniej przez dłuższy czas za nim jeździli. Prezes znowu trafił do aresztu. Krakowska prokuratura apelacyjna zarzuciła mu finansowanie firm, które rzekomo zajmowały się nielegalnym obrotem paliwem. Według prokuratury w latach 1999-2000, będąc pracownikiem banku, udzielał kredytów, z których korzystała mafia paliwowa. Podobno był tego świadomy i miał z tego korzyść. W ciągu kilku miesięcy rzekomo przyjął przeszło 1 min zł łapówek. Tak twierdził świadek. Świadek dobrze nam znany. Znany też Markowi Wełnie. Biznesmen, którego parę lat wcześniej oskarżono o ogromne oszustwa podatkowe, a który po wyjściu na wolność zaczął mówić wszystko, czego tylko prokurator zażądał. Według prokuratury bank stracił przez Siaka przeszło 4 min zł. Tyle że bank nie złożył doniesienia o przestępstwie, a większość pożyczkobiorców dowodzi, że kredyty zostały spłacone. Prokuratura wszczęła śledztwo po ponad 10 latach od popełnienia rzekomego czynu. Prokurator miał chyba sen, bo nikt nie zgłosił szkody, którą on jednak znalazł... Postępowanie prowadził prokurator Rafał Babiński, podwładny prokuratora Marka Wełny. Jego pracę kontrolował i wspierał go wiedzą oraz doświadczeniem śledczym zastępca prokuratora apelacyjnego Marek Wełna.

Dowód
Ślak trafił więc do aresztu w grudniu zeszłego roku. O sprawie pisaliśmy kilka tygodni później. Zdobyliśmy dowody, że kredyty, za które trafił do aresztu, były udzielane prawidłowo. Ustaliliśmy też bez problemu, że zostały one spłacone w 2001 r. Napisaliśmy to. A Ślak siedział. Gdy minęły 2 miesiące sankcji nałożonej przez sąd, prokurator Babiński wystąpił o przedłużenie aresztu. Wiedział, że nie znalazł żadnych dowodów winy Ślaka, sąd może więc chcieć go wypuścić na wolność. Tym bardziej że nie wykonał z nim dotąd żadnej czynności procesowej. Podczas rozprawy o przedłużenie aresztu pokazał więc inny dowód: billingi z telefonu biznesmena. Znalazły się tam dwa SMS-y wysłane 8 stycznia. Miały świadczyć o tym, że Ślak kontaktuje się z osobami związanymi ze sprawą kredytów, a więc mataczy. Sąd wniosek o areszt klepnął właśnie ze względu na możliwość mataczenia. Nawet nie słuchał protestów. Nie zwrócił też uwagi, że ów telefon został Ślakowi zabrany 7 grudnia podczas zatrzymania, czyli miesiąc przed wysłaniem SMS-ów! 8 stycznia biznesmen nie mógł ich napisać, bo siedział od dawna w areszcie, a jego telefon miał... prokurator Babiński. Po paru kolejnych miesiącach Ślak wyszedł z aresztu za kaucją. Babiński zażądał miliona złotych. Bo według niego przestępstwo, jakie popełnił, jest bardzo prawdopodobne i zagrożone wysoką karą. Milion to minimalne zabezpieczenie.

Brak przestępstwa
Minął rok. Właśnie dowiedzieliśmy się, że sprawa prowadzona przez prokuratora Babińskiego została umorzona. Z braku znamion przestępstwa. Prokuratura dowiedziała się wreszcie, że wszystkie kredyty udzielone przez Ślaka zostały spłacone w 2001 r. Ustaliła też, że w wyniku działalności podejrzanego bank nie poniósł żadnych strat, lecz wręcz przeciwnie - miał duże zyski. Oraz że osoby biorące wówczas kredyty nie miały nic wspólnego z mafią. Okazało się też, że świadek, który zeznał, że Ślak wziął od niego milion łapówki, kłamie. Prokurator Babiński na pytanie, dlaczego więc trzymano biznesmena tyle czasu w areszcie, powiedział, że wtedy tego wszystkiego nie zauważył. Grzegorz Ślak znowu będzie szukał sprawiedliwości. Niewinnie przesiedział parę miesięcy. Czy znowu zostanie za to dotkliwie ukarany?

Joanna Skibniewska
  
NIE  02/2011

Do redakcji przyszedł list:
W związku z opublikowanym w nr 5l tygodnika, datowanym 16 grudnia 2010 r. artykułem autorstwa Joanny Skibniewskiej zatytułowanym "Człowiek do wsadzenia", na podstawie art. 31 pkt l ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (Dz. U. nr 5 poz. 24 z późn. zm.), proszę o zamieszczenie sprostowania o następującej treści: "Prokurator Rafał Babiński nie udzielał żadnych informacji na temat postępowania przeciwko Grzegorzowi Ś. autorowi artykułu, ani innej osobie z redakcji Tygodnika NIE, bowiem nikt z tego grona do niego w tej kwestii zapytań nie kierował".
  Nie podejmując polemiki z meritum artykułu uważam, że zamieszczenie powyższego sprostowania jest niezbędne bowiem Redakcja Tygodnika, gromadząc dane o postępowaniu przeciwko Grzegorzowi Ś. nie zwracała się do prokuratury o zweryfikowanie tych danych, a tym samym naruszyła zasadę rzetelności nie dokładając staranności w przygotowanie materiału. Posługując się prostowanym fragmentem tekstu autorka artykułu zasugerowała, że prokurator odniósł się do tezy prezentowanej w publikacji, tym samym dokonała - w sposób nieuprawniony legitymizacji prezentowanej wersji. Rzecznik Prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Józef Radzięta prokurator Prokuratury Apelacyjnej Od redakcji: Na podstawie prawa prasowego nie uznajemy za sprostowanie tekstu, którego druku w tym charakterze domaga się Prokuratura Apelacyjna w Krakowie. Prostowane jest bowiem twierdzenie, którego w artykule red. Joanny Skibniewskiej nie było. Przy tym zawiera nieprawdę: autorka zwracała się do Prokuratury Apelacyjnej z prośbą o wyjaśnienia w opisanej sprawie. Drukujemy natomiast całe pismo prokuratury dowodzące formalistycznego i bezdusznego reagowania przez nią na krytykę.
Od autorki: W numerze 51. tygodnika opisałam, jak Rafał Babiński, prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, wnioskował o umieszczenie w areszcie człowieka, nie mając przeciwko niemu ŻADNYCH dowodów winy. Tym niewinnie osadzonym na wiele miesięcy był Grzegorz Siak, biznesmen z Rybnika. Człowiek, który naraził się przełożonemu Babińskiego, byłemu zastępcy Prokuratora Apelacyjnego w Krakowie Markowi Wełnie. Udowodniłam, że prokurator Babiński preparował dowody winy Ślaka po to, by wprowadzając w błąd niezawisły sąd, doprowadzić do aresztowania biznesmena. Prokurator, nie mając żadnych dowodów winy podejrzanego, przedstawił w sądzie SMS-y wysłane na nieznany numer z telefonu biznesmena, twierdząc, że jest to dowód na próbę mataczenia biznesmena. Mam dowody na to, że w dniu wysłania tych SMS-ów Siak przebywał w celi, a jego telefon posiadał... prokurator Babiński. Przedstawiłam, jak Rafał Babiński WYMYŚLIŁ sobie poszkodowanego oraz szkodę (z sufitu wyliczył, że Ślak okradł bank na 3,2 min zł, mimo że nigdzie nie istniała taka szkoda) oraz jak wykreował świadka rzekomo zeznającego przeciwko Slakowi. Takiego świadka nigdy nie było. Udowodniłam, że od początku toczącego się postępowania prokurator Babiński wiedział, że Grzegorz Ślak jest niewinny. Postępowanie przeciwko Ślakowi umorzono po roku - z braku znamion przestępstwa. Człowiek niewinnie przesiedział w pudle tylko dlatego, że odważył się sprzeciwić zastępcy prokuratora apelacyjnego. Teraz dostaję żądanie sprostowania z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. I cóż kazano mi prostować? Nie to, że napisałam 0 naruszeniu prawa przez tego, który na straży tego prawa miał stać. Okazuje się, że prokuratura nie może polemizować z dowodami, które przedstawiłam. Co zatem nie podoba się prokuraturze? Otóż zauważono, że prokurator Babiński ze mną nie rozmawiał. Tymczasem napisałam: Prokurator Babiński na pytanie, dlaczego więc trzymano biznesmena tyle czasu w areszcie, powiedział, że wtedy tego wszystkiego nie zauważył.
Nie napisałam, że powiedział to mi, autorce artykułu, ani innej osobie z tygodnika "NIE". Przytoczone słowa wypowiedział do co najmniej dwóch osób. Jedną jest adwokat Grzegorza Ślaka, drugą świadek rozmowy, który prosi o anonimowość. Nieprawdą też jest, że nie pytałam rzecznika o sprawę prowadzoną przeciwko Ślakowi. Kontaktowałam się z rzecznikiem w tej sprawie wielokrotnie. Zarówno wtedy, gdy Ślak grzał więzienną pryczę, jak 1 po wpłaceniu przez niego milionowej kaucji. Zdumiewa mnie zdanie z listu prokuratury mówiące o tym, że prokuratura nie polemizuje z meritum artykułu. Czyżby preparowanie dowodów winy, świadome oszukiwanie sądu i wsadzanie do aresztu niewinnych ludzi było normą w tej prokuraturze i nie ma się czym zajmować?

czwartek, 28 lutego 2013

A może deptał trawnik (NIE 07/2010)


Kto raz pójdzie siedzieć, poszukają na niego kija.

Czerwiec 2006
Grzegorz Ślak trafia do aresztu. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie postawiła mu zarzut, że jako prezes Rafinerii Trzebinia SA chachmęcił przy sprzedaży paliw, oszukał skarb państwa na prawie 800 mln zł. Jak prokuratorzy ustalili kwotę uszczuplenia podatku? Wpadli na prosty sposób – zażądali, by Urząd Kontroli Skarbowej w Krakowie przeprowadził symulację: co by było, gdyby nieakcyzowe produkty (NKON, Flonaft, FL, N-15, Metalchron, Naftochron, antyutleniający preparat do benzyn motorowych oraz Antykor) były opodatkowane podatkiem akcyzowym takim jak olej napędowy lub benzyna. UKS wyliczył, że państwu należałoby się ponad 790 mln zł. Tyle że owe produkty nie były objęte akcyzą…
Gdy krakowski prokurator Marek Wełna, okrzyknięty pogromcą mafii paliwowej, ćwiczył wyobraźnię, sprawdzając, co by było, gdyby babcia miała wąsy, w Rafinerii Trzebinia trwały kontrole skarbowe. I nic. Ślak i jego koledzy działali zgodnie z prawem skarbowym i rozporządzeniem Ministerstwa Finansów, a rafinerię opuszczały produkty, za które nie płaci się akcyzy. Żadnego złodziejstwa nie stwierdzili. Wszystko na legalu. Pierwsze postanowienie UKS w Krakowie zapadło w grudniu 2007 r. Następne po roku. Decyzje są nieodwołalne i ostateczne. Głos w tej sprawie zabrał jeszcze Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. W prawomocnym orzeczeniu podzielił zdanie kontrolerów. Ślak nic nie ukradł.
Grzegorz Ślak był prezesem Rafinerii Trzebinia od czerwca 2002 do października 2005 r. Gdy przyszedł na to stanowisko, przedsiębiorstwo było w fatalnym stanie. Pracownicy tylko czekali, kiedy ich zakład upadnie. Ślak zdychającą firmę zmienił w przodującą w regionie rafinerię, specjalizującą się w najnowszych biotechnologiach, przy­noszącą regularnie duże zyski.

Grudzień 2008
Po ostatniej decyzji UKS prokuratura powinna dać sobie spokój, zostawić rafinerię i Ślaka i zająć się prawdziwymi przestępstwami. Ale nie prokurator Marek Wełna. Pogromca mafii nie odpuszcza. Przeciwnie – rozszerza zasięg swojego śledztwa o pracowników UKS oraz Ministerstwo Finansów. Sędziego z WSA o dziwo pomija.
I tak do odrębnego postępowania wyłączono śledztwo przeciwko urzędnikom skarbowym, którzy wydali korzystne dla rafinerii orzeczenia. W styczniu 2009 r. na wniosek prokuratury CBA wkroczyło do krakowskiego UKS, a 6 lutego 2009 r. do Ministerstwa Finansów, przeprowadzając nakazane przez krakowskich śledczych rewizje. Poszukiwane były dowody spisku zawiązanego między urzędnikami resortu, skarbówki i prezesem Ślakiem. We wszystkich ważnych mediach pojawił się Marek Wełna. Z przejęciem i oburzeniem mówił o tym, że management rafinerii, działając w zorganizowanej grupie przestępczej, brał udział w nielegalnym obrocie paliwem i prał brudne pieniądze.

Kwiecień 2009
Ślak się wkurzył i złożył w Sądzie Okręgowym w Krakowie bezprecedensowy pozew o ochronę dóbr osobistych. Pozwał prokuratora Wełnę, zarzucając mu rozpowszechnianie nieprawdziwych i szkalujących go informacji. Zażądał zapłaty 50 tys. zł na cel charytatywny oraz przeprosin w głównym wydaniu „Wiadomości” TVP 1, na trzeciej stronie „Gazety Wyborczej”, „Dziennika Polskiego” i „Pulsu Biznesu”, a także na licznych portalach internetowych. W odpowiedzi na pozew prokurator Wełna wniósł o jego oddalenie. Stwierdził, że za ewentualne szkody wyrządzone przez prokuratora podczas wykonywania czynności służbowych odpowiedzialność ponosi skarb państwa. Bo za jego błędy zgodnie z przepisami płacą podatnicy. Tyle że wypowiedzi przed kamerami to nie są czynności procesowe i za nie odpowiada człowiek, który mówi.

Czerwiec 2009
Rozprawa przed krakowskim sądem. Ślak kontra Wełna. Rozprawa trwa niespełna godzinę. Sędzia odrzuca wniosek o zniesławienie. Według niego prokurator nie naruszył prawa, a wniosek Grzegorza Ślaka nie zasługuje na rozpatrzenie. Grzegorz Ślak wnosi odwołanie.

Listopad 2009
Przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie odbywa się rozprawa odwoławcza. Prokurator Marek Wełna jest spokojny. Sędzia podtrzymuje wyrok poprzedniej instancji. Wniosek Ślaka nie zasługuje na uwzględnienie.

Grudzień 2009
Grzegorz Ślak ponownie trafia do aresztu. Na 2 miesiące. Krakowska prokuratura apelacyjna zarzuca mu finansowanie firm, które rzekomo zajmowały się nielegalnym obrotem paliwem. Według prokuratury w latach 1999–2000, będąc pracownikiem banku, udzielał kredytów, z których korzystała mafia paliwowa. Podobno był tego świadomy i miał z tego korzyść. W ciągu paru miesięcy rzekomo przyjął… przeszło 1 mln zł łapówek. Tak twierdzi świadek. Według prokuratury bank stracił przeszło 4 mln.  Tyle że bank nie złożył doniesienia o przestępstwie, a większość pożyczkobiorców twierdzi, że kredyty zostały spłacone. Większość kredytów była gotówkowa, a bankowiec nie odpowiada przecież za to, co z pieniędzmi robi kredytobiorca.
Prokuratura wszczęła śledztwo po przeszło 10 latach. Wskutek olśnienia?
Postępowanie prowadzi prokurator Rafał Babiński. Podwładny prokuratora Marka Wełny. Nadzoruje jego pracę zastępca prokuratora apelacyjnego Marek Wełna.

Styczeń 2010
Ślak wnosi zażalenie na zastosowany środek w postaci aresztowania. Prokurator Babiński sugeruje, że Ślak nie może opuścić aresztu, ponieważ próbował kontaktować się z jednym ze świadków, wysyłając mu z własnego telefonu SMS. Sąd podtrzymuje areszt. Ślak utrzymuje, że nigdy żadnego SMS-a nie wysyłał.

Luty 2010
Prokurator wnosi o przedłużenie aresztu. Podnosi, że miał za mało czasu, by zebrać materiał dowodowy. W międzyczasie prokurator Babiński przebywał na urlopie. Według rzecznika prokuratury, wcześniej zaplanowanym. Przez 2 miesiące aresztu Ślaka nawet go nie przesłuchano. Prokurator nie miał też czasu na przesłuchanie świadków. Dlatego Ślak musi pozostać w areszcie.
Posiedzenie w sprawie przedłużenia aresztu trwało 20 min. Sędzia przeczytała przygotowane zawczasu uzasadnienie. Przedłużenie środka zapobiegawczego w postaci aresztowania jest uzasadnione. Grzegorz Ślak spędzi kolejne 2 miesiące w areszcie śledczym przy ul. Montelupich w Krakowie.


Marek Wełna
 Jeśli jest to rewanż pewnego prokuratora, to i tak cywilizowany. Wikingowie z moszen swoich wrogów robili sakiewki.

środa, 27 lutego 2013

Jak się robi mafię (NIE, 24/2009)

Ziobro i Wełna
Kolejna wpadka krakowskich prokuratorów tym razem znajdzie swój finał przed sądem.O byłym prezesie Rafinerii Trzebinia (RT) Grzegorzu Ślaku trzeba by formalnie pisać Grzegorz Ś. Od czerwca 2006 r. ma postawione zarzuty największego w powojennej historii Polski uszczuplenia podatkowego w wysokości 764 415 185,05 zł.

Dobry prezes, ale przestępca
W czerwcu 2006 r. krajem w najlepsze rządziło PiS, nikogo zatem specjalnie nie podniecało, że po prezesa Ślaka o szóstej rano przyjechała ABW. Areszt tymczasowy, klepnięty przez sąd, również wydawał się oczywistą oczywistością.
Zanim doszło do aresztowania, Ślak od czerwca 2002 do października 2005 r. był prezesem Rafinerii Trzebinia. Gdy przyszedł na to stanowisko, przedsiębiorstwo było w opłakanym stanie. Spełniało przesłanki formalne do postawienia w stan upadłości. Byłaby to wielka strata, gdyż w istocie jest to wciąż w znacznej części firma państwowa. W 2005 r. Ślakowi skończyła się kadencja, odszedł z funkcji, uznając, że zrobił to, co do niego należało. Upadającą firmę zmienił w przodującą w regionie rafinerię specjalizującą się w najnowszych biotechnologiach, przynoszącą regularnie duże zyski. Nie po raz pierwszy w swoim życiu pokazał, że zna się na biznesie. Odszedł do giełdowej spółki Skotan, gdzie zarabiał większe pieniądze i znów z talentem pomnażał zyski. Do czasu.
Krakowscy prokuratorzy od dawna badali sprawy Trzebini. Zamykali nawet wcześniej jakieś pojedyncze osoby. Dopiero jednak w czerwcu 2006 r. mogli odtrąbić sukces. Mieli największą aferę gospodarczą, zatrzymany w zasadzie cały management rafinerii, mieli wreszcie tak pożądaną mafię paliwową i sukces w walce z nią. W czasach gdy prokuraturą dowodził Ziobro, taki wyczyn otwierał drogę do kariery. Ślak, gdy poszedł do aresztu, utracił funkcję prezesa zarządu Skotan SA.
 

Zamienili wodę w benzynę
Jak prokuratorzy tak precyzyjnie ustalili kwotę uszczuplenia podatku? Nie prowadzili żadnych żmudnych badań bilansów rafinerii, nie zlecili też tej roboty wybitnym biegłym. Wpadli na prostszy sposób – zażądali, by Urząd Kontroli Skarbowej w Krakowie przeprowadził symulację: co by było, gdyby nieakcyzowe produkty sprzedawane przez RT (NKON, Flonaft, FL, N-15, Metalchron, Naftochron, antyutleniający preparat do benzyn motorowych oraz Antykor) były opodatkowane podatkiem akcyzowym takim jak olej napędowy lub benzyna. UKS taką teoretyczną symulację przeprowadził, wyliczył, że gdyby babcia miała wąsy, to państwu należałoby się nieco ponad 790 mln zł. Dokument z takimi teoretycznymi wyliczeniami trafił do prokuratora Józefa Giemzy 14 czerwca 2006 r. 29 czerwca Ślak miał już postawione zarzuty i maszerował do aresztu tymczasowego, gdzie spędził miesiąc.
Gdy krakowscy prokuratorzy bawili się w ćwiczenie wyobraźni, w Rafinerii Trzebinia trwały w najlepsze kontrole skarbowe badające, czy państwo nie zostało przypadkiem orżnięte przez ten państwowy zakład ze Ślakiem na czele. Kontrolerzy dwoili się i troili, jednak stojąc na gruncie prawa skarbowego i rozporządzeń Ministerstwa Finansów nic nie wykryli. Pierwsze postanowienie UKS w Krakowie zapadło w grudniu 2007 r. Następne zapadały do grudnia 2008. Brak zaległości wobec skarbu państwa – stwierdzili funkcjonariusze skarbówki. Ich decyzje są nieodwołalne i ostateczne. Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości, to po drodze w tej sprawie zabrał jeszcze głos Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. W prawomocnym orzeczeniu w pełni podzielił zdanie kontrolerów.
 

Kto nie z nami, ten bandyta
Dwie poważne bądź co bądź instytucje stwierdziły: RT nie uszczupliła skarbu państwa nawet o złotówkę. Na zdrowy rozum prokuratura powinna więc w grudniu 2008 r. podkulić ogon i sprawę przeciwko managementowi RT umorzyć. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Przeciwnie – prokuratorzy tropiący mafię paliwową rozszerzyli jej zasięg o pracowników UKS oraz Ministerstwo Finansów (o sądzie jakoś zapomnieli). Do odrębnego postępowania wyłączono śledztwo w sprawie rzekomych nieprawidłowości w postępowaniu urzędników skarbowych, którzy wydali korzystne dla rafinerii orzeczenie. Wskutek tego w styczniu 2009 r. CBA wkroczyło do krakowskiego UKS, a 6 lutego 2009 r. do Ministerstwa Finansów, przeprowadzając nakazane przez prokuratorów krakowskich rewizje. Poszukiwane były dowody spisku zawiązanego między urzędnikami resortu, skarbówki i prezesem Ślakiem, którego wynikiem miałyby być decyzje uznające rachunki RT za prawidłowe.
We wszystkich ważnych mediach pojawił się reprezentujący krakowską prokuraturę Marek Wełna. Oto, jak wówczas sprawę relacjonowano: Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie możliwych nieprawidłowości podatkowych w Rafinerii Trzebinia. – Chodzi o wyjaśnienie, czy nie doszło do nieprawidłowości przy rozliczaniu akcyzy – powiedział prokurator Wełna. Jak dodał, jest to jeden z wątków wyłonionych w tzw. śledztwie paliwowym, dotyczącym nielegalnego obrotu paliwami i prania brudnych pieniędzy. (...) Krakowski wydział Prokuratury Krajowej prowadzi śledztwo dotyczące nielegalnego obrotu paliwami z wyłudzeniem akcyzy przez różne spółki i prania brudnych pieniędzy. Jak poinformował prokurator Wełna, jednym z wątków tego śledztwa jest udział managementu Rafinerii Trzebinia w zorganizowanej grupie przestępczej, która legalizowała niespełniające norm produkty paliwowe i wprowadzała je do obrotu z ominięciem akcyzy*.
 

Prokurator myli się na koszt społeczeństwa
Tego Grzegorz Ślak już nie zdzierżył. Wynajął kancelarię prawną, która w jego imieniu w kwietniu tego roku złożyła w Sądzie Okręgowym w Krakowie bezprecedensowy pozew o ochronę dóbr osobistych. Ślak pozwał prokuratora Wełnę, zarzucając mu rozpowszechnianie nieprawdziwych i szkalujących go informacji. Żąda zapłaty 50 tys. zł na cel charytatywny oraz przeprosin przed głównym wydaniem „Wiadomości” TVP 1, na trzeciej stronie „Gazety Wyborczej”, „Dziennika Polskiego” i „Pulsu Biznesu”, a także na licznych portalach internetowych. Wszystkie urzędy w Polsce, które mogły wypowiedzieć się o uszczupleniu podatkowym mającym rzekomo miejsce w RT, wypowiedziały się jednakowo: uszczuplenia nie było. Mając taką wiedzę prokurator Wełna, ignorując te prawomocne decyzje, wciąż nagłaśniał w mediach udział managementu rafinerii w przestępstwie, którego nie było, wywodził Ślak.
W odpowiedzi na pozew prokurator Wełna wniósł o jego oddalenie, podnosząc, iż za ewentualne szkody wyrządzone przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie prokuratora podczas wykonywania czynności służbowych odpowiedzialność ponosi skarb państwa. Czyli że zapłacić mogą wszyscy podatnicy, a Wełna nie poniesie żadnych konsekwencji.
Tłumaczenie to ma jednak pewną istotną wadę. Jakież to bowiem czynności służbowe polegają na opowiadaniu przed kamerami niestworzonych historii? Na podobnej zasadzie można by dowodzić niewinności ministra Zbigniewa Ziobry, który przed kamerami mówił, że z powodu działalności znanego kardiologa nikt już nie zginie. Czy minister również wykonywał czynności służbowe, dezinformując społeczeństwo? Jak wiemy, sąd uznał winę Ziobry i zasądził ogłoszenie sprostowań na koszt byłego ministra, a nie skarbu państwa.
Pierwsze posiedzenie w sprawie Ślak kontra Wełna sąd wyznaczył na 15 czerwca.
Już za chwileczkę, już za momencik
Od początku tego roku krakowscy prokuratorzy są pytani przez media, kiedy wreszcie do sądu trafi akt oskarżenia przeciwko Ślakowi. Za każdym razem pada ta sama odpowiedź: już wkrótce. I my zapytaliśmy o to samo. Prokurator Wełna oznajmił, że śledztwo znajduje się na etapie sporządzania aktu oskarżenia, który zostanie skierowany do sądu w czerwcu 2009 r.
Grzegorz Ślak nie dał się wykończyć. Dynamicznie działa na rynku biopaliw, z tą tylko różnicą, że poza Polską. – Wolę robić interesy za granicą – nie ukrywa.
Wszyscy pamiętają głośną sprawę Romana Kluski i spółki Optimus. Wówczas krakowscy prokuratorzy mieli przynajmniej w ręku niekorzystną dla przedsiębiorcy decyzję skarbówki. A i tak przegrali z kretesem, sąd uznał bowiem racje Optimusa. W przypadku Ślaka prokuratura ma symulację sporządzoną na jej życzenie. Gdyby zażądali porównania produktów RT nie do oleju napędowego, lecz na przykład do dynamitu, mogliby równie dobrze oskarżyć Ślaka i zarząd rafinerii o terroryzm. Jest to tak samo absurdalne, jak kwestionowanie prawomocnych orzeczeń sądu i decyzji urzędów skarbowych.
 

Polska dwóch sprawiedliwości
Krakowska prokuratura jest tak częstym gościem na łamach „NIE”, że można już się pokusić o pewne uogólnienia. W Polsce występują dwa porządki prawne. Pierwszy – oficjalny – oparty na źródłach prawa, zakładający takie pierdoły, jak domniemanie niewinności, dochodzenie do obiektywnej prawdy, badanie okoliczności zarówno tych świadczących przeciw podejrzanemu, jak i tych świadczących na jego korzyść itp. Drugi porządek – nazwijmy go „krakowskim” (zastrzec trzeba, że nie dotyczy to całego środowiska krakowskich prokuratorów, lecz tylko jego medialnej elity) – charakteryzuje się surowymi wieloletnimi aresztami tymczasowymi, wykorzystywaniem przestępców do pomawiania uczciwych ludzi, prowadzeniem postępowań pod tezę i na użytek polityków oraz kompletnym lekceważeniem podstaw porządku prawnego RP.
Tydzień temu opisaliśmy, jak ta sama prokuratura „szyła” dwie sprawy, mając na celowniku lewicowego prezydenta Krakowa. Jeszcze wcześniej opisywaliśmy historie policjantów, którzy przez krakowską prokuraturę byli oskarżani o bardzo poważne przestępstwa kryminalne i zostali ze wszystkich zarzutów uniewinnieni prawomocnymi wyrokami sądów bądź umorzono ich sprawy po wielu latach śledztwa. Wiele razy pisaliśmy też o wątpliwych efektach zakrojonego na ogromną skalę śledztwa paliwowego, wskutek którego jak dotychczas prawomocnie skazano jednego zaledwie przestępcę, a wielusetmilionowe kwoty zrabowane państwu polskiemu wybyły do Szwajcarii. Pisaliśmy też o stricte politycznych śledztwach, takich jak oskarżenie o przyjęcie łapówki posłanki Małgorzaty Ostrowskiej (SLD). Donosiliśmy o kuriozalnej sprawie wszczętej przeciwko doktorowi Wojciechowi Serwatce za to, że pomógł policji w przyłapaniu na gorącym uczynku lekarza, który brał za zabiegi łapówki. To tylko najbardziej widowiskowe poczynania krakowskich śledczych.
Zdaje się, że istnienie dwóch porządków prawnych nikomu poza nami nie przeszkadza. Jego ofiary zazwyczaj mają mniej pieniędzy i siły przebicia niż Grzegorz Ślak. Piszą pisma, skargi i petycje, na które nikt nie zwraca uwagi. Niektórzy – jak policjant Stanisław Rakowski z Włocławka – wybierają samobójstwo. Jak gorszy pieniądz wypiera lepszy, tak „krakowska” sprawiedliwość wypiera praworządność, powoli rozprzestrzeniając się na cały kraj.
Z zaciekawieniem czekamy, czy naprawdę spłynie akt oskarżenia przeciw Ślakowi i urzędnikom skarbowym jako grupie przestępczej i co w nim będzie.
 
ANDRZEJ ROZENEK, JOANNA SKIBNIEWSKA