Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glimar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Glimar. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 grudnia 2013

Sądy kapturowe (NIE 50/2013, 2013)


Polska znów jest upominana przez Trybunał Praw Człowieka.
Bezpodstawne utajnianie akt i rozpraw jest naruszeniem wolności.

Znowu Polsce grozi kompromitacja. To, co dla polskich prokuratorów jest normą, dla Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu jest niezrozumiałym bezprawiem.
We wtorek trybunał przesłuchiwał polskich śledczych i przedstawicieli rządu w sprawie tajnych więzień CIA. I był zdumiony, że polski rząd i przedstawiciele prokuratury chcieli, aby rozprawa była tajna. Ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Trybunał w Strasburgu powiedział jasno – tylko wyjątkowe sytuacje mogą spowodować utajnienie rozprawy i akt. Tutaj takie przesłanki nie zachodzą.
Ale w Polsce prokuratorzy i sędziowie uwielbiają utajniać swoją pracę.
Szczególnie wtedy, gdy jest ona nic niewarta.

Polskie śledztwo w sprawie więzień trwa od 2008 r. Na jego przewlekłość i nierzetelność – w tym utrudniony dostęp do akt sprawy – poskarżyli się do Strasburga Saudyjczyk Al-Nashiri i Palestyńczyk Abu-Zubaydah.
Reprezentujący prokuraturę Janusz Śliwa, zastępca krakowskiego prokuratora apelacyjnego, zaprezentował trybunałowi niejawny dokument o przebiegu śledztwa przygotowany na potrzeby rozprawy. Polski rząd nie chciał go przedłożyć trybunałowi normalną drogą; zasłaniał się jego tajnością. Ponieważ rozprawa przed trybunałem była jawna, dowody zgromadzone w sprawie nie zostały na niej ujawnione. Prokurator Śliwa przez pół godziny przekonywał, że toczące się od 5 lat śledztwo prowadzone jest… sprawnie. Gdzie na to dowody? W kancelarii tajnej.
W ogromnej liczbie spraw właśnie utajnienie dokumentów śledczych jest najlepszą bronią prokuratorów przed oskarżaniem ich o brak kompetencji czy o celowe manipulowanie śledztwami. O tym, że jest to praktyka bezprawna, Trybunał Praw Człowieka już raz się wypowiedział. Ale polski wymiar sprawiedliwości ma to gdzieś.

•••

W Siemianowicach Śląskich niedawno został ogłoszony wyrok w sprawie niedopełnienia obowiązków przez oficera ABW podczas zatrzymania Barbary Blidy. Grzegorz S. został skazany na pół roku w zawieszeniu, ale nie wiadomo za co, bo uzasadnienie wyroku utajniono. Postępowanie było niejawne, począwszy od postępowania przygotowawczego w sprawie oficera oraz w sprawie zatrzymania Blidy. Tam też prawie wszystkie dowody przeciwko Blidzie zostały utajnione. Po co? Żebyśmy się nie dowiedzieli, że w zgromadzonym materiale nie było żadnych dowodów jej winy. A dlaczego utajniono dokumenty z zatrzymania posłanki? Żeby nikt nie wiedział, że nie było żadnych przesłanek, aby ją zatrzymać, i że cały ten spektakl odbył się z naruszeniem prawa.
Były szef CBA Mariusz Kamiński usłyszał zarzuty nadużycia uprawnień, kierowania niezgodnymi z prawem czynnościami operacyjnymi dotyczącymi wręczenia korzyści majątkowej osobom powołującym się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa, wręczania korzyści majątkowej funkcjonariuszom publicznym oraz podrobienia dokumentów oraz wyłudzenia poświadczenia nieprawdy na podstawie tych dokumentów. Kamiński powołuje się na zarządzenie premiera, które miało pozwalać mu na takie akcje. Pokazać go nie chce, bo dokument jest… tajny.
Dlaczego zarówno Kamiński, jak i premier nie chcą odtajnić fundamentalnego dokumentu upoważniającego agencję do stosowania prowokacji? Czyżby zdawali sobie sprawę, że ów dokument jako niezgodny z konstytucją i utajniony z naruszeniem ustawy nie ma prawa bytu? A tak gdzieś coś jest, coś kogoś kryje, ale nikt tego nie może sprawdzić.

•••

Dętym procesem molestowania seksualnego w Samoobronie żyła cała Polska. Na ławie oskarżonych zasiadały duchy. Jeden martwy, drugi prawie martwy.
Jak wiadomo, Aneta Krawczyk była dyrektorką biura poselskiego posła Samoobrony Stanisława Łyżwińskiego, radną Sejmiku Województwa Łódzkiego i zasiadała w radzie nadzorczej oczyszczalni ścieków w Tomaszowie Mazowieckim. Zarabiała w pewnym okresie ok. 9 tys. zł na rękę. Gdy zaczęło dziać się jej gorzej, bo praca w sejmiku się skończyła, a Łyżwiński zarzucił jej podbieranie partyjnej kasy, postanowiła opowiedzieć o tych, którzy ją zatrudnili. O Łyżwińskim, który miał dać jej pracę w zamian za usługi seksualne. O tym, że szef szefów Andrzej Lepper zaczynał mu dorównywać rozpasaniem seksualnym. Poza zwykłym dawaniem dupy pojawiły się gwałt i nakłanianie do aborcji.
Krawczyk opowiadała o tym w mediach, a potem w łódzkiej prokuraturze. Podczas rozprawy mówiła dużo. O impotencji i brutalności szefów. Mówiła głównie o Lepperze, bo to jego nazwisko umieszczano na pierwszych stronach gazet. Dokładnie pamiętała daty zdarzeń nawet sprzed 5 lat. Opisywała jego zachowania seksualne, jak trzymała w ręku jego członek i jak jeden z przyjaciół szefa miał zakrzywioną końcówkę.
Może byłoby to i śmieszne, gdyby nie fakt, że Lepper miał alibi na każdy moment rzekomego gwałtu. Przedstawiał je przed sądem.
Staję przed obliczem sądu z podniesionym czołem, bowiem jestem niewinny – powiedział Lepper i krok po kroku udowadniał, że do żadnego z opisanych kontaktów dojść nie mogło. Miał niezbite dowody na to, że Krawczyk kłamie. Świadkowie potwierdzili te dowody. Każda z opisanych przez pokrzywdzoną dat została dokładnie zweryfikowana.
Dlaczego nikt się o tym nie dowiedział? Bo zarówno postępowanie przygotowawcze, jak i rozprawa przed sądem były utajnione. Wiadomo, po co. Jeślibyśmy opisali przewały prokuratora w postępowaniu przygotowawczym, zostalibyśmy ukarani za ujawnienie tajnych danych.

•••

Stary numer prokuratorów, którzy nie mogą znaleźć dowodów, a chcą zmiękczyć zatrzymanego w areszcie wydobywczym, to utajnienie części akt sprawy. Rzadko sędzia podczas rozprawy o areszt tymczasowy prosi o wgląd do dokumentów zgromadzonych w kancelarii tajnej. A prokurator zapewnia, że tam są dowody winy delikwenta, ale ze względu na dobro śledztwa nie można ich ujawnić. Podejrzany ląduje w areszcie i nie może zrozumieć, dlaczego go posadzono. Prokurator odmawia wglądu do akt, a podejrzany nawet nie wie, przed czym ma się bronić, bo nie ma pojęcia, jakie są dowody jego winy.
– Jest to naruszenie wszelkich praw z konstytucją włącznie – zapewnia profesor prawa, wykładowca uniwersytecki Kazimierz Pawelec.
Często dopiero przed sądem okazuje się, że dowody są funta kłaków niewarte. Ale zwykle człowiek jest już zniszczony, jego rodzina w rozsypce, on traci zdrowie i dobre imię. I nawet jeśli sąd go uniewinni, to i tak nikt mu tego czasu nie zwróci, a prokurator, miłośnik tajnych akt, prowadzi w najlepsze kolejne dochodzenie, w którym spokojnie utajnia akta ze względu na dobro śledztwa.
Znakomitym przykładem takiej prokuratorskiej roboty jest śledztwo przeciwko rafinerii Glimar z Gorlic prowadzone, a potem nadzorowane przez Marka Wełnę z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.
W 2004 r. prezes Witold Kuś i dziewięciu jego kontrahentów i współpracowników zostało zatrzymanych pod zarzutem prania brudnych pieniędzy i działalności na szkodę firmy. Areszty ciągnęły się latami – bez żadnych czynności procesowych. Oczywiście zatrzymani nie mieli możliwości się bronić, bo prokurator utajnił akta sprawy. Prośby wglądu do akt były za każdym razem odrzucane przez prokuraturę. A ludzie siedzieli…
W 2010 r. powstał akt oskarżenia oparty na opinii biegłego, który stwierdził, że oskarżeni działali na szkodę firmy. Dowody miały znajdować się w sześciuset tomach utajnionych akt.
Tymczasem sąd nie znalazł we wskazanych aktach żadnych dowodów winy, choć długo trwała procedura odtajnienia, a potem czytania po kolei każdego dokumentu.

Jakie dokumenty były w tomach niejawnych?
Puste kartki, nic nieznaczące faktury, wydruki z internetu bez związku ze sprawą itp.
Nic, po prostu nic.

Sąd powołał więc biegłego na świadka. Ten mówił, że sporządził opinię na podstawie materiału prokuratorskiego, a że większość była utajniona, to pisał to, co mu kazał prokurator. Nigdy nie miał dokumentów finansowych firmy.
Sąd powołał zatem nowych biegłych, którzy przebadali dokumentację finansową Glimaru. Wniosek – oskarżeni działali na korzyść firmy. Prokurator (już nie Wełna) sam wystąpił o uniewinnienie oskarżonych z braku dowodów winy. Po 8 latach postępowania! Po latach niesłusznych aresztowań. Bez możliwości obrony, bo akta utajniono. Rafineria Glimar splajtowała.

•••

Oficer Centralnego Biura Śledczego Stanisław Rakowski popełnił samobójstwo 3 sierpnia 2007 r. Powiesił się w łazience skromnego mieszkania na jednym z blokowisk Włocławka. Samobójstwo było wynikiem oskarżenia go o udział w korupcji.
Nigdy w trakcie postępowania przygotowawczego Rakowski nie zapoznał się z aktami sprawy. Prokurator utajnił. Proces od początku też był niejawny na wniosek prokuratora. Znalazł tam tajemnicę państwową. Sąd przez cały czas trwania procesu borykał się z materiałem dowodowym, który nie tylko nie wskazywał na winę oskarżonych (kilka osób, w tym Rakowski), ale wręcz jej zaprzeczał. Ci, którzy mieli brać i wręczać sobie łapówki, nigdy się nie znali.
Kobieta, która początkowo zeznała, że wręczyła policjantowi 250 tys. euro, nie rozpoznała Rakowskiego. Prokuratura zastosowała więc karkołomny zabieg: wprowadziła osobę, która zdaniem śledczych pośredniczyła między oskarżonymi a dającą. I dla jej bezpieczeństwa natychmiast te zeznania utajniła. Tożsamości tej osoby nigdy nie ustalono, a żaden dowód nie wskazywał na jej istnienie. Ale Rakowski tego nie wiedział, bo nie mógł zapoznać się z utajnionymi aktami. Nie mógł się bronić.
To, co najciekawsze, czyli uzasadnienie wyroku, również zostało utajnione. Na wniosek prokuratury, znów ze względu na tajemnicę państwową. A naprawdę dlatego, że był to wyrok dla niej niekorzystny.
Nie znamy akt śledztwa ani protokołów z procesu, wiemy jednak, czego sprawa dotyczyła. Nie ma w niej i nigdy nie było żadnych materiałów czy wątków, które można by uznać za tajemnicę państwową. Jedyną tajemnicą, którą zapewne chce chronić za wszelką cenę prokuratura, jest przyczyna, dla której przez tyle lat gnębiono człowieka. Przyczyna, która policjanta kosztowała życie.

•••

– Utajnić akta można w wyjątkowych, szczególnie uzasadnionych przypadkach – mówi prof. Pawelec. – Tymczasem prokuratury stosują tę procedurę nagminnie.
Wielokrotnie spotykał się z sytuacją, gdy jego klient nie miał możliwości się bronić, bo nie wiedział ani kto go oskarża, ani o co. Niejednokrotnie fragment utajnionych akt był podstawą do zastosowania aresztu tymczasowego.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał nasze przepisy o dostępie do materiałów niejawnych za naruszające standardy przewidziane wart. 6 europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

piątek, 27 grudnia 2013

Wyszło szydło z Wełny (NIE Nr 44/2013)


Ziobro i Wełna

Dlaczego, pomimo naruszania prawa i niekompetencji, Marek Wełna z krakowskiej prokuratury apelacyjnej wciąż nie ponosi konsekwencji swoich czynów?
Dlaczego nikt go jeszcze nie wyrzucił?


Zniszczył małe firmy paliwowe. Dzięki niemu monopol przejęły wielkie korporacje paliwowe. Potentaci. Przypadek? Działał sam czy na zlecenie? Świadomie czy nie?

Glimar

1. W2004 r. prezes Witold Kuś i dziewięciu jego kontrahentów i współpracowników zostaje zatrzymanych pod zarzutem prania brudnych pieniędzy i działalności na szkodę firmy.
2. Areszty ciągną się latami, bez żadnych czynności procesowych.
3. w 2010 r. powstaje akt oskarżenia oparty na podstawie opinii biegłego Emila Antoniszyna.
4. Sąd nie znajduje w aktach żadnych dowodów winy. Powołuje biegłego na świadka. Ten mówi, że sporządził opinię na podstawie materiału prokuratorskiego. Nigdy nie miał dokumentów finansowych firmy. Sąd powołuje nowych biegłych, którzy stwierdzają, że oskarżeni działali na korzyść firmy, a nie tak jak twierdził poprzedni biegły.
5. Prokurator sam występuje o uniewinnienie oskarżonych z braku dowodów winy. Po ośmiu latach postępowania.
6. Rafineria Glimar padła. Zadomawia się w niej Lotos.

BGM

1. Firma, która miała stać na górze w hierarchii mafijnej, a jej prezesi mieli być hersztami mafii, jest opisywana przez wszystkie polskie media.
2. W 2003 r. Bobrek, Grochulski i Marszałek, twórcy firmy, trafiają do aresztu pod zarzutem oszustw podatkowych i wyłudzeń.
3. Rusza proces w Szczecinie o wyłudzenie podatku VAT. Sąd uniewinnia oskarżonych.
4. Rusza kolejny proces o wyłudzenie dotacji z PFRON. Sąd uniewinnia wszystkich oskarżonych.
5. Prezesi stają przed sądem też w Szczecinie oskarżeni o wręczanie łapówek oficerowi policji gen. Mieczysławowi Klukowi w zamian za opiekę i informacje procesowe. Sąd uniewinnia oskarżonych.
6. Stają przed sądem w Nowym Sączu za współudział w zorganizowanej grupie przestępczej i wręczanie łapówek kontrahentowi. Sąd uniewinnia oskarżonych.
7. Toczy się obecnie sprawa w Krakowie o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. 650 tomów akt nie zawiera ani jednego dowodu winy. Świadkowie zeznają na ich korzyść. Sprawa potoczy się jeszcze wiele lat. 8. Firma BGM padła. Jest tam Orlen.

Trzebinia

1. W2006 r. zostaje zatrzymany prezes rafinerii Trzebinia Grzegorz Ślak pod zarzutem uszczupleń podatkowych na prawie 790 mln zł. Sąd przyklepuje areszt. Po sześciu miesiącach Ślak wychodzi za kaucją.
2. Po roku zostaje ponownie zatrzymany i osadzony w areszcie pod zarzutem wyłudzenia kredytów bankowych. Wychodzi po pół roku za milionową kaucją.
3. Prokuratura po roku umarza to postępowanie z braku dowodów winy. Nigdy nie było żadnego wyłudzenia i żaden bank nigdy nie został poszkodowany przez Ślaka.
4. Przed sądem w Krakowie toczy się postępowanie o uszczuplenia podatkowe. Ponad rok czytany jest akt oskarżenia. Sąd w kilkuset tomach akt nie znajduje dowodów winy.
5. Kontrola skarbowa przeprowadzona w rafinerii Trzebinia wykazuje, że żadnych uszczupleń nie było. Proces potoczy się jeszcze długie lata.

Generał

1. W 2005 r. ABW zatrzymuje na wniosek Wełny oficera policji z Częstochowy Mieczysława Kluka pod zarzutem korupcji i ochraniania mafii paliwowej. Miał przekazywać bossom mafii paliwowej informacje ze śledztwa prowadzonego w ich sprawie.
2. Kluk siedzi w areszcie ponad 2 lata.
3. Po sześciu latach postępowania sąd w Szczecinie we wszystkich instancjach uniewinnia go od stawianych zarzutów.

Victoria

1. Prezes firmy paliwowej Konsorcjum Victoria Adam Chmielewski zostaje zatrzymany w 2005 r. pod zarzutem wyłudzeń podatkowych.
2. Po kilku miesiącach zostaje zatrzymana jego matka. Przebywa w areszcie bez żadnej czynności procesowej 21 miesięcy. Jest bardzo chora. 3. Chmielewski siedzi 2 lata.
4. Razem z nimi do aresztu trafiają kontrahenci firmy Victoria pod zarzutem wystawiania lewych faktur.
5. Od ponad trzech lat po sądach krąży akt oskarżenia: 1600 stron. Oprócz tego 750 tomów akt. Sądy przerzucają się dokumentami. W aktach nie ma dowodów winy. Sprawa potoczy się jeszcze wiele lat.
6. Na ławie oskarżonych zasiada 25 osób. Wszystkie były aresztowane.
7. Firma paliwowa padła. Wszedł tam Orlen.
Zatrzymujemy czwarty i trzeci garnitur ludzi zamieszanych w sprawę – mówił Wełna w 2003 r. – Drugi widzimy i obserwujemy.
Po kilku latach zapełnił kilka szaf takimi garniturami. Wszystkie areszty w Polsce miały u siebie kogoś rzekomo powiązanego z mafią paliwową. Według mediów i prokuratury była to największa afera finansowa w III RP, która miała spowodować miliardowe straty skarbu państwa.
Prowadzonych było ponad100 śledztw. Większość albo Wełna prowadził sam, albo jego zaufani ludzie, a on nadzorował te postępowania.
Na czym miała polegać zbrodnia? Najkrócej mówiąc, na sprowadzaniu z zagranicy oleju opałowego z niską akcyzą, po czym sprzedawaniu go jako oleju napędowego, który już akcyzę miał wysoką. Według Wełny olej opałowy, który powinien przejść odpowiednią obróbkę chemiczną, żeby stać się olejem napędowym, tak naprawdę przechodził ją tylko na papierze. Miały to robić firmy-słupy, które wystawiały fikcyjne faktury.
Według prokuratury w nadużycia paliwowe zamieszane są 1263 firmy –mówił Wełna w 2003 r. prasie.
Właśnie tyle ich zniszczono.

Trzystu trzydziestu osobom postawiono zarzuty. Dziś są albo pouniewinniani, albo ich sprawy toczą się od 10 lat i nie mogą się skończyć, bo sądy, aby nie płacić horrendalnych odszkodowań za bezzasadny areszt, szukają czegokolwiek.
Ale nie mogą znaleźć…


Firma BGM nie istnieje. Konsorcjum Victoria padło. Rafineria Glimar padła. Rafineria w Jaśle też. W Czechowicach tak samo. Wszędzie tam Wełna szukał mafii paliwowej. Na polskim rynku rządzą teraz wielcy potentaci paliwowi.
Czy jakikolwiek prokurator zechciałby sprawdzić, na czyje zlecenie działał Marek Wełna? Bo cel, jak widać, osiągnął.

czwartek, 14 marca 2013

Siły zbrojne Rutkowskiego (NIE 9/2012)

Zajazd na rafinerie małej wielkości.

Rutkowski z kocykiem
Na jednej ze stacji benzynowych zatrzymały się autokary pełne zamaskowanych mężczyzn z ostrą bronią. Podjechał Rutkowski, zwany detektywem. Zrobił krótką odprawę. Powiedział, która grupa, gdzie "popierdala", kogo "kurwa na glebę", komu w razie czego "zasadzić kopa". Po czym odjechali. Prosto przed Rafinerię Nafty Glimar w Gorlicach. Komandosi wdarli się na teren fabryki. Obezwładnili pracowników ochrony Karabela i odebrali im broń. A było ich raptem sześciu. Jeden z ochroniarzy sięgnął do kabury. Ostro oberwał. Z przyjemnością zajęli się nim trzej rośli panowie w kominiarkach i uzbrojeni po zęby. Znaczy "zasadzilikopa", jak kazał Rutkowski.
W trakcie akcji "biura detektywistycznego" znajdująca się w zakładzie ochrona, prawnie wykonująca swoje obowiązki, wezwała policję. Interwencja zakończyła się pouczeniem stron konfliktu. Tak przynajmniej podał do publicznej wiadomości rzecznik prasowy policji. Na miejscu pojawił się nawet zastępca komendanta. Pogapił się trochę. Potem okazało się, że komendant wiedział wcześniej o planowanej akcji Rutkowskiego i nie miał nic przeciwko temu. Podobno nie chciał się wtrącać.
Gdy "problem został rozwiązany", jak powiedział "detektyw",z samochodu wyszedł Grzegorz Wojtaszek, właściciel firmy Drogbud Podkarpackiego Holdingu Budowy Dróg Sp. z o.o. w Strzyżowie i Przedsiębiorstwa Robót Drogowych Sp. z o.o.w Stalowej Woli. U boku Rutkowskiego i kilku komandosów dumnie wkroczył na teren zakładu. Twierdzi, że swojego. Na dowód macha przed nosem postanowieniem sądu, ponoć uprawniającym go do takiej akcji. Naprawdę jest w nim jedynie o zabezpieczeniu mienia na czas trwania procesu, który toczy się przed sądem od dawna.
Wyjaśnia to sędzia Zbigniew Krupa, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Nowym Sączu: 23 grudnia 2011 roku Sąd Rejonowy w Gorlicach (...) na czas trwania postępowania aż do prawomocności orzeczenia w sprawie, dopuścił "Drogbud" Podkarpacki Holding Budowy Dróg Sp. z o.o.w Strzyżowie i Przedsiębiorstwo Robót Drogowych Sp. z o.o.w Stalowej Woli do współposiadania budynków położonych w Gorlicach przy ul. Michalusa 1 oraz do posiadania dokumentacji znajdującej się w tych budynkach, a nie należącej do pozwanego.
Jak widać, dokument ten nie uprawnia Wojtaszka do odbijania fabryki siłą, ale jedynie do udania się z tym do komornika. I to też dopiero wtedy, gdy druga strona nie złoży zażalenia na postanowienie. A złożyła...

Nafta się nie wypłaca
Rafineria Nafty Glimar w Gorlicach to jedna z najstarszych fabryk tego typu. Powstała w 1883 r. w Gliniku Mariampolskim jako destylarnia wydzielająca naftę oświetleniową z ropy. Na tym terenie to właśnie tam pracowało najwięcej ludzi.
- Za sanacji dawała pracę, za Niemca dawała pracę, za komuny mieliśmy robotę, a teraz wszystko stracili. Biznesmeni od siedmiu boleści - mówi Henryka W., mieszkanka Gorlic. Wydział Gospodarczy Sądu Rejonowego w Nowym Sączu ogłosił 7 lat temu upadłość Rafinerii Nafty Glimar SA, uzasadniając to niewypłacalnością spółki o charakterze trwałym. Zadłużenie Glimaru sięgało wówczas ok. 1 mld zł. Pracowało tam wówczas 465 osób, a w spółkach podległych Glimarowi - kolejne 1200.
Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu szybko wszczęła postępowanie przeciwko zarządowi spółki. Uznała, że zasadniczym błędem popełnionym przez czterech członków zarządu rafinerii było niedoszacowanie kosztów budowy instalacji Hydrokompleksu - priorytetowej inwestycji Glimaru. Podobno wzrost poniesionych nakładów w stosunku do założonych kosztów przekroczył 360 mln zł. Jednocześnie podejmowano kolejne inwestycje przekraczające możliwości finansowe spółki. Ludzie stracili pracę, fabrykę zamknięto. Wierzyciele walili do bram, byli pracownicy prosili o uregulowanie zaległych wypłat, energetyka wyłączała prąd. Glimar umierał.

Kanadyjski olej
Na początku grudnia 2008 r. pojawił się Podkarpacki Holding Budowy Dróg Drogbud ze Strzyżowa, który kupił od Lotosu akcje Glimaru za milion złotych. Jego prezes Grzegorz Wojtaszek obiecywał uruchomienie produkcji asfaltu i zatrudnienie ludzi.
Od tamtej pory Wojtaszek obiecywał jeszcze wielokrotnie, że da ludziom pracę. I szukał inwestora. Każdy, kto się pojawiał, szybko uciekał. Albo okazywał się niewiarygodny. Wciąż zmieniali się prezesi. Zakład generował długi, maszyny niszczały, energetyka wyłączała prąd. Nie uregulowano zadłużeń, byli pracownicy bezowocnie dopominali się zaległych należności. A Wojtaszek opowiadał, jak to będzie ratował miasto.
W 2010 r. Glimar trafił w ręce kanadyjskiej firmy Hudson Oil i cypryjskiej Fortionell Limited. w transakcji tej wszystko było tajemnicze. O samym jej przebiegu media dowiedziały się przypadkiem kilkanaście tygodni od jej zawarcia. Tajemniczym był też kanadyjski i cypryjski koncern. Jeszcze większą tajemnicą był rzeczywisty przebieg sprzedaży i wynikających z niej rozliczeń. W pewnym momencie Wojtaszek stwierdził, że Kanadyjczycy nie wywiązali się z warunków umowy sprzedaży firmy. Przedstawiciele Hudson Oil odpierali te zarzuty. Jedna strona podała drugą do sądu. Wojtaszek, że mu nie zapłacili. Kanadyjska i cypryjska spółka, że wyprzedaje, co nie jego. Przestało być jasne, do kogo Glimar należy.

Kończenie finalizacji
- Jesteśmy na finiszu- powiedział nam Wojtaszek.
- Jestem właścicielem i mogę brać, co moje. Pan Rutkowski mi w tym pomaga.
Przedstawiciel drugiej strony zapewnia, że to, co Wojtaszek próbuje odzyskać siłą, nie jest już jego. Pokazuje dokumenty i precyzyjnie udowadnia, że przeciwnik mija się z prawdą.
- Gdyby zatrudniona przez nas ochrona użyła ostrej broni, a miała do tego prawo, na terenie zakładu doszłoby do jatki - twierdzi pełnomocnik kanadyjskiej firmy.
- To, że nasi pracownicy nie użyli broni, to szczęście dla przebiegu zdarzenia - potwierdza Grzegorz Pietruszka, przedstawiciel firmy ochroniarskiej Karabela.
- Oni nie mieli prawa tam wejść - twierdzi Pietruszka. - Tym bardziej że wspomniane postanowienie sądu Rutkowski otrzymał dzień po całej akcji.
- Nie wiadomo zresztą, czy to byli pracownicy firmy ochroniarskiej, detektywistycznej, czy też grupa bandytów - dodaje. Pobici ochroniarze zrobili już obdukcję i zgłosili napad. Ktoś beknie. A może nie beknie.
- Robiłem to dla dobra mieszkańców, żeby mieli pracę - z patosem podsumowuje Krzysztof Rutkowski. - I jest sukces, jest skutek.
Prezes Drogbudu obiecał, że do końca stycznia ureguluje wszystkie długi. Obiecał, że dzień po ataku na fabrykę dokona przelewów finansowych, żeby nie odcięto energii w zakładzie. Obecnie znowu wyłączono prąd w rafinerii. Niedawno wjechały na teren zakładu agregaty prądotwórcze, które mają utrzymać pracę najważniejszych maszyn. Straty w wyniku unieruchomienia wielu z nich są kolosalne. Poza tym na terenie zakładu funkcjonuje miejska oczyszczalnia ścieków. Bez prądu przestanie działać, a to dramat dla mieszkańców Gorlic.
Wojtaszek obiecał, że lada dzień ludzie będą mieli pracę w rafinerii. Ci, którzy wiedzą, jakie długi i kary za niewykonaną lub spieprzoną robotę przy budowie dróg ma on do zapłacenia, tylko się z tego śmieją. Wygląda na to, że Wojtaszek chce z powrotem przejąć Glimar, którego wcześniej chciał się pozbyć.

Ktoś za tym stoi
Rafineria ma 990 mln zł zobowiązań. Wojtaszek nie jest aż takim idiotą, żeby nie mając ani grosza, pakować kasę w coś takiego.
Tajemnicą jest, że cała ziemia dookoła fabryki jest własnością bliskiej przyjaciółki Wojtaszka, która zasiada w wielu radach nadzorczych powiązanych z nim firm. To nie są zwykłe pola i nieużytki. Należą do niej zabytkowy dworek, korty tenisowe i najlepsze kawałki gorlickich działek. Gdy chciał tę informację przekazać lokalnej prasie jeden z wybitnych mieszkańców miasta, on i jego żona dostali informację, że jeśli to zrobią, ich dzieci nie wrócą pewnego dnia ze szkoły.
Skąd Wojtaszek wziął pieniądze na akcję Rutkowskiego? Skąd Rutkowski posiadał bardzo rozległą wiedzę na temat fabryki? Dużo większą niż sam Wojtaszek. Takiej wiedzy nie przekazuje się ochroniarzowi, który ma odbić zakład. Czyje interesy naprawdę reprezentuje Rutkowski? I czy poniesie odpowiedzialność za napaść na ludzi i fabrykę? Napiszemy o tym niebawem.


Kukułcze jajo
Rafineria Nafty Glimar do 2005 r. była własnością spółki skarbu państwa Nafta Polska. Już wówczas była w fatalnej kondycji finansowej. Co prawda księgową wartość jej majątku wyceniano na ponad 400 mln zł, rafineria miała jednak 800 mln zł zobowiązań wobec ponad tysiąca różnych wierzycieli. 
W styczniu 2005 r. ogłoszono jej upadłość. W lutym 2005 r. Grupa Lotos SA kupiła od Nafty Polskiej większościowy pakiet akcji Petrobalticu bardzo dobrze stojącej spółki, zajmującej się poszukiwaniem i wydobywaniem ropy i gazu z dna Bałtyku. Była to transakcja wiązana: za to, że Lotos dostanie Petrobaltic, musi wziąć na karb słabą spółkę, taką, z którą skarb państwa nie wie, co zrobić. Lotos wpompował wGlimar 90 mln zł, ale po trzech latach uznał, że nie ma sensu brnąć dalej w to przedsięwzięcie, i w 2008 r. sprzedał akcje Glimaru Podkarpackiemu Holdingowi Budowy Dróg Drogbud za 1 mln zł. Sam Drogbud, od momentu gdy kupił rafinerię i zaczął się borykać z restrukturyzacją jej zadłużenia, zaczął popadać w kłopoty finansowe. Zawalał podpisane z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad kontrakty, m.in.na budowę obwodnic Ropczyc i Żyrardowa. Jeszcze do niedawna wszyscy na inwestycjach w Glimar tracili. 
W 2011 r. od Drogbudu rafinerię odkupiła założona w Kanadzie firma Hudson Oil Corporation. Prezesem jest niejaki Wojciech Janowski, który przez lata zajmował się zarządzaniem hotelami i kasynami w Monako. Współpracuje z Polską Izbą Gospodarczą. Janowski znany jest z działalności charytatywnej na rzecz Polskiej Misji Katolickiej we Francji (Misje Katolickie to stałe placówki duszpasterskie dla Polonii działające w wielu krajach świata i podlegające Konferencji Episkopatu Polski). Wiceprezesem HOC jest Arkadiusz Krężel, w latach 1991-2006prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, a więc człowiek w wielkim biznesie niezwykle dobrze zorientowany. Trudno sobie wyobrazić, aby Krężel dał się pogonić Rutkowskiemu.