Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Rotkiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Rotkiel. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 grudnia 2013

Wszyscy jesteśmy PEDOFILAMI cz.2 (NIE Nr 36/2013)


Czytelnicy się skarżą.

Dla autorów tzw. nowej pedagogiki jakikolwiek kontakt cielesny z dzieckiem w przedszkolu jest objawem molestowania seksualnego. Można być blisko z dziećmi, będąc trzydzieści centymetrów od nich, nie naruszając intymnej strefy… – głoszą autorzy programu. Zabronione jest nie tylko przytulanie malucha, ale kategorycznie zakazane jest też wycieranie mu tyłka, gdy nie trafi papierem toaletowym we właściwe miejsce http://skibniewska.blogspot.com/2013/08/wszyscy-jestesmy-pedofilami-nie-nr.html („NIE”nr 29/2013). Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że temat ten wywoła u naszych Czytelników takie poruszenie. Dostaliśmy wiele listów, a w nich ludzkie dramaty.
*Najwięcej listów przyszło od nauczycieli, którzy latami czyścili swoje dobre imię po bezzasadnym oskarżeniu o pedofilię. Ten nauczyciel pracował w Iławie w szkole podstawowej. Już nie pracuje. Boi się.
Jestem nauczycielem historii. Pracuję z dziećmi od 23 lat. 3 lata temu zostałem oskarżony o molestowanie dzieci. Zniszczyło to całe moje życie. Prywatne i zawodowe. A było tak: uczennice z mojej klasy przygotowywały gazetkę ścienną o II wojnie światowej, na szkolnym korytarzu. Ponieważ musiały robić to na małej drabince, bałem się, że spadną, więc trzymałem drabinę, gdy one wieszały zdjęcia. Oskarżenie wniosła przypadkowo przechodząca matka dziecka z pierwszej klasy. Zgłosiła, że zaglądałem dziewczynkom pod spódnice. To kompletna bzdura. Podczas rozprawy okazało się nawet, że uczennice, które robiły gazetkę, były w spodniach. Drabinka miała raptem 3 stopnie, ja mam 180 cm wzrostu, więc nie mogłem widzieć nawet tych spodni. Oczywiście zostałem uniewinniony, ale rok trwało postępowanie prokuratorskie, gdzie mnie zwyczajnie szmacono. Potem prawie rok trwała sprawa przed sądem. Straciłem pracę, dobre imię, moje własne dzieci były pytane, czy je macam. Żona przypłaciła to depresją, ja zawałem.
* Okazuje się, że często ofiarami bezpodstawnego oskarżenia o molestowanie padają dziadkowie. Czytelnicy pisali o tym, że ich dzieci (rodzice)nie pozwalają im przytulać wnuków. W tym wypadku płeć nie ma znaczenia. Babcia jak i dziadek są równie niebezpieczni.
Zostałam oskarżona o molestowanie mojego wnuczka. Przyjeżdżał do mnie rzadko, więc gdy tylko mogłam z nim pobyć, to chłopiec spał ze mną w łóżku. Sam bardzo chciał. Oskarżenie wniosła moja synowa. Sąd uznał, że nie powinnam spać z 6-letnim chłopcem. Biegły stwierdził, że nie znalazł oznak pedofilii, ale spanie z wnukiem nie jest normalne. Zostałam skazana. Rok w zawieszeniu i jakieś głupie rady sędziego. Mam jeszcze troje wnuków, które mieszkają ze mną w jednym domu. Teraz, gdy zasną przed telewizorem w moim łóżku, od razu je przenoszę. Boję się. Ostatnio bałam się iść z moją 3-letnią wnuczką za rączkę do sklepu. Wszędzie widzę na sobie spojrzenia ludzi.
* Kolejny Czytelnik przeszedł koszmar przesłuchań. Podobnie jego wnuczka. Potem go nawet przeproszono, ale co z tego…
Pierdolec do Polski zawitał z USA i teraz policjanci na porannych odprawach, zamiast być uczulani na łapanie bandytów i złodziei, koncentrują się na urojonych pedofilach.
Byłem nauczycielem WF. Za to, jak traktowałem dzieci, byłbym dzisiaj nie tylko oskarżony, ale i skazany. Bo dotyk dla dziecka jest jak powietrze, zwłaszcza dla tych dzieci, które pieszczot w domu nie zaznają. Jeśli zaś, jak pani cytuje, „można być blisko z dziećmi, będąc trzydzieści centymetrów (czyto jakaś obliczona maksymalna długość penisa?) od nich, nie naruszając intymnej strefy…”, to twórcy takich przepisów to już nie zwykli biurokraci, to psychole, których jak najszybciej należałoby zamknąć w okrągłych pomieszczeniach wyłożonych filcem.
** Polsce rocznie do prokuratury i na policję trafia wiele oskarżeń od byłych żon. Ojców molestujących dzieci jest coraz więcej. Oczywiście według prokuratorskich statystyk, bo to ulubiona broń zdradzonych lub skrzywdzonych kobiet. Z prowadzonych przez prokuratury postępowań niespełna 30 proc. w ogóle zasługuje na rozpatrzenie. Prokuratury jednak chętnie prowadzą takie sprawy, bo to im podnosi wyniki. Prokuratorzy często występują o areszt tymczasowy. Tylko 7 proc. spraw, które trafiają przed sąd, kończy się skazaniem. Nikt jednak nie zwróci ojcu odebranych lat kontaktów z dzieckiem. Nikt nie zapłaci za gnojenie podczas przesłuchań i ostracyzm społeczny w mieście czy na osiedlu.
Mnie osobiście to dotknęło. Matka mojego syna złożyła przeciw mnie wniosek do prokuratury. Śmiałem się wtedy z tego, bo wiedziałem, że to wierutna bzdura. Po pół roku nie było mi do śmiechu. Miałem zakaz kontaktów z synem aż do zakończenia rozprawy. Pisano o mnie w lokalnej prasie i na murze mojego bloku. Dzieci krzyczały za mną „pedofil”,sąsiadki zakazały przychodzić swoim dzieciom do dzieci mojej obecnej partnerki. Uniewinnili mnie po roku. Syn, gdy przyszedł do mnie po tym czasie pierwszy raz, bał się mnie. Powiedział, że nie może u mnie zostać na noc, bo wieczorem zamieniam się w wilkołaka. Mama mu tak powiedziała.
*Są też bezzasadne areszty, za które nikt nie odpowiada.
Mnie sąd zatrzymał na miesiąc. To jak widać standard działania matek, które przesiąknięte są nienawiścią do byłych… Nie tylko ja poniosłem straty, ale też państwo – przecież byłem na państwowym wikcie, jeździłem państwowymi furami. Moja była żona nie poniosła żadnych konsekwencji. Chociaż sprawa przeciwko mnie została umorzona i nawet nie postawiono mi zarzutów. Instytucje takie jak prokuratura, sąd, policja wiedzą o takich działaniach, wiedzą, z czego takie oskarżenia wynikają i gówno z tym robią. Bawią się naszymi dziećmi.
*Okazuje się, że nie tylko byłe żony walczą za pomocą tego skutecznego oręża.
Miałem dochodzenie prokuratorskie w sprawie molestowania dzieci mojej partnerki… Doniesienie złożył ich biologiczny ojciec. Podczas gdy można podejrzewać rodziców o walkę między sobą, to w moim przypadku byłem tym podłym i obrzydliwym konkubentem, który rozbił małżeństwo. I to ja zapłaciłem najwyższą cenę. Areszt, oskarżenie, stracone imię i zdrowie. Wygrałem w sądzie, ale przegrałem w życiu.
*Wiele było też próśb o pomoc. Oto jedna z nich.
Potrzebuję informacji i pomocy prawnej na temat niesłusznego oskarżenia o molestowanie dziecka. Sprawa wygląda w następujący sposób: mój brat został posądzony przez sąsiada o molestowanie jego 5-letniej córki. Dziewczynka ta kilkakrotnie przebywała w domu mojego brata, bawiąc się z jego 5-letnim synem i z 4-letnią córeczką. w tych kilku wizytach uczestniczyła też żona brata. Nigdy ani ja, ani nikt z rodziny czy znajomych nie zauważył niestosownego zachowania wskazującego na możliwość molestowania dzieci przez niego. Wychowuje on z żoną dwójkę swoich dzieci i jest dobrym ojcem, a dzieci rozwijają się bardzo dobrze. Sąsiad złożył doniesienie do prokuratury i mój brat został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Jak się później okazało, sąsiad, który oskarżył mojego brata, oskarżył też swoją byłą żonę o molestowanie ich dzieci. Także jego dorosły już syn z poprzedniego związku, który czasowo u niego zamieszkiwał, miał do czynienia z tego rodzaju sprawą.
Mój brat jest teraz w areszcie, nie mamy z nim żadnego kontaktu. Jego żona została sama z dwójką dzieci. Błagam, pomóżcie. On jest niewinny.
* Kolejny list powiedział nam wszystko o założeniach nowej pedagogiki i zakazie brania dzieci na kolana przez nauczycieli przedszkolnych.
Jako zdeklarowanego pedofila ucieszył mnie pani artykuł. Ta „nowa pedagogika”, o której pani pisze, to młyn na naszą (pedofilów)wodę! Dzięki niej będzie rosnąć armia dzieci spragnionych i złaknionych kontaktu fizycznego. Jak jeszcze rodziców się oduczy przytulania dzieci, to już będzie raj dla pedofilów. A ja zawsze powtarzam, że prawdziwego pedofila poznaje się po tym, że to nie on się ugania za dziećmi, lecz dzieci za nim.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Wszyscy jesteśmy pedofilami (NIE Nr 29/2013, 2013-07-12)



Szaleństwo ochrony przed pedofilią doprowadziło do tego, że absurd goni absurd. Nauczycielki przedszkola nie powinny przytulać dzieci ani brać ich na kolana.

Społeczeństwo oszalało. Wszędzie rodzice i psychologowie widzą molestowanie. W każdym drobnym geście można dostrzec element pedofilii. To doprowadziło do coraz częstszych oskarżeń o molestowanie.
Takiej głupoty nikt się nie spodziewał. Według fachowców od psychologii, nauczycielki przedszkola nie powinny przytulać podopiecznych, ani brać ich na kolana. O podtarciu tyłka też nie ma mowy.
– Śmiejemy się z tego – mówi Katarzyna, nauczycielka przedszkola na warszawskiej Białołęce. – To jest po prostu nierealne. Jeśli mamy dziecku zastąpić dom przez te parę godzin, to musimy zapewnić im poczucie bezpieczeństwa i bliskości, a czasami tylko przytulenie daje to dziecku.

Nowa pedagogika

Na wydziale pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego mówi się o tym „nowa pedagogika”.
Według wykładowców utulenie dziecka w przedszkolu jest nikomu niepotrzebne. Należy ten „nawyk” całkowicie wyeliminować. Nauczycielka wcale nie musi brać dziecka na kolana. Ma prowadzić zajęcia edukacyjne.
Jeśli czyta książkę, siedzi na dywanie obok, jeśli pociesza, to raczej głaszcze 
po głowie. Według psychologów, nie jest to tylko próba uniknięcia zarzutów molestowania, tylko szacunek dla integralności cielesnej danego dziecka.
Wychodzi na to, że przytulając dziecko, naruszamy jego intymność cielesną. A takie naruszenie może powodować... traumatyczne przeżycia. Można być bardzo blisko z dziećmi, będąc trzydzieści centymetrów od nich, nie naruszając intymnej strefy – czytamy w notatkach studentki pedagogiki.
– To jest jakiś absurd – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog psychiatra. – Ciekawe, co za Einstein to wymyślił.
To jest już chore. Dziecko potrzebuje takiego kontaktu i odbieranie mu go jest krzywdzeniem dziecka.
A co z 3-latkami,które dopiero rozpoczynają przygodę z przedszkolem? Zalęknione i zapłakane mają siedzieć w kącie, gdzie nauczycielka stojąca 30 cm od niego będzie go głaskać po główce?
– Nieprzytulenie byłoby okrucieństwem – mówi Joanna, nauczycielka w grupie maluchów. – Taki maluch boi się zostać sam, bez rodziców. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dziecko nie może przytulić się do opiekunki. Zresztą pedofilami raczej bywają tulący ojcowie niż przedszkolanki.
Wrzesień to miesiąc bolących kolan u nauczycielek przedszkola. Oblepione chlipiącymi maluchami są także woźne i wszyscy pracownicy przedszkola, którzy gotowi są wziąć malucha na kolana. Według nowej pedagogiki, wrzeszczący do ucha malec, powtarzający jak katarynka „mama” i „do domu” ma być, dla przytulającego go dorosłego, symbolem seksu.
– Czym innym jest bezpieczeństwo dziecka i tutaj chodzi o edukację, a czym innym ukojenie jego rozpaczy – mówi psycholog Maria Rotkiel. – Dotyk wżyciu dziecka jest bardzo ważny. Koi, daje poczucie bezpieczeństwa. Zrozpaczone, nieutulone dziecko ma poważne problemy emocjonalne.
Inna czynność seksualna

Czynnością seksualną ma być także wycieranie zafajdanej pupy, bo dorosły w przedszkolu nie może dotykać stref intymnych dziecka.
– Maluch rzadko umie trafić papierem toaletowym we właściwe miejsce – mówi Katarzyna z Białołęki. – Jeśli nie wytrze się mu pupy, to za godzinę cierpi z powodu odparzeń.
Czy dbanie o higienę dziecka i dotykanie krocza jest już molestowaniem?! Oczywiście nie. Jednak właśnie ze względu na tę szczególną opiekuńczą rolę nauczyciela przedszkola, trudno jest ustalić granicę pomiędzy „dobrym” i „złym dotykiem”, a tym bardziej udowodnić jej przekroczenie – czytamy w studenckich notatkach. Lepiej więc zakazać tego całkowicie.
– Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać – mówi prof. Lew-Starowicz. – To szaleństwo już przekroczyło granice.
Według danych z Ministerstwa Sprawiedliwości, nie było dotychczas w Polsce postępowania prowadzonego w sprawie molestowania dziecka przez nauczycielkę przedszkola. Dlaczego więc ten krzyk? Bo według danych naukowych 20 procent wszystkich molestantów to kobiety, czyli pedofilki. Tyle że wykrycie tego jest bardzo trudne.

Psycholożki i pedofilki

Dlatego badania i sondaże dotyczące molestowania gromadzone są na kilka sposobów: analizowane są zachowania dzieci w różnym wieku, przeprowadzane są anonimowe ankiety wśród dorosłych (niektórzy z nich dopiero po latach ujawniają, że byli molestowani), na pytania badaczy odpowiadały też same sprawczynie. Na podstawie tych wszystkich danych stworzono ogólny portret statystycznej „pedofilki”. Może nią być... każda kobieta.
Molestowane są dzieci w każdym wieku, jednak badaczom udało się wyszczególnić 2 przedziały wiekowe, które są najbardziej narażone na przemoc seksualną ze strony kobiet: maluchy do lat 5 oraz dzieci między 7. a 14. rokiem życia. Ofiary z pierwszej grupy to często niespokojne i nerwowe szkraby. Ich opiekunki za pomocą pieszczot miejsc intymnych próbują je uspokoić, uśpić, odstresować lub ulżyć im, cokolwiek to znaczy.
Według badań 35 procent kobiet i 29 procent mężczyzn było w dzieciństwie wykorzystywanych seksualnie. Prawie 17 procent kobiet i 9 procent mężczyzn miało te kontakty z najbliższymi członkami rodziny. Ponad 10 procent badanych kobiet i 3 procent mężczyzn przeżyło w dzieciństwie gwałt; prawie żadna z tych osób nie ujawniła nikomu własnych przeżyć i nie korzystała z żadnych form pomocy lekarskiej, psychologicznej ani prawnej. To są dane zdobyte dzięki „odkrywaniu pamięci” w gabinetach psychologicznych.
Tymczasem często badania te nie są warte funta kłaków. Owo „odkrywanie” molestowania seksualnego w pamięci pacjentów okazało się nieźle prosperującym biznesem, który nadal ma się dobrze. Psychobiznes... Wystarczy odpowiednio nakierować pacjenta i już twierdzi, że był w dzieciństwie molestowany. A to pierwszy krok do sukcesu. Na terapii psychologowie robią czasami zawrotne kariery i spore pieniądze.
W sprawach o molestowanie seksualne dziecka bardzo często najważniejszym dowodem są opinie psychologiczne, mimo że dotychczasowa metodologia badawcza nie daje podstaw do stawiania jednoznacznych diagnoz wobec dzieci z podejrzeniem wykorzystywania seksualnego. Udowodniono, że nie istnieje coś takiego, jak specyficzny syndrom dziecka wykorzystanego seksualnie. Tutaj wszystko jest dowolne. Interpretacja uzyskanych wyników badań takimi metodami sprawia, że diagnozujący „układa”dany przypadek według własnych przekonań światopoglądowych. Często wyrok sądowy od nastawienia biegłego.
Do prokuratur rocznie trafia około 3 tys. zgłoszeń o molestowanie dziecka. Według Lwa-Starowicza tylko 30 proc. z nich zasługuje na zbadanie. Większość to obrażone żony, które chcą odebrać byłemu mężowi kontakt z dzieckiem. Sporo jest też mściwych nastolatek, które chcą dopiec nauczycielowi. Albo głupich rodziców.

Bo czochrał po głowie

Pan C., przed sześćdziesiątką, był kierowcą gimbusa. Woził maluchy z zerówki oraz starsze dzieci. Traktowały go jak dziadka, siadały na kolanach. Pewnego dnia C. został oskarżony o molestowanie dwóch dziewczynek. Trafił do aresztu. Miał szczęście – z opinii psychologa wynikało, że bez złych zamiarów przytulił dzieci. Od razu rzucił pracę. Sąsiedzi na ulicy zaczęli się mu dziwnie przyglądać.
Były nauczyciel WF z Trąbek Wielkich zaszył się w domu. Przestał wychodzić i pokazywać się ludziom. Według nauczyciela, kłopoty się zaczęły w momencie, gdy o pomoc poprosiła go 15-letnia dziewczynka, która miała problemy emocjonalne. Rozmowy wuefisty z gimnazjalistką wywołały plotki, po trzech tygodniach nauczyciel postanowił więc wytłumaczyć uczennicy, że kontynuacja spotkań może mieć dla niego
złe skutki. Kamera nagrała, jak na 3–4minuty nauczyciel i uczennica wchodzą do łazienki. O nagraniu, które dyrektor gimnazjum schował w szufladzie, powiadomiono co najmniej kilkanaście osób. Plotka się rozrastała, wzbogacana o kolejne „szczegóły”. Nauczyciel został zmuszony do rezygnacji z pracy. I choć sąd uznał, że nie molestował dziewczynki, całe miasto opowiadało o rzekomych ekscesach wuefisty.
Prokuratura badała 5 rzekomych zdarzeń z udziałem nauczyciela: 3 z zeszłego roku, a 2 z lat 90. XX w. Miały one polegać na obejmowaniu uczennic ramieniem, dotykania ich po plecach i tułowiu, Śledczy przesłuchali dorosłe już uczennice. Żadna nie stwierdziła, że nauczyciel zachowywał się nieodpowiednio. Wreszcie jedna z nauczycielek doniosła dyrektorce szkoły, że widziała, jak jej kolega z pracy dotknął w ramię uczennicę.
Tymczasem nauczyciel miał specyficzny styl bycia, o czym wiedziano od 30 lat. Rozmawiał z nimi na przerwach, obejmował ramieniem, „czochrał” włosy. Uczniowie nie odbierali tych zachowań jako molestowanie. Nie było żadnych seksualnych podtekstów. Zwłaszcza, że do tych kontaktów dochodziło na zatłoczonym szkolnym korytarzu, podczas przerwy w lekcjach. Nauczyciel nie wrócił do pracy. Przypłacił to ciężką chorobą.


Joanna Skibniewska