czwartek, 29 sierpnia 2013

Wszyscy jesteśmy pedofilami (NIE Nr 29/2013, 2013-07-12)



Szaleństwo ochrony przed pedofilią doprowadziło do tego, że absurd goni absurd. Nauczycielki przedszkola nie powinny przytulać dzieci ani brać ich na kolana.

Społeczeństwo oszalało. Wszędzie rodzice i psychologowie widzą molestowanie. W każdym drobnym geście można dostrzec element pedofilii. To doprowadziło do coraz częstszych oskarżeń o molestowanie.
Takiej głupoty nikt się nie spodziewał. Według fachowców od psychologii, nauczycielki przedszkola nie powinny przytulać podopiecznych, ani brać ich na kolana. O podtarciu tyłka też nie ma mowy.
– Śmiejemy się z tego – mówi Katarzyna, nauczycielka przedszkola na warszawskiej Białołęce. – To jest po prostu nierealne. Jeśli mamy dziecku zastąpić dom przez te parę godzin, to musimy zapewnić im poczucie bezpieczeństwa i bliskości, a czasami tylko przytulenie daje to dziecku.

Nowa pedagogika

Na wydziale pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego mówi się o tym „nowa pedagogika”.
Według wykładowców utulenie dziecka w przedszkolu jest nikomu niepotrzebne. Należy ten „nawyk” całkowicie wyeliminować. Nauczycielka wcale nie musi brać dziecka na kolana. Ma prowadzić zajęcia edukacyjne.
Jeśli czyta książkę, siedzi na dywanie obok, jeśli pociesza, to raczej głaszcze 
po głowie. Według psychologów, nie jest to tylko próba uniknięcia zarzutów molestowania, tylko szacunek dla integralności cielesnej danego dziecka.
Wychodzi na to, że przytulając dziecko, naruszamy jego intymność cielesną. A takie naruszenie może powodować... traumatyczne przeżycia. Można być bardzo blisko z dziećmi, będąc trzydzieści centymetrów od nich, nie naruszając intymnej strefy – czytamy w notatkach studentki pedagogiki.
– To jest jakiś absurd – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog psychiatra. – Ciekawe, co za Einstein to wymyślił.
To jest już chore. Dziecko potrzebuje takiego kontaktu i odbieranie mu go jest krzywdzeniem dziecka.
A co z 3-latkami,które dopiero rozpoczynają przygodę z przedszkolem? Zalęknione i zapłakane mają siedzieć w kącie, gdzie nauczycielka stojąca 30 cm od niego będzie go głaskać po główce?
– Nieprzytulenie byłoby okrucieństwem – mówi Joanna, nauczycielka w grupie maluchów. – Taki maluch boi się zostać sam, bez rodziców. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dziecko nie może przytulić się do opiekunki. Zresztą pedofilami raczej bywają tulący ojcowie niż przedszkolanki.
Wrzesień to miesiąc bolących kolan u nauczycielek przedszkola. Oblepione chlipiącymi maluchami są także woźne i wszyscy pracownicy przedszkola, którzy gotowi są wziąć malucha na kolana. Według nowej pedagogiki, wrzeszczący do ucha malec, powtarzający jak katarynka „mama” i „do domu” ma być, dla przytulającego go dorosłego, symbolem seksu.
– Czym innym jest bezpieczeństwo dziecka i tutaj chodzi o edukację, a czym innym ukojenie jego rozpaczy – mówi psycholog Maria Rotkiel. – Dotyk wżyciu dziecka jest bardzo ważny. Koi, daje poczucie bezpieczeństwa. Zrozpaczone, nieutulone dziecko ma poważne problemy emocjonalne.
Inna czynność seksualna

Czynnością seksualną ma być także wycieranie zafajdanej pupy, bo dorosły w przedszkolu nie może dotykać stref intymnych dziecka.
– Maluch rzadko umie trafić papierem toaletowym we właściwe miejsce – mówi Katarzyna z Białołęki. – Jeśli nie wytrze się mu pupy, to za godzinę cierpi z powodu odparzeń.
Czy dbanie o higienę dziecka i dotykanie krocza jest już molestowaniem?! Oczywiście nie. Jednak właśnie ze względu na tę szczególną opiekuńczą rolę nauczyciela przedszkola, trudno jest ustalić granicę pomiędzy „dobrym” i „złym dotykiem”, a tym bardziej udowodnić jej przekroczenie – czytamy w studenckich notatkach. Lepiej więc zakazać tego całkowicie.
– Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać – mówi prof. Lew-Starowicz. – To szaleństwo już przekroczyło granice.
Według danych z Ministerstwa Sprawiedliwości, nie było dotychczas w Polsce postępowania prowadzonego w sprawie molestowania dziecka przez nauczycielkę przedszkola. Dlaczego więc ten krzyk? Bo według danych naukowych 20 procent wszystkich molestantów to kobiety, czyli pedofilki. Tyle że wykrycie tego jest bardzo trudne.

Psycholożki i pedofilki

Dlatego badania i sondaże dotyczące molestowania gromadzone są na kilka sposobów: analizowane są zachowania dzieci w różnym wieku, przeprowadzane są anonimowe ankiety wśród dorosłych (niektórzy z nich dopiero po latach ujawniają, że byli molestowani), na pytania badaczy odpowiadały też same sprawczynie. Na podstawie tych wszystkich danych stworzono ogólny portret statystycznej „pedofilki”. Może nią być... każda kobieta.
Molestowane są dzieci w każdym wieku, jednak badaczom udało się wyszczególnić 2 przedziały wiekowe, które są najbardziej narażone na przemoc seksualną ze strony kobiet: maluchy do lat 5 oraz dzieci między 7. a 14. rokiem życia. Ofiary z pierwszej grupy to często niespokojne i nerwowe szkraby. Ich opiekunki za pomocą pieszczot miejsc intymnych próbują je uspokoić, uśpić, odstresować lub ulżyć im, cokolwiek to znaczy.
Według badań 35 procent kobiet i 29 procent mężczyzn było w dzieciństwie wykorzystywanych seksualnie. Prawie 17 procent kobiet i 9 procent mężczyzn miało te kontakty z najbliższymi członkami rodziny. Ponad 10 procent badanych kobiet i 3 procent mężczyzn przeżyło w dzieciństwie gwałt; prawie żadna z tych osób nie ujawniła nikomu własnych przeżyć i nie korzystała z żadnych form pomocy lekarskiej, psychologicznej ani prawnej. To są dane zdobyte dzięki „odkrywaniu pamięci” w gabinetach psychologicznych.
Tymczasem często badania te nie są warte funta kłaków. Owo „odkrywanie” molestowania seksualnego w pamięci pacjentów okazało się nieźle prosperującym biznesem, który nadal ma się dobrze. Psychobiznes... Wystarczy odpowiednio nakierować pacjenta i już twierdzi, że był w dzieciństwie molestowany. A to pierwszy krok do sukcesu. Na terapii psychologowie robią czasami zawrotne kariery i spore pieniądze.
W sprawach o molestowanie seksualne dziecka bardzo często najważniejszym dowodem są opinie psychologiczne, mimo że dotychczasowa metodologia badawcza nie daje podstaw do stawiania jednoznacznych diagnoz wobec dzieci z podejrzeniem wykorzystywania seksualnego. Udowodniono, że nie istnieje coś takiego, jak specyficzny syndrom dziecka wykorzystanego seksualnie. Tutaj wszystko jest dowolne. Interpretacja uzyskanych wyników badań takimi metodami sprawia, że diagnozujący „układa”dany przypadek według własnych przekonań światopoglądowych. Często wyrok sądowy od nastawienia biegłego.
Do prokuratur rocznie trafia około 3 tys. zgłoszeń o molestowanie dziecka. Według Lwa-Starowicza tylko 30 proc. z nich zasługuje na zbadanie. Większość to obrażone żony, które chcą odebrać byłemu mężowi kontakt z dzieckiem. Sporo jest też mściwych nastolatek, które chcą dopiec nauczycielowi. Albo głupich rodziców.

Bo czochrał po głowie

Pan C., przed sześćdziesiątką, był kierowcą gimbusa. Woził maluchy z zerówki oraz starsze dzieci. Traktowały go jak dziadka, siadały na kolanach. Pewnego dnia C. został oskarżony o molestowanie dwóch dziewczynek. Trafił do aresztu. Miał szczęście – z opinii psychologa wynikało, że bez złych zamiarów przytulił dzieci. Od razu rzucił pracę. Sąsiedzi na ulicy zaczęli się mu dziwnie przyglądać.
Były nauczyciel WF z Trąbek Wielkich zaszył się w domu. Przestał wychodzić i pokazywać się ludziom. Według nauczyciela, kłopoty się zaczęły w momencie, gdy o pomoc poprosiła go 15-letnia dziewczynka, która miała problemy emocjonalne. Rozmowy wuefisty z gimnazjalistką wywołały plotki, po trzech tygodniach nauczyciel postanowił więc wytłumaczyć uczennicy, że kontynuacja spotkań może mieć dla niego
złe skutki. Kamera nagrała, jak na 3–4minuty nauczyciel i uczennica wchodzą do łazienki. O nagraniu, które dyrektor gimnazjum schował w szufladzie, powiadomiono co najmniej kilkanaście osób. Plotka się rozrastała, wzbogacana o kolejne „szczegóły”. Nauczyciel został zmuszony do rezygnacji z pracy. I choć sąd uznał, że nie molestował dziewczynki, całe miasto opowiadało o rzekomych ekscesach wuefisty.
Prokuratura badała 5 rzekomych zdarzeń z udziałem nauczyciela: 3 z zeszłego roku, a 2 z lat 90. XX w. Miały one polegać na obejmowaniu uczennic ramieniem, dotykania ich po plecach i tułowiu, Śledczy przesłuchali dorosłe już uczennice. Żadna nie stwierdziła, że nauczyciel zachowywał się nieodpowiednio. Wreszcie jedna z nauczycielek doniosła dyrektorce szkoły, że widziała, jak jej kolega z pracy dotknął w ramię uczennicę.
Tymczasem nauczyciel miał specyficzny styl bycia, o czym wiedziano od 30 lat. Rozmawiał z nimi na przerwach, obejmował ramieniem, „czochrał” włosy. Uczniowie nie odbierali tych zachowań jako molestowanie. Nie było żadnych seksualnych podtekstów. Zwłaszcza, że do tych kontaktów dochodziło na zatłoczonym szkolnym korytarzu, podczas przerwy w lekcjach. Nauczyciel nie wrócił do pracy. Przypłacił to ciężką chorobą.


Joanna Skibniewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz