czwartek, 29 sierpnia 2013

Oszuści nie fałszują (NIE Nr 28/2013, 2013-07-05)


„Bez Uwag” Przemek Nowak, Arek Król,
Sławek Topolski, Krzyś (nie Krzysztof!) Jasiński.

Grają, śpiewają i kiblują.

Ostatnie lata były fatalne. Przemek dał się złapać przed Pałacem Kultury w Warszawie. Miał złe wspomnienia z pierdla, a był w różnych, widział i sam przeżył niejedno. Klawisze, którzy znęcali się nad słabszymi. Wychowawca ciągle naćpany albo nachlany w pracy. Tylko za flaszkę albo amfę można było dostać dobrą opinię i wyjść na warunkowe. Albo wychowawczyni, która puszczała się ze skazanymi. Jak który nie chciał jej przelecieć, miał przerąbane – zakaz paczek i widzeń…
Potem Przemek trafił tutaj, do Uherzec Mineralnych na zadupiu w Bieszczadach. Tutaj też się burzył. Nie mógł patrzeć, jak nie chcą leczyć współwięźnia. Pisał, gdzie się dało. Bo to dzieciak jeszcze był, bez wsparcia, bez najbliższych. A oni kalekę z niego zrobili. I – jak wszyscy – liczył każdą godzinę do wyjścia.
Wreszcie usiadł między regałami biblioteki więziennej, gdzie dostał pracę. I zaczął wspominać. Program „Jaka to melodia?” – doszedł do finału. Potem „Jak to leciało?” – też zwycięstwo. w lipcu miał być w „Szansie na sukces”, ale w czerwcu go zawinęli.
Zawsze mu coś pod kopułą grało. Jeszcze na wolności pisał teksty. Wtedy o miłości. Tyle że miłość wywietrzała, jak trafił za kraty. Nie jemu – żonie. Ale to normalne. Która jest gotowa tyle czekać? Tylko dzieciaków szkoda. Piątka.
I pomyślał, że może znowu by jakiś tekst napisał. Może by się pośpiewało? Potem doszedł Sławek. Byli we wspólnej celi. Też gwizdał pod nosem fajne stare kawałki. Potem poprosili o pierwszą 

gitarę.

Ale najpierw musieli pisać i błagać wychowawcę. I dobijać się do administracji. Bo w pudle grać nie wolno. Może chociaż w bibliotece?
Dostali gitarę: 12-strunową z sześcioma strunami. Grali między regałami. Zaczął z nimi grać Arek. I zaczęło to wszystko mieć ręce i nogi. Coraz fajniejsze kawałki. Potem przyszedł Krzyś.
– Tylko Krzyś, nie Krzysztof – od razu zastrzega Przemek, choć Krzyś nie ułomek.
– Dlaczego? – pytam.
– A chuj wie, bo tak.
Przenieśli go do Uherzec na terapię. Słyszał, że w bibliotece chłopaki grają. I wpadł któregoś dnia po książkę. On, krakowski artysta po szkole muzycznej, całe życie grał, śpiewał, tworzył. Może by go wzięli?
– Dwie ramki szlugów i wchodzisz – zaśmiał się wtedy Przemek. Wiedział, że mają obok skarb. Krzyś przyszedł jako gitarzysta, skończył jako pianista.
I tak powstał więzienny zespół rockowy. Tylko perkusja leci z komputera.
– Coś perkusistów nie zamykają – rzuca któryś. Pewnego dnia Arka wrzucili w transport. Rozprawa trwała 30 sekund. Wywieźli go z Uherzec. Wtedy pierwszy raz zrozumiał, jak ważne jest to więzienne granie z chłopakami. Błagał, że chce tu wrócić. Po jakimś czasie przywieźli go. W fatalnym stanie – 40 stopni gorączki, prawie bez kontaktu. Długo to trwało, ale chłopak wyszedł z tego. Tylko do dziś kaszle.
Wszyscy siedzą z paragrafu 286 kk – oszustwo. Nazywają ich w więzieniach inteligentnymi złodziejami.
– Po prostu inaczej czytaliśmy ustawę podatkową niż prokurator.
Ale długo nie mogli przebić się ze swoim rock and rollem. Zrobili zatem coś, co w tym kraju zawsze działa – zagrali

kolędy.

Co prawda w nowej rockowej wersji, ale za to po bożemu. Dopiero mały Jezusek otworzył im drogę.
Pierwsze wyjście było do Ośrodka Pomocy Społecznej w Uhercach Mineralnych. Grali na opłatku parafialnym. Tak bardzo chcieli wtedy dać czadu, ale wiedzieli, że to będzie ich koniec. I tak z tym Jezuskiem zaczęli wychodzić do ludzi. Aż pewnego dnia usłyszeli coś, co było jak przepustka.
– No dobra, gracie kolędy, ale co dalej, panowie? – zapytał dyrektor więzienia.
Powiedzieli, że chcieliby przerobić kawałki „Niebiesko-Czarnych”.
– Słowo się rzekło.
Ale za to niedziela, ale za to niedziela, niedziela będzie dla nas… – trzęsła się biblioteka. A potem pierwszy koncert w Lesku. Z zawodowymi zespołami.
– Nie wiem, chłopaki, co to jest, ale trzeba grać ostro – powiedział wtedy menedżer jednego z zespołów, patrząc na ich więzienny sprzęt. Nie trzeba im było 2 razy powtarzać.
Po paru dniach do dyrekcji więzienia odezwał się zespół rockowy „TheReason”. Muzycy prosili o to, by chłopaki z więzienia mogli z nimi zagrać na ich koncercie urodzinowym. Prosili, błagali, nękali.
– Szukamy takich wariatów.
Nie było lekko. Pierwszy koncert odbył się w obstawie straży więziennej i wychowawców. Naprawdę było czego posłuchać. Rozkręcili imprezę, rozbujali ludzi.
– O rany, wy jesteście normalni – dziwili się słuchacze z wolności. Oczekiwali bandytów.
Potem „The Reason” wystąpił do dyrekcji o to, by chłopcy wspólnie występowali z nimi na dużych imprezach.
– Przy ich koncertach załapaliśmy że „Iron Maiden” gra zaledwie soft rocka do poduszki – mówi Przemek.
Bo jest naprawdę ostro.
I zaczęło się. Dzięki „The Reason” zdobyli lepszy sprzęt, który wciąż nie umywa się do profesjonalnego, ale trudno. Po każdym koncercie na bramie rozkręcają nawet gitary, żeby sprawdzić, czy nie wnoszą flaszki albo skręta.
Najważniejsze, żeby nie pojechali za ostro. I żeby się nie napili. I żadnego cwaniakowania. Skończyłoby się wszystko.
Dostali kredyt zaufania. Bywało, że dawano im przepustki na 30 godzin w miejsca, gdzie alkohol jest wszechobecny. Ale nigdy nie złamali danego słowa.
Kobiety ich lubią. I to te poustawiane na samorządowych stanowiskach.
– Jestem z więzienia, od dwóch lat nie miałem kobiety – to tekst, który podobno działa najlepiej. I smutne oczy zaglądające pazernie w dekolt.
Co je tak kręci, że zaczęły przed

koncertem

kupować prezerwatywy? Na wszelki wypadek, bo chłopaki przecież pilnowane jak dzieci…
– Ile on może po takich dwóch latach! – krzyknęła jedna czterdziestka.
Nazywają się „BezUwag”. To też z więziennego życia. Jak ktoś chce stawać na wokandę, żeby wcześniej wyjść, bibliotekarz przystawia pieczątkę z tekstem bez uwag – że gość w porządku, czytał, rozwijał się i książki oddał.
Nazwę zespołu na koszulkach Przemek wyszywał całą noc. Jak umiał. Pomarańczowymi nićmi, bo tylko takie wydłubali z jakiejś bluzki. Plakat malował więzienny artysta – czarną pastą do butów. Też siedzi z art. 286 kk. Ci, którzy lubią ich muzykę, wpisują się im na spodniach. Bo zeszytów nie dostali.
Siedzi z nimi Garbaty. Mówi, że zapuszkowali go za głowę (morderstwo),ale chłopaki uśmiechają się pod wąsem. Podpieprza ich na każdym kroku. Tak do tego przywykł, że czasami donosi na samego siebie. Inni współwięźniowie nie mają do nich pretensji. Nawet za przepustki. Wypracowali to. Niektórzy

klawisze

się plują, gdy trzeba ich konwojować, ale tylko niektórzy. Ostatnio wychowawca kupował im struny…
– Żyjemy tylko muzyką. To pozwala zapomnieć.
Każdy kończy karę kiedy indziej. Krzyś wyjdzie już w sierpniu. Odsiedział do dzwona, nie wnosił o warunkowe, bo chciał skończyć terapię. Reszta kończy karę za rok, za 2, a nawet za 3 lata… – Nie zamierzamy się rozpadać – zapewniają. Wszyscy są z Podkarpacia. Będą razem ćwiczyć i grać, niezależnie od tego, kto ile posiedzi. Chcą nagrać płytę. Na razie udało im się przeszmuglować do internetu tylko jeden kawałek grany między regałami w bibliotece.
Niedawno byli w gimnazjum z pogadanką. Mieli rozmawiać o winie i karze. Dzieciaki chciały wiedzieć, jak jest w więzieniu. Powiedzieli prawdę. Prawda jest okropna, ale oni chcą teraz mówić tylko o swojej muzyce.

Joanna Skibniewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz