środa, 28 sierpnia 2013

Lekarz chorej miłości (NIE Nr 23/2013, 2013-05-31, str. 15)

Ja cię nękam, ty mnie nękasz, my się nękamy.


Marta Popiel została skazana za to, że jest chora. Skazano ją jak bandytę. Nikt nie ma sobie nic do zarzucenia.
Gdy 2 lata temu pisaliśmy o jej historii podczas aresztowania, jeszcze chciała walczyć o wolność i dobre imię. Dziś już nie chce.
http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/miosc-ci-nic-nie-wybaczy-nie-232011.html
Ja już nie mam po co żyć. W ogóle nic już nie ma i nie ma mnie. Podjęłam decyzję, że się zabiję. Chciałam jednak, żeby ktoś odpowiedni dowiedział się, jak układ zamknięty załatwił mi 2 lata więzienia za domniemane winy. (…) Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale poddałam się. Pogodziłam się z własną śmiercią. Jestem jedną nogą na tamtym świecie i marzę już tylko o momencie, kiedy przestanę czuć i odpłynę w swoją śmierć.
Przyszli po nią rano. Z długą bronią. Wyciągnęli z łóżka w koszuli, nie pozwolili wziąć leków. Prowadzili przez podwórko w kajdankach, tak żeby widzieli sąsiedzi. Dlaczego? Bo miłość jest tylko dla normalnych...

Kiedy ty tak przyrzekałeś mi


Marta Popiel trafiła do chirurga Adama Sidorowicza w 2005 r. z polecenia.
Znajomy chirurg go chwalił. Dziewczyna miała jakiś niewielki problem żylny. Marta mówi, że młody lekarz zaprosił ją na kawę. Był miły. Bardziej niż miły. Raz, drugi, trzeci... Ona wtedy jak gdyby unosiła się nad ziemią. Zaczęła robić mu prezenty. Kubeczki, misie, raz dała płytę Stinga. Pisała dla niego wiersze i przynosiła białe tulipany. Zimą pisała ciepłe SMS-y: W moim zaułku serca siedzi miłość i uwielbienie dla cie bie. Twierdzi, że on także pisał. Wymienili się numerami telefonów i przeszli na ty.
Na początku nie mówił, że mu się to nie podoba. Dopóki nie wpadła na to jego narzeczona.

A ty jednak odszedłeś, zapomniałeś

Dziś chirurg wypiera się wszystkiego. Według niego widział ją tylko 2 razy i tylko w gabinecie. Przeczą temu świadkowie i jego SMS-y. Dziewczyna nie zachowała wszystkich, ale te, które są, nie świadczą tylko o relacji pacjent-lekarz.
W pierwszych zeznaniach na policji przyznał się, że flirtował z dziewczyną. w listopadzie na posiedzeniu sądu mówił, że utrzymywał z nią kontakty towarzyskie. Przez kilka miesięcy. Potem zmienił zeznania. Najchętniej powiedziałby, że w ogóle jej nie zna.
Kontakty trwały do dnia, gdy narzeczona (obecnieżona) zobaczyła, że jej Adam dostał kubek z wyznaniem miłości. Potem odebrała SMS-a skierowanego do męża. I odpisała Marcie.
Tego zwrotnego SMS-a czytały 3 postronne osoby i wszystkie podają taką samą treść. Narzeczona lekarza podobno napisała, że Adam jest jej i że Marta go nie poderwie:

Matka nie uczyła cię, jak się podrywa facetów?
Trzeba było mu zdjąć portki i dobrze obciągnąć.


Sidorowicz chyba nie wiedział o wysłanym przez narzeczoną kursie obciągania, bo zaraz potem wysłał Marcie swoje zdjęcie z uroczym uśmiechem na tle wieży Eiffla (ten MMS jest zachowany). I wtedy narzeczona powiedziała: albo ja, albo zniszczysz tę wariatkę. I zniszczył.

I ja sama wakacje spędzać mam


Marta jeszcze długo pisała wiersze i przesyłała misie. Wreszcie napisała: przecież obiecałeś, przecież nie tak miało być.
I zaczęła się batalia SMS-owa. Te wysłane podobno przez Martę lekarz zachował. Te, w których ponoć życzył jej śmierci, dziewczyna wykasowała. Nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować, ale o tym, że dostawała SMS-y od niego, po których płakała, mówią jej bliscy i znajomi. Zaczęły się też pojawiać wpisy w internecie. Uwłaczające dla doktora. I pokazujące jasno, że ten, kto to pisał, albo jest chory psychicznie, albo robi wszystko, by wkopać dziewczynę.
Chirurg postanowił załatwić sprawę przez prokuraturę. Pomóc miał mu w tym były adwokat Jarosława Kaczyńskiego mec. Rafał Rogalski. Niewiele wtedy wskórano, bo sąd uznał, że nie ma żadnych dowodów, że te wpisy internetowe to robota Marty Popiel. Chirurg jednak nie odpuścił. I skupił się głównie na nagonce w internecie oraz w mediach. Był wszędzie. Biedny, nieszczęśliwy, nękany. Bał się Marty Popiel. Bał się o swoje życie. I przekonywał o tym prokuraturę. Ta mogła mieć pierwszą sprawę o stalking...
A jaka była Marta-przestępczyni? Była chora. 2 lata nie wychodziła z domu. W jej pokoju nie odsłaniało się okien, bo się bała. Mdlała ze strachu, gdy widziała obcych. Marta ma dwadzieścia parę lat i waży 130 kg. Gdy przyszła po nią policja, lekarz stwierdził stan zagrażający życiu (notatkalekarska). Mimo to prokurator Elżbieta Karwowska z warszawskiej Woli kazała zawieźć ją na „dołek”. Dla prokuratora i sędziego areszt był oczywisty. Sidorowicz się jej bał. Przedłużano więc ten najostrzejszy środek zapobiegawczy, bo prokurator twierdziła, że musi przebadać ją psychiatra. Który wciąż jej nie badał...
ASidorowicz nadal dostawał SMS-y, choć Marta była w areszcie. I wariowała. Podcinała sobie żyły.
Według prokuratora dowody są pośrednie domniemane, cokolwiek to znaczy... Materiał dowodowy opierał się na zeznaniach dr. Sidorowicza. Marta więc siedziała.
– Środki stosowane wobec podejrzanej są zasadne – twierdził mec. Rogalski.
I powiedział nam, że nic nie jest sprzeczne z jego sumieniem. Na pytanie, czy nie widzi, że dziewczyna jest chora, nie odpowiedział. Uważa, że Marta powinna siedzieć. Twierdzi, że powinna ponieść karę za próbę rozbicia rodziny. Bo rodzina jest święta.
Sam dr Sidorowicz cieszy się, że dziewczyna jest w więzieniu. Poczuł ulgę. Bo się bał.
Rogalski i Sidorowicz dopięli swego. Marta Popiel została skazana. Na 2 lata bezwzględnego pozbawienia wolności. I 40 tys. zł zadośćuczynienia dla doktora. Choć na wniosek badających ją psychiatrów wypuszczono ją z aresztu. Bo to, że dziewczyna jest chora, widzi nawet laik. Lęki, autoagresja, próby samobójcze. Ma przerwę i leczy się psychiatrycznie. Tymczasem sąd stwierdził, że dziewczyna musi być pod specjalnym nadzorem penitencjarnym, gdyż w więzieniu nie została zresocjalizowana.
Marta błagała prezydenta o ułaskawienie. Jej sprawę rozpatrywał sędzia, który przez rok przedłużał jej areszt. Adwokaci łącznie wyciągnęli od niej 160 tys. zł. Poradzili jej pogodzić się z wyrokiem. I wszyscy od niej uciekali albo ona ich zwalniała.
Marta boi się ludzi. Bo Marta jest chora...

I siedząc, wspominam tamte dni

Zabiję się, jeśli zapadnie konieczność powrotu do więzienia, gdyż więzienie jest niewyobrażalnym piekłem. Ten wyrok jest dla mnie wyrokiem śmierci. Nie histeryzuję. Każdy, kto nie jest menelem i posiedzi, po wyjściu nadaje się na śmietnik. Chciałam jednak, zanim umrę, na klęczkach błagać panią o pomoc i ujawnienie bandyctwa, jakie mnie spotkało. Moje ponadludzkie cierpienie nie może iść całkiem na mar ne.

Marta Popiel dostała 2 lata bezwzględnego więzienia. Więcej niż gwałciciel ze Szkoły Podoficerskiej PSP z Bydgoszczy i więcej niż ksiądz z Kołobrzegu za zgwałcenie dwójki dzieci.

Tyle samo, co bandyta z Zielonej Góry, który pobił do nieprzytomności chłopca, bo nie chciał mu dać na piwo. 2 lata dostali napastnicy, którzy o mało nie zabili dostawcy pizzy w Lublinie, bo mieli ochotę na pizzę. W Koninie – za napad z bronią w ręku na sklepikarza – też wymierzono karę 2 lat pozbawienia wolności. Tyle że w zawiasach, bo napastnicy byli młodzi i mieli szansę na resocjalizację.
Marta nie ma szans na resocjalizację. Marta jest chora. Musi wrócić do więzienia. Dr Adam Sidorowicz nadal się boi. Lekarz nie ma sobie nic do zarzucenia. w swoim gabinecie poprawia paniom cycki i oferuje znakomity środek na poprawę skóry dłoni. Jego żona pozwała Martę o odszkodowanie w wysokości 250 tys. zł za naruszenie miru domowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz