Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedofilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pedofilia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 grudnia 2013
Dziecka mycie skraca życie (NIE Nr 45/2013)
Przykład tego, że z kąpielą można wylać nie tylko dziecko, ale też jego ojca. Ojca naznaczonego pedofilią.
Jak mówią specjaliści, nic tak nie wpływa na obniżenie poziomu przestępczości, jak nieuchronność kary. Ciekawe, co mówią badania na temat nieuchronności kary niezasłużonej? Służymy modelem do badań. Krzysztof Rawicki z Leszna. Właśnie boi się żyć po wyjściu z więzienia.
Do tego strachu dochodził długo. Powiedzieć, że z żoną się nie układało, to mało. Było naprawdę źle. Rawicki to łobuz: zdrady, awantury, alkohol, rękoczyny. Żona wyprowadziła się z domu do matki. Biegała do różnych organizacji kobiecych i interwencyjnych, żeby to wytrzymać. Nie dało się…
Za wszelką cenę
We wrześniu 2006 r. małżonka składa doniesienie o przemocy domowej, w listopadzie Krzysztof dobrowolnie poddaje się karze – rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Wie, że źle zrobił. Wziął na klatę, do wszystkiego się przyznał. Od złożenia zawiadomienia Krzysztof wyprowadza się z domu, żeby nie wracać do złego. 20 grudnia 2006 r. żona składa pozew o rozwód z jego winy. Nic dziwnego. Rozwód orzeczono 22 lutego 2007. Koniec. I on, i żona powinni zacząć nowe życie. Niekoniecznie…
Dzień po złożeniu pozwu, czyli 21 grudnia 2006 r. żona składa zawiadomienie o przemocy domowej i próbie gwałtu. Policja odmawia wszczęcia postępowania. Zawiadomienie dotyczy tego okresu, za który Rawicki poddał się karze. Nie ma nowych przesłanek do ponownego prowadzenia postępowania.
Dokładnie miesiąc później na pierwszej rozprawie rozwodowej na żonę Rawickiego spada ciężki cios. Dowiaduje się, że nie ma żadnych praw do mieszkania, w którym oboje do tej pory zamieszkiwali, ponieważ mieszkanie to Krzysztof kupił, zanim wstąpił w związek małżeński.
To nie jest miłe. Może z tego wkurwienia, może z poczucia bezradności – tego samego dnia kobieta składa zażalenie na odmowę wszczęcia postępowania z grudniowego zawiadomienia. Doniesienie była żona uzupełnia podczas kolejnych wizyt w prokuraturze. Wraca jej pamięć. Prokurator wdzięcznie słucha. I chyba bezmyślnie, bo tak naprawdę nic nie trzyma się kupy.
I tak 21 grudnia kobieta mówi o gwałcie. Opisuje szczegółowo, powołuje się na obecność matki podczas gwałtu. Że niby widziała, jak mąż ją przyciskał na blacie kuchennym. To zrozumiałe, traumatyczne przeżycia mocno odciskają się w pamięci. Powtarza te zeznania 27 lutego 2007 r.
Pamięć jednak może płatać figle,bo okazuje się, że nie powiedziała wszystkiego. To, o czym nie pamiętała od września 2006 r. ani w prokuraturze, ani podczas sprawy rozwodowej, nagle stanęło jej przed oczami. A nie jest to byle jakie wspomnienie. Chodzi o molestowanie ich małoletniego syna, wówczas 4-latka. Dopiero 2 marca jego matka przypomina sobie, że należy uzupełnić zarzuty wobec Krzysztofa o molestowanie seksualne. Według niej Rawicki wielokrotnie wkładał chłopcu palec w odbyt podczas kąpieli.
Kobieta plącze się w zeznaniach. Najpierw mówi, że syn powiedział jej o tym 22 lutego 2007 r. Potem zeznaje, że syn mówił jej o molestowaniu w grudniu. Potem, że dowiedziała się o tym od syna w styczniu 2007 r. To poważne rozbieżności. Ale i zarzut jest poważny. Prokuratura chętnie podejmuje ten wątek. Fajnie jest udupić pedofila…
Tymczasem Rawicki miota się jak w klatce. Aniołem nie jest, skakał z łapami do żony, ale nigdy, przenigdy nie dotknąłby dziecka. Nigdy nie wkładałby mu paluchów w pupę!
Zbrodnia na czasie
Prokuratura w Lesznie ochoczo stawia Krzysztofowi Rawickiemu zarzuty w styczniu 2008 r. Dorzuca do tego uporczywe uchylanie się od łożenia na dziecko. I oczywiście gwałt na byłej żonie, ten na kuchennym blacie.
Rawicki przyznaje się do niepłacenia alimentów. Żył jak w matni. Funkcjonował jak zombie. Nie miał kasy. Ale kategorycznie odmawia przyznania się do gwałtu i molestowania dziecka. Mimo to zostają zastosowane wszelkie środki zapobiegawcze. Zakaz kontaktowania się z żoną i synem. Rawicki ani myśli naruszać tego zakazu, bo zwyczajnie boi się zbliżać do dzieciaka. Choć twierdzi, że bardzo tęskni.
Prokuratura kieruje go na badania psychiatryczne – jak każdego podejrzanego o pedofilię. Badanie trwa kilka minut. Nie pozostają z niego nawet notatki. Może dlatego opinia nie powstaje w terminie i dopiero po ponagleniach prokuratury biegli ją sporządzają. Oczywiście pomyśli prokuratury.
Rawicki nic nie rozumie i wnosi o ponowne badanie oraz obserwację psychiatryczną. Jego wniosek jednak nie zostaje uwzględniony. Pisze, gdzie się da. Jak grochem o ścianę.
Skazany przed wyrokiem
Akt oskarżenia opiera się przede wszystkim na zeznaniach skonfliktowanej z Krzysztofem byłej żony. Mówi o wielokrotnym molestowaniu syna w latach 2004–2006w łazience. Sąd nie zwraca uwagi na mnożące się wątpliwości: w jaki sposób miałyby się dokonać zarzucane czyny, skoro mieszkanie miało 30 mkw., łazienka nie była zamykana, a molestowanie musiałoby wywoływać głośne reakcje dziecka? Dlaczego kochająca, troskliwa matka zgadzała się na kąpanie syna przez ojca, skoro ponoć syn ją błagał, żeby nie robił tego tata? I nigdy nie zainteresowała się tym, co się dzieje w łazience? Nawet gdy mały strasznie pła kał, jak zeznawała w prokuraturze…
Rawicki staje przed sądem. Jest skazany, zanim wydano na niego wyrok.
Podczas rozprawy biegłe psycholog dziecięce, mówiąc o molestowaniu seksualnym dziecka, zeznawały: Mógł to być ewentualnie czyn jednorazowy. Ma się to nijak do wydanej wcześniej opinii. Wówczas napisano: Nie można jednoznacznie stwierdzić, jakiego rodzaju przemocy dziecko doznało. Potem jeszcze jedna z nich powie: W mojej ocenie byłoby wskazane, aby analogiczną rozmowę przeprowadzić z oskarżo nym, ale nikogo to nie obchodzi. Sędzia nie przychylił się do wniosku biegłej.
Przesłuchiwany był także chłopiec, choć nie musiał. Nikt mu jednak nie powiedział, że może odmówić składania zeznań przeciwko ojcu. Zeznania dziecka nie zostały zarejestrowane, co jest obligatoryjne. Protokół z zeznań chłopca mówi, że tata kazał mu wypiąć tyłek. Bił go, jeśli nie chciał tego zrobić. Apotem wkładał mu palec w pupę i dziwnie wtedy wzdychał. Podczas tych czynności chłopiec miał głośno krzyczeć. Czyżby matka nie słyszała krzyków w 30-metrowym mieszkaniu?
Bez litości
Prokurator żądał 5 lat więzienia. Sędzia Sądu Rejonowego w Lesznie Tomasz Momot wydawał się nie mieć żadnych wątpliwości. Skazał Krzysztofa Rawickiego na 7,5 roku. To więcej niż chciał prokurator! Czy na surowość sędziego Momota miała wpływ niedawna jego kompromitująca wpadka, gdy wskutek jego zaniedbań przestępca wyszedł na wolność? W tej sprawie toczyło się postępowanie dyscyplinarne, ale Sąd Najwyższy nie zgodził się na uchylenie immunitetu sędziemu Momotowi.
Rawicki oniemiał. Do końca wierzył, że przecież nie można go skazać za coś, czego nie zrobił. A jednak… Pozostało mu więc apelować i krzyczeć o sprawiedliwość. Krzyk został wysłuchany.
Sąd apelacyjny uchylił wyrok w całości i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Wskazał na poważne uchybienia, ale sądowi rejonowemu wystarczyły dwie rozprawy, by wydać wyrok ponownie. Nie bawił się nawet w przesłuchiwanie istotnych świadków. Zapytał tylko chłopca, który nie chciał odpowiadać na inne pytania, czy potwierdza poprzednie zeznanie. Odpowiedział, że tak. I rozpłakał się.
Sąd oczywiście wyłączył jawność rozpraw. Uczynił to jednak dopiero po wejściu na salę wszystkich dziennikarzy i zrobieniu przez nich zdjęć. Zaprosiła ich na rozprawę żona Rawickiego. Cała lokalna prasa pisała o 38-letnim Krzysztofie R., który molestował własne dziecko. Sąd mógł w ogólne nie zadawać sobie trudu utajniania, bo i tak wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi. Leszno to dziura…
Zboczeniec w życiu płodowym
Nie dało się jednak udowodnić w ponownym postępowaniu, że Rawicki zgwałcił żonę. Odrzucono ten zarzut. Tymczasem molestowanie seksualne syna utrzymało się, ale nie w takiej skali, jak poprzednio. Już nie wielokrotnie Rawicz miał wsadzać dziecku paluchy, ale tylko raz, w nieustalonym momencie w latach 2004–2006. W obu tych zarzutach podstawą były zeznania byłej żony Rawickiego. To wystarczyło, żeby uznać faceta za pedofila.
Potem w więzieniu przeprowadzono badanie seksuologiczne z jego udziałem. Po przeczytaniu opinii biegłej Sądu Okręgowego w Poznaniu Mirosławy Majerowicz-Klaus nie wiadomo – śmiać się czy płakać. Według niej Rawicki ma zaburzoną seksualność z wielu powodów. Zaburzenia zaczęły się już w życiu płodowym, bo jego matka prawdopodobnie paliła papierosy w ciąży. W okresie niemowlęcym uczucie przyjemności zostało zaburzone, bo rodzice… pracowali zawodowo. Potem też mu zaburzono seksualność, bo poszedł do przedszkola. Potem w szkole nie identyfikował się z płcią przez brak osobowości nauczycie li. A to, co go zaburzyło całkowicie, to fakt, że jako 16-latek masturbował się pod wpływem pornografii. Z tego widać, że każdy mężczyzna ma zaburzoną seksualność i jest pedofilem. Wyrok: 4,5 roku pudła.
Ponowna apelacja nie przyniosła wiele. Wyrok zmniejszony ponownie do 4 lat. Na kasację Rawicki nie miał pieniędzy. Nigdy nie przyznał się do gwałtu i molestowania swojego dziecka. Ale do więzienia poszedł.
– I nigdy się nie przyznam, bo to nieprawda – twierdzi dzisiaj, kiedy już wyszedł na wolność.
Nie było lekko. Pedofil w mamrze nie ma życia. Wyrok odbębnił od gwizdka do gwizdka. Nie miał szans na wcześniejsze zwolnienie, bo konsekwentnie nie przyznawał się do molestowania i nie zgadzał się z wyrokiem sądu. Nie przejawiał skruchy, czyli nie został zresocjalizowany. Tyle że skrucha może być tylko wtedy, gdy jest wina… Poddał się terapii, którą odbębnił co do joty, choć nie czuł takiej potrzeby, bo nie jest pedofilem. Godzinami gadał o seksie, penisach, dzieciach. Nigdy jednak nie umiał opowiedzieć o swoim czynie. Bo go nie było…
– Nigdy nie molestowałem swojego dziecka – powtarza. Nam powiedział to chyba z 6 razy podczas spotkania.
Jak zwierzę
Dziś oddycha świeżym powietrzem. Mieszkania nie ma, zlicytowano je za długi. Nie ma gdzie mieszkać, nie ma pracy, nie ma za co żyć.
I, co najgorsze, żyje z piętnem pedofila. Niezmywalnym. Rawicki nie musi nawet czekać na wprowadzenie w życie pomysłu Ziobry, żeby dane pedofilów i miejsca ich zamieszkania były publikowane w internecie. Wystarczy, że ktoś puści informację na internetowej stronie miasta: pedofil wrócił. Chowajcie swoje dzieci – napisze. Przypomni tamte artykuły. I koniec.
Dziś pedofilia jest modna.
Wszyscy o niej mówią. Napawają się opisami ohydnych czynów i krzywd uczynionych dzieciom. Ludziom krew zalewa oczy, a agresja rodzi chęć linczu.
Zagadnęliśmy mieszkańców Leszna, porządnych obywateli i z pewnością dobrych katolików, jak zareagowaliby na informację, że obok nich mieszka człowiek skazany za pedofilię. Propozycja, żeby wynosił się z miasta, była najłagodniejsza. Na 35 odpowiedzi 28 koncentrowało się na różnych formach fizycznej rozprawy z delikwentem. Podpalenie mieszkania, bicie codziennie, zajebanie, jak tylko wyjdzie na ulicę, obowiązek przebywania w domu w dzień, a wychodzenie tylko nocą… No, różne takie. Nasi obywatele mają fantazję, jak obrzydzić komuś życie.
Krzysztof Rawicki tam, gdzie mieszka, ma krótką drogę do spacerowania: od ściany pod uchylone okno w wynajętym mieszkaniu. Tam chwila postoju, by posłuchać, czy sąsiedzi przed klatką nie mówią o nim. Potem znowu pod ścianę i z powrotem. I tak cały dzień. Jak ktoś nie wie, jak to wygląda, niech idzie do najbliższego zoo. Tak chodzą zwierzęta na małej, okratowanej powierzchni. Tępo, bezmyślnie, bez przerwy. Oszalałe z braku miejsca i braku nadziei.
Joanna Skibniewska, Maciej Wiśniowski
piątek, 27 grudnia 2013
Wszyscy jesteśmy PEDOFILAMI cz.2 (NIE Nr 36/2013)
Czytelnicy się skarżą.

Dla autorów tzw. nowej pedagogiki jakikolwiek kontakt cielesny z dzieckiem w przedszkolu jest objawem molestowania seksualnego. Można być blisko z dziećmi, będąc trzydzieści centymetrów od nich, nie naruszając intymnej strefy… – głoszą autorzy programu. Zabronione jest nie tylko przytulanie malucha, ale kategorycznie zakazane jest też wycieranie mu tyłka, gdy nie trafi papierem toaletowym we właściwe miejsce http://skibniewska.blogspot.com/2013/08/wszyscy-jestesmy-pedofilami-nie-nr.html („NIE”nr 29/2013). Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że temat ten wywoła u naszych Czytelników takie poruszenie. Dostaliśmy wiele listów, a w nich ludzkie dramaty.
*Najwięcej listów przyszło od nauczycieli, którzy latami czyścili swoje dobre imię po bezzasadnym oskarżeniu o pedofilię. Ten nauczyciel pracował w Iławie w szkole podstawowej. Już nie pracuje. Boi się.
Jestem nauczycielem historii. Pracuję z dziećmi od 23 lat. 3 lata temu zostałem oskarżony o molestowanie dzieci. Zniszczyło to całe moje życie. Prywatne i zawodowe. A było tak: uczennice z mojej klasy przygotowywały gazetkę ścienną o II wojnie światowej, na szkolnym korytarzu. Ponieważ musiały robić to na małej drabince, bałem się, że spadną, więc trzymałem drabinę, gdy one wieszały zdjęcia. Oskarżenie wniosła przypadkowo przechodząca matka dziecka z pierwszej klasy. Zgłosiła, że zaglądałem dziewczynkom pod spódnice. To kompletna bzdura. Podczas rozprawy okazało się nawet, że uczennice, które robiły gazetkę, były w spodniach. Drabinka miała raptem 3 stopnie, ja mam 180 cm wzrostu, więc nie mogłem widzieć nawet tych spodni. Oczywiście zostałem uniewinniony, ale rok trwało postępowanie prokuratorskie, gdzie mnie zwyczajnie szmacono. Potem prawie rok trwała sprawa przed sądem. Straciłem pracę, dobre imię, moje własne dzieci były pytane, czy je macam. Żona przypłaciła to depresją, ja zawałem.
* Okazuje się, że często ofiarami bezpodstawnego oskarżenia o molestowanie padają dziadkowie. Czytelnicy pisali o tym, że ich dzieci (rodzice)nie pozwalają im przytulać wnuków. W tym wypadku płeć nie ma znaczenia. Babcia jak i dziadek są równie niebezpieczni.
Zostałam oskarżona o molestowanie mojego wnuczka. Przyjeżdżał do mnie rzadko, więc gdy tylko mogłam z nim pobyć, to chłopiec spał ze mną w łóżku. Sam bardzo chciał. Oskarżenie wniosła moja synowa. Sąd uznał, że nie powinnam spać z 6-letnim chłopcem. Biegły stwierdził, że nie znalazł oznak pedofilii, ale spanie z wnukiem nie jest normalne. Zostałam skazana. Rok w zawieszeniu i jakieś głupie rady sędziego. Mam jeszcze troje wnuków, które mieszkają ze mną w jednym domu. Teraz, gdy zasną przed telewizorem w moim łóżku, od razu je przenoszę. Boję się. Ostatnio bałam się iść z moją 3-letnią wnuczką za rączkę do sklepu. Wszędzie widzę na sobie spojrzenia ludzi.
* Kolejny Czytelnik przeszedł koszmar przesłuchań. Podobnie jego wnuczka. Potem go nawet przeproszono, ale co z tego…
Pierdolec do Polski zawitał z USA i teraz policjanci na porannych odprawach, zamiast być uczulani na łapanie bandytów i złodziei, koncentrują się na urojonych pedofilach.
Byłem nauczycielem WF. Za to, jak traktowałem dzieci, byłbym dzisiaj nie tylko oskarżony, ale i skazany. Bo dotyk dla dziecka jest jak powietrze, zwłaszcza dla tych dzieci, które pieszczot w domu nie zaznają. Jeśli zaś, jak pani cytuje, „można być blisko z dziećmi, będąc trzydzieści centymetrów (czyto jakaś obliczona maksymalna długość penisa?) od nich, nie naruszając intymnej strefy…”, to twórcy takich przepisów to już nie zwykli biurokraci, to psychole, których jak najszybciej należałoby zamknąć w okrągłych pomieszczeniach wyłożonych filcem.
** Polsce rocznie do prokuratury i na policję trafia wiele oskarżeń od byłych żon. Ojców molestujących dzieci jest coraz więcej. Oczywiście według prokuratorskich statystyk, bo to ulubiona broń zdradzonych lub skrzywdzonych kobiet. Z prowadzonych przez prokuratury postępowań niespełna 30 proc. w ogóle zasługuje na rozpatrzenie. Prokuratury jednak chętnie prowadzą takie sprawy, bo to im podnosi wyniki. Prokuratorzy często występują o areszt tymczasowy. Tylko 7 proc. spraw, które trafiają przed sąd, kończy się skazaniem. Nikt jednak nie zwróci ojcu odebranych lat kontaktów z dzieckiem. Nikt nie zapłaci za gnojenie podczas przesłuchań i ostracyzm społeczny w mieście czy na osiedlu.
Mnie osobiście to dotknęło. Matka mojego syna złożyła przeciw mnie wniosek do prokuratury. Śmiałem się wtedy z tego, bo wiedziałem, że to wierutna bzdura. Po pół roku nie było mi do śmiechu. Miałem zakaz kontaktów z synem aż do zakończenia rozprawy. Pisano o mnie w lokalnej prasie i na murze mojego bloku. Dzieci krzyczały za mną „pedofil”,sąsiadki zakazały przychodzić swoim dzieciom do dzieci mojej obecnej partnerki. Uniewinnili mnie po roku. Syn, gdy przyszedł do mnie po tym czasie pierwszy raz, bał się mnie. Powiedział, że nie może u mnie zostać na noc, bo wieczorem zamieniam się w wilkołaka. Mama mu tak powiedziała.
*Są też bezzasadne areszty, za które nikt nie odpowiada.
Mnie sąd zatrzymał na miesiąc. To jak widać standard działania matek, które przesiąknięte są nienawiścią do byłych… Nie tylko ja poniosłem straty, ale też państwo – przecież byłem na państwowym wikcie, jeździłem państwowymi furami. Moja była żona nie poniosła żadnych konsekwencji. Chociaż sprawa przeciwko mnie została umorzona i nawet nie postawiono mi zarzutów. Instytucje takie jak prokuratura, sąd, policja wiedzą o takich działaniach, wiedzą, z czego takie oskarżenia wynikają i gówno z tym robią. Bawią się naszymi dziećmi.
*Okazuje się, że nie tylko byłe żony walczą za pomocą tego skutecznego oręża.
Miałem dochodzenie prokuratorskie w sprawie molestowania dzieci mojej partnerki… Doniesienie złożył ich biologiczny ojciec. Podczas gdy można podejrzewać rodziców o walkę między sobą, to w moim przypadku byłem tym podłym i obrzydliwym konkubentem, który rozbił małżeństwo. I to ja zapłaciłem najwyższą cenę. Areszt, oskarżenie, stracone imię i zdrowie. Wygrałem w sądzie, ale przegrałem w życiu.
*Wiele było też próśb o pomoc. Oto jedna z nich.
Potrzebuję informacji i pomocy prawnej na temat niesłusznego oskarżenia o molestowanie dziecka. Sprawa wygląda w następujący sposób: mój brat został posądzony przez sąsiada o molestowanie jego 5-letniej córki. Dziewczynka ta kilkakrotnie przebywała w domu mojego brata, bawiąc się z jego 5-letnim synem i z 4-letnią córeczką. w tych kilku wizytach uczestniczyła też żona brata. Nigdy ani ja, ani nikt z rodziny czy znajomych nie zauważył niestosownego zachowania wskazującego na możliwość molestowania dzieci przez niego. Wychowuje on z żoną dwójkę swoich dzieci i jest dobrym ojcem, a dzieci rozwijają się bardzo dobrze. Sąsiad złożył doniesienie do prokuratury i mój brat został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Jak się później okazało, sąsiad, który oskarżył mojego brata, oskarżył też swoją byłą żonę o molestowanie ich dzieci. Także jego dorosły już syn z poprzedniego związku, który czasowo u niego zamieszkiwał, miał do czynienia z tego rodzaju sprawą.
Mój brat jest teraz w areszcie, nie mamy z nim żadnego kontaktu. Jego żona została sama z dwójką dzieci. Błagam, pomóżcie. On jest niewinny.
* Kolejny list powiedział nam wszystko o założeniach nowej pedagogiki i zakazie brania dzieci na kolana przez nauczycieli przedszkolnych.
Jako zdeklarowanego pedofila ucieszył mnie pani artykuł. Ta „nowa pedagogika”, o której pani pisze, to młyn na naszą (pedofilów)wodę! Dzięki niej będzie rosnąć armia dzieci spragnionych i złaknionych kontaktu fizycznego. Jak jeszcze rodziców się oduczy przytulania dzieci, to już będzie raj dla pedofilów. A ja zawsze powtarzam, że prawdziwego pedofila poznaje się po tym, że to nie on się ugania za dziećmi, lecz dzieci za nim.
czwartek, 29 sierpnia 2013
Wszyscy jesteśmy pedofilami (NIE Nr 29/2013, 2013-07-12)
Szaleństwo ochrony przed pedofilią doprowadziło do tego, że absurd goni absurd. Nauczycielki przedszkola nie powinny przytulać dzieci ani brać ich na kolana.
Społeczeństwo oszalało. Wszędzie rodzice i psychologowie widzą molestowanie. W każdym drobnym geście można dostrzec element pedofilii. To doprowadziło do coraz częstszych oskarżeń o molestowanie.
Takiej głupoty nikt się nie spodziewał. Według fachowców od psychologii, nauczycielki przedszkola nie powinny przytulać podopiecznych, ani brać ich na kolana. O podtarciu tyłka też nie ma mowy.
– Śmiejemy się z tego – mówi Katarzyna, nauczycielka przedszkola na warszawskiej Białołęce. – To jest po prostu nierealne. Jeśli mamy dziecku zastąpić dom przez te parę godzin, to musimy zapewnić im poczucie bezpieczeństwa i bliskości, a czasami tylko przytulenie daje to dziecku.
Nowa pedagogika
Na wydziale pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego mówi się o tym „nowa pedagogika”.
Według wykładowców utulenie dziecka w przedszkolu jest nikomu niepotrzebne. Należy ten „nawyk” całkowicie wyeliminować. Nauczycielka wcale nie musi brać dziecka na kolana. Ma prowadzić zajęcia edukacyjne.
Jeśli czyta książkę, siedzi na dywanie obok, jeśli pociesza, to raczej głaszcze po głowie. Według psychologów, nie jest to tylko próba uniknięcia zarzutów molestowania, tylko szacunek dla integralności cielesnej danego dziecka.
Jeśli czyta książkę, siedzi na dywanie obok, jeśli pociesza, to raczej głaszcze po głowie. Według psychologów, nie jest to tylko próba uniknięcia zarzutów molestowania, tylko szacunek dla integralności cielesnej danego dziecka.
Wychodzi na to, że przytulając dziecko, naruszamy jego intymność cielesną. A takie naruszenie może powodować... traumatyczne przeżycia. Można być bardzo blisko z dziećmi, będąc trzydzieści centymetrów od nich, nie naruszając intymnej strefy – czytamy w notatkach studentki pedagogiki.
– To jest jakiś absurd – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog psychiatra. – Ciekawe, co za Einstein to wymyślił.
To jest już chore. Dziecko potrzebuje takiego kontaktu i odbieranie mu go jest krzywdzeniem dziecka.
A co z 3-latkami,które dopiero rozpoczynają przygodę z przedszkolem? Zalęknione i zapłakane mają siedzieć w kącie, gdzie nauczycielka stojąca 30 cm od niego będzie go głaskać po główce?
– Nieprzytulenie byłoby okrucieństwem – mówi Joanna, nauczycielka w grupie maluchów. – Taki maluch boi się zostać sam, bez rodziców. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dziecko nie może przytulić się do opiekunki. Zresztą pedofilami raczej bywają tulący ojcowie niż przedszkolanki.
Wrzesień to miesiąc bolących kolan u nauczycielek przedszkola. Oblepione chlipiącymi maluchami są także woźne i wszyscy pracownicy przedszkola, którzy gotowi są wziąć malucha na kolana. Według nowej pedagogiki, wrzeszczący do ucha malec, powtarzający jak katarynka „mama” i „do domu” ma być, dla przytulającego go dorosłego, symbolem seksu.
– Czym innym jest bezpieczeństwo dziecka i tutaj chodzi o edukację, a czym innym ukojenie jego rozpaczy – mówi psycholog Maria Rotkiel. – Dotyk wżyciu dziecka jest bardzo ważny. Koi, daje poczucie bezpieczeństwa. Zrozpaczone, nieutulone dziecko ma poważne problemy emocjonalne.
To jest już chore. Dziecko potrzebuje takiego kontaktu i odbieranie mu go jest krzywdzeniem dziecka.
A co z 3-latkami,które dopiero rozpoczynają przygodę z przedszkolem? Zalęknione i zapłakane mają siedzieć w kącie, gdzie nauczycielka stojąca 30 cm od niego będzie go głaskać po główce?
– Nieprzytulenie byłoby okrucieństwem – mówi Joanna, nauczycielka w grupie maluchów. – Taki maluch boi się zostać sam, bez rodziców. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dziecko nie może przytulić się do opiekunki. Zresztą pedofilami raczej bywają tulący ojcowie niż przedszkolanki.
Wrzesień to miesiąc bolących kolan u nauczycielek przedszkola. Oblepione chlipiącymi maluchami są także woźne i wszyscy pracownicy przedszkola, którzy gotowi są wziąć malucha na kolana. Według nowej pedagogiki, wrzeszczący do ucha malec, powtarzający jak katarynka „mama” i „do domu” ma być, dla przytulającego go dorosłego, symbolem seksu.
– Czym innym jest bezpieczeństwo dziecka i tutaj chodzi o edukację, a czym innym ukojenie jego rozpaczy – mówi psycholog Maria Rotkiel. – Dotyk wżyciu dziecka jest bardzo ważny. Koi, daje poczucie bezpieczeństwa. Zrozpaczone, nieutulone dziecko ma poważne problemy emocjonalne.
Inna czynność seksualna
Czynnością seksualną ma być także wycieranie zafajdanej pupy, bo dorosły w przedszkolu nie może dotykać stref intymnych dziecka.
– Maluch rzadko umie trafić papierem toaletowym we właściwe miejsce – mówi Katarzyna z Białołęki. – Jeśli nie wytrze się mu pupy, to za godzinę cierpi z powodu odparzeń.
Czy dbanie o higienę dziecka i dotykanie krocza jest już molestowaniem?! Oczywiście nie. Jednak właśnie ze względu na tę szczególną opiekuńczą rolę nauczyciela przedszkola, trudno jest ustalić granicę pomiędzy „dobrym” i „złym dotykiem”, a tym bardziej udowodnić jej przekroczenie – czytamy w studenckich notatkach. Lepiej więc zakazać tego całkowicie.
– Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać – mówi prof. Lew-Starowicz. – To szaleństwo już przekroczyło granice.
Według danych z Ministerstwa Sprawiedliwości, nie było dotychczas w Polsce postępowania prowadzonego w sprawie molestowania dziecka przez nauczycielkę przedszkola. Dlaczego więc ten krzyk? Bo według danych naukowych 20 procent wszystkich molestantów to kobiety, czyli pedofilki. Tyle że wykrycie tego jest bardzo trudne.
Psycholożki i pedofilki
Dlatego badania i sondaże dotyczące molestowania gromadzone są na kilka sposobów: analizowane są zachowania dzieci w różnym wieku, przeprowadzane są anonimowe ankiety wśród dorosłych (niektórzy z nich dopiero po latach ujawniają, że byli molestowani), na pytania badaczy odpowiadały też same sprawczynie. Na podstawie tych wszystkich danych stworzono ogólny portret statystycznej „pedofilki”. Może nią być... każda kobieta.
Molestowane są dzieci w każdym wieku, jednak badaczom udało się wyszczególnić 2 przedziały wiekowe, które są najbardziej narażone na przemoc seksualną ze strony kobiet: maluchy do lat 5 oraz dzieci między 7. a 14. rokiem życia. Ofiary z pierwszej grupy to często niespokojne i nerwowe szkraby. Ich opiekunki za pomocą pieszczot miejsc intymnych próbują je uspokoić, uśpić, odstresować lub ulżyć im, cokolwiek to znaczy.
Według badań 35 procent kobiet i 29 procent mężczyzn było w dzieciństwie wykorzystywanych seksualnie. Prawie 17 procent kobiet i 9 procent mężczyzn miało te kontakty z najbliższymi członkami rodziny. Ponad 10 procent badanych kobiet i 3 procent mężczyzn przeżyło w dzieciństwie gwałt; prawie żadna z tych osób nie ujawniła nikomu własnych przeżyć i nie korzystała z żadnych form pomocy lekarskiej, psychologicznej ani prawnej. To są dane zdobyte dzięki „odkrywaniu pamięci” w gabinetach psychologicznych.
Tymczasem często badania te nie są warte funta kłaków. Owo „odkrywanie” molestowania seksualnego w pamięci pacjentów okazało się nieźle prosperującym biznesem, który nadal ma się dobrze. Psychobiznes... Wystarczy odpowiednio nakierować pacjenta i już twierdzi, że był w dzieciństwie molestowany. A to pierwszy krok do sukcesu. Na terapii psychologowie robią czasami zawrotne kariery i spore pieniądze.
W sprawach o molestowanie seksualne dziecka bardzo często najważniejszym dowodem są opinie psychologiczne, mimo że dotychczasowa metodologia badawcza nie daje podstaw do stawiania jednoznacznych diagnoz wobec dzieci z podejrzeniem wykorzystywania seksualnego. Udowodniono, że nie istnieje coś takiego, jak specyficzny syndrom dziecka wykorzystanego seksualnie. Tutaj wszystko jest dowolne. Interpretacja uzyskanych wyników badań takimi metodami sprawia, że diagnozujący „układa”dany przypadek według własnych przekonań światopoglądowych. Często wyrok sądowy od nastawienia biegłego.
Do prokuratur rocznie trafia około 3 tys. zgłoszeń o molestowanie dziecka. Według Lwa-Starowicza tylko 30 proc. z nich zasługuje na zbadanie. Większość to obrażone żony, które chcą odebrać byłemu mężowi kontakt z dzieckiem. Sporo jest też mściwych nastolatek, które chcą dopiec nauczycielowi. Albo głupich rodziców.
Bo czochrał po głowie
Pan C., przed sześćdziesiątką, był kierowcą gimbusa. Woził maluchy z zerówki oraz starsze dzieci. Traktowały go jak dziadka, siadały na kolanach. Pewnego dnia C. został oskarżony o molestowanie dwóch dziewczynek. Trafił do aresztu. Miał szczęście – z opinii psychologa wynikało, że bez złych zamiarów przytulił dzieci. Od razu rzucił pracę. Sąsiedzi na ulicy zaczęli się mu dziwnie przyglądać.
Były nauczyciel WF z Trąbek Wielkich zaszył się w domu. Przestał wychodzić i pokazywać się ludziom. Według nauczyciela, kłopoty się zaczęły w momencie, gdy o pomoc poprosiła go 15-letnia dziewczynka, która miała problemy emocjonalne. Rozmowy wuefisty z gimnazjalistką wywołały plotki, po trzech tygodniach nauczyciel postanowił więc wytłumaczyć uczennicy, że kontynuacja spotkań może mieć dla niego
Prokuratura badała 5 rzekomych zdarzeń z udziałem nauczyciela: 3 z zeszłego roku, a 2 z lat 90. XX w. Miały one polegać na obejmowaniu uczennic ramieniem, dotykania ich po plecach i tułowiu, Śledczy przesłuchali dorosłe już uczennice. Żadna nie stwierdziła, że nauczyciel zachowywał się nieodpowiednio. Wreszcie jedna z nauczycielek doniosła dyrektorce szkoły, że widziała, jak jej kolega z pracy dotknął w ramię uczennicę.
Tymczasem nauczyciel miał specyficzny styl bycia, o czym wiedziano od 30 lat. Rozmawiał z nimi na przerwach, obejmował ramieniem, „czochrał” włosy. Uczniowie nie odbierali tych zachowań jako molestowanie. Nie było żadnych seksualnych podtekstów. Zwłaszcza, że do tych kontaktów dochodziło na zatłoczonym szkolnym korytarzu, podczas przerwy w lekcjach. Nauczyciel nie wrócił do pracy. Przypłacił to ciężką chorobą.
Joanna Skibniewska
Wielebne gacie (NIE Nr 26/2013, 2013-06-21, str. 4)

Księdzu wolno nawet wtedy, gdy mu nie wolno.
– Dlaczego przebywa pan z dziećmi? Ma pan sądowy zakaz pracy z nieletnimi – pytam księdza.
– Ja nie widzę dzieci. Jestem ślepy (śmiech). I z nimi nie pracuję. Ja tu mieszkam – odpowiedział, podciągając majtki.
Były proboszcz parafii w Bojanie ks. Mirosław Bużan spaceruje po ośrodku w majtkach, choć upału nie ma. W ośrodku Tyberiada w Nadolu przez cały rok przebywają dzieci. Grupy kolonijne, oazowe, zielone szkoły, obozy. Ludzie z okolicy mówią, że Bużan zawsze spaceruje w gaciach przy dzieciach.
Sam na sam z Olą
Ks. Bużan został skazany prawomocnym wyrokiem za pedofilię i deprawację. 15-letnią Olę najpierw upił, a potem molestował seksualnie. Dostał 16 miesięcy w zawieszeniu na 4 lata oraz zakaz pracy z dziećmi.
Proboszczem w Bojanie już nie jest, choć był nim przez 2 lata po zdarzeniu z dziewczynką. Wciąż jest dyrektorem Katolickiego Ośrodka Kolonijnego Tyberiada w Nadolu koło Wejherowa. Jest to również dom rekolekcyjny, w którym odbywają się dni skupienia, oazy, roraty i rekolekcje. Cały czas ma bliski kontakt z dziećmi.
Ola przygotowywała się do bierzmowania.
– Kazał przychodzić tylko do niego, nie pozwolił zajmować się przygotowaniem wikaremu – mówi koleżanka Oli. – Mieliśmy przychodzić na plebanię po dwie.
15-latka była zbuntowana. Nie radziła sobie z zakazami i nakazami w domu, gdzie były jeszcze 4 dziewczyny. Podczas spowiedzi powiedziała, że jest grzeszna, bo miała myśli samobójcze. Chciałaby mieć ładniejsze nogi, a miejsce, gdzie mieszka, co drugi dzień wydaje jej się obleśną dziurą na końcu świata.
Bużan od dawna łasym okiem patrzył na Olę. Śliczna dziewuszka. I z problemami…
– Przyjdź wieczorem do mnie, to porozmawiamy. Pomogę ci – powiedział. Dał jej na karteczce numer telefonu.
Ola wiedziała, że jak ksiądz każe przyjść, to trzeba iść. Poszła ok. 19.00, po mszy.
Ksiądz był miły. Od razu zaczął przygotowywać drinka.
– Nie chcę – powiedziała, zdając sobie sprawę, że w domu nie przejdzie picie alkoholu.
– To nic takiego. Słabiutkie. To jak lekarstwo – namawiał proboszcz. – Ze mną się nie napijesz? Z księdzem?
Wypiła. Zaraz zachciało jej się spać. A ksiądz zaczął się dziwnie zachowywać. Na siłę posadził ją sobie na kolanach. Wciskał jej ręce pod bluzkę. Całował po szyi. Zsunął ubranie i głaskał. Chciała uciec, ale ją trzymał. Zaczęła protestować, prosić żeby przestał.
– Czego się boisz? Nic złego ci nie zrobię, to normalne. To nic takiego. Każdy dorosły tak robi.
– Tak nie wolno. To grzech.
– Jaki grzech? Boisz się Boga?
– No pewnie. On na to nie pozwala.
– Głupia. Boga nie ma.
Nie masz się czego bać.
Bóg cię ani nie ukarze, ani ci nie pomoże.Boga nie ma! Jestem tylko ja i tylko na mnie możesz liczyć.
Wreszcie dziewczyna zaczęła płakać. Chciało jej się wymiotować. Myślała o ucieczce, ale nogi miała jak z waty.
Gdy wreszcie się wyrwała i uciekła, ks. Bużan zadzwonił do jej rodziców. Odebrała matka.
– Dzwonił ksiądz. – Kobieta podeszła do męża i starała się mówić spokojnie. – Mówi, że Ola wyszła z plebanii, ale była jakaś dziwna, chyba pijana. Powiedział, że pobiegła do lasu. Radził, żebyś poszedł jej szukać.
Ola nie wie, jak doszła do domu. Znów zwymiotowała i straciła przytomność. Zdążyła jednak opowiedzieć rodzicom, że to ksiądz dał jej alkohol. Powiedziała też, że ją macał i całował, trzymał mocno, straszył i zmuszał do posłuszeństwa. Po drodze z płaczem zadzwoniła do nauczycielki, do której miała zaufanie. Opowiedziała, co robił ksiądz. Gdyby wtedy wiedziała, jak ją wieś potraktuje, trzymałaby wszystko w tajemnicy. Jak inne dziewczyny…
Dobrzy ludzie u rodziców

Pojechali pełni nadziei. Też kazał im wycofać sprawę. Miał przygotowane oświadczenie, że Ola wszystko zmyśliła.– Nagadał, żeby zostawić księdza Mirosława w sutannie, zaczął płakać, namawiać: podpiszcie, wycofajcie. Powiedzieliśmy, że się zastanowimy.
Straszył jednak Olę ogniem piekielnym: – To, co rozpętałaś, już nigdy nie przycichnie.
– Ja namawiałem? Rozpoczynamy rozmowę od kłamstwa i fantazji… Przecież byłbym przestępcą. Gdybym robił takie rzeczy, nie mógłbym być księdzem – odpowiedział Rompa na pytanie, kto mu kazał zmusić rodziców do podpisania oświadczenia.
Dom rodziców Oli zaczęli odwiedzać mieszkańcy wsi i ludzie im nieznani. Jedni nakłaniali tylko do tego, by nikomu o tym nie mówili. Żeby wycofali sprawę z prokuratury. Przecież wszyscy wiedzą, jaki jest Bużan, ale tak od razu do prokuratora? Inni straszyli. Mówili, że rodzina Oli nie będzie miała życia w wiosce. Zadzwonił też do nich ksiądz z Kielna Franciszek Rompa, przełożony Bużana. Powiedział, że pomoże.Potem przyszli żona sołtysa i sam sołtys. Przychodzili też inni mieszkańcy wsi. Czasem zaczynali: – Teraz na nas padło…
Widać, że było im głupio, że przychodzą. Patrzyli w podłogę, a nie w oczy rodzicom dziewczyny.
Inni kazali wycofać oskarżenie. Żona byłego wójta, niektóre nauczycielki. Najbardziej nachalna była Halmanowa. Ta, co stroi kwiaty w kościele. I Dziecielska, co uczyła religii. Ola była też zaczepiana w szkole.
– Co ty odpierdalasz? – zapytała ją katechetka Franciszka Korbolewska, żona sołtysa. – W pysk za to powinnaś dostać. Sama ci wpierdolę.
I choć przerażona dziewczyna zgłosiła to na policję, policjanci nawet nie przyjęli zgłoszenia. Powiedzieli, że są za mali na Bużana.
oświadczenie, że Ola wszystko zmyśliła.
nakłaniali tylko do tego, by nikomu o tym nie mówili. Żeby wycofali sprawę z prokuratury. Przecież wszyscy wiedzą, jaki jest Bużan, ale tak od razu do prokuratora? Inni straszyli. Mówili, że rodzina Oli nie będzie miała życia w wiosce. Zadzwonił też do nich ksiądz z Kielna Franciszek Rompa, przełożony Bużana. Powiedział, że pomoże.
Siostrzeniec z kolegą
Ale reszta nauczycieli wspierała dziewczynę. w internecie wrzało. Przedstawiciel kurii na Fronda.pl:Obecna histeria jest sztucznie rozdmuchana, by zdyskredytować Kościół. Nie zaprzeczam, że molestowanie istniało, ale… po pierwsze, nie było tak powszechne, jak się sugeruje, a po drugie, wykorzystywanie seksualne, które kiedyś było czymś normalnym i powszechnie stosowanym, dopiero obecnie stało się zbrodnią – na skutek lewackiego skrzywienia w postrzeganiu świata. Zresztą nie ma żadnego rozróżnienia pomiędzy cierpieniem molestowanego dziecka a Kościołem, bo poprzez to cierpiące dziecko cierpi Kościół.Bużan zaczął wojnę, skoro rodzice dziewczyny byli nieposłuszni. Biegał do mediów. Opowiadał, jaki jest biedny. Fotografowano go, jak zgnębiony chodzi po gdyńskiej plaży. I kombinował. Nakłonił siostrzeńca i jego kolegę, aby przynieśli nagrania, w których dziewczyna mówi, że wszystko wymyśliła. Bużan przyniósł do prokuratury taśmy z nagraniami. I oskarżył Olę.
Okazało się, że nagrania były spreparowane. Głos na taśmach nie należał do dziewczyny. Siostrzeniec szedł w zaparte, ale na okazaniu nie poznał Oli. Jego kolega od razu przyznał, że kłamał i że to nie Ola jest nagrana, a Bużan miał mu to wynagrodzić. Teraz powinno się zacząć postępowanie przeciwko księdzu, ale prokurator Aleksandra Badtke zgubiła 4 zmanipulowane taśmy i nie ma dowodów na to, że ksiądz mataczy, preparuje dowody i rzuca fałszywe oskarżenia.
Samotnie do Brazylii
Teoretycznie ks. Bużan był gospodarny.
– Moja ciotka brała na siebie dla niego kredyt – mówi jedna z mieszkanek Bojana. – Jako jedna z wielu.
– Ściągał lewe samochody, handlował nimi – mówi inny mieszkaniec.
W styczniu zaraz po kolędzie wyjeżdżał na 2 tygodnie do Brazylii. Brał kolorowe koszule.
Bużan zbudował kościół. Dopóki świątynia nie była gotowa, kościelny raz w miesiącu zachodził do każdego i pobierał datek budowlany – wszystko skrupulatnie odnotowywane w notesie: kto, kiedy i ile. Za ślub od swoich proboszcz liczył 400 zł, od obcych 600, a bywało, że trzeba zapłacić i 3000. Był jeden warunek: panna młoda nie mogła mieć odkrytych ramion, a za dekorację kościoła trzeba było zapłacić znajomej księdza.
Zawsze otaczał się dziećmi.
Przy parafii św. Królowej Jadwigi w Bojanie działa przedszkole katolickie. Co roku Bużan organizuje kolonie dla dzieci w ośrodku Tyberiada nad Jeziorem Żarnowieckim. Chociaż mu nie wolno… 3 lata temu pobił tam kolonistę. Sprawa trafiła do sądu, zakończyła się umorzeniem, ale z orzeczeniem o winie.
Bo Bużan szybko się wkurza.
– Dostaje normalnie piany – mówi mieszkaniec wsi.
2 razy złapano go pijanego za kierownicą.
Oko w oko z klechą

Obecnie ks. Bużan cały czas przebywa w Tyberiadzie. Wśród dzieci.
– Pan jest pijany. – Widzę, czuję i słyszę.
– Jestem u siebie – odpowiada ksiądz.
– Dlaczego chodzi pan w samych majtkach przy dzieciach?
– Jesteś kretynką! Jesteś szambem! Śmierdzi od ciebie na kilometr! – krzyknął, otarł pianę z ust i podciągnął majtki.
Bużan nadal jest członkiem elitarnej Kapituły Kolegiaty Staroszkockiej. Kapitułę powołał metropolita gdański abp. Sławoj Leszek Głódź po przeniesieniu swojej siedziby z gdańskiej Oliwy do dzielnicy Stare Szkoty. Zamieszkał w dworku sąsiadującym z kościołem św. Ignacego Loyoli, który został podniesiony do rangi kolegiaty. Kapituła kolegiaty ma być głosem doradczym i moralnym Kościoła.
Nikt w kurii nie chce powiedzieć, dlaczego skazany za pedofilię ksiądz wciąż przebywa z dziećmi.
Joanna Skibniewska
Subskrybuj:
Posty (Atom)


