Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Ptaszyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Ptaszyński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

Biegły cię dobiegnie (NIE 2/2012)


Na każdego klienta prokurator znajdzie eksperta.

Historię warszawskiego rzeźbiarza, którego na czas sprawy rozwodowej żona chciała zamknąć w psychiatryku, opisywaliśmy niedawno. Na wniosek żony mąż miał być zbadany przez biegłego psychiatrę i psychologa. Opisaliśmy to badanie przez dwie biegłe Sądu Okręgowego w Warszawie. Zdiagnozowały go w parę minut, po czym napisały, że pije, bije żonę i jest kompletnym prymitywem budującym jedynie proste zdania.

Różnica czasów
Mężczyzna odwołał się od opinii pań biegłych i wezwano je w charakterze świadków na rozprawę sądową. Sędzia zaczęła zadawać niewygodne pytania. Dlaczego napisały, że mężczyzna jest czynnym alkoholikiem, że ma halucynacje, że klinuje, skoro on ma dokumentację medyczną gromadzoną od roku 2005, mówiącą, że to nieprawda. Poza tym widać, że rzeźbiarz to nie menel na dnie w stanie delirycznym. Dlaczego napisały, że urządza burdy w domu, znęca się nad żoną, skoro on tam od bardzo dawna nie mieszka, a wyniósł się, gdy jego żona paradowała z wydatnym brzuchem zrobionym jej przez jego kolegę. I dlaczego napisały, że jest prymitywnym debilem, który ledwo buduje proste zdania, gdy sędzia widzi zupełnie co innego. Biegłe stwierdziły, że nie ma różnicy w tym, czy napisze się pije i klinuje, czy pił i klinował. To tylko różna forma czasowa, a merytorycznie nie ma żadnego znaczenia.
To, że robi burdy, wynikało z tego, co mówiła żona, a one wcale nie muszą go o to pytać. A to, że jest prymitywem, to przecież norma. Każdy alkoholik to prymityw! Po czym dodały, że takie opinie powstają sztampowo. Jest pewien wzór, który się powiela. Kopiuj - wklej. Tak też powstała ta opinia. Za kilka tysiaków! Po złożonych przed sądem wyjaśnieniach panie położyły przed sędzią rachunek za przybycie na rozprawę. Po czym zadowolone opuściły salę.
Postacie pań biegłych pewnie nigdy więcej nie pojawiłyby się w powikłanym życiu artysty, gdyby nie pismo z sądu, które otrzymał jako strona w sprawie, a kierowane do tych pań. Dowiedział się, że panie zażądały wynagrodzenia za to, że wydały ustną opinię, za to, że się stawiły i za to, że dojechały do sądu. Dowiedział się też o tym, że sąd ani myśli im dawać taką kasę. Bo po pierwsze nie wydały żadnej opinii, tylko odwołały się do tej, która już została stworzona na piśmie; po drugie zeznawały raptem parę minut, a nie, jak utrzymują, parę godzin (wyliczyły sobie za parę godzin pracy); i po trzecie obie pochodzą z Warszawy i mają dwa przystanki autobusowe do sądu. Dostaną po 31,86 zł, bo tyle im się należy.

Drodzy i marni
Tym razem biegłym się nie udało, bo sąd bacznie obejrzał rachunek. Zapewne po tym, jak zobaczył na rozprawie, z kim ma do czynienia. Ale w większości przypadków nikt nie weryfikuje rachunków przedstawianych przez biegłego, tylko skarb państwa płaci. Rocznie to są kolosalne kwoty. Bez kontroli płacą prokuratury, które powołują biegłych niezależnie od tego, czy to konieczne, czy nie. A sami biegli pozostawiają wiele do życzenia. Podobnie było w sprawie osadzonego w areszcie ciężko chorego Edwarda Kupczaka z Krakowa. Kupczak to kaleka z zainstalowaną pompą morfinową, żeby nie wył z bólu. Miał być hakiem na prezydenta Krakowa. Żaden lekarz nie chciał wydać opinii, że może przebywać w celi. Dotąd powoływano biegłych, aż trafiono na takiego, który zgodził się na pobyt podejrzanego w areszcie.

200 tomów makulatury
W opisywanej przez nas sprawie z Zabierzowa, żeby znaleźć cokolwiek na prezesa Biznes Parku, krakowski prokurator powołał biegłego, aby wydał opinię, co rosło na zabierzowskiej łące biznesmena - 5 lat temu. Biegły miał zbadać grunt. Odpowiedział, że nie jest w stanie tego stwierdzić, ale prokuratura wybuliła na opinię ponad 30 tys. zł. Takich bezsensownych opinii i ekspertyz w sprawie zabierzowskiej firmy było ok. 20. Wszystkich opinii biegłych w tej sprawie jest 10 401 stron. Samych opinii daktyloskopijnych są 4 tomy. Nie wiadomo, po co. Jest opinia biegłego o stanie zagospodarowania działek, jak gdyby nie można było tego wyciągnąć z wydziału geodezji. Za darmo. Opinii technicznych, cokolwiek to znaczy, jest kilkadziesiąt. Do nich tyle samo załączników. A opinii biegłych z rachunkowości jest już zatrzęsienie ? kilkanaście tomów akt. Podobnie ekspertyzy biegłego informatyka. Tysiące stron badania komputerów. Jest biegły, który oceniał dzieła sztuki znajdujące się w domu podejrzanego. Jest ekspertyza w zakresie leczenia i pielęgnacji drzew oraz urządzania i utrzymywania zieleni. Prokurator badał bowiem ogród jednego z podejrzanych. W głośnej sprawie BGM prokuratorzy zlecili badanie informatyczne kilkudziesięciu komputerów. Trzeba było zrobić wydruki, co łącznie zajęło ponad 200 tomów akt. Podczas postępowania przed sądem okazało się, że to nie byli żadni informatycy, a ich wiedza nie dorastała wiedzy gimnazjalisty. Okazało się, że nie mieli uprawnień do wydawania jakichkolwiek ekspertyz. Ale kasa poszła.

Niebiegli
W sprawie policjanta z Piotrkowa Trybunalskiego, którego prokurator Piotr Grochulski bardzo chciał udupić, bo gliniarz zadarł z miejscową wierchuszką, prokuratura powołała biegłego prawnika (!), żeby określił, czy policjant naruszył prawo. Radca prawny z Krakowa (spory kawałek do Piotrkowa Trybunalskiego!) dr Anna Smaga-Lemańska wielokrotnie sporządzała opinię prawną prawnikowi (prokurator jest prawnikiem), nie będąc nawet biegłą sądową. Potem wystawiała rachunek. Biegłemu powołanemu do wykonania czynności poza miejscowością jego zamieszkania służy także prawo do diet oraz do zwrotu kosztów przejazdów i noclegów. Biegli orzekający w sprawie Pawła S., policjanta, który wlepił mandat arcybiskupowi Michalikowi (a dobroduszny klecha udał się do zaprzyjaźnionej pani prokurator z Krosna, żeby policjanta udupiła), przyznali przed sądem, że nigdy nie widzieli broni, którą badali i że nic o niej nie wiedzą. Mimo to sporządzili opinię pozwalającą na postawienie w stan oskarżenia młodego glinę. Biegły informatyk wydrukował setki stron transakcji na Allegro jako dowód działalności przestępczej policjanta. Przed sądem przyznał, że to żaden dowód, po prostu to wydruki, ale taką opinię miał napisać, więc napisał. Zresztą on żadnym biegłym sądowym nie jest.

Dobrze jest
Takie historie można mnożyć. O niekompetencji i zwykłym oszustwie biegłych i prokuratur, które tych biegłych zatrudniają. Obecnie funkcjonują przepisy, które nie pozwalają sprawdzić przygotowania biegłych ani też zmierzyć ich rzeczywistej pracy. Biegłych oceniać będą biegli. Prokuratorzy nie chcą zmian w przepisach, bo mają swoich zaufanych, którzy za możliwość dużego zarobku tworzą kłamliwe ekspertyzy. Takie, które pozwalają prokuratorowi wnieść akt oskarżenia, choć dobrze wie, że brak dowodów. często kroć biegłymi lekarzami są medycy, którzy od lat są na emeryturze. Czytaliśmy opinię biegłego ginekologa, który twierdził, że podczas karmienia piersią i w czasie miesiączki nie można zajść w ciążę. Biegły miał 76 lat i od 20 lat nie pracował w zawodzie.

Kaska
1873,84 zł to kwota bazowa dla biegłych sądowych. Z tego biorą 31,86 zł za każdą rozpoczętą godzinę pracy. W razie złożonego charakteru problemu będącego przedmiotem opinii, wynagrodzenie określone w ust. 2 może być na wniosek zainteresowanego podwyższone w granicach do 50% stawki. Sporządzenie opinii jest płatne osobno. Rachunek według własnego widzimisię przedstawia biegły. Nikt go nie sprawdzi.

W przypadku oskarżonego o morderstwo Jana Ptaszyńskiego z Białegostoku powołano siedmiu biegłych, którzy mieli odpowiedzieć na to samo pytanie. Dotąd ich powoływano, aż znalazł się taki, który napisał to, czego życzył sobie prokurator. Czyli w zasadzie wydał wyrok na człowieka.

sobota, 2 marca 2013

Morderca taki jak ty (NIE 20/2011)


Prokuratura i sąd skazały niewinnego człowieka za podwójne zabójstwo. 

-Gdyby człowiek wiedział, że coś takiego może się stać, toby ich zabrał do siebie na wioskę ? mówi Jan Ptaszyński. W dłoniach mnie czapkę. Właśnie wrócił ze spaceru. W Hajnówce. Ale nie zwiedzał okolic Podlasia. Spacerował w kółko po więziennym spacerniaku. Już 6 lat tak spaceruje. I zgodnie z decyzją białostockiego sądu będzie spacerował do końca życia. Może jeszcze z 50 lat?



Krwawa łaźnia
Mariolę znaleźli ojciec i młodsza siostra. Leżała naga w wannie, na niej przytulona do piersi 2,5-letnia Klaudia, jej córka, w jasnej piżamce i pasiastych kolorowych skarpetach. Obie martwe. Na buzi dziecka w okolicach nosa i ust były widoczne krwawe ślady. Spod głowy matki wydobywała się krew.
W mieszkaniu były ślady po czyjejś wizycie: puszki po piwie i pusta flaszka. W pokoju dziecięcym poukładane zabawki. W pokoju matki rozrzucone białe koronkowe majtki i koszulka. Na podłodze i ścianach ślady krwi. Wszędzie pełno odbitych palców umazanych krwią.
Mariola Sarosiek miała 23 lata. Do dziś nikt nie wie, dlaczego zginęła i jak zginęła naprawdę. Ale pomimo to znaleziono sprawcę. Od początku podejrzenia skierowano w jego stronę. Choć nie sprawdzono dowodów świadczących na jego korzyść, Jan Ptaszyński dostał dożywocie. Do dziś nikt nie rozwiał wątpliwości co do jego winy. A te są ogromne.

Dziwny innowierca
-Ludzie chcieli igrzysk - mówi.
Już pierwszego dnia siostra Marioli wskazała na Janka.
- To pewnie on zrobił, bo on jakiś dziwny jest. On jest innej religii, a my nie uznajemy prawosławia. To jakiś Ukrainiec. Nigdy mi nie pasował - opowiadała prokuratorowi. Janek jednak jest "nasz".
Jest Polakiem wyznania prawosławnego, pochodzi ze wsi Michnówka na Podlasiu. Rodzice mieli duże gospodarstwo. On miał własne mieszkanie w Białymstoku. Gdy związał się z Mariolą, była jakaś zagubiona, szukała swego miejsca w życiu. Uciekła z domu rodziców, bo ojciec chlał i robił awantury. Zresztą mieszkali w slumsach, w czymś podobnym do szopy. Dopiero co rozwiodła się z mężem. Na policji jej mąż powiedział, że miał dość tej dziwki. Wymagania miała. Nie dość, że sama zarabiała 500 zł, to jeszcze od niego chciała kasy.
Wiadomo, że mąż nie był dla niej dobry. Musiała od niego uciekać, często przez niego płakała. O Janku mówiła, że ją rozumie, wspiera i jest przyjacielem. Długo mu się przyglądała i trzymała na dystans. Po tym, co przeżyła z mężem, bała się - mówiła w śledztwie jej przyjaciółka.
Najważniejsze, że Janek nie pił. Aż pewnego dnia powiedziała, że chce z nim zamieszkać. Zdziwił się, ale powiedział, że pojedzie do Warszawy, znajdzie lepszą pracę, by mógł utrzymać ją i dziecko.
Nie zdążyli jednak zamieszkać razem. On czasem zostawał u niej na noc. I tyle. Aż do końca listopada 2001 r.

Zabójczy abstynent
Zatrzymano go zaraz po znalezieniu ciała. Mówił, że nie wie, o co chodzi, i że przeżył szok, gdy dowiedział się, że Mariola i Klaudia nie żyją. Ale białostockiemu prokuratorowi Markowi Żendzianowi pasował do obrazu mordercy.
Podejrzany uchodził za dziwaka, a jego zachowanie odbiegało od przeciętnego, np. "w ogóle nie pił alkoholu i kawy" napisał m.in.prokurator, uzasadniając postępowanie przeciwko Ptaszyńskiemu. Zaraz jednak go wypuszczono.
Po zbadaniu materiału dowodowego okazało się, że ani ślady linii papilarnych pobrane z miejsca zdarzenia, ani włosy zabezpieczone w ręce Marioli, ani ślady spod jej paznokci nie należą do niego. Okazało się też, że Janek w dniu śmierci matki i córki był w rodzinnej Michnówce.
- Pomagałem tatowi  - mówi.
Ojciec Janka miał raka, leżał już wtedy w szpitalu. Mama nie dawała sobie rady z gospodarką. Janek pomagał jako jedyny facet w rodzinie. W Michnówce oddawał wtedy mleko do mleczarni. Są na to dowody. Jego podpis, stempel mleczarni i pracownica, która doskonale pamięta, że Janek wtedy tam był. Kasjerka z kasy PKS z pięciu okazanych jej mężczyzn wskazała właśnie jego jako tego, który wtedy kupował bilet do Michnówki. Sprzedawczyni z pobliskiego sklepu monopolowego zapewnia, że wtedy, tego feralnego wieczoru, to nie on kupował alkohol razem z Mariolą. Zabrano z jego mieszkania ubrania, wszystko zbadano. Nie były pokrwawione. Pobrano ślady wszystkich jego butów. Nie były to buty, które odcisnęły krwawe ślady na podłodze w mieszkaniu Marioli. Przebadał go także lekarz, zwracając uwagę na ewentualne ślady zadrapań i uszkodzeń naskórka w wyniku walki. Nic takiego nie stwierdzono. Pobrano także materiał spod paznokci Janka. Nie było tam materiału zgodnego genetycznie z tym pobranym z ciała Marioli i jej dziecka.

Pragnienie wampira
Wypuszczono go z aresztu i umorzono sprawę. Po roku znowu prokurator sobie o nim przypomniał. Bo w okolicy były napady na kobiety. Media krzyczały. Ludzie chcieli krwi.
Rozszerzono postępowanie. Znowu zamknięto Janka w areszcie. Prokurator we wniosku o areszt próbował udowodnić, że Jan Ptaszyński jest tym potworem. Tymczasem sędzia Andrzej Ulitko zauważył, że to, na czym on opiera opinię, to nawet nie są poszlaki, lecz jedynie domysły. Nie znalazł żadnego materialnego dowodu winy Ptaszyńskiego. I kazał go wypuścić. Trzeba było umorzyć sprawę. Z braku dowodów.
W sali sądowej były lokalne media. I nie podobał im się Ptaszyński. Bo cichy był, zaciśnięty, obcy i innej religii. Poza tym nie chciał z nimi gadać. Zaczęła się nagonka.
Po jakimś czasie znów prokuratura wznowiła postępowanie. Bo nastały rządy ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. I znów postępowanie toczyło się tylko przeciwko Janowi Ptaszyńskiemu. Tym razem prokurator wniósł akt oskarżenia. Ptaszyński odpowiadał z wolnej stopy, bo dowody były za słabe, by zamknąć go w areszcie. Rozpoczął się proces poszlakowy. O morderstwo. Sądu nie interesowały dowody świadczące na korzyść oskarżonego. Zeznania matki i innych, którzy mówili, że Janek był wtedy w Michnówce, uznano za niewiarygodne. Gdy potwierdzały to niezbite dowody, sędzia powoływała coraz to nowego biegłego patologa, który wreszcie potwierdzi, że śmierć mogła nastąpić dzień wcześniej. Tak, by oskarżony mógł bestialsko zabić Mariolę i Klaudię. Ale to wciąż było za mało.
Nie było jakiegokolwiek motywu zbrodni ani żadnego dowodu przeciwko Ptaszyńskiemu. Nikt nie widział, żeby oni kiedykolwiek się kłócili, nie spostrzeżono jakiejkolwiek agresji ze strony Janka. Tylko dziwak był. Nie pił.

Kałach pod celą
Z Ptaszyńskim przebywałem w 2-osobowej celi. - Mówił, że posiada dwie sztuki broni typu kałasznikow i dubeltówkę.
Nagle pojawił się nowy świadek Piotr W. Powiedział, że Ptaszyński przyznał się, że utopił i ugotował w wannie ofiary. Żeby znaleźć kałacha i dubeltówkę, prokurator nakazał przeszukać celę Ptaszyńskiego! Policjanci i pracownicy więzienni śmiali się w głos z decyzji prokuratora. Jakoś nie wyobrażali sobie przechowywania jakiejkolwiek broni w 2-osobowej celi? I to dla niebezpiecznych. Oczywiście nic nie znaleziono. Sędzia jednak uwierzyła przestępcy, który poszedł na współpracę z prokuraturą.
Piotr W. opowiadał jeszcze o tym, że Janek na żądanie ukraińskiej mafii odstrzeliwał ludzi. W pierdlu. I o tym, jak znęcali się w celi nad Ptaszyńskim.
- I zaczęło się nękanie - śmiał się.
Mówił o tym, że Ptaszyński cały czas mówił o samobójstwie. Tylko czekał, kiedy zobaczy go powieszonego. Piotr W., choć groziło mu 10 lat odsiadki, dzień po złożeniu obciążających Ptaszyńskiego zeznań, wyszedł na wolność. Pojawił się też drugi świadek, aresztant Janusz P., także współwięzień. Groziła mu piątka odsiadki. Ale przed sądem powiedział jasno, że obiecano mu złagodzenie kary, jeśli powie coś na Ptaszyńskiego.
- Piotr W. posłużył się kłamstwem, chce skorzystać z nadzwyczajnego złagodzenia kary - powiedział P. (protokół z rozprawy str. 2605). - Nie mam zamiaru składać fałszywych zeznań przeciwko Ptaszyńskiemu - podsumował zeznania.
 I nie wyszedł z aresztu. Prokurator Dorota Dec nagrodziła tylko Piotra W.

Morderczy pośpiech
Zeznania Janusza P. sędzia uznała za niewiarygodne. Ale Piotra W. jak najbardziej. Nie dopuściła dowodu w postaci badań Ptaszyńskiego na wariografie, bo wypadły na korzyść oskarżonego. Nie zwracała uwagi na niezbite dowody, że to nie mógł być on. Nie przesłuchała nikogo, kto mógł mieć motyw, by zabić Mariolę. A takich osób było co najmniej kilka. Nie zwróciła uwagi, że inni świadkowie pouciekali za granicę i wszelki ślad po nich zaginął. Zresztą nikt ich nie szukał. Nie uznała zeznań świadczących o niewinności Ptaszyńskiego.
Społeczeństwo chciało igrzysk. Media pisały: Zwyrodniały zabójca dziecka; Nie wiadomo, dlaczego zabił; Co w nim widziała?
Trzeba więc było szybko znaleźć sprawcę. Tak bardzo się spieszyli, że sędzia podrobił podpis drugiego sędziego pod jednym z pism. Bo czas naglił. (Było prowadzone w tej sprawie postępowanie przeciwko sędziemu).
Jan Ptaszyński został skazany na dożywocie za utopienie Marioli i Klaudii. Tyle że zgodnie z opinią biegłych to nie było utopienie. W wannie nie było wody. W płucach kobiety również. Sędzia w uzasadnieniu napisała, że ofiary były poparzone. Bo musiało to pasować do zeznań Piotra W. Tymczasem biegła dr Maria Rydzewska-Dudek,adiunkt medycyny sądowej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, napisała: Zmiany na ciele obu zmarłych w postaci spełzania naskórka nie są zmianami oparzelinowymi, są one efektem przemian gnilnych. Ale nie uznano tej opinii za wystarczającą. Bo nie pasowało to do zeznań Piotra W.

Nic się nie martwcie
- Gdyby człowiek wiedział, że coś się takiego stanie -  Janek Ptaszyński mnie czapkę.
Pisał wszędzie. Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaliczyła go do kliniki niewinności. Ale prawnicy są bezradni. Nikt nie zwraca uwagi na ich pisma. Poradzili mu jednak wynająć detektywa, by znalazł prawdziwego sprawcę. Detektyw Andrzej Musialik chodził koło tego kilka lat.
- Ten chłopak jest niewinny - mówi detektyw. - W tej sprawie od początku popełniono mnóstwo błędów.
Ale nikt go nie słucha. Ojciec Ptaszyńskiego nie przeżył tej historii. Matka sprzedała wszystko, co miała, żeby wystarczyło na adwokatów i sprawy sądowe. Teraz prośba o ponowne wszczęcie postępowania leży u prokuratora generalnego. Czy on też nie zauważy dowodów świadczących o niewinności skazańca? Człowieka, który do końca swych dni będzie dreptał po więziennym spacerniaku .



" Kochani rodzice, tylko się nie martwcie. Wszystko się wyjaśni. Nigdy nikogo nie skrzywdziłem. Przysięgam. To jest jakiś cyrk. Nic nie sprzedawajcie, jak wrócę, wszystko będzie mi potrzebne. Tylko się niczym nie martwcie, szkoda waszego zdrowia. Całuję Was, Janek. "
 List Ptaszyńskiego do rodziców przechwycony przez służbę więzienną i dołączony do akt sprawy.



PETYCJA O UŁASKAWIENIE NIEWINNIE SKAZANEGO JANA PTASZYŃSKIEGO

http://www.petycjeonline.com/petycja_o_uaskawienie_niewinnie_skazanego_jana_ptaszyskiego