Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 marca 2013

SAMOTNOŚĆ sędziego Tulei (NIE 03/2013, 11.I.2013)


- Wszyscy mają na wszystko wyjebane - powiedział mi kiedyś Marian Klepacki z Wołomina, gdy opowiadał o ewidentnych naruszeniach prawa przy prowadzonych postępowaniach karnych i o tym, że nie ma się do kogo odwołać. Kto by tam wierzył Klepakowi. Przecież to gangster, zresztą już martwy...

Okazuje się, że to nie tylko jego opinia. Gdy Helsińska Fundacja Praw Człowieka w 2007 r. opracowywała raport na temat dramatycznego stanu naszego wymiaru sprawiedliwości, myślano, że coś się zmieni. Owszem, zmieniło się. Na gorsze. Niewinnie skazanych w 2007 i 2008 r. było o 40 proc. więcej niż
wcześniej. Wiadomo, czas ziobrystów. Ale gdy organizowano konferencję w 2010 r. i zaproszono na nią 150 wpływowych karnistów i pracowników wymiaru sprawiedliwości, liczono na jakieś zmiany, chociażby na jakieś próby. Wynik? Niewinnie skazanych jest jeszcze więcej. Podobno politycy czekają na przypadek, który wstrząśnie opinią publiczną. Wtedy będą mogli to wykorzystać i zajmą się przedstawicielami prawa, w wielu wypadkach ludźmi zwyczajnie niemoralnymi i nieposiadającymi wystarczającej wiedzy, aby decydować o ludzkim życiu. Jak gdyby historie, które przedstawiamy od lat na łamach "NIE"nie były wystarczająco wstrząsające. Historie ludzi zniszczonych, czasami zamordowanych przez polskie prawo.

Według oficjalnych danych niewinnie skazanych jest ponad 300 rocznie. Liczby wszystkich niesłusznych skazań w Polsce nie da się oszacować. Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi bowiem jedynie statystyki w zakresie spraw, w których zasądzono odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszne skazania, zatrzymania i areszty.

Według ostrożnych szacunków niewinnych skazań jest 2 razy więcej, niż podają oficjalne statystyki.

Biegli
Opinii biegłych nie podważają ani sędziowie, ani tym bardziej prokuratorzy. Choć powinni. Wielu biegłych sądowych to osoby zupełnie niekompetentne.
Opisywaliśmy 73-letniegoginekologa, biegłego sądowego, który jako wiarygodną podał opinię, że kobieta nie może zajść w ciążę podczas karmienia piersią. Nikt nie poprosił go ani o podanie źródła tej opinii, ani tego, ile jego wiedza może mieć lat (już w 1936 r. badania wykazały, że to bajki opowiadane przez wiejskie baby).
W głośnej sprawie korupcyjnej przeciwko firmie BGM biegłym w zakresie przestępstw gospodarczych była kobieta po kursie księgowości, która w sali sądowej przyznała, że w ogóle nie zna się na analizie, której dokonała na zlecenie prokuratora. Oczywiście analizie zrobionej po jego myśli, czyli oskarżającej niewinnych ludzi.
Pamiętamy historię biegłej z Białegostoku, która powiedziała publicznie, że nakazano jej napisać opinię nakierowującą na sprawstwo Jana P. Opowiedziała, że prokurator najpierw kazał jej zmienić możliwą datę śmierci denata, a potem ktoś z sądu w Białymstoku zadzwonił do niej, żeby tak ustaliła datę zgonu, aby mógł być winien Jan P., który miał alibi na dzień rzeczywistej zbrodni.

Okazania
Kolej na dziura w procesie i zbieraniu dowodów to okazanie. Coś, co wydaje się najważniejsze w procesie karnym. Rozpoznanie sprawcy bywa podstawą do wydania wyroku skazującego.
W Chorzowie, w okolicach Stadionu Śląskiego, grupa mężczyzn dokonała rozbojów z użyciem gazu łzawiącego. Główni pokrzywdzeni nie potrafili więc opisać ich wyglądu. Z pomocą policji przyszedł anonimowy informator, jak się później okazało przestępca. Na podstawie jego informacji wytypowano Szymona P. i Macieja W. Ich zdjęcia policjanci pokazali pokrzywdzonym, sugerując, że to sprawcy. Potem, w czasie okazania przez lustro fenickie, osoby przybrane bardzo różniły się wyglądem (m.in.wzrostem, kolorem włosów) od "podejrzanych".
Kolej na sprawa - dwóch policjantów z komisariatu w Kobyłce, Mariusza B. i Wiesława M. oskarżonych o to, że uczestniczyli w gwałcie zbiorowym na ukraińskiej prostytutce Oksanie G. Zostali uznani winnymi i skazano ich na 6 lat więzienia. Jedynymi dowodami winy oskarżonych były niespójne i często sprzeczne ze sobą zeznania pokrzywdzonej oraz okazanie przeprowadzone po blisko 20 miesiącach od zdarzenia. Jednym z warunków skuteczności i uznania pełnej mocy dowodowej tej czynności jest zastrzeżenie, że osoba, którą się przesłuchuje, nie może zobaczyć przed okazaniem osoby okazywanej. Tymczasem pokrzywdzona widziała podejrzanych wcześniej na korytarzu komendy policji, gdy byli prowadzeni do pokoju, w którym miało odbyć się okazanie. Prokurator nie potrafił nawet napisać, jak i gdzie ci sprawcy dokonali przestępstwa. Według niego do popełnienia czynu doszło w budynku mieszkalnym położonym w nieustalonym miejscu. Kobyłka to małe miasto...

Fałszywa wina
Fałszywe przyznanie się do winy to wcale nierzadki przypadek. Obrazuje to świetnie przykład chorego psychicznie i zupełnie bezradnego Tomasza K. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał go na karę 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo 12-letniego Marcina. Chłopiec zginął od 17 ciosów zadanych nożem. Zabójstwo zostało dokonane na tle seksualnym.
Podczas całego śledztwa Tomasz K. był zastraszany przez policję. Przyznał się, że to on zabił. Nikt nie zwrócił uwagi, że Tomasz K. pobierał rentę inwalidzką z powodu choroby psychicznej.
Tomasz K. w liście napisał potem: Dnia 11 listopada gliny przyjechali na bazę nie oznakowanym samochodem po sąśada Mariana Dź. i po brata na ponowne zeznańa ale brata ne było i wźeli mie ojca i tamtego najpierw sąśada co kręcił w zeznańach... powiedziałem to samo nie uwierzyli i zaczęło się straszenie nachóki potem przekupstwo było zimno a oni kazali śćągnąć wszystko do spodenek i śedzieć a było zimno trzęsłem się robili kawe szlugi, dali postrzelać z gloka 22 bez naboji obiecali moro policyjne kase i po wymuszonych siłą zeznaniach zaczeli straszyć, że będe dłużej śedział jak śę nie przyznam potem wźeli na pogotowie do psychiatry na ćękej bólźe i spodenkach potem prokurator straszyła że uderzy z całej siły jeśli się ne przyznam robiło śe ciemno wźeli na dołek do karcera kazali rozebrać na golasa i spać bez gaći i skarpet na ćękej roboczej bluźe bez niczego na dechach pod gryzącym kocem na ćękiem materacu przegniłym było straszńe ńewygodne zimno trzęsło.

To warte zapamiętania wobec oburzenia, że sędzia Igor Tuleya porównał metody śledztwa stosowane w sprawie dr. G. do stalinowskich. Trzymanie nago na zimnie nazywano za stalinizmu "Zakopane".

Podczas wizji lokalnej Tomasz K. nie potrafił wskazać miejsca zbrodni. Świadkowie - mieszkańcy Lisewa - mówili, że policjanci zaprowadzili go tam i powiedzieli, że jeżeli nie wskaże tego miejsca, to będzie tu sam zakopany. Podczas procesu Tomasz K. nie przyznał się do popełnienia przestępstwa, mimo to został skazany. Nie umiał się odwołać.
Niedługo potem w Łęgowie koło Pruszcza Gdańskiego od 11 ciosów zadanych nożem zginął 11-letni Sebastian. Policja aresztowała 28-letniego Piotra T., który przyznał się do zbrodni. W toku przesłuchania przyznał się również do zabójstwa Marcina. Podczas wizji lokalnej bezbłędnie doprowadził policję na miejsce zbrodni w Lisewie. Niewinny Tomasz K. dopiero po 4 latach wyszedł z więzienia. Tak sprawnie zwalniano niewinnego człowieka.

Dowody
Kompletna niekonsekwencja w ocenie dowodów to kolejny grzech polskich sędziów.
Krzysztof D. spotkał się z Dorotą K. Po wspólnie spędzonym wieczorze na jej prośbę zgodził się odprowadzić ją do domu. Po drodze Dorota i Krzysztof poszli razem do dyskoteki. Według ustaleń policji Krzysztof był ostatnią osobą, która widziała Dorotę. Niedługo potem w lesie w pobliżu domu, w którym mieszkała Dorota K., znaleziono jej zwłoki. Krzysztof wyjaśnił, że po tym, jak rozstał się z Dorotą w pobliżu jej domu poszedł do siebie. Zanim jednak dotarł do domu, w wyniku upojenia alkoholowego zasnął na ławce w parku.
Wersja przyjęta przez Sąd Okręgowy w Białymstoku, potwierdzona przez Sąd Apelacyjny w Białymstoku, wskazuje, iż Krzysztof D. podjął próbę odbycia stosunku seksualnego z ofiarą, w wyniku czego doszło do zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Cokolwiek to znaczy...
Postępowanie sądowe w sprawie trwało 7 lat; w tym czasie Krzysztof D. nigdy nie był tymczasowo aresztowany. Powstały 2 różne akty oskarżenia, bo sprawa, jako prowadzona przez prokuraturę w sposób skandaliczny, wracała do ponownego śledztwa. Sądy wydały 7 różnych wyroków, wśród których znajdują się 2 wyroki uniewinniające i 2 skazujące. 2 różne składy sędziowskie sądu pierwszej instancji, dokonując oceny tych samych dowodów, wydały na ich podstawie zupełnie odmienne wyroki. Do dziś nikt nie wie, jaki miałby być motyw zabójstwa.

Poszlaki
Okazuje się, że koronne dowody, czyli badanie DNA, to też czasami bzdury, bo policjanci ani prokuratorzy nie wiedzą, jak je przechowywać ani jak dobrze pobrać materiał!
W Pawłowie koło Starachowic doszło do zabójstwa na tle seksualnym 14-letniej Joanny K. Przez 2 dni mieszkańcy Pawłowa brali udział w poszukiwaniach dziewczynki. Ciało zostało wskazane przez miejscowego proboszcza w niezamieszkałym budynku wikariatu. Tymczasem pomieszczenie zostało wcześniej przeszukane przez uczniów i ciała tam nie znaleziono. Jarosław H. został oskarżony i prawomocnie skazany przez sąd za popełnienie tego przestępstwa. Ponieważ oskarżenie nie zdołało zebrać bezpośrednich dowodów winy, proces przeciwko Jarosławowi H. był poszlakowy. Poszlaki jako udowodnione fakty uboczne mogą stanowić podstawę skazania, gdy w drodze logicznego rozumowania prowadzą do stwierdzenia jednej wersji zdarzenia. A te to uprzednia karalność oskarżonego za przestępstwa o charakterze seksualnym na szkodę małoletnich dziewczynek, znalezienie zwłok w pobliżu posesji oskarżonego (tam każdy mieszka blisko siebie).
Tymczasem na ciele ofiary policja znalazła i zabezpieczyła kilkadziesiąt śladów biologicznych (nadającychsię do przeprowadzenia badań DNA) nie należących ani do ofiary, ani do Jarosława H. Sądowi nie udało się wyjaśnić - sugerowanego przez obronę i lokalną społeczność - udziału w zdarzeniu proboszcza. To właśnie on pokazał policjantowi zwłoki, które znajdowały się w pomieszczeniu bezskutecznie przeszukiwanym wcześniej przez kilkanaście innych osób. Policja nie pobrała od niego żadnych próbek celem ustalenia lub wykluczenia zgodności jego DNA z pochodzącym z zabezpieczonych śladów biologicznych. Co więcej, nawet sąd apelacyjny zauważył pojawienie się plotek i napisów na murach kościelnych wyrażających przekonanie o winie księdza. Ostatecznie poprzestano na zeznaniach drugiego księdza, który oświadczył, iż w dniu zaginięcia Joanny K. proboszcza w Pawłowie nie było. Mieszkańcy mówią, że był i opowiadają o tym bardzo wiarygodnie. Prokurator jednak nie słucha...

Joanna Skibniewska

środa, 27 lutego 2013

Tortury (NIE, 21/2009)

Krakowscy prokuratorzy i sędziowie zastosowali wobec kaleki trzyletnie męczarnie fizyczne.
Edward Kupczak jest kaleką. Jego życie od lat to świat inwalidzkiego wózka, cewników i nieustającego bólu.
W latach 90. Kupczak miał poważny wypadek. Złamanie trzonu kręgosłupa z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Efekt: paraliż kończyn, porażenie zwieraczy oraz bóle kręgosłupa i bezwładnych nóg. Mimo wszystko nie poddawał się. Operacje niewiele dawały. Lekarze wreszcie zdecydowali się na wysłanie chorego do niemieckiej kliniki i zainstalowanie mu pompy morfinowej, która w sposób kontrolowany i przemyślany dozowała środek uśmierzający ból.
Życie powoli nabierało barw. Kupczak poddał się ciężkiej rehabilitacji. Nauczył się poruszać o kulach, potem o lasce. Aż do października 2006 r....

Wpadli w kominiarkach o szóstej rano. Rzucili wszystkich na ziemię, przystawili broń do głowy. Według naszych ustaleń – na polityczne zlecenie. Kupczak trafił do aresztu. Od razu dostał 3-miesięczną sankcję. Sędzia nie obejrzała historii jego choroby. Nawet nie spojrzała na opinię lekarską ani nie przekazała jej biegłemu. Opinie sądowo-medyczne, mówiące jasno, że Kupczak nie może brać udziału w toczącym się postępowaniu, traktowano jak wykręty przestępcy. W uzasadnieniach kolejnych decyzji o przedłużeniu aresztu zatajono, że w ogóle takie opinie istnieją. Sędzia krakowskiego sądu Barbara Pankiewicz na każdym posiedzeniu dotyczącym przedłużenia aresztu szydziła z choroby osadzonego. I przyklepywała areszt, nawet nie zerkając do materiału dowodowego, który był co najmniej cieniutki, a już na pewno niedający podstaw do przedłużania odsiadki. W pompie morfinowej w więzieniu uzupełniano jedynie płyn fizjologiczny, żeby się nie zatarła. Powołany przez sąd biegły stwierdził, że chorego można leczyć w warunkach więziennych, ale jasno mówi, że pierwszy raz w życiu ma do czynienia z taką pompą. Kupczak nie dostaje od prawie 3 lat morfiny. Wyje w celi z bólu. Gryzie palce. Płacze. Jego stan fizyczny i psychiczny dramatycznie się pogorszyły. Miesiącami niewymieniane w więzieniu cewniki powodują stan zapalny. Brak rehabilitacji i leczenia spowodował, że Kupczak zapomniał już o lasce, a nawet i o kulach. Wózek inwalidzki i ból to codzienność. Trwało to od jesieni 2006 do 14 maja 2009 r.
Na początku maja zadaliśmy pytania rzecznikowi Sądu Okręgowego w Krakowie. Jednym z nich było: Dlaczego sąd od października 2006 r. nie uwzględnia dramatycznej sytuacji zdrowotnej Kupczaka i pomimo opinii biegłych o jego stanie zdrowia nadal go więzi stosując najpoważniejszy środek zapobiegawczy, jakim jest areszt tymczasowy?
Godzinę przed tym, gdy otrzymywaliśmy odpowiedź, wspominana sędzia Pankiewicz uchyliła areszt w zamian za poręczenie majątkowe. Prawie po 3 latach ktoś wreszcie zajrzał w akta!
Nie przesądzamy o winie lub niewinności aresztowanego, ale może sędzia zobaczyła, że zgromadzony materiał dowodowy jest wątpliwy?
– Sąd stosował areszt, ponieważ biegli orzekli, że Edward Kupczak może być leczony w warunkach szpitala więziennego. Wielokrotnie przecież się zdarza, że zatrzymani udają chorobę – odpowiada Rafał Lisak, sędzia z krakowskiego sądu.
Najwidoczniej uważa, że Kupczakowi zainstalowano pompę morfinową dla urody! Żeby mu się wygodniej siedziało na wózku.
– Istotnie, sędzia dzisiaj uznała, że areszt trwa już zbyt długo i może być uciążliwy dla podsądnego, stąd dzisiejsza decyzja o uchyleniu tego środka – dodaje rzecznik.
Dlaczego dopiero po prawie 3 latach?

Edward Kupczak i trzy inne osoby trafiły do aresztu w związku z rzekomo przestępczą działalnością   w kantorach przy krakowskim Wielopolu. Materiał dowodowy nie potwierdzał jednak stawianych przez prokuratora zarzutów, zastosowano więc areszt wydobywczy. Osadzeni usłyszeli, że jeśli obciążą konkretne osoby, to będą mieli lepszą sytuację procesową (nagrana wypowiedź jednego z prokuratorów). Ale oni nikogo nie chcieli obciążać. Tym bardziej że większości z tych osób w ogóle nie znali. Przedłużano więc areszt w nieskończoność. Aresztowano żony i konkubiny zatrzymanych. Nawet zaawansowana ciąża nie była przeszkodą. Podczas zatrzymania przystawiono broń do głowy dzieciom jednego z aresztowanych. Ta sprawa miała pokazać „krakowski układ”. Miał on skupiać biznesmenów, notariuszy i adwokatów. Nie pokazała nic.
W obronie Kupczaka wystąpiła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Efektem było straszenie fundacji, że sędzia wystąpi do prokuratury z wnioskiem o naruszenie dóbr osobistych! Sędzia Pankiewicz stwierdziła, że została pomówiona przez fundację...

Już dziś osoby aresztowane w sprawie kantorów przy Wielopolu wróciły do domów. Jedna z nich po raz pierwszy zobaczy syna, który urodził się w 2006 r.