Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komornik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komornik. Pokaż wszystkie posty
piątek, 27 grudnia 2013
Komornik u komornika (NIE Nr 43/2013, 2013)
Jackowi Rostowskiemu udało się jednak zrobić coś pożytecznego. Komornicy w Polsce bankrutują.
W ciągu ostatnich miesięcy, według danych Krajowej Rady Komorniczej, padło kilkadziesiąt kancelarii komorniczych. Nie ma z kogo ściągać długów. Polacy są już tak biedni, że ich wierzytelności są z reguły nieściągalne.
– Jest coraz gorzej – mówi komornik z Warszawy. – Nie stać nas na utrzymanie kancelarii.
Młodzi komornicy na starcie muszą w uruchomienie kancelarii zainwestować kwotę ok. 30 tys. zł.
Komornik jako funkcjonariusz państwowy i prawnik nie może zakupić pirackiego oprogramowania i zatrudniać ludzi na czarno. Asame programy komputerowe to ok. 3500 zł. Do tego zatrudnienie ludzi. Jak wiadomo, koszty pracownicze są duże. Komornik musi mieć od pięciu do ośmiu pracowników. Na każdego pracownika składka ZUS to ponad 1000 zł. Do tego samochód i paliwo. Trzeba wynająć lokal, co najmniej 4 pokoje. Na głupich znaczkach pocztowych można stracić niezłą kasę, bo miesięcznie wysyła się tysiące listów i pism. Znaczek kosztuje 4,50 zł. Poza tym koszty stałe. Bez prądu, ogrzewania czy wody nie da się prowadzić kancelarii. To już przestał być dobry biznes.
– Ci, co jeszcze w to grają, to jakoś tak z rozpędu – zapewnia anonimowo komornik.
No chyba że są poukładani…
Wdowi grosz do grosza
Ściąganie kasy z zadłużonych szpitali już się skończyło. Wycisnęli z tych placówek, ile mogli. Wiele szpitali padło. A na ściąganiu takich długów komornik robił najlepszy interes.
Wiedza ludowa, jak robić w balona urzędnika państwowego, jest coraz wyższa. Pensji oficjalnie bierze się 1600 zł. Na papierze. Tyle, ile jest kwoty wolnej od zajęcia. Reszta kasy idzie do łapy. Bogatsi przepisują majątki na żony, po czym robią rozdzielność majątkową.
Z czego więc żyją komornicy? Z emerytów i rencistów. Tylko wypłaty z ZUS i KRUS są pewniakiem. Komornik dziś ściąga tylko z tych najbiedniejszych…
W dobie kryzysu komornicy prowadzą 5 mln egzekucji.
Zablokowali 7 mln rachunków bankowych.
– Jest w kraju prowadzonych ponad 2 miliony egzekucji przeciwko emerytom i rencistom, którym ZUS i KRUS potrącają 25 proc. ze świadczeń i przesyłają do komorników. To jest ten, na razie, pewny grosz, który wpływa na konto komornika, a który daje im szansę nie zdechnąć z głodu – mówi Roman Sklepowicz, prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzonych przez Banki.
Pracownik ma kwotę wolną od zajęcia, ale emeryt czy rencista już w żaden sposób chroniony nie jest. Niby można mu zabrać 25 proc. świadczenia, ale to fikcja.
– Biedni ludzie, dłużnicy, zabierane mają z lichutkiej renty czy emerytury faktycznie 45 proc.! Bo 25 proc. liczone jest od brutto plus potrącenia składek – dodaje Sklepowicz.
Jest wiele przypadków, gdy komornik potrafi zająć wszystko, co znajduje się na koncie emeryta. Dlaczego komornik narusza prawo? Bo bezradny świadczeniobiorca nie wie, co robić, aby odzyskać należne mu pieniądze. Komornicy zabierają też często świadczenia alimentacyjne, a zdarzało się, że zajmowali świadczenia z Ośrodków Pomocy Społecznej.
Słoik do słoika
Kilka dni temu krajem wstrząsnęła informacja, że komornik ze Szczecina Katarzyna Chudy zajęła kobiecie słoiki z przetworami. I to w asyście policji. Według kobiety urzędniczka zajęła 58 słoików syropu malinowego, 22 z przecierem pomidorowym, 27 z ogórkami kiszonymi, 6 z miodem i 13 z grzybami marynowanymi. W kancelarii komorniczej niezupełnie zgadzają się te liczby. Może Katarzyna Chudy zjadła wiktuały? Zjadła czy nie zjadła, jak ona to sprzeda? Czyżby miała zamiar stanąć na bazarze?
– Nie znajduję tutaj słów. To urąga godności komornika – mówi rzecznik Krajowej Rady Komorniczej Robert Damski. – Można być urzędnikiem, ale jest się przede wszystkim człowiekiem.
A właśnie człowieczeństwa tu zabrakło. Tam była po prostu bieda. Nie było czego zająć.
– Wtakiej sytuacji umarza się postępowanie – mówi Robert Damski. – Dług nie znika, ale może dłużnik będzie miał kiedyś z czego go spłacić. Na razie nie ma.
Zajęcie i ewentualna sprzedaż zgarniętych słoików nie pokryje nawet kosztów postępowania egzekucyjnego. A co otrzyma wierzyciel? W tym wypadku skarb państwa.
– Skarb państwa chyba nie chce, żeby obrotna komornik się nawpierdalała grzybków? – zastanawia się Roman Sklepowicz.
Na stronie internetowej szczecińskiej komornik są zdjęcia i lista licytowanego towaru. Rowerek dziecięcy czerwony, rowerek trójkołowy, hulajnoga, huśtawka, rowerek typu traktor plastikowy, taczka plastikowa trójkolorowa. Kolorowe zabawki, gry na play station, lampka, kinkiet, czarny abażur.
Biedak do biedaka
Ministerstwo Sprawiedliwości w tym roku zwiększy liczbę etatów komorniczych. Zamiar ten argumentuje rosnącą liczbą spraw wpływających do komorników i spadkiem skuteczności egzekucji. Obecnie w Polsce jeden komornik przypada na 35 tysięcy mieszkańców, a w tym roku proporcja ta ma się zmniejszyć do jednego na 30 tysięcy. Jak zapewnia ministerstwo, w pierwszym półroczu przybędzie około 200 nowych kancelarii komorniczych. Po co?
– Jeśli przy bezrobotnym dłużniku postawimy nawet trzech komorników i pięciu asesorów, to z tego tytułu nie stanie się on nagle wypłacalny, a przekazywanie akt pomiędzy kancelariami tylko przedłuży postępowanie – mówi Robert Damski.
Zmianie mają ulec też wynagrodzenia komorników, które ma zależeć od stopnia nakładu pracy. Teraz policzą sobie za każdy wysłany list, każdy telefon, wyjazd dodatkowo. Za każdego zgnojonego emeryta…
Obecnie wynagrodzenie komornika jest zależne od wielu czynników, przede wszystkim od wartości przedmiotu sporu, który podlega egzekucji. Np. zajęcie majątku sprzedawców warszawskiej hali KDT w 2009 r. przyniosło komornikom 892 tys. zł zysku.
Co do samych licytacji, to przystępują do niej golasy. Albo znajomi…
Niedawno warszawski komornik Ryszard Moryc zlicytował mieszkanie w centrum Warszawy – warte ponad 2 miliony – za 400 tys. zł. Toczy się w tej sprawie postępowanie w prokuraturze. Jak to się robi? Ma się swojego rzeczoznawcę, który robi zaniżony operat szacunkowy nieruchomości. Potem na licytację przychodzą konkretne osoby, znajomi. Kupuje swój. Szybko sprzedaje za właściwą cenę. Potem dzieli się różnicą z komornikiem.
Krzysztof Kłosowski, poseł Ruchu Palikota, uważa, że w sytuacji kryzysu z pewnością nowi komornicy będą potrzebni. Jest za tym, żeby odebrać prawo do pobierania opłaty przez komornika z powodu odwołania postępowania egzekucyjnego. „Jeśli w konsekwencji komornik nie wykonał swojej pracy, nie powinien dostawać wynagrodzenia” – mówi Kłosowski. Czyli będzie coraz więcej zajmowania słoików z grzybkami. I zajętych kont chorych, starych i bezradnych ludzi.
A emeryci i renciści zadłużają się coraz bardziej. Na prezenty dla wnuków przed świętami Bożego Narodzenia, na światło, gaz, leki…
Jeszcze rok temu liczba zadłużonych seniorów, których zaległości obsługiwane były przez Grupę KRUK, wynosiła około 135 tysięcy, dziś to już ponad 179 tysięcy.
Natomiast ich zadłużenie przekroczyło kwotę 910 mln zł.
Rośnie też średnia wysokość zadłużenia osoby po 65. roku życia. W2012 r. było to 3,5 tys. zł długu, teraz jest to 5 tys.
Okazuje się, że w Polsce jest już taka nędza, że tylko ci starzy ludzie utrzymują stado komorników. Ale jest nadzieja, że większość ich padnie.
środa, 27 marca 2013
Słupy dają dupy (NIE 12/2013, 15.III.2013)
1566 tanich samochodów
kupionych i sprzedanych
na lewo.
Biednemu zawsze wiatr w oczy. Nawet w szwajcarskiej dolinie. Czyli w Garwolinie. Tamtejsza prokuratura znalazła mafię. Oskarżyła ponad 100 osób.
Faktycznie przekręt był. Para cwaniaczków oszukała skarb państwa na grube miliony. Dwóch obrotnych gości dorobiło się w krótkim czasie. Reszta oskarżonych to albo osoby zupełnie niewinne, albo przypadkowe. Niezorientowane w oszukańczym procederze. Ale to właśnie oni zostali ukarani naprawdę. To ich skazano. Dlatego, że byli biedni.
***
Kilka lat
temu po Garwolinie jeździło sporo wypasionych limuzyn. Głównie mercedesy
i audi, oprawione białą skórą, błyszczące dobrobytem. Garwolin nazywano
szwajcarską doliną, bo auta przyjeżdżały głównie ze Szwajcarii.Do Garwolina przyjeżdżali celebryci po samochody. Było warto. Miejscowi najlepiej pamiętają wizytę miss Polonii, która odjeżdżała ogromnym czarnym audi z trzystu końmi pod maską.
Wielu zwykłych mieszkańców miasta też było stać na takie bryki. Wcale nie dlatego, że to grupa najbogatszych Polaków, ale dlatego, że te samochody były sprzedawane po zaniżonych cenach.
- Były kupowane hurtowo, poza tym od jakiegoś szwajcarskiego dostawcy, który nie tłumaczył się, skąd je ma - mówi Adam H. Jeden z oskarżonych.
Samochody były kupowane legalnie. Tyle że dokumentacja była lewa. Szczególnie faktury wystawiane przez nieistniejące firmy.
Szwajcar wystawiał fakturę taką, jaką chcieli polscy odbiorcy. Zawsze ci sami. Witold P. (zwany "De Wito") i Grzegorz T. (pewnie też jakoś zwany). Garwolińscy biznesmeni. Faktura opiewała na niższą cenę niż wartość samochodu. Bo auto było niby uszkodzone. Po co to wszystko? Żeby nie zapłacić cła ani VAT-u, takiego jak było trzeba. Lewa faktura wystawiona przez szwajcarskiego sprzedawcę była podstawą do naliczenia cła i podatku VAT. Oczywiście niższego.
Ile panowie naprawdę płacili za wozy, nie wiadomo, ale zapewne też niewiele, bo opłacało im się sprzedawać je w kraju niedrogo. W krótkim czasie sprowadzono 1566 takich aut. Nie udałoby się to jednak bez pomocy innych, bo szybko by wyszło, że panowie sprowadzają luksusowe limuzyny w tysiącach,
- Pomożesz mi? Weźmiesz na siebie jeden samochód, a potem mi go sprzedasz? Wszystko będzie legalnie,
I jak tu odmówić? Dawali dowody osobiste jeden po drugim, czasem coś podpisywali, czasem nawet i to nie. Niektórzy dostawali za udostępnienie danych 200 lub 300 zł. Inni po prostu robili przysługę.
Wielu jest takich, którzy o wykorzystaniu ich danych osobowych w ogóle nie mieli pojęcia. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że ich dokumenty były wykorzystywane do czegokolwiek innego niż sporządzenie umowy o pracę.
Dobrzy byli też bezrobotni. Dwie stówy piechotą nie chodzą, a Grzegorz T. zapewniał, że żadnej lipy w tym nie ma. A może nawet da potem jakąś robotę u siebie? Łatwe do współpracy były też samotne matki. Za 200 zł udostępniały dowód bez problemu.
tyle że ja już nie mogę - pytał T., czyli szef. - Nic nie musisz robić. Daj mi tylko na godzinę dowód.
a na to nie pozwala polskie prawo. Potrzebowali słupów. Najlepsi byli nowo przyjęci pracownicy firmy.
***
Konieczni
też byli współpracujący celnicy z Białej Podlaskiej. Na początku
samochody faktycznie demontowano, żeby wyglądały na uszkodzone, ale
potem już nikt się tym nie przejmował. Były takie przypadki, że demontaż był dokonywany według wskazówek celników. Pamiętam, że jeden
Dużo samochodów sprowadzanych było specjalnie dla celników. Składali konkretne zamówienia. Na początku po prostu brali w łapę. Potem zmieniali brykę na bardziej wypasioną.
Do współpracy dołączył rzeczoznawca, który
wyceniał tak, jak chcieli panowie P. i T., nawet nie widząc auta. Brał
za to 200 albo 400 zł, poza fakturą za wycenę.Interes szedł świetnie. Garwolińscy biznesmeni obrastali w majątki, celnicy mieli się dobrze, garwolińska wierchuszka jeździła dobrymi samochodami. Tylko słupy nie miały pojęcia, że są robieni w jajo.
***
Pewnego
dnia przekręty wyszły na jaw. Prokurator z Prokuratury Apelacyjnej w
Lublinie ogłosił sukces. Mafia złapana. Oskarżono ponad 100 osób.
Dlaczego tak wielu? Bo ogromna większość to słupy, które o samym
procederze nie miały zielonego pojęcia. O czym prokurator dobrze
wiedział, bo mózg gangu już pierwszego dnia spękał i poszedł na
współpracę, opowiadając wszystko jak na spowiedzi. I powiedział o
podrabianiu podpisów, fałszowaniu dokumentów, wykorzystywaniu czyichś
danych osobowych, zwykle bez wiedzy właścicieli. Napisał nawet stosowne
oświadczenie w obecności notariusza.Prokuratura potrzebowała sukcesu. A co może być lepsze od wieloosobowej mafii o międzynarodowym zasięgu?
I tak przypadkowi ludzie, według aktu oskarżenia, są dziś członkami gangu.
Na początku nie wiedzieli, śmiać się czy płakać. Gdy patrzyło się na członka międzynarodowej grupy przestępczej, miejscowego żula, którego cechą charakterystyczną były zasikane spodnie, można było uznać to za niezły żart. Do czasu...
Ci zwykle biedni ludzie spłacają dziś całe uszczuplenie podatkowe i celne, które powstało w toku nielegalnej działalności panów P. i T. - 26 mln zł.
***
Urząd
Celny w Białej Podlaskiej żąda zwrotu zagrabionego w oszukańczym
procederze cła. Ten sam urząd, którego pracownicy robili przekręty i
brali kasę od "De Wito". Instruowali, jak rozmontować samochód, aby
wyglądał na uszkodzony.Kilkadziesiąt osób z Garwolina od ponad roku dostaje wezwania do zapłaty różnicy, jakiej nie wpłacono w urzędzie celnym. Każdy z nich ma dziś do zapłacenia urzędowi celnemu co najmniej 20 tys. zł. Są tacy, na których kupiono 2 luksusowe auta i oni zalegają urzędowi około miliona. Komornicy zabrali im już wszystko. Jeśli nie spłacą tego, czego żąda urząd, prokuratura oskarży ich o wyłudzenie, a wtedy ta sama prokuratura z przyjemnością ogłosi kolejny sukces i pozamyka niewinnych ludzi. Tym razem zrobi się nową mafię. Wyłudzaczy.
***
Garwoliński
przedsiębiorca Grzegorz T. nadal prowadzi interes. Ma majątek w postaci
8 samochodów, 2 mieszkań, 5 działek, jedna z młynem. Poszedł na
współpracę z prokuraturą i poddał się dobrowolnie karze. Wyrok w
zawiasach. Drugi biznesmen przyznał się dopiero po roku aresztu
wydobywczego (słowaprokuratora apelacyjnego z Lublina) i też może liczyć
na łagodne traktowanie. Ma trochę mniejszy majątek.Słupy stoją przed sądem. Nie stać ich na adwokata. Czekają na wyrok.
Joanna Skibniewska
czwartek, 21 marca 2013
SKOK na życie (NIE 40/2012)
Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe w porozumieniu z komornikiem zagłodziły jednego faceta.
Sławomir Lenczowski od 19 września właściwie nic nie jadł. Nie ma za co. Lenczowski nie jest menelem ani nawet degustatorem alkoholu. Po prostu jest chory. Przeszedł rozległy zawał serca, ma wieńcówkę imiażdżycę. Nikt go nie chce zatrudnić, bo ledwo łazi. Żyje z renty inwalidzkiej. To znaczy żył, dopóki nie zainteresował się nim komornik. Za sprawą SKOK-u Stefczyka, z którym nigdy nie miał do czynienia.
Długi ojców waszych?
Kilka lat temu Bogusława Lenczowska, matka Sławomira, wzięła kredyt w SKOK-u Stefczyka w Tarnowskich Górach, skąd oboje pochodzą. W chwili zaciągania pożyczki była zdrowa i nic nie wskazywało na to, że zachoruje. Na wszelki wypadek ubezpieczyła kredyt w razie niemożliwości płacenia lub w razie śmierci. Choroba nowotworowa rozwinęła się u niej błyskawicznie, ale aż do chwili śmierci regularnie spłacała kredyt. Potem syn przesłał do banku akt zgonu matki. Był pewien, że wszystko jest OK, gdyż ani na adres matki, ani na jego nie przychodziły wezwania do zapłaty lub upomnienia. Jakież było jego zdziwienie, gdy parę dni temu zablokowano mu konto bankowe, na które co miesiąc wpływała renta w wysokości ok. 700 zł, z czego ok. 400 szło od razu na alimenty dla 19-letniego syna.
Zostawało mu na koncie 308 zł. I dokładnie tyle ściągnięto mu z konta z powodu zajęcia przez komornika Pawła Grzybowskiego z Krakowa.
Rencista Lenczowski zaczął dowiadywać się, o co chodzi. Był pewien, że to pomyłka.
Tymczasem to SKOK Stefczyka z Gdyni uznał go winnym kredytu zaciągniętego przez jego matkę.
Nagle pojawiły się horrendalne odsetki i dług z kilku tysięcy urósł do kilkunastu. Przekonany, że umowa ubezpieczenia kredytu (którąposiada) wystarczy, by zrozumiano, że popełniono błąd, postanowił pogadać z przedstawicielami banku. Potraktowano go jak pluskwę. Dowiedział się, że nikogo nie obchodzi żadne ubezpieczenie tego kredytu, bo SKOK-u to nie obowiązuje.
- Sprawa zamknięta - usłyszał.
Nic nie pomogło tłumaczenie, że 308 zł to są jego jedyne dochody. Teraz przyjdzie mu po prostu zdechnąć. Znudzony pan z działu windykacji nie lubi słuchać takiego biadolenia, rozmowę więc zakończył.
Lenczowski skontaktował się z komornikiem z Krakowa. Domyślał się, że nie miał prawa zablokować mu konta przy tak małych dochodach. Komornik z zatroskaną miną stwierdził, że odblokuje jego rachunek, a jakże, jeśli wierzyciel złoży taki wniosek. Teraz to ma związane ręce. I też gadać nie miał czasu.
...będą nam dane...
Jak widać, zapomniał o przepisach, które go obowiązują. Egzekucji podlega do 60 proc. wynagrodzenia, jeżeli są to zobowiązania dotyczące zaległych alimentów. W przypadku pozostałych długów komornik może zająć do 50 proc. pensji. Są jednak ograniczenia odnoszące się do minimalnego wynagrodzenia za pracę. Jeśli jest to minimalna kwota wynagrodzenia, to komornik musi spadać na szczaw! Idąc dalej, komornik może wejść komuś na rachunki bankowe. Ale też nie może wziąć wszystkiego. Środki pieniężne znajdujące się na rachunkach, niezależnie od liczby zawartych umów, są wolne od zajęcia do wysokości 3-krotnego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Jeśli chodzi o rentę inwalidzką ograniczenia są jasne: 50 proc. najniższej renty to kwota wolna od egzekucji. w tym wypadku jest to 353 zł. Z kwoty tej komornik może zabrać co miesiąc maksymalnie 25 proc., czyli 88 zł (art.140 ust. 1 pkt 3). Przy tym nie może pozbawiać Lenczowskiego pieniędzy całkowicie! Tym bardziej że jest to świadczenie zdrowotne, czyli na leki i leczenie.
Zadziwiające jest porozumienie SKOK-u z Gdyni z komornikiem z Krakowa, który ściąga dług z syna zmarłej dłużniczki mieszkającego w Tarnowskich Górach. I SKOK, i komornik działają bezprawnie. Wspólnie i w porozumieniu w z góry założonym celu.
...a ojcowizna nasza...
To stary numer SKOK-ów. Ten finansowy matecznik PiS od dawna skubie ludzi. I nie ponosi za to odpowiedzialności, bo pozwalają mu na to przepisy. Nad SKOK-ami praktycznie nie ma kontroli. Co prawda posłowie innych partii to widzą, ale nic nie chcą z tym zrobić. Choć pojawia się światełko w tunelu.
Poselski projekt noweli ustawy o SKOK-ach wpłynął do laski marszałkowskiej 19 lipca. Jest to propozycja zmian dokumentu, który na początku lipca podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Ma ona wejść w życie 27 października. Przewiduje, że nadzór nad kasami obejmie Komisja Nadzoru Finansowego. Projekt przewiduje też, że depozyty zgromadzone w SKOK-ach miałyby być gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Oczywiście to zdecydowanie za mało, bo SKOK-i trzeba dokładnie skontrolować. I to właśnie od strony detalicznego klienta, który pożycza tu niewielkie kwoty i bywa od lat robiony w balona.
...naszą tylko jest...
Tymczasem PiS już głośno krzyczy. Szef krajowych SKOK-ów senator PiS Grzegorz Bierecki stwierdził, że projekt nie nadaje się do niczego innego, jak tylko do wyrzucenia do kosza, i nie powinien być przedmiotem prac parlamentarnych. Bierecki wyraził nadzieję, że sejmowa Komisja Finansów Publicznych zdecyduje się nie podejmować prac nad tak szkodliwym projektem. Co może senator PiS, który od lat jest solidarnościowym bojownikiem o wolność i demokrację? Bo polityk wie, z kim się ustawiać.
Senator Bierecki zafundował bursztynową sukienkę dla Matki Boskiej na Jasnej Górze, wyłożył pieniądze na film o księdzu Popiełuszce, wykupuje reklamy we wszystkich prawicowych mediach.
Także nieudana Rydzykowa telefonia komórkowa to inwestycja zrobiona ze SKOK-ami.
SKOK Holding ma udziały w dwóch interesach związanych z imperium ojca Rydzyka: w Geotermii Toruń i sieci komórkowej. Spółki należące do holdingu współfinansują także powstającą monografię Lecha Kaczyńskiego, są głównym reklamodawcą "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", "Naszego Dziennika" i serwisu Niezalezna.pl. Stefczyk.info ściśle współpracuje z serwisem braci Karnowskich w polityce.pl, a SKOK Stefczyka, największa kasa w Polsce, funduje stypendia dla studentów i pracowników naukowych uczelni działającej przy Radiu Mary ja. Wśród studentów Uniwersytetu im. kard. Stefana Wyszyńskiego też znajduje swoje zaszczytne miejsce. Sam senator na pracy dla SKOK-ówi spółek pochodnych zarabia rocznie prawie 6,5 mln zł.
...i na jej rzecz walczyć będziemy
Senator Bierecki nie jest odosobniony w walce o interesy Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Politycy PiS, z prezesem Kaczyńskim na czele, wielokrotnie publicznie bronili SKOK-ów. A pierwsza próba poddania kas nadzorowi bankowemu nie powiodła się, bo ustawę w 2010 r. zawetował prezydent Lech Kaczyński. W ogóle nieboszczyk Kaczyński hołubił Biereckiego. W 2006 r. obecny senator został członkiem Rady Rozwoju Rynku Finansowego przy ministrze finansów w kaczym rządzie. A w 2010 r. prezydent Kaczyński powołał go w skład Narodowej Rady Rozwoju.
Dziś Jarosław Kaczyński zapowiada, że będzie działał na rzecz tego parabanku. Atakują SKOK-i, czyli w istocie polski autentyczny kapitał. Należy to przerwać. Kiedy my dojdziemy do władzy, zrobimy to. Także działanie rozmaitych zagranicznych instytucji finansowychi kredytowych, które dziś w sposób krzywdzący traktują Polaków, będzie po prostu niemożliwe ? zapewniał parę dni temu.
Czyli już wiemy, kto będzie finansował jego kampanię wyborczą. Tylko dlaczego kosztem takich ludzi jak Sławomir Lenczowski?
Sławomir Lenczowski od 19 września właściwie nic nie jadł. Nie ma za co. Lenczowski nie jest menelem ani nawet degustatorem alkoholu. Po prostu jest chory. Przeszedł rozległy zawał serca, ma wieńcówkę imiażdżycę. Nikt go nie chce zatrudnić, bo ledwo łazi. Żyje z renty inwalidzkiej. To znaczy żył, dopóki nie zainteresował się nim komornik. Za sprawą SKOK-u Stefczyka, z którym nigdy nie miał do czynienia.
Długi ojców waszych?
Kilka lat temu Bogusława Lenczowska, matka Sławomira, wzięła kredyt w SKOK-u Stefczyka w Tarnowskich Górach, skąd oboje pochodzą. W chwili zaciągania pożyczki była zdrowa i nic nie wskazywało na to, że zachoruje. Na wszelki wypadek ubezpieczyła kredyt w razie niemożliwości płacenia lub w razie śmierci. Choroba nowotworowa rozwinęła się u niej błyskawicznie, ale aż do chwili śmierci regularnie spłacała kredyt. Potem syn przesłał do banku akt zgonu matki. Był pewien, że wszystko jest OK, gdyż ani na adres matki, ani na jego nie przychodziły wezwania do zapłaty lub upomnienia. Jakież było jego zdziwienie, gdy parę dni temu zablokowano mu konto bankowe, na które co miesiąc wpływała renta w wysokości ok. 700 zł, z czego ok. 400 szło od razu na alimenty dla 19-letniego syna.
Zostawało mu na koncie 308 zł. I dokładnie tyle ściągnięto mu z konta z powodu zajęcia przez komornika Pawła Grzybowskiego z Krakowa.
Rencista Lenczowski zaczął dowiadywać się, o co chodzi. Był pewien, że to pomyłka.
Tymczasem to SKOK Stefczyka z Gdyni uznał go winnym kredytu zaciągniętego przez jego matkę.
Nagle pojawiły się horrendalne odsetki i dług z kilku tysięcy urósł do kilkunastu. Przekonany, że umowa ubezpieczenia kredytu (którąposiada) wystarczy, by zrozumiano, że popełniono błąd, postanowił pogadać z przedstawicielami banku. Potraktowano go jak pluskwę. Dowiedział się, że nikogo nie obchodzi żadne ubezpieczenie tego kredytu, bo SKOK-u to nie obowiązuje.
- Sprawa zamknięta - usłyszał.
Nic nie pomogło tłumaczenie, że 308 zł to są jego jedyne dochody. Teraz przyjdzie mu po prostu zdechnąć. Znudzony pan z działu windykacji nie lubi słuchać takiego biadolenia, rozmowę więc zakończył.
Lenczowski skontaktował się z komornikiem z Krakowa. Domyślał się, że nie miał prawa zablokować mu konta przy tak małych dochodach. Komornik z zatroskaną miną stwierdził, że odblokuje jego rachunek, a jakże, jeśli wierzyciel złoży taki wniosek. Teraz to ma związane ręce. I też gadać nie miał czasu.
...będą nam dane...
Jak widać, zapomniał o przepisach, które go obowiązują. Egzekucji podlega do 60 proc. wynagrodzenia, jeżeli są to zobowiązania dotyczące zaległych alimentów. W przypadku pozostałych długów komornik może zająć do 50 proc. pensji. Są jednak ograniczenia odnoszące się do minimalnego wynagrodzenia za pracę. Jeśli jest to minimalna kwota wynagrodzenia, to komornik musi spadać na szczaw! Idąc dalej, komornik może wejść komuś na rachunki bankowe. Ale też nie może wziąć wszystkiego. Środki pieniężne znajdujące się na rachunkach, niezależnie od liczby zawartych umów, są wolne od zajęcia do wysokości 3-krotnego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Jeśli chodzi o rentę inwalidzką ograniczenia są jasne: 50 proc. najniższej renty to kwota wolna od egzekucji. w tym wypadku jest to 353 zł. Z kwoty tej komornik może zabrać co miesiąc maksymalnie 25 proc., czyli 88 zł (art.140 ust. 1 pkt 3). Przy tym nie może pozbawiać Lenczowskiego pieniędzy całkowicie! Tym bardziej że jest to świadczenie zdrowotne, czyli na leki i leczenie.
Zadziwiające jest porozumienie SKOK-u z Gdyni z komornikiem z Krakowa, który ściąga dług z syna zmarłej dłużniczki mieszkającego w Tarnowskich Górach. I SKOK, i komornik działają bezprawnie. Wspólnie i w porozumieniu w z góry założonym celu.
...a ojcowizna nasza...
To stary numer SKOK-ów. Ten finansowy matecznik PiS od dawna skubie ludzi. I nie ponosi za to odpowiedzialności, bo pozwalają mu na to przepisy. Nad SKOK-ami praktycznie nie ma kontroli. Co prawda posłowie innych partii to widzą, ale nic nie chcą z tym zrobić. Choć pojawia się światełko w tunelu.
Poselski projekt noweli ustawy o SKOK-ach wpłynął do laski marszałkowskiej 19 lipca. Jest to propozycja zmian dokumentu, który na początku lipca podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Ma ona wejść w życie 27 października. Przewiduje, że nadzór nad kasami obejmie Komisja Nadzoru Finansowego. Projekt przewiduje też, że depozyty zgromadzone w SKOK-ach miałyby być gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Oczywiście to zdecydowanie za mało, bo SKOK-i trzeba dokładnie skontrolować. I to właśnie od strony detalicznego klienta, który pożycza tu niewielkie kwoty i bywa od lat robiony w balona.
...naszą tylko jest...
Tymczasem PiS już głośno krzyczy. Szef krajowych SKOK-ów senator PiS Grzegorz Bierecki stwierdził, że projekt nie nadaje się do niczego innego, jak tylko do wyrzucenia do kosza, i nie powinien być przedmiotem prac parlamentarnych. Bierecki wyraził nadzieję, że sejmowa Komisja Finansów Publicznych zdecyduje się nie podejmować prac nad tak szkodliwym projektem. Co może senator PiS, który od lat jest solidarnościowym bojownikiem o wolność i demokrację? Bo polityk wie, z kim się ustawiać.
![]() |
| Bierecki |
Senator Bierecki zafundował bursztynową sukienkę dla Matki Boskiej na Jasnej Górze, wyłożył pieniądze na film o księdzu Popiełuszce, wykupuje reklamy we wszystkich prawicowych mediach.
Także nieudana Rydzykowa telefonia komórkowa to inwestycja zrobiona ze SKOK-ami.
SKOK Holding ma udziały w dwóch interesach związanych z imperium ojca Rydzyka: w Geotermii Toruń i sieci komórkowej. Spółki należące do holdingu współfinansują także powstającą monografię Lecha Kaczyńskiego, są głównym reklamodawcą "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", "Naszego Dziennika" i serwisu Niezalezna.pl. Stefczyk.info ściśle współpracuje z serwisem braci Karnowskich w polityce.pl, a SKOK Stefczyka, największa kasa w Polsce, funduje stypendia dla studentów i pracowników naukowych uczelni działającej przy Radiu Mary ja. Wśród studentów Uniwersytetu im. kard. Stefana Wyszyńskiego też znajduje swoje zaszczytne miejsce. Sam senator na pracy dla SKOK-ówi spółek pochodnych zarabia rocznie prawie 6,5 mln zł.
...i na jej rzecz walczyć będziemy
Senator Bierecki nie jest odosobniony w walce o interesy Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Politycy PiS, z prezesem Kaczyńskim na czele, wielokrotnie publicznie bronili SKOK-ów. A pierwsza próba poddania kas nadzorowi bankowemu nie powiodła się, bo ustawę w 2010 r. zawetował prezydent Lech Kaczyński. W ogóle nieboszczyk Kaczyński hołubił Biereckiego. W 2006 r. obecny senator został członkiem Rady Rozwoju Rynku Finansowego przy ministrze finansów w kaczym rządzie. A w 2010 r. prezydent Kaczyński powołał go w skład Narodowej Rady Rozwoju.
Dziś Jarosław Kaczyński zapowiada, że będzie działał na rzecz tego parabanku. Atakują SKOK-i, czyli w istocie polski autentyczny kapitał. Należy to przerwać. Kiedy my dojdziemy do władzy, zrobimy to. Także działanie rozmaitych zagranicznych instytucji finansowychi kredytowych, które dziś w sposób krzywdzący traktują Polaków, będzie po prostu niemożliwe ? zapewniał parę dni temu.
Czyli już wiemy, kto będzie finansował jego kampanię wyborczą. Tylko dlaczego kosztem takich ludzi jak Sławomir Lenczowski?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



