Pobicie adekwatne do sytuacji.
Od
sędziego wymaga się, by był, cytuję: uczciwy, pracowity,
nieposzlakowany, zrównoważony, sumienny, odważny, cierpliwy, o wysokiej
kulturze osobistej, bystry, uprzejmy, samokrytyczny, otwarty
intelektualnie oraz obdarzony wewnętrzną niezależnością, ma jasno
wyrażać myśli, dobrze pisać, być wrażliwy oraz mieć wysokie poczucie
sprawiedliwości i słuszności, z jednoczesną skłonnością do rozumnego
kompromi su. Tymczasem czytając decyzje Sądu Rejonowego w Grodzisku
Mazowieckim, można się tylko zastanawiać nad tym, na podstawie jakich
cech mianowano tamtejszych sędziów.
•••
Jest rok
2005. Dla Sławomira Augustyniaka dobry rok, bo właśnie urodziła mu się
córka. Cieszył się. Krótko. Szybko się przekonał, że bachory to tylko
kłopot. Już na pępkowym, które zakończyło się bólem głowy – ale nie od
alkoholu, tylko od policyjnych pałek.
Pili, śpiewali, bawili się w
najlepsze. Cicho nie było. Gdy więc pojawiła się policja z nakazem, by
ściszyli muzykę, posłuchali. Ale chyba niewiele to zmieniło, bo niedługo
potem sąsiedzi znowu wezwali funkcjonariuszy.
Weszli, wylegitymowali obecnych, po czym stwierdzili, że przeprowadzą rewizję mieszkania.
–
Zaraz, zaraz, jaką rewizję? A nakaz prokuratorski pan ma? – spytał
przytomnie Augustyniak. To samo pytanie zadał cieszący się narodzinami
bratanicy brat Augustyniaka, Jarosław.
Policjant oczywiście żadnego
nakazu nie miał, ale pytanie gospodarza mocno go wkurzyło. Tak mocno, że
Augustyniak i jego brat, skuci i skopani, znaleźli się w policyjnej
suce. Za utrudnianie czynności. Za to samo utrudnianie bracia byli bici
przez całą drogę do radiowozu. Gospodarza wyciągnęli boso, wpodkoszulku i
slipach. Wstyczniu.
– Zaczęło się piekło – tak wspominają bracia.
Na
posterunku ich rozdzielono. Zaczęto od pałek. Okładano ich wszędzie.
Jeden z policjantów trzymał Sławomirowi głowę między kolanami, reszta
okładała go pałkami. Pięciu policjantów. Potem wrzucono każdego do
małego, ciemnego pomieszczenia. Żeby mogli sobie spokojnie powyć z bólu,
a policjanci w tym czasie mogli się do woli śmiać.
– Gardzę wami – stęknął Augustyniak.
Weszli
do niego i bili dalej. Tym razem przede wszystkim po głowie. Zaraz
potem do maleńkiego pomieszczenia wniesiono pojemnik z duszącym gazem.
Funkcjonariusze wyszli, zamknęli drzwi. I śmiali się. A bracia
wymiotowali na podłogę.
– Myśleliśmy, że umrzemy – wspominają.
Po
duszeniu gazem wyciągnięto mężczyzn z celi i bito ich po łydkach. Tak,
że padali na plecy, na cały czas skute kajdankami ręce. W chwili przerwy
przykuto ich do barierki schodów prowadzących do policyjnej piwnicy.
– Masz już dość? – podszedł do jednego z braci policjant.
– Odpowiecie za to – ten jęknął, ale nie takiej odpowiedzi oczekiwano.
Policjant zauważył bose stopy Augustyniaka i wyjął pałkę. Bił mocno.
Skuty człowiek wył z bólu. Funkcjonariusz się śmiał.
Potem
obu braci wsadzono do stojącego na parkingu samochodu. I wpuszczono
gaz. Rozbawieni policjanci otworzyli drzwi auta, dopiero gdy bracia
stracili w nim przytomność.
Rano ich wypuszczono. Nigdy nie przedstawiono im powodów zatrzymania.
•••
Bracia
złożyli skargę na policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Grodzisku
Mazowieckim. Na skargę odpowiedział im komendant insp. Grzegorz
Turyński. Odznaczony przez Prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi za
wzorowe, wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków wynikających z pracy
zawodo wej.
Uprzejmie zawiadamiam, że przedstawiona sprawa była
przedmiotem postępowania wyjaśniającego. (…) policjanci podejmujący
czynności służbowe (…) wykonali je zgodnie z przepisami prawa – zapewnił
wzorowy komendant. – Użycie środków było adekwatne do zaistniałej sytu
acji.
Sprawa trafiła do prokuratury. Asesor Joanna Sternik wszczęła
postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy.
Pani prokurator obejrzała obdukcje lekarskie. Niepozostawiające żadnych
wątpliwości, że mężczyźni zostali dotkliwie pobici. Opinia biegłego
prokuratorskiego też potwierdziła, że obrażenia, jakich doznali,
najprawdopodobniej powstały w okolicznościach przez nich opisanych.
Przesłuchała też policjantów. Sumiennie. Zaraz potem umorzyła prowadzone
śledztwo wobec braku znamion czynu zabronionego.
Bo poszkodowani
mężczyźni sami uderzali się o ściany… Bo fioletowy tyłek mieli nie od
policyjnych pałek, ale od napierania na funkcjonariuszy. A gaz? No skąd!
Przecież policji nie wolno stosować gazu – wyjaśniła asesor. Analiza
materiału dowodowego wskazuje, że zachowanie policjantów było adekwatne
do stopnia oporu pokrzywdzonych – napisała asesor Sternik.
Po czym
natychmiast prokuratura wszczęła drugie śledztwo. Przeciwko braciom za
stawianie czynnego oporu wobec funkcjonariuszy. Dowodem były zeznania
policjantów i protokoły z zatrzymania. A w protokołach inna historia.
Sielanka. Panowie policjanci to ciepłe misie. Zwracaliśmy uwagę
zatrzymanym, że nie należy używać wulgarnego słownictwa – zapewniał
gliniarz.
Koleżanka asesor Sternik prokurator Małgorzata Żurawiecka
napisała akt oskarżenia. To Augustyniakowie dopuścili się czynnej
napaści na funkcjonariuszy. Dwóch skutych, najebanych jak szpaki facetów
napadło na pięciu uzbrojonych policjantów.
•••
Równie
szybko jak prokuratura wystąpiła z aktem oskarżenia, sąd zwołał
posiedzenie. I wydał wyrok nakazowy. W ogóle nie badając sprawy!
Teoretycznie wezwano świadków, ale ich nie przesłuchano. Sędzia Monika
Mastalerz-Szczepanekwykazała się niezwykłym obiektywizmem. Wydała wyrok
skazujący bez słuchania stron. I napisała, że wina oskarżonych nie budzi
wątpliwo ści.
W sprawie jednak byli też inni świadkowie poza
policjantami. Inni uczestnicy imprezy. Nie przesłuchano ich.
Przyjaciele, do których Augustyniak dzwonił z komendy, a w tle było
słychać krzyki bitego brata. Nie przesłuchano ich. Świadkowie z osiedla,
którzy widzieli, jak ich kopano i bito po drodze do radiowozu. Nie
uznano tych świadków za wartościo wych.
Bracia dostali wysokie grzywny. Jeden zapłacił, drugiemu zamieniono to na prace społeczne, bo akurat nie miał pracy.
Zgłosił się tam, gdzie trzeba, chciał pracować w hospicjum. Ale go wyśmiano.
– Tacy jak ty sprzątają ulice – dowiedział się w sądzie.
Kim więc jest ów skazany? Menelem? Pijakiem? Nie. To dziennikarz. Wykształcenie wyższe. Publicysta i autor książek.
Dziś
ma już pracę. Pisze. Poprosił więc sąd o zmianę wyroku. Zapłaci
grzywnę, bo już ma z czego. Podjęcie przez niego prac społecznych
oznaczałoby utratę pracy, bowiem w czasie swoich obowiązków musiałby
sprzątać ulice.
I co? I nic. Sąd się nie zgodził. Dlaczego? Bo nie.
Sędzia
musi być wrażliwy oraz mieć wysokie poczucie sprawiedliwości i
słuszności, z jednoczesną skłonnością do rozumnego kompromi su. Gówno
prawda. W Grodzisku Mazowieckim nie musi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asesor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asesor. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 grudnia 2013
środa, 10 kwietnia 2013
Bandyta minus noga (NIE 13/2013, 22.III.2013)
Policja nie jest od tego, aby dokonywać linczu. Nawet na przestępcach.
Kazali ściągnąć mi buty, założyli mi worek na głowę i kazali się położyć na podłodze, bili mnie pałką i kopali, między innymi po wcześniej skręconej nodze, kazali uklęknąć, kopali i bili pałką po stopach, mocno ścisnąłem pośladki, bo chcieli mi włożyć pałkę... To fragment zeznań jednego z nastolatków zatrzymanych przez wrocławską policję. Zeznania dotyczą tych, którzy powinni stać na straży prawa - policjantów. Katowanie odbywało się na komisariacie przy ul. Jaworowej we Wrocławiu. Przy pełnej wiedzy Prokuratury Rejonowej Wrocław-Krzyki.
Było ich trzech. Patryk, Tomek i Rysiek. Dwaj bracia i kuzyn. Dopiero co poczuli dorosłość. 18 lat. Tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego napadli tamtego gościa. Znali małolata. Od razu się przyznali.
Postawa samego napadniętego też mocno zastanawia. Przed sądem powiedział, że policjanci kazali mu zeznawać, tak jak im pasowało. Nie chciałem składać żadnego doniesienia, nic takiego się nie stało, ale policjant powiedział, ze jak nie zeznam tak jak on chce, to nie odzyskam swojej własności.
W prokuraturze było tak samo. Powiedział, że nie ma żadnych pretensji do sprawców, że nie chce sprawy, ale prokurator nie słuchał i przepisał do protokołu te złożone wcześniej podyktowane przez policjanta zeznania. Prokurator zaznaczył, że jeśli zechce je zmienić, pożałuje.
I choć sprawa wydawałaby się prosta, jest czarne i białe, źli i dobrzy, to najprawdopodobniej najbardziej poszkodowanym w tej sprawie jest jeden ze sprawców.
Wszyscy trzej, Patryk, Tomek i Rysiek M., po policyjnym przesłuchaniu wyglądali jak sina, opuchnięta śliwka. Byli po prostu skatowani. W takim stanie stanęli przed wrocławskim sądem na posiedzeniu w sprawie zastosowania aresztu. Zarówno prokurator, jak i sędzia widzieli obrażenia nastolatków. Tym bardziej że błagali o lekarza i o to, by kto inny ich konwojował do aresztu. Obok bowiem stali ci, którzy ich tak pobili. Mówili o bestialskim traktowaniu przez funkcjonariuszy. Fakt pobicia oskarżonego przez funkcjonariuszy policji wykonujących czynności, z użyciem białych gumowych pałek z ołowiem w środku został zgłoszony już do protokołu posiedzenia aresztowego - napisał obrońca chłopaków. W licznych protokołach z posiedzeń sądu młodzi mężczyźni opowiadali sędziemu i prokuratorowi, jak byli bici. Nikt nie zareagował. Padło nawet z ust sędziego, że skoro oni kogoś pobili, to i ich pobito...
Oskarżonym nie została udzielona żadna pomoc medyczna, jakiej wówczas wymagali, a również później w warunkach izolacyjnych, w których pozostawali w toku postępowania, nie zostało podjęte jakiekolwiek leczenie, pomimo licznych próśb i wniosków w tym zakresie. Odniesione obrażenia wobec braku interwencji medycznej już spowodowały daleko idące skutki dla stanu zdrowia Patryka M.
Patryk M. podczas posiedzenia sądu był nie tylko posiniaczony i pokrwawiony, ale także nie mógł stanąć na nogdze. Wił się z bólu. Błagał o pomoc lekarza.
Noga była wykrzywiona, spuchnięta i zdeformowana. Bo najprawdopodobniej policjanci mu ją złamali. Dlaczego najprawdopodobniej? Przecież nie trudno ustalić, czy noga była złamana. Nietrudno, pod warunkiem że wykona się stosowne badania lekarskie. Choć od tych zdarzeń minęło już 9 miesięcy, ani sam zatrzymany, ani jego rodzice, ani też obrońca nie mogą doprosić się diagnozy. Rodzice błagali o przeprowadzenie badań na ich koszt, jeśli jest to jakiś problem dla prokuratury i zakładu karnego. Bez reakcji. A noga już się zdążyła krzywo zrosnąć. Jest zdeformowana, opuchnięta, z siniejącymi palcami. Obecnie już nie boli. Chłopak stracił czucie w stopie.
Młodzi napastnicy zostali ukarani. Nie tylko poprzez policyjne manto. Dostali w lutym tego roku po 3 lata. Jeden pół roku więcej. Dwóch wypuszczono z aresztu tymczasowego. Mają czekać na wezwanie do zakładu karnego. Trzeci został. Który? Ten, którego tak skatowano. Dlaczego został w pudle? Powodów merytorycznych nie ma. Jego sytuacja procesowa jest dokładnie taka sama jak jego dwóch kolegów. Sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku nie odniósł się w żaden szczególny sposób do osoby Patryka M. ani do pozostałych, uznając, że czyny każdego z oskarżonych charakteryzował taki sam stopień społecznej szkodliwości. Areszt akurat w tym jednym tylko wypadku jest więc kompletnie niezrozumiały. Chłopak siedzi. Asesor Anna Presz z prokuratury rejonowej bardzo utrudniała też widzenia. Po co to wszystko? Bo rodzice zobaczyliby, co się dzieje z jego nogą. Chłopak nie wychodzi z aresztu, bo na wolności natychmiast poszedłby do szpitala, gdzie bez żadnych wątpliwości stwierdzono by, że ktoś zrobił z niego kalekę. Poza tym zeznaje przeciwko policjantom i wskazuje na brak reakcji, a wręcz aprobatę ze strony prokuratora. Powinien więc ponieść karę.
Zapytaliśmy prokuraturę.
1. Czy prawdą jest, że Patrykowi M. i Tomaszowi M. odmówiono wykonania badań lekarskich w związku z rzekomym pobiciem przez funkcjonariuszy policji, a dodatkowo nie zdiagnozowano Patryka M. pomimo takiej potrzeby?
2. Jeśli tak, to dlaczego, jeśli nie, to co uczyniono w sprawie udokumentowania obrażeń ciała zatrzymanych?
3. Czy prokuratura prowadzi obecnie postępowanie wyjaśniające odnośnie ewentualnego pobicia ww. oskarżonych?
4. W jakich okolicznościach doszło do obrażeń ciała i uszkodzenia nogi u Patryka M.?
Odpowiedzi na powyższe pytania nie otrzymaliśmy. Prokuratura nie czyta ze zrozumieniem.
Postępowanie przeciwko Ryszardowi M., Tomaszowi M. i Patrykowi M. prowadziła Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia-Krzyki-Zachód. Postępowanie to zakończone zostało skierowaniem w dniu 22 października 2012r. aktu oskarżenia do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków,Wydział II Karny. Całą trójkę oskarżono o dokonanie napadu rabunkowego na szkodę Alana Ch. (sprawcy kopali pokrzywdzonego po całym ciele) oraz o miłowanie rozboju na szkodę Roberta Ł. (w tym przypadku sprawcy także kopali pokrzywdzonego). (...) Wyrokiem w/w Sądu z dnia 14 lutego 2013r. uznano oskarżonych za winnych zarzucanych im czynów.
Odnośnie sprawy o sygnaturze 2 Ds. 239/12/S Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Fabryczna informuję, iż postępowanie to dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Komisariatu Policji Wrocław - Krzyki oraz służbę zdrowia Aresztu Śledczego we Wrocławiu wobec Patryka, Tomasza i Ryszarda M., to jest czynu z art. 231 par. 1 kk. Śledztwo jest obecnie w toku. Z uwagi na dobro postępowania obecnie żadnych szczegółów ujawnić nie mogę.
Napisała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Małgorzata Klaus. Informacja, że sprawcy kopali pokrzywdzonego, ma być jak widać odpowiedzią na zadane przez nas pytania. Na zasadzie - kopali, to i byli kopani.
W prokuraturze w Oleśnicy już toczyło się postępowanie przeciwko funkcjonariuszom Pawłowi Z. i Łukaszowi Sz. Umorzono. Poszkodowani, jako skazani bandyci, byli niewiarygodni. Obrażeń doznali wcześniej. Funkcjonariusze policji złożyli spójne zeznania.
Patryk M. siedzi i czeka na badania. Lekarz więzienny pisze, że chłopak czeka na konsultację ortopedyczną. I na bandaż elastyczny... Konsultacja nie jest pilna - zapewnia na piśmie więzienny medyk. A w ogóle od kwietnia będzie go rehabilitował.
Rodzice próbują wyciągnąć chłopaka chociaż na chwilę, żeby można go było zbadać. Tym bardziej że ortopedzi, z którymi się konsultowali, mówią, że może dojść do martwicy, a wtedy pozostaje tylko amputacja nogi. Piszą prośbę za prośbą o zwolnienie z aresztu. Bezskutecznie. Nie dostają nawet uzasadnienia sędziowskiej decyzji. Nie, bo nie. A przyczyna trzymania go w areszcie wydaje się jedna. Wyjdzie na jaw, kto robi z zatrzymanego kalekę.
Joanna Skibniewska.
Kazali ściągnąć mi buty, założyli mi worek na głowę i kazali się położyć na podłodze, bili mnie pałką i kopali, między innymi po wcześniej skręconej nodze, kazali uklęknąć, kopali i bili pałką po stopach, mocno ścisnąłem pośladki, bo chcieli mi włożyć pałkę... To fragment zeznań jednego z nastolatków zatrzymanych przez wrocławską policję. Zeznania dotyczą tych, którzy powinni stać na straży prawa - policjantów. Katowanie odbywało się na komisariacie przy ul. Jaworowej we Wrocławiu. Przy pełnej wiedzy Prokuratury Rejonowej Wrocław-Krzyki.
I
Było ich trzech. Patryk, Tomek i Rysiek. Dwaj bracia i kuzyn. Dopiero co poczuli dorosłość. 18 lat. Tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego napadli tamtego gościa. Znali małolata. Od razu się przyznali.
Postawa samego napadniętego też mocno zastanawia. Przed sądem powiedział, że policjanci kazali mu zeznawać, tak jak im pasowało. Nie chciałem składać żadnego doniesienia, nic takiego się nie stało, ale policjant powiedział, ze jak nie zeznam tak jak on chce, to nie odzyskam swojej własności.
W prokuraturze było tak samo. Powiedział, że nie ma żadnych pretensji do sprawców, że nie chce sprawy, ale prokurator nie słuchał i przepisał do protokołu te złożone wcześniej podyktowane przez policjanta zeznania. Prokurator zaznaczył, że jeśli zechce je zmienić, pożałuje.
I choć sprawa wydawałaby się prosta, jest czarne i białe, źli i dobrzy, to najprawdopodobniej najbardziej poszkodowanym w tej sprawie jest jeden ze sprawców.
II
Wszyscy trzej, Patryk, Tomek i Rysiek M., po policyjnym przesłuchaniu wyglądali jak sina, opuchnięta śliwka. Byli po prostu skatowani. W takim stanie stanęli przed wrocławskim sądem na posiedzeniu w sprawie zastosowania aresztu. Zarówno prokurator, jak i sędzia widzieli obrażenia nastolatków. Tym bardziej że błagali o lekarza i o to, by kto inny ich konwojował do aresztu. Obok bowiem stali ci, którzy ich tak pobili. Mówili o bestialskim traktowaniu przez funkcjonariuszy. Fakt pobicia oskarżonego przez funkcjonariuszy policji wykonujących czynności, z użyciem białych gumowych pałek z ołowiem w środku został zgłoszony już do protokołu posiedzenia aresztowego - napisał obrońca chłopaków. W licznych protokołach z posiedzeń sądu młodzi mężczyźni opowiadali sędziemu i prokuratorowi, jak byli bici. Nikt nie zareagował. Padło nawet z ust sędziego, że skoro oni kogoś pobili, to i ich pobito...
Oskarżonym nie została udzielona żadna pomoc medyczna, jakiej wówczas wymagali, a również później w warunkach izolacyjnych, w których pozostawali w toku postępowania, nie zostało podjęte jakiekolwiek leczenie, pomimo licznych próśb i wniosków w tym zakresie. Odniesione obrażenia wobec braku interwencji medycznej już spowodowały daleko idące skutki dla stanu zdrowia Patryka M.
Patryk M. podczas posiedzenia sądu był nie tylko posiniaczony i pokrwawiony, ale także nie mógł stanąć na nogdze. Wił się z bólu. Błagał o pomoc lekarza.
Noga była wykrzywiona, spuchnięta i zdeformowana. Bo najprawdopodobniej policjanci mu ją złamali. Dlaczego najprawdopodobniej? Przecież nie trudno ustalić, czy noga była złamana. Nietrudno, pod warunkiem że wykona się stosowne badania lekarskie. Choć od tych zdarzeń minęło już 9 miesięcy, ani sam zatrzymany, ani jego rodzice, ani też obrońca nie mogą doprosić się diagnozy. Rodzice błagali o przeprowadzenie badań na ich koszt, jeśli jest to jakiś problem dla prokuratury i zakładu karnego. Bez reakcji. A noga już się zdążyła krzywo zrosnąć. Jest zdeformowana, opuchnięta, z siniejącymi palcami. Obecnie już nie boli. Chłopak stracił czucie w stopie.
III
Młodzi napastnicy zostali ukarani. Nie tylko poprzez policyjne manto. Dostali w lutym tego roku po 3 lata. Jeden pół roku więcej. Dwóch wypuszczono z aresztu tymczasowego. Mają czekać na wezwanie do zakładu karnego. Trzeci został. Który? Ten, którego tak skatowano. Dlaczego został w pudle? Powodów merytorycznych nie ma. Jego sytuacja procesowa jest dokładnie taka sama jak jego dwóch kolegów. Sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku nie odniósł się w żaden szczególny sposób do osoby Patryka M. ani do pozostałych, uznając, że czyny każdego z oskarżonych charakteryzował taki sam stopień społecznej szkodliwości. Areszt akurat w tym jednym tylko wypadku jest więc kompletnie niezrozumiały. Chłopak siedzi. Asesor Anna Presz z prokuratury rejonowej bardzo utrudniała też widzenia. Po co to wszystko? Bo rodzice zobaczyliby, co się dzieje z jego nogą. Chłopak nie wychodzi z aresztu, bo na wolności natychmiast poszedłby do szpitala, gdzie bez żadnych wątpliwości stwierdzono by, że ktoś zrobił z niego kalekę. Poza tym zeznaje przeciwko policjantom i wskazuje na brak reakcji, a wręcz aprobatę ze strony prokuratora. Powinien więc ponieść karę.
IV
Zapytaliśmy prokuraturę.
1. Czy prawdą jest, że Patrykowi M. i Tomaszowi M. odmówiono wykonania badań lekarskich w związku z rzekomym pobiciem przez funkcjonariuszy policji, a dodatkowo nie zdiagnozowano Patryka M. pomimo takiej potrzeby?
2. Jeśli tak, to dlaczego, jeśli nie, to co uczyniono w sprawie udokumentowania obrażeń ciała zatrzymanych?
3. Czy prokuratura prowadzi obecnie postępowanie wyjaśniające odnośnie ewentualnego pobicia ww. oskarżonych?
4. W jakich okolicznościach doszło do obrażeń ciała i uszkodzenia nogi u Patryka M.?
Odpowiedzi na powyższe pytania nie otrzymaliśmy. Prokuratura nie czyta ze zrozumieniem.
Postępowanie przeciwko Ryszardowi M., Tomaszowi M. i Patrykowi M. prowadziła Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia-Krzyki-Zachód. Postępowanie to zakończone zostało skierowaniem w dniu 22 października 2012r. aktu oskarżenia do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków,Wydział II Karny. Całą trójkę oskarżono o dokonanie napadu rabunkowego na szkodę Alana Ch. (sprawcy kopali pokrzywdzonego po całym ciele) oraz o miłowanie rozboju na szkodę Roberta Ł. (w tym przypadku sprawcy także kopali pokrzywdzonego). (...) Wyrokiem w/w Sądu z dnia 14 lutego 2013r. uznano oskarżonych za winnych zarzucanych im czynów.
Odnośnie sprawy o sygnaturze 2 Ds. 239/12/S Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia-Fabryczna informuję, iż postępowanie to dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Komisariatu Policji Wrocław - Krzyki oraz służbę zdrowia Aresztu Śledczego we Wrocławiu wobec Patryka, Tomasza i Ryszarda M., to jest czynu z art. 231 par. 1 kk. Śledztwo jest obecnie w toku. Z uwagi na dobro postępowania obecnie żadnych szczegółów ujawnić nie mogę.
Napisała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Małgorzata Klaus. Informacja, że sprawcy kopali pokrzywdzonego, ma być jak widać odpowiedzią na zadane przez nas pytania. Na zasadzie - kopali, to i byli kopani.
W prokuraturze w Oleśnicy już toczyło się postępowanie przeciwko funkcjonariuszom Pawłowi Z. i Łukaszowi Sz. Umorzono. Poszkodowani, jako skazani bandyci, byli niewiarygodni. Obrażeń doznali wcześniej. Funkcjonariusze policji złożyli spójne zeznania.
V
Patryk M. siedzi i czeka na badania. Lekarz więzienny pisze, że chłopak czeka na konsultację ortopedyczną. I na bandaż elastyczny... Konsultacja nie jest pilna - zapewnia na piśmie więzienny medyk. A w ogóle od kwietnia będzie go rehabilitował.
Rodzice próbują wyciągnąć chłopaka chociaż na chwilę, żeby można go było zbadać. Tym bardziej że ortopedzi, z którymi się konsultowali, mówią, że może dojść do martwicy, a wtedy pozostaje tylko amputacja nogi. Piszą prośbę za prośbą o zwolnienie z aresztu. Bezskutecznie. Nie dostają nawet uzasadnienia sędziowskiej decyzji. Nie, bo nie. A przyczyna trzymania go w areszcie wydaje się jedna. Wyjdzie na jaw, kto robi z zatrzymanego kalekę.
Joanna Skibniewska.
niedziela, 17 marca 2013
Przestępczość marnie zorganizowana (NIE 21/2012)
Gdzie kończy się żart, a zaczyna dramat?
Czy tam, gdzie zaczyna się prokurator?
Czy tam, gdzie zaczyna się prokurator?
Przedstawiamy dwie historie, które mogłyby być śmieszne, gdyby nie były smutne. Obie dzieją się w Warszawie.
Zorganizowany gang w kolejce po 2 stówy
To miał być dzień jak co dzień. Przy sobocie, po robocie! Chwila odpoczynku człowiekowi się należy. Knajpa, do której poszli Stanisław W., Filip M. i Tomasz J., była im znana. Mieli skoczyć na jednego i raz zagrać na maszynkach. Bali się, że znowu przerżną kasę. Ale z planów nic nie wyszło.
Nie pierwszy raz zresztą. Spotkanie czterech starych kolegów jak zwykle się przedłużyło. Pili i grali parę godzin. Głowa robiła się coraz cięższa, kieszenie coraz lżejsze. Aż w pewnym momencie do Tomka J. uśmiechnęło się szczęście. Wygrał! Co prawda majątek to nie był, ale nawet te 3 stówy piechotą nie chodzą. Tym bardziej że sporo już przepili i wrzucili do maszyny. Ze szczęścia kolegi ucieszyła się też reszta towarzystwa.
- No to stawiaj! -zawołali i podnieśli puste kieliszki.
- Spierdalać! - odparł żwawo szczęściarz i gdy oni myśleli, że to żart, on zwinął manele i wraz z wygraną skierował się do drzwi. Wciąż wydawało im się, że to po prostu dowcip, ale Tomasz J. twardo zmierzał w stronę domu. Postanowili więc z nim porozmawiać po drodze. Skoro w szkole go nie nauczono, co to koleżeństwo, braterstwo i współpraca, to oni mu to wytłumaczą.
Rozmowa była krótka: gleba, jeden cios z zamkniętej i 2 stówy ich. Stówę mu zostawili, żeby było sprawiedliwie. W końcu to on wygrał... Na tym cała ta historia powinna się skończyć. Niestety na drodze stanął asesor Marcin Komorowski z warszawskiej prokuratury, gość z ciągle zafrasowaną miną. Stanisław W. i Filip M. siedzą w areszcie na Służewcu.
Za napaść, rozbój i za to, że wspólnie i w porozumieniu, w z góry założonym celu... Poprzez podcięcie nóg pokrzywdzonego doprowadzili go do niekorzystnego rozporządzenia jego mieniem. Czyli nawet go nie pobili, a on nie doznał uszczerbku na zdrowiu skutkującym utratą zdolności do pracy na okres ponad 7 dni. Poszkodowany nie ma do nich pretensji. Wie, że zachował się jak szuja. Gdyby był na ich miejscu, zrobiłby to samo. Jak zresztą mógłby mieć jakiś żal do Staszka, skoro on mu kiedyś pracę załatwił i pomógł przetrwać trudny w życiu okres?
Nie wspomnieliśmy jeszcze o jednej drobnej sprawie - sprawcy oddali poszkodowanemu te 2 stówy. Chcieli go tylko nauczyć koleżeństwa, a nie mieli go wcale zamiaru okradać. Czyli szkody nie ma, poszkodowanego w zasadzie też nie ma, a Stanisław W. i Filip M. siedzą. Asesor Komorowski przez długi czas nie zezwalał im na widzenie nawet z rodzicami! Bo byli niebezpieczni i mogli mataczyć z matką i ojcem. W czym mataczyć, skoro wszystko od początku było jasne? Skoro opowiedzieli wszystko jak na spowiedzi i ani myśleli się wybielać. Ale o asesorze Komorowskim mówi się powszechnie, że ma misję do spełnienia. Oj, będzie z niego prokurator...
Prowadził ślepy kulawego na złodziejską robotę
Nudny dzień, szaro, kasy nie ma i nic nie wskazuje na to, by była.
- A może by jaka nagroda? - powiedział głośno jeden sokista (Straż Ochrony Kolei) do drugiego, przechadzając się wzdłuż torów przy Dworcu Zachodnim. Tylko za co? Aż nagroda sama im wlazła w ręce. I to nawet dwie...
Według zgromadzonej przez komisariat dworcowy dokumentacji, patrol SOK natknął się na dwóch złoczyńców. Bezczelnie kradli klocki hamulcowe ze stojącej na bocznicy lokomotywy. Wpakowali te klocki do reklamówki i już mieli iść z nimi na złom, gdy usłyszeli patrol. Odrzucili torby z fantami i rzucili się do ucieczki. Sokiści sprawców schwytali, po czym zaprowadzili ich na komisariat, gdzie szybko zajęto się sprawą. Do śledztwa włączył się prokurator miejscowej prokuratury, czyli z warszawskiej Woli. Złoczyńcy przyznali się do winy, opowiedzieli, gdzie chcieli upłynnić towar i na co przeznaczyć kasę. Obaj podpisali zeznania. Po prostu znakomicie przeprowadzone postępowanie. Prawdziwy sukces policji i prokuratora. Radość z sukcesu trwała aż do rozprawy sądowej. Zdziwienie sędziego było widoczne już wtedy, gdy okazało się, że klocki hamulcowe do lokomotywy ważą 167 kg. Widać wyobraził sobie te reklamówki... Kolejne wymalowało się na sędziowskiej twarzy, gdy okazało się, że sprawcy to osoby bezdomne. Nieco oniemiał, gdy zobaczył, że pierwszy sprawca to starszy mężczyzna bez nogi. Ten, co to tak szybko uciekał przed patrolem... A już kompletnym szokiem dla sędziego było to, że drugim sprawcą z reklamówkami o ciężarze co najmniej 83 kg (popołowie na łebka) okazała się kobieta. I żeby niespodziankom nie było końca - była niewidoma. Od lat ślepa jak kret, na co sędzia otrzymał niepodważalne zaświadczenia lekarskie. Tymczasem pod niby jej zeznaniami złożonymi przed prokuratorem widnieje jak wół formułka "protokół przeczytałam" i podpis. Te fakty nieco przyćmiły sukces policji i prokuratury. Sokiści nagrodę za wzorową pracę dostali już dawno, mieli więc w dupie, co dzieje się dalej z bezdomnymi kalekami z Dworca Zachodniego.
Oczywiste, że sędzia nie dał wiary prokuratorowi, który jeszcze w sądzie krzyczał o złodziejskim procederze w ramach zorganizowanej grupy dwóch bezdomnych. Tylko czy normalne jest, że sędzia nie złożył natychmiast wniosku o pozbawienie immunitetu prokuratora i o wszczęcie postępowania karnego o fałszowanie nie tylko dowodów winy, ale przede wszystkim o fałszerstwo dokumentacji, z podpisem włącznie?
Joanna Skibniewska
Subskrybuj:
Posty (Atom)

