Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Bohdan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Bohdan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 marca 2013

Ksiądz ci pokaże swoje tatuaże (NIE 15/2011)



Piąte: nie kradnij, chyba że w Caritasie. 
 

Jeszcze tylko parę domów. Kasia i Agnieszka chodzą od domu do domu. Sprzedają świece, które dał im ks. Grzegorz Bohdan, szef brodnickiego Caritasu. Duże po 12 zł, małe po 5. Robi się już naprawdę późno. A dziewczynki muszą się jeszcze rozliczyć z księdzem. Najgorzej przejść przez mostek przy baszcie. Tam zawsze można spotkać menela. Od wielu godzin jest ciemno. Mają przy sobie sporo kasy. Boją się. I tak co roku. Świeczki to Wigilijne Dzieło Pomocy Caritas. Grzegorz Bohdan kupuje je od Caritas Polska. Za duże płaci 2 zł, za małe 50 gr. To, co zarobi, idzie do jego kieszeni. Świece roznoszą dzieci z brodnickich podstawówek - ze Szkolnego Koła Caritas. Przed Wielkanocą będą znowu chodziły od domu do domu. Trzeba sprzedać chlebek miłosierdzia. Zwykłą bułeczkę ze znakiem Caritasu. Dla najbiedniejszych. Kasę bierze ks. Bohdan.

Miłośnik Pomorza
Grzegorz Bohdan jest szefem oddziału Caritas w Brodnicy. Nie nosi sutanny, każe mówić do siebie dyrektorze. Jeździ najnowszym fordem mondeo. Ubiera się w markowe ciuchy. Ukrywa pod nimi liczne tatuaże.
Latem często wyjeżdża. Oficjalnie jedzie się leczyć do sanatorium. Bierze wtedy pieniądze z puszek ustawionych w kaplicy i parafiach. Tych, do których wrzucają datki troskliwi brodniczanie. Jest w tym czasie jednak widywany na molo w Sopocie. Z bardzo młodym przyjacielem. Namierzyliśmy jego letnie pobyty w różnych ekskluzywnych hotelach Wybrzeża. Najbardziej lubi Grand Hotel. Zimą prowadzi noclegownię dla bezdomnych. Stąd znają go nasi Czytelnicy. To on nie przyjął bezdomnego w kilkunastostopniowy mróz. Bo nikt nie chciał za niego zapłacić. Sam często spędza ten trudny czas w górskich kurortach.

Biznes
Caritas Brodnica dożywia biednych. Ks. Bohdan prowadzi catering dla świetlic środowiskowych, szkół, burs szkolnych i szpitali. Wygrywa przetargi, bo daje najniższą stawkę. A nawet jeśli stawka jest przeciętna, to i tak wygrywa. Omawia to znacznie wcześniej na obiedzie dla samorządowców.
Zanim Caritas zacznie gotować zupę w ramach wygranych przetargów na dożywianie, ksiądz wymusza na pracownikach kuchni podpisanie lojalki o zachowaniu tajemnicy. Pod groźbą kary. Pracownicy podpisują, bo w okolicy nie ma pracy.
- Gdy przychodzą dary z Grudziądzkiego Banku Żywności, zaczyna się cyrk - mówi anonimowo były pracownik brodnickiego Caritasu.
Wielki samochód załadowany po dach żywnością. Mąka, makarony, cukier, herbata, kakao, dżemy, herbatniki itp. Dary dla najbiedniejszych. Na opakowaniach napis "Darowizna" i logo Banku Żywności. Produkty są natychmiast przepakowywane. Etykiety zrywane. Wszystkiego osobiście pilnuje ks. Bohdan. Trzeba to robić szybko i cicho. Bez komentarzy. 10 proc. przywiezionego towaru idzie do biura Caritasu. To dostaną biedni. Reszta do magazynu. Pójdzie jako wsad do kotła, który jest prywatną działalnością gospodarczą księdza pod przykrywką Caritasu.
Poza caritasowską garkuchnią ksiądz prowadzi jeszcze inne firmy cateringowe. W zależności od potrzeb przetargowych. Centrum Ekonomii Społecznej BONUM to zwykle konkurent brodnickiego Caritasu w przetargach. Tymczasem obie instytucje mieszczą się w tym samym miejscu. Przy Gajdy 3 w Brodnicy. To ta sama kuchnia i ten sam zarządzający. I ten sam "wsad do kotła". Wszystkie dania, jakie serwuje brodnicki Caritas, powstają z darów. Są proste. Śniadanie: mleko z ryżem, obiad: ryż z warzywami, kolacja: kotleciki ryżowe. Jak Caritas robi kompot? Gotuje wiadro wody z 8 słoikami unijnych dżemów i kilogramem cukru. A zupę? Gotuje koncentrat pomidorowy  i wodę, wrzuca garść mleka w proszku, dodaje makaron. Pożywny gulasz dla chorych w szpitalu to podgrzane i rozpaćkane mielonki. Wszystko z darów dla potrzebujących. Ksiądz wylicza jeden posiłek na mniej więcej 5 zł. Kosztuje go najwyżej cebula, którą kucharka litościwie dorzuci do mielonkowego gulaszu.

Z miłości do dzieci
Ks. Bohdan prowadzi też od lat kolonie. Tam trafiały produkty przeterminowane. Na przywiezionym towarze była etykieta "Nie nadaje się do spożycia". Kucharki zrywały napis i przepakowywały towar. Przeraziły się, gdy zrozumiały, że to dla dzieciaków.
Pobyt każdego dziecka był opłacany przez urząd wojewódzki, gminne i miejskie ośrodki pomocy społecznej oraz miejskie oddziały przeciwdziałania alkoholizmowi. Okoliczni masarze dawali mięso i wędliny, piekarz dawał chleb, mleczarnia mleko. Wszystko za darmo, dla najbiedniejszych dzieciaków. Ksiądz dziennie dawał z Caritasu ok. 1,50 zł i spokojnie wystawiał urzędom faktury za wyżywienie dzieci. W jednym wypadku napisał, że dzienna stawka żywieniowa wyniosła 32 zł. W minionym roku karmił też harcerzy z Bydgoszczy przebywających w tych stronach na obozie. I na tym wpadł. Sprzedał soki ze zbiórek żywności w supermarketach. Puszki z pasztetem były ozdobione napisem "Darowizna", a herbatniki miały logo Banku Żywności. Sprawę skierowano do prokuratury. Ks. Bohdan przyznał, że jego firma sprzedała dary przeznaczone dla głodujących, ale przez przypadek. Unijna żywność miała trafić do mieszczących się po sąsiedzku kolonii, na których wypoczywały dzieci powodzian. Po prostu szeregowy pracownik pomylił paczki.
Dlaczego ksiądz w ogóle handluje żywnością, nikt go nie zapytał. Do Caritasu nadchodzą też dla najbiedniejszych szampony, mydła, odżywki. Nigdy nie było ich w magazynie. Ks. Bohdan podobno dawał je zaprzyjaźnionemu młodemu fryzjerowi.

Debile i downy
Jeszcze niedawno u Bohdana pracowało około 15 osób. Dociekliwi nie pracują długo. Wystarczy telefon do przełożonych: robimy wielkie dzieło miłości - a koleś się czepia. Ks. Bohdan najpierw straszy, że gość wyleci z paragrafem. Gdy delikwent przysięgnie, że z nikim nie będzie rozmawiał o tym, co dzieje się za caritasowskim murem, łaskawie zwalnia go za porozumieniem stron. Ale już nie płaci żadnych zaległości. Zresztą i tak nigdy nie płacił dodatkowej kasy. Za nadgodziny, a bywało, że pracowali po 18 godzin dziennie, zamiast pieniędzy, dawał unijną żywność.
- Debile, downy! Będę wyciskać z was, ile będę chciał! - krzyczał, gdy ktoś odważył się powiedzieć coś o wyzysku.
Ksiądz ma dom letniskowy w Grodzicznie, skąd pochodzą jego przybrani rodzice. Często zabiera tam chłopców. Potem na spotkaniach i mszach opowiada, że bawili się świetnie. We wszystkich brodnickich szkołach werbuje dzieciaki do Szkolnego Koła Caritas. Na piętrze budynku noclegowni przyjmuje młodych absolwentów sierocińca. Za te lokale płacą urząd wojewódzki i starostwo.
- W roku 2011 Brodnickie Centrum "Caritas w ramach projektu współfinansowanego ze środków UE oddało do użytku mieszkania chronione dla osób usamodzielnionych z placówek opiekuńczo-wychowawczych, rodzin zastępczych oraz osób bezdomnych - mówi rzecznik starostwa.
W tych mieszkaniach obecnie przebywa sześciu wychowanków brodnickiego przytułku oraz jeden wychowanek rodziny zastępczej. Ksiądz mieszka tuż obok. Ks. Bohdan od lat stara się także o przejęcie brodnickiego domu dziecka. Teraz zabiega o to, by zostać proboszczem kościoła farnego pw. św. Katarzyny. Tuż przy Domu Dziecka w Brodnicy.

Samorząd wspiera Caritas
Starostwo Powiatowe w Brodnicy lubi ks. Bohdana. W każdym razie dużo mu płaci. Oto informacja ze starostwa na temat współpracy z brodnickim Caritasem. W ramach otwartego konkursu ofert na realizację zadania z zakresu pomocy społecznej "Caritas" prowadzi dwie świetlice środowiskowe na terenie Powiatu. Świetlica "Arka" znajduje się w Brodnicy przy ul. Gajdy 3 i jest prowadzona dla 30 dzieci z terenu Powiatu, dotacja Powiatu w roku 2010 wyniosła - 18.180,00 zł. Druga świetlica znajduje się na terenie gminy Brodnica w miejscowości Cielęta ("Źródło")i przeznaczona jest dla 20 dzieci z terenu Powiatu, dotacja Powiatu w roku 2010 wyniosła 6.379 zł. PCPR współpracuje z Caritas również w zakresie realizacji zadania - prowadzenie na terenie Powiatu Brodnickiego Środowiskowego Domu Samopomocy (ŚDS)dla osób z zaburzeniami psychicznymi, ogłoszonego w ramach otwartego konkursu ofert. Dotacja na prowadzenie ŚDS jest w całości przekazywana przez Wojewodę Kujawsko-Pomorskiego, zgodnie z decyzją w roku 2010 dotacja wyniosła - 282.120 złotych. Środowiskowy Dom Samopomocy dla osób z zaburzeniami psychicznymi funkcjonuje 5 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie. Ksiądz prowadzi też bursę dla najbiedniejszych dzieci. Na bursę niepubliczną powiat przekazuje kwotę z dotacji z subwencji oświatowej naliczonej wg liczby wychowanków. Dotacja na prowadzenie bursy w roku 2010 wyniosła 261.752,80. Ksiądz doliczył się 71 wychowanków. Naprawdę jest ich o prawie 20 mniej...

Bonum znaczy dobro
Ale ks. Bohdanowi ostatnio się rwie. Szpitale i niektóre instytucje zerwały umowy na catering. Żarcie było tak beznadziejne, że nawet logo Caritasu nie przemawiało. Ksiądz stracił sporą kasę.
Ale już odzyskuje rynek. Tym razem przejął restaurację przy ul. Strzeleckiej 4. Pomógł mu w tym miejski samorząd. To dawna restauracja Retro. Dziś nazywa się Bonum. Tak jak Centrum Ekonomii Społecznej, której w Brodnicy szefuje... ks. Grzegorz Bohdan. Wicedyrektorem knajpy jest były brygadzista kierowców z brodnickiego Caritasu. Dyrektorem - wiadomo...
Bonum poza zwykłą działalnością restauracyjną organizuje także wesela, bankiety, uroczystości komunijne. W tym roku nie ma już wolnych terminów, ale dla mnie jest gotów zorganizować bankiet. Menu mam ustalić z panią Emilią. Pani Emilia jest kierowniczką kuchni w Caritas Brodnica. Bo to właśnie tam powstaną dania, którymi uraczę gości. Dania z unijnych darów.

Z miłosierdzia
Sobota rano. Polo Market w centrum Brodnicy. W sklepie stoją dziewczynki z wielkim koszem. Na nim wezwanie do wspierania najbiedniejszych. Podobno w ramach zbiórki PCK. Na fatalnie wydrukowanym świstku z nieudolnie podrobionym logo Czerwonego Krzyża jest apel o wrzucanie do kosza cukru, mąki, makaronu, herbaty.
- Skąd jesteście? - pytam jedną z dziewczynek. - Dla kogo zbieracie żywność?
 - Jesteśmy ze Szkolnego Koła Caritas. Pani mówiła, że na PCK. Dzieci z brodnickich podstawówek stoją tu już od kilku dni. Dyrektorzy uparcie twierdzą, że nic nie wiedzą ani o tej zbiórce, ani o tym, że dzieci sprzedają świece i chlebki.
- Rodzice nam piszą, że wyrażają na to zgodę, bo nauczyciele mówią, że gdyby nas ktoś z kuratorium albo z policji spotkał, jak chodzimy po domach w nocy z pieniędzmi, to szkoła miałaby problem - informują mnie Kasia i Agnieszka.
Są w szóstej klasie. Niedługo będą chodziły z chlebkami miłosierdzia. Najgorszy ten mostek przy baszcie. Tam zawsze można spotkać menela.

O tym, jak ks. Bohdan wyrzucił na mróz umierającego bezdomnego, pisaliśmy w "NIE?nr 10/2011 "Ubogaceni nędzą" http://skibniewska.blogspot.com/2013/03/ubogaceni-nedza-nie-102011.html

piątek, 1 marca 2013

Ubogaceni nędzą (NIE 10/2011)


Caritas ma pomagać, a wyzyskuje najbiedniejszych. Przykład z Brodnicy. 
 
Albin C. ma 56 lat. Wygląda na siedemdziesiątkę. Porusza się o lasce. Posuwa nogami po ziemi jak mechaniczna zabawka. Nie ma kurtki, nie ma skarpet, nie ma co jeść. Brodnica. Albin lubi tu być. Ludzie serdeczni. Uciekł kiedyś z rodzinnej Kruszwicy - problemy rodzinne...
Wtedy, w nocy z 15 na 16 lutego, też tu był. A noc była bardzo mroźna. Podobnie jak poprzednia, którą spędził w policyjnej poczekalni. Ktoś zadzwonił, że po obwodnicy idzie człowiek, który słania się na nogach. Policjanci znaleźli go wycieńczonego, głodnego i zmarzniętego. Wezwali pogotowie, ale lekarz nie zabrał go do szpitala. Funkcjonariusze pozwolili mu więc zostać w poczekalni. Dali herbaty, coś do jedzenia.
Już wtedy widzieli, że mężczyzna jest w fatalnym stanie. Sikał krwią, na pośladkach miał jedną wielką ranę - pewnie odmrożenia.
Albin rano podziękował i wyszedł. Dokąd? Pewnie żebrać do Kauflandu. Tam w wiatrołapie zawsze można było spotkać innych bezdomnych.
Jednak w nocy spotkali go znowu. Na śniegu. Albin był w dżinsowej koszuli, za dużych, opadających do kolan spodniach poplamionych krwią w okolicy krocza, bez skarpet, w szmacianych podartych tenisówkach. Na siwej zaniedbanej brodzie i włosach widać było lód i śnieg. Tym razem już nie mogli wziąć go na komendę.
Pomyśleli, że być może będzie go za co zatrzymać. Ale nie dość, że był trzeźwy, to jeszcze miły i uśmiechnięty. Nie mogli bezpodstawnie pozbawić go wolności. Zawieźli go więc do noclegowni prowadzonej przez ks. Grzegorza Bohdana z brodnickiego Caritasu.

Na stację paliw Statoil około północy zajechał radiowóz. Dwaj funkcjonariusze poprosili pracowników, żeby pozwolili pewnemu bezdomnemu, którego mają w samochodzie, przespać się na stacji. To był ten sam Albin C. Ks. Bohdan powiedział policjantom, że Albin C. ma meldunek. Może iść do domu. Gdy policjanci nalegali i zauważyli, że mężczyzna zameldowany jest w Kruszwicy, 130 km od Brodnicy, ksiądz oznajmił, że w noclegowni nie ma miejsc.
Albin C. już któryś raz nie został przyjęty przez ks. Bohdana. Gdy pojawił się w noclegowni 10 lutego i poprosił o przenocowanie i szklankę ciepłej wody, też został z niej wyrzucony. Dlatego, że ksiądz dowiedział się od urzędników z Kruszwicy, że nie zapłacą za nocleg swojego mieszkańca, bo Albin C. posiadał niewielką rentę socjalną. Czyli zgodnie z przepisami miał środki do życia. Gdy ksiądz zorientował się, że nie dostanie kasy za udzielenie schronienia Albinowi, wyrzucił go w środku nocy. Wtedy, 15 lutego, już więc wiedział, że na tym człowieku nie zarobi, dlatego go nie przyjął...
Albin C. położył się w poczekalni myjni. Tam są nagrzewnice do wody, miał więc ciepło. Pracownicy stacji podali mu herbatę, zrobili gorący barszcz z torebki i oddali swoje kanapki.
- Ale dobry dzień mi się trafił - powiedział bezdomny z łezką w oku.
Albin był bardzo słaby, ale rozmowny. I inteligentny. Policjanci zajeżdżali przez całą noc na stację, by zerknąć, co z bezdomnym. Rano chcieli go zawieźć do innej noclegowni, ale mężczyzna poprosił, by odwieźli go na dworzec. Albin C. parokrotnie próbował wejść do radiowozu. Nie miał siły podnieść tak wysoko nogi. Na dworcu policjanci wsadzili go do pociągu jadącego w stronę Kruszwicy.
A ks. Grzegorz Bohdan w tym samym czasie przygotowywał się do porannej mszy. Dla bezdomnych w jego noclegowni. I powtarzał w myśli kazanie o dobroczynności.

Grzegorz Bohdan - Caritas Brodnica
Nowy budynek noclegowni, z której ksiądz przepędził Albina C, to dzieło samorządu. Większość pieniędzy dała Unia Europejska. Około 1,7 min zł. Kolejny milion wydano z kasy województwa kujawsko-pomorskiego. Całość inwestyqi warta jest 2 709 601, 63 zł. W noclegowni jest dużo miejsca. Stoi tylko 26 łóżek, ale zawsze można rozłożyć materac na korytarzach czy w świetlicy. Noclegownia powstała 2 lata temu. I od razu było wiadomo, że samorząd buduje ją dla Caritasu. Gdzie są te prawie 3 miliony? Na pewno nie w budynku noclegowni na 26 łóżek. Za tę kasę można by zbudować 4 takie noclegownie. Szczególnie że wyposażenie to dary. Ze szpitali, ośrodków i schronisk.
Przywieziony z Torunia ks. Grzegorz Bohdan od razu zwrócił na siebie uwagę.
- Markowy koło - mówią mieszkańcy Brodnicy.
Nawet skarpetki kupował u Hugo Bossa. Zegarek wart kilkadziesiąt tysięcy. Nówka ford mondeo. Zawsze chodzi bez koloratki. Szybko też zrobiło się głośno o noclegowni. Bo ksiądz wprowadził swój regulamin. Jeśli mróz nie przekraczał 10 stopni, podopieczni o 7.00 mieli się wynosić. Od 7.30 koczowali w Kauflandzie albo na dworcu autobusowym, gdzie było ciepło. Czasem wpadali do saloniku prasowego, gdzie pracownik dawał im gorącą herbatę albo kawę. O 19.00 mogli wrócić do noclegowni. Tymczasem noclegownię i wszelką pomoc dla bezdomnych finansuje miasto.
- Nie ja jestem autorem tego regulaminu, tylko ks. Grzegorz Bohdan, dyrektor brodnickiego ośrodka Caritas. Osobiście wymogłem, żeby zostawiać tych ludzi w noclegowni, gdy mróz jest większy. Płacimy za tę dodatkową pomoc po 200 zł dziennie na każdego podopiecznego - tłumaczył się w mediach burmistrz Wacław Derlicki.
Dziwne... Za takie pieniądze każdemu można wynająć pokój w niezłym hotelu na całą dobę. Po tych zwierzeniach Derlicki już nie jest burmistrzem. Niby potem się z tego wykręcał, ale nie pogłaskał księdza po główce, nie pochwalił. Musiał odejść. Bo ks. Bohdan ma dobry kontakt z władzą. Brata się z nią w knajpie, przy suto zastawionym stole. I ma dobre układy z ojcem redemptorystą z Torunia. Często jedzie do ojca dyrektora biały bus Caritasu z Brodnicy. Przed wyjazdem ładuje się go darami dla biednych, które otrzymał brodnicki Caritas. Do Brodnicy samochód wraca pusty.
Na miejskim forum internetowym Brodnicy huczy. Ktoś opisał historię bezdomnego. Mieszkańcy są oburzeni postawą księdza. Klecha zadzwonił więc do kierowniczki stacji Statoil. Bo przecież to stamtąd musiało wyciec, że wycieńczony bezdomny nie został w mróz przyjęty do noclegowni. Ksiądz darł się, że sobie nie życzy, by pracownicy stacji pisali o tym na forum. Nie wiadomo, czym straszył, ale pracownicy bali się z nami rozmawiać. Szukał też administratora forum.
Mieszkańcy jednak byli gotowi mówić. Oczywiście anonimowo. Bo się go boją. Mówili o tym, jak ks. Bohdan traktuje ludzi.
- Gdzie się, krowo, pchasz, powiedział do mojej mamy, jak stała w kolejce po dary - mówi młoda dziewczyna. - Jak na jego mszę bezdomny szedł bardzo powoli po kaplicy, to krzyknął: Ruchy, kurwa! - wspomina starszy mężczyzna.
I że wszyscy w mieście o tym wiedzą. Władze samorządowe też. I nic.
- Nie otrzymaliśmy oficjalnego zgłoszenia od tego bezdomnego, że go nie przyjęto - usłyszeliśmy w Urzędzie Miejskim w Brodnicy. - Nie było więc podstaw, by porozmawiać z ks. Bohdanem...
Urzędnicy potwierdzają, że utrzymują tę placówkę. Podobnie swoją działkę płacą urzędy tych gmin, z których bezdomni się tam pojawiają. Dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej w Brodnicy Alfred Józefiak też nie widzi powodu, by wyciągać jakieś konsekwencje wobec szefa noclegowni. Bo przecież Kruszwica nie chciała zapłacić... Za darmo miałby ksiądz przenocować bezdomnego? Jak to?

Oto myśl Jana Pawła II, motto brodnickiej noclegowni wypisane na kamieniu przed wejściem do budynku: Nieście prawdziwą nadzieję ubogim, którzy w perspektywie nadprzyrodzonej nadziei spoglądają na Kościół jako na jedynego obrońcę. Pod tymi słowami była jeszcze tabliczka z płaskorzeźbą papieża. Ale z powodu mrozu odpadła. Pozostał tylko rozpaćkany klej. Może stało się to wtedy, w nocy z 15 na 16 lutego, gdy bezdomny Albin C. o mało nie umarł na mrozie. Bo był zbyt biedny, by udzielić mu pomocy.
Mówili o tym, że nadgodziny swoim pracownikom wypłacał darami dla biednych. O darach dla powodzian, które zostały przez niego... sprzedane. O przekrętach na żywieniu biednych kierowanych do Caritasu przez Ośrodek Pomocy Społecznej. Przywieźli go do Statoilu, gdyż głodnego, chorego, odmrożonego nie przyjął ksiądz. Bo śmierdział i był brudny.