Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Ikonowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Ikonowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2013

Cmoknijcie Ikonowicza















Bronisław Komorowski jak Łukaszenka – też ma własnego więźnia politycznego.

Osoby dramatu

Piotr – Ikonowicz, działacz społeczny i polityczny, socjalista. Osadzony w wiezieniu. Niesłusznie skazany.

Agata – Nosal – Ikonowicz, Zona Piotra działaczka społeczna, feministka. Głoduje pod aresztem śledczym.

Roberto – Cobas Avivar, ekonomista, działacz ONZ, dziennikarz. Przyjaciel.

Jacek – Kwiatkowski, polityk, poseł RP z ramienia Twojego Ruchu.

Karolina – Ikonowicz, córka Piotra i Agaty.

Beata, Agnieszka, Iwona, Kinga, Bogdan, Tomek i wielu, wielu innych – przyjaciele. Działacze społeczni.



Areszt Śledczy, Warszawa Chłopickiego 71 a. Pierwszy namiot jest zielony. Harcerski. Stolik, na nim
laptop, latarka i kupa papierów. Tu jakieś wezwanie do opuszczenia mieszkania, tu wyrok eksmisyjny, tam
list do Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. „Dłużej już nie dam rady. Myślę już tylko jak z tym skończyć. Tylko poprzez śmierć” - pisze 32-letnia kobieta. Ale ma małe dzieci. Co wtedy z nimi? Właśnie dostała nakaz eksmisji. Gdzie pójdzie?
Za stolikiem siedzi Agata. Czyta. Pisze. Dzwoni.
- Tutaj mamy jeszcze czas na odpowiedź na pozew. Sprawa jest w toku. Damy radę – mówi do telefonu. Słychać, że ktoś po drugiej stronie płacze.
Potem dzwoni do tej od dramatycznego listu.
- Zobaczę wszystkie papiery, na pewno da się coś zrobić – mówi do kobiety. Pyta o dzieci. Coś tam opowiadają o klockach lego, coś o czekolada wymazanej buzi. Już słychać, że obie się śmieją.

Wgłębi namiotu stoją rozkładane łóżka. Śpiwory, koce, kołdry. W dzień równo zaścielone. Każdy na nich siada. Trochę dalej piecyk na ropę. Zabytkowy. Wygląda jakby był tylko atrapą, a jednak trochę grzeje.
Musi. Pierwsze noce spali w samochodzie. To był koszmar. Agnieszka skończyła z zapaleniem płuc. Teraz przy piecu w namiocie jest trochę cieplej. Wystarczy, że okręcą się jednym kocem.
Drugi namiot jest mały, pomarańczowy. Jeszcze z logo Ruchu Palikota. Tam też stoi mały stolik i krzesełko. Nad namiotem napis: Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej. Czynne całą dobę. Przychodzą ludzie potrzebujący pomocy. Każdy wchodzi z płaczem, wychodzi znacznie spokojniejszy.
- Ale co teraz będzie, jak pan Ikonowicz jest w więzieniu? - pytają.


Roberto. Zawsze uśmiechnięty. Długie siwe włosy szaleją na wietrze. Ciemna twarz, ogromne czarne oczy.
Jak coś opowiada, cały czas gestykuluje. Mówi znakomicie po polsku.
Jest przy Agacie cały czas. Dogląda pieca, kontroluje śledzie od namiotów, pilnuje żeby napiła się gorącej herbaty. Na początku próbował namówić ją chociaż na łyżeczkę cukru, ale ona nie chce słyszeć. Więc Roberto wzdycha i czuwa. Sam niewiele je, żeby Agacie nie robić przykrości. Kawałek kurczaka łyka za namiotem.
Wyszedł tylko raz, na chwilę. Trzeba było pojechać po córkę do szkoły. Zachorowała. Zasłabła. Biegiem na pogotowie. Ale już dobrze. Tylko wirus. Choć wyjątkowo wredny.
Teraz pompuje balony. Czerwone. Dziewczyny patrzą z udawanym zachwytem.
- Ale ty fajnie dmuchasz!
Zaraz będzie rozwieszał plakaty z apelem o wstrzymanie eksmisji na bruk i o uwolnienie Ikonowicza. Cały czas coś robi. I cały czas z uśmiechem.


Beata. Szczuplutka. Wiele przeszła. Ale nie pokazuje. Tylko ciągle jej zimno. Owija się śpiworem jak kokonem. Dzieli swój dzień na kancelarię, namioty, dzieciaki w domu i protesty pod Pałacem Prezydenckim.
- Śniła mi się prezydentowa Komorowska – mówi rano, gdy w namiocie otwiera oczy. - Naśmiewała się z nas.
- Eeeee tam, przecież wychowała dużo dzieci, powinna znać życie – rzuca rozespana Agata.
- Oj, chyba nie – rzuca ktoś. I robi się smutno.
Beata zerka na Agatę czy nie za mocno rżnie chojraka. Wie, kiedy Agata blednie, kiedy traci błysk w oku.
Agnieszka też to wie. Wróciła do namiotu. Chora, ale już przynajmniej nie ma gorączki. Wpada tylko od czasu do czasu do swoich dziewczynek. A u nich zimno. Ma do zapłacenia 4 tys. zł za prąd. Ma mieszkanie komunalne bez centralnego ogrzewania. Wszystko elektryczne. A ona samotna matka. Więc w domu mają 11 stopni. Tylko w jednym pokoju jest 16. Jak tam wchodzi to każe otwierać okna, bo tu tak gorąco. W nocy spała w samochodzie. Rano na szybach był szron. A ona spała przy otwartym oknie...

Bogdan i Tomek co chwila coś załatwiają i reperują. A to piec się zepsuł, a to koc się przypalił, a to plakaty trzeba przywieść, a to klej do plakatowania. I tak biegają. Stefan znowu jeździ. Coś trzeba przywieść, coś odwieźć, coś wysłać, kogoś podrzucić do przystanku itd. I sprawdzić jak czuje się Agata.

Jacek też głoduje od paru dni. Nigdy nie mówił, że myśli tak jak Piotrek, ale nie rozumie jak można być tak bezdusznym jak ci, którzy Ikonowicza wsadzili do więzienia.

- Od lat bezinteresownie pomaga ludziom. 90 dni w wiezieniu to strata dla najbardziej potrzebujących.


Jacek jest posłem. Jest taki cichy. Jakby tylko obserwował otoczenie. Jakby go nie było. Ale gdy się uśmiechnie, nagle jest swój. Jakby się go znało od lat.
Śpi w samochodzie. Jest za lekko ubrany.
- Zmień buty na mniej sejmowe – śmiejemy się z jego wyglansowanych bucików. Ale on nie ma w sejmowym hotelu ciepłych butów. Musiałby jechać do domu do Konina.
- Jesteś głodny?
- Nie wiem. Jestem pusty i boli mnie brzuch.
 Zapewnia, że będzie głodował, aż zasłabnie. Wie, że naraża życie.

Agata słabnie. Pod więzieniem jest cały czas. Cały czas pracuje. I udaje, że czuje się dobrze. Jaka jest?
Inna niż Piotr. Cicha, spokojna, łagodna. On jest ekspresyjny, szalony. Ale to tylko pozory. Jest twarda. Nie rezygnuje z marzeń. Życie jej nie głaskało. Tutaj w namiocie głoduje. Pije tylko kawę i herbatę. Bez cukru. Nawet nie chce słyszeć o sokach. Kopci dziesiątki papierosów. Rano kręci jej się w głowie, ale udaje, że się potknęła. Żeby Roberto się nie martwił. Cały czas się uśmiecha. Nie potrafi tylko grać, gdy słyszy, że Karolina tęskni, że nie chce spać, że płacze. Wtedy Agata milknie. Zacina się.
-Ja chcę się spotykać z mamą w domu, a nie w tym namiocie – mówi dziewczynka. Płacze, łapie Agatę za kolana. Nie patrzymy Agacie w oczy. Ona też na nas nie patrzy.
Gdy wracam ze spotkania z Piotrem wbiega do namiotu.
- Jak on się czuje? Jak wygląda? Czy jest blady? Czy smutny – strzela jak karabin maszynowy.
Gdy pokazuję jej zdjęcie z celi, jest jak mała dziewczynka czekająca na wymarzone lody.
- To zdjęcie tylko dla ciebie. Piotrek przesyła ci buziak – mówię cicho, a Agata udaje, że wcale nie jest wzruszona. Ale wpatruje się w fotkę Piotra z ustami w ciup.
- Walczę razem z mężem o memorandum w sprawie eksmisji ludzi na bruk. Będę razem z nim głodowała.
Głoduje. I jest jej bardzo zimno. Gorzej od głodu znosi chłód.

Piotrek ma dobrą celę. Jeden alimenciarz. Miał 500 zł alimentów, ale rozchorowała mu się matka. Przestał płacić. Drugi podżyrował kumplowi pożyczkę. Nawet nie wiedział przez wiele lat, że coś się wokół tego dzieje. Trzeci miał zakaz prowadzenia roweru. Ale jechał do pracy...
- Każdy z biedy – podsumowuje Piotrek. - Żadni przestępcy.
Jest blady i bardzo schudł. Traci siły, dużo śpi. Pije tylko przegotowaną wodę. Ale umysł ma jasny.
- Jak ona się czuje? - to pierwsze pytanie jakie zadaje mi jeszcze w drzwiach celi. - Ona jest krucha... - ale wie, że Agata jest twarda.

Pyta o Karolinę. Ktoś mu powiedział, że widział ją pod bramą więzienia. Od tamtej pory ma wizję małej ciemnowłosej dziewczynki wbitej buzią między kraty.
Pyta o ludzi. Łapie się za głowę, gdy mówię o proteście, o namiotach, o pikietach pod pałacem. Jest wzruszony, że ci ludzie wciąż o nim pamiętają. Milknie, gdy mówię o akcjach międzynarodowych, o francuskich i kanadyjskich parlamentarzystach, którzy piszą petycje do Bronisława Komorowskiego.

Policjanci podjeżdżają co godzinę. Albo stają pod namiotem, albo wchodzą do środka. Są sympatyczni.
Zdarzają się też interwencje. Raz chcieli rozpędzić protestujących.
-To nielegalne zgromadzenie.
Ale pikietujący obiecali, że pokrzyczą sobie pokojowo. I było pokojowo.
Raz ktoś zgłosił, że Roberto... biega z siekierą. A on wbijał śledzie do namiotu. Próbowali więc złożyć
doniesienie, że ścina drzewa. Ale wokół nie było drzew.
Funkcjonariusze nie chcą ich straszyć.
- Gdyby nie Ikonowicz, to mój brat wylądowałby pod mostem – mówi młody funkcjonariusz. Anonimowo. Bo Ikonowicz to oficjalnie wróg społeczny. Przestępca.

Joanna Skibniewska



wtorek, 26 marca 2013

Caryca i jej stolica (NIE 03/2013, 11.I.2013)


Hanna Gronkiewicz-Waltz, zwana Bufetową, rozrzuciła 100 tys. ulotek o tym, jak wspaniale pracuje. Każda kosztowała podatnika 30 groszy.





 Kilka miesięcy wcześniej wysłała do urzędów gmin warszawskich inne ulotki, tańsze. Zarządzenie obligujące urzędników do wyrzucania najemców mieszkań komunalnych (GP-IX.0050.2331.2012). Bo Bufetowa kocha warszawiaków. Poza tymi biedniejszymi.

Nawydawała
W Warszawie prawie 5 tys. rodzin czeka namieszkanie komunalne. Tymczasem jest też 5 tys. pustostanów. Stoją i czekają. Ale długo nie doczekają się zasiedlenia, bo ratusz nie ma pieniędzy na remont. Pani prezydentowej jeszcze jest za mało oczekujących na lokal i za mało niszczejących mieszkań. W mieście odbywa się czystka. Jest prawie 5 tys. decyzji o nakazie eksmisji. Kolejne 5 tys. lokali będzie czekało na remont, na który nikt nie wyłoży grosza z miejskiej kasy.
- Przeszacowała budżet - mówią anonimowo pracownicy ratusza.
- Budowa dwóch stadionów zrobiła swoje. Wiadomo było, że tak się stanie, ale Euro 2012 okazało się priorytetem.


Przygotowania do mistrzostw to nie tylko działania ostatniego roku. Przed dwoma laty wykonywano elewację na budynkach komunalnych. Kamienice na Pradze Południe z zasyfiałymi klatkami schodowymi zaczęły wyglądać przecudnie. Od ulicy cacko, od podwórka waląca się ruina. Klatka nie odnawiana od kilkudziesięciu lat. W mieszkaniach brak ciepłej wody, ogrzewania, kanalizacja z lat 50. Grzyb. Gdy poprzedniej zimy mieszkańcy Pragi dowiedzieli się, że do wiosny będą mieli kaloryfery, nie mogli się nacieszyć. Podobno wymogi Unii Europejskiej. Radość trwała krótko. Okazało się, że pieniądze przeznaczone na ten cel pani prezydent przeniosła na zadania związane z Euro 2012 i promocję miasta. Sam Stadion Narodowy kosztował ok. 2 mld. zł.

Bzdury kupuje
Mistrzostwa przerżnęliśmy, choć miasto zakupiło 12 syrenek z piłką w ręku. 12 koszmarków z żywicy epoksydowej. Monumentalnie wielkie kobiety-ryby (na wszelki wypadek zasłonięto im piersi) miały zagrzewać do walki. Nie zagrzały. Miasto wydało na to 703 633 zł. Dziś pani prezydent przekazuje je na WOŚP. Nawet je odnowiła, bo obsrały je gołębie - za 18 tys. zł. Czyli ponad 721 tys. zł wywalonych w błoto. Kilka tygodni temu kilkaset tysięcy poszło na promocję Defilady Historycznej. Zakup powierzchni reklamowej w miesięczniku "Mówią Wieki"; udział jednostek konnych i pieszych w defiladzie; 3 mln zł poszło na scenę i zabawę sylwestrową. Za ponad 18 tys. zł Gronkiewicz zakupiła znaczki z herbem miasta, a za przeszło 40 tys. zł albumy o Warszawie. Kilkadziesiąt tysięcy poszło na Rajd Barbórki. To tylko wydatki promocyjne z ostatnich tygodni.

Bo się promuje
Gronkiewicz-Waltz, promując miasto, promuje siebie. Na emisję spotu reklamowego "Zakochaj się w Warszawie na święta" wydała 600 tys. zł. Spot pokazywał oświetlone warszawskie ulice. na montaż i konserwację tej iluminacji Bufetowa wydała ponad 120 tys. zł, a za zużyty prąd - ok. 40 tys. W tym roku Warszawa miała być jeszcze piękniejsza. Władze miasta postanowiły, że poświęcą 1,5 mln zł na wielkie podświetlane prezenty, cukierki i bombki, które urozmaicą bożonarodzeniowy krajobraz stolicy. Według szacunków w sumie Warszawa wydała na świąteczne dekoracje 1,62 mln zł.

I eksmituje
Przed świętami ogrom ludzi dostał nakaz eksmisji ze swoich i tak beznadziejnych lokali. Wynoszono ich dobytek w świetle migających kolorowych lampek. Wszystko wskazuje na to, że ich zadłużenie zwiększono celowo. Gdy najemca nie płaci, bo zwyczajnie nie ma z czego, miasto zrywa z nim umowę. Zatem użytkuje on lokal bezumownie. Ale za bezumowne zajmowanie lokalu najemca ma zapłacić 2 razy tyle, ile płacił (choć przecież nie płacił) dotychczas. Decyzja taka jest niezgodna z prawem, ale warszawscy urzędnicy mają to gdzieś. Bo to pozwala im znacznie zadłużyć lokatora. Eksmisja z lokalu, która jest konsekwencją takiego działania, wcale nie zmniejsza długu. Wręcz odwrotnie - najemca płaci jeszcze komornikowi za to, że łaskawie wyrzucił go z domu.
- To jest celowa produkcja bezdomnych - twierdzi Piotr Ikonowicz z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. - Eksmisja ma być karą za biedę, podczas gdy sama bieda jest tu zbrodnią.
Gdy wyrzucano 93-letniąkobietę z mieszkania, to żaden z urzędników nawet się nie zająknął, że jest to nieludzkie. Wyrzucano ją, bo zmarł jej mąż, który w 1954 r. otrzymał to mieszkanie jako służbowe. Miasto nie pomyślało też o domu opieki dla staruszki. Nie jest od tego, żeby jej szukać miejsca w domu starców.
Gdy dwudziestoparoletnia Grażyna była wyrzucana z mieszkania, jej kilkuletnia córka zachorowała na białaczkę. Kazano jej się zgłosić do ośrodka pomocy społecznej po zasiłek na leki, ale mimo to opuścić lokal. Opuściła, zgłosiła się do OPS. Tak długo przyznawano jej ten zasiłek, że trzeba było go przekwalifikować na zasiłek pogrzebowy. Grażyna sprząta magazyny hipermarketu, a płacą jej nie bardzo przeterminowanym jedzeniem. Może się tam czasem przespać.

Bo odzyskuje
Hanna Gronkiewicz-Waltz ma też burmistrzów lepszych i gorszych. Dobrzy są ci ze Śródmieścia i z Pragi Południe.
- Odzyskaliśmy 100 mieszkań - chwalił się ostatnio Robert Kempa, burmistrz z Pragi Południe.
Nie wspomniał, że odzyskiwanie to wynik eksmisji. w ogóle jego retoryka może zastanawiać. Ostatnio, gdy zarzucono mu, że jedynie wyrzuca ludzi, natomiast nie daje mieszkań komunalnych, odpowiedział, że on nie będzie rozdawał prezentów za 300 tys. zł. Jak gdyby oddawał swoją własność i osobiście ją utrzymywał, a nie podatnicy. Tymczasem remonty "odzyskanych" lokali będą musiały poczekać. Na rewitalizację zrujnowanych kamienic na Pradze potrzeba 280 mln zł. Przy budżecie Warszawy byłby to pryszcz, gdyby nie Euro 2012 i promowanie miasta.

Obiecywała
Co obiecywała Gronkiewicz przed 6 laty, gdy dochodziła do władzy? 3 linie metra, 7 linii SKM, 4 mosty, zabudowany plac Defilad, odbudowany Pałac Saski, zrewitalizowaną Starą Pragę, Śródmieście, Wolę, wybudowany Szpital Południowy czy Port Żerań. W 2010 r., gdy rozpoczynała kolejną kadencję, wycofała się z tych obietnic. Nie było innego wyjścia, bo nie zrealizowała poprzedniego planu. W 2010 r. postawiła na udrożnienie miasta. Tymczasem Warszawa jest rozkopana, zakorkowana i znajduje się na drugim miejscu na liście najbardziej zatłoczonych miast Europy. Dzięki dobrze zorganizowanej komunikacji poruszamy się po Warszawie szybko i wygodnie, zmniejszają się korki - zapewnia w swojej ostatniej ulotce prezydent miasta. Nawet słowo "poruszamy się" w godzinach szczytu jest zdecydowanym nadużyciem.

Nie dotrzymała
Zamiast czterech nowych mostów, mamy jeden. Budowa drugiej linii metra to dramat za dramatem. Jak nie podmyje wykopu, to coś się zawali albo się zapadnie. Gdy zapadła się ziemia pod tunelem na Powiślu, Gronkiewicz-Waltz nie mogła zrozumieć, jak to się mogło stać. Tymczasem jeszcze przed wojną wiadomo było, że mogą być kłopoty z gruntem pod miastem, a główną przyczyną zaprzestania budowy metra w latach 50. była właśnie tzw. kurzawka. Od sierpnia 2012 r. tunel jest zamknięty, a warszawiacy stoją w gigantycznych korkach, gdy jadą do pracy lub z niej wracają.
Wciąż nie ma tramwaju na Tarchomin, sztandarowej obietnicy pani prezydent. Brak jest Trasy Świętokrzyskiej czy wschodniego fragmentu obwodnicy śródmiejskiej, a nowy tabor komunikacji miejskiej, którym szczyci się Gronkiewicz-Waltz, kupiono za cenę drastycznych podwyżek cen biletów.
Z Żerania wciąż jeżdżą tramwaje, które mają ponad 40 lat, nazywane przez samych motorniczych puszkami śmierci.
Zrezygnowano także z nocnych kursów metrem. Podobno miasto zaoszczędzi na tym 300 tys. zł. Bo Warszawa zamroziła 190 mln zł przeznaczonych na komunikację miejską w 2013 roku. ZTM już wypowiedział umowy okolicznym samorządom na wspólny bilet w II strefie od 1 kwietnia 2013 r. Mieszkańcy podwarszawskich miejscowości będą musieli zapłacić więcej za bilet do stolicy.

Na warszawiaków bieda nastała
W propagandowej ulotce warszawskich samorządowców nie ma ani słowa o problemach warszawiaków. Nie dowiemy się, jaki procent mieszkańców żyje w nędzy, ilu jest bezrobotnych, ile w Warszawie dzieci jest niedożywionych. We wstępie do ulotki prezydent Warszawy deklarowała, że ulotka to zadośćuczynienie pragnieniu mieszkańców bycia informowanym o tym, co się dzieje w Warszawie.
Nie podała, że średnie zaległe zadłużenie mieszkańca Warszawy jest zdecydowanie wyższe niż w innych miastach Polski - wynosi 24 tys. 656 zł.
Miasto jest zadłużone na prawie 6 mld zł.


Joanna Skibniewska