czwartek, 3 kwietnia 2014

KACI Z POLICJI (NIE, Nr 07/2014, 2014-02-14, str. 1)



W warszawskiej komendzie policjanci biją. Zupełnie bezkarnie.
4 lutego około godz. 19.30. Paweł P. i Tomasz K. byli w Barze nad Wisłą w Górze Kalwarii. Właśnie zamówili coś do jedzenia. Zanim zdążyli się zorientować, knajpa była otoczona, a funkcjonariusze w czarnych mundurach zakładali im kajdanki.
– Wszystko trwało może kilka minut – mówi anonimowo świadek policyjnej akcji. – Na pewno wyszli cali i zdrowi z restauracji – zapewnia. Potwierdzają to inni świadkowie. Nie chcą podawać nazwisk. Boją się… policjantów. Kolejni świadkowie mówią, że już w knajpie obaj zatrzymani byli bici i kopani.
Była to popisowa akcja stołecznej policji z wydziału do zwalczania przestępczości samochodowej. Dzień wcześniej skradziono samochód. Policjanci znaleźli go w dziupli pod Warszawą. Od razu postawili na Pawła i Tomasza, specjalizujących się w samochodach. Ruszyła obława.
Zatrzymani zostali przewiezieni do komendy stołecznej na przesłuchanie. W parę godzin potem Paweł P. trafił na dołek. Był dotkliwie pobity. Nie zbadał go lekarz, choć Paweł P. o to prosił. Jego kolegę przewieziono do szpitala z licznymi obrażeniami, nieprzytomnego. Na oddziale pilnowali go funkcjonariusze, ale nie po to, by nie zwiał, bo i tak nie dałby rady, ale po to, by nikt nie zrobił mu zdjęcia, jak wygląda po policyjnym przesłuchaniu. Zakazano także lekarzom udzielać jakichkolwiek informacji o jego stanie zdrowia. Samym medykom powiedziano, że się samookaleczył podczas zatrzymania.


Worek i gaz

Obaj panowie są znani funkcjonariuszom z tego wydziału. Doskonale znają ich żony, matki, rodziny. Funkcjonariusze, mówiąc o nich, rzucają ksywami. Paweł i Tomasz wielokrotnie byli zatrzymywani, niezależnie, czy były ku temu podstawy, czy nie. Zwykle byli bici podczas przesłuchania. I nie tylko oni. Wszyscy, którzy kiedykolwiek byli w kręgu zainteresowań funkcjonariuszy z samochodówki, przeszli przez piekło rozmowy z policjantami. Co z niej zapamiętali najbardziej?

– Worek foliowy na głowę i psikanie gazem do środka – powtarzają wszyscy. Z 14-osobowej grupy, z którą rozmawialiśmy, każdy z osobna opowiadał o tych samych metodach pracy funkcjonariuszy z tego oddziału. Bicie, kopanie, uderzanie głową o ścianę, walenie pałką w gołe stopy. Odbite jądra, pięty i nerki to standardowe pozostałości po przesłuchaniu.
– Biją albo po to, żeby się przyznać, albo po to, żeby powiedzieć coś na kolegę. Często dają do podpisania protokół z zeznań, który sami tworzą i każą podpisać. Za niepodpisanie też jest wpierdol. A czasem biją po prostu, dla sportu – mówią ci, którzy parokrotnie mieli do czynienia z funkcjonariuszami ze stołecznego wydziału.

Bywa, że zabawiają się z nimi policyjne psy, szczute przez policjantów. Wtedy podobno funkcjonariusze mają największą zabawę.

W 2011 r. Kamil P. przez chwilę nagrywał telefonem komórkowym przesłuchanie. Widać tylko nogi bitego i bijących, ale słychać, co się dzieje w pokoju przesłuchań.
– Przyznasz się, kurwo?! – pyta policjant. Słychać głuche uderzenia o coś twardego. Krzyki i jęki bitego. – Powiesz, kurwo, czy nie?!
– Ty jebany psie – odpowiada bity. Wtedy w ruch idą nogi funkcjonariuszy. Film się urywa. Niedługo potem urywa się też świadomość bitego.
Po tym przesłuchaniu chłopaka nie oglądał lekarz, choć podobno parokrotnie tracił przytomność. Dopiero gdy przewieziono go do aresztu na Białołękę, został zbadany. Przez parę dni nie rozpoznawał nikogo.
– Był tak opuchnięty na twarzy, że z trudnością go rozpoznałam – mówi Sylwia, jego narzeczona. Wsadzili go do celi z kuzynem, żeby się nim opiekował. Po paru dniach próbował popełnić samobójstwo. Więzienna psycholog do dziś pamięta, jak wyglądał po przywiezieniu z warszawskiej komendy. I to, że nie rozpoznał ojca.

Wydział ma wyniki

– Parę lat temu byłem zatrzymany na gorącym – mówi Maciek B. – Odsiedziałem i słusznie, było za co. Co prawda ukradłem jeden samochód, a przybili mi jeszcze dwa, ale wtedy faktycznie ukradłem. Dziś wyszedłem z branży, mam dziecko, pracę, ale cały czas jestem zatrzymywany przez ten wydział. Zawsze dostaję trzymiesięczną sankcję, bo pomawia mnie policjant z samochodówki. Po trzech miesiącach, gdy prokurator znowu wnioskuje o areszt, ja przedstawiam dowody, że nie mogłem tego zrobić. Byłem gdzie indziej, raz nawet 300 km od miejsca zdarzenia.
Zwykle wychodzę do domu, ale co odsiedzę za nic i ile dostanę podczas przesłuchania, to moje. Wydział do zwalczania przestępczości samochodowej ma dobre wyniki. Zwykle zarzuty opierają się na zeznaniach samych funkcjonariuszy z tego wydziału. W2011 roku mł. asp. Damian Kozina zeznał w śledztwie, że widział Pawła P., gdy ten kradł wypasioną hondę. Podobno stał niedaleko. Nie interweniował, bo „byłtrudny teren”. To było wWarszawie. Zatrzymał go następnego dnia. To samo zeznał, gdy zatrzymano Damiana P. Tym razem warunki pogodowe przeszkadzały mu w interwencji. Zatrzymano sprawcę po 12 godzinach od kradzieży. Takich, których widział podczas złodziejskiej roboty, jest paru. Zatrzymani w knajpie w Górze Kalwarii też są oskarżani przez tego policjanta. Ponoć widział ich przy robocie. Innych dowodów nie ma. Macieja B. oskarżał inny policjant z tej grupy. Też widział, jak Maciej B. kradł auto.
Po czasie okazuje się, że to wszystko brednie, bo kiedy niby miało się to wydarzyć, wskazani przez policjantów sprawcy byli zupełnie gdzie indziej. Imają na to niezbite dowody. Zdarzyło się nawet, że w czasie gdy policjant widział kradnących na Woli, sam był wtedy w Śródmieściu…

Ustalmy, że on nie krzyczał

Rzecznik stołecznej policji Mariusz Mrozek nie chce udzielić odpowiedzi na pytania dotyczące pobić na komendzie.
– Zapraszam do nas – mówi.
Gabinet naczelnika wydziału do zwalczania przestępczości samochodowej Ireneusza Ambroziaka jest ciasny, a sam naczelnik duży. Siada przede mną i prezentuje pokaźny brzuch. Jest miły. Przez chwilę, bo gdy zaczynam zadawać niewygodne pytania, wrzeszczy i próbuje mnie zastraszyć.
– Podczas doskonałej akcji zatrzymania Tomasz K. próbował uciekać na pierwsze piętro i wyskoczyć przez okno. Wtedy mogły wystąpić otarcia naskórka.
– Pan obrażenia Tomasza K. nazywa otarciami naskórka? On trafił nieprzytomny do szpitala z poważnymi obrażeniami.
– Została mu udzielona pomoc i lekarz stwierdził, że musi zostać w szpitalu na obserwacji.
– Z powodu otarć naskórka?
– Tomasz K. oczywiście symulował.
– Symulował utratę przytomności?
– Tak, symulował utratę przytomności. Biegły lekarz sądowy stwierdził, że nic mu nie jest.
– Wcale tak nie stwierdził, pan kłamie. Stwierdził jedynie, że można go przesłuchać.


– Pani nie będzie mnie przesłuchiwać!!!
– Teraz ja będę mówił, nie pani!!! Pani mi przerywa jak Monika Olejnik!!! Teeeeeraaaaz jaaaa móóóówię!!!

– Pańscy ludzie biją zatrzymanych. Wkładają im na głowę foliowy worek, wpuszczają gaz, kopią i pan o tym wie.
– Nie mam wpływu na to, co mówią zatrzymani.
– Dlaczego pańscy funkcjonariusze pomawiają zatrzymanych? Kłamią w prokuraturze. Robicie sobie dobrą statystykę?
– Nigdy przestępcy nie złożyli doniesienia o składanie fałszywych zeznań.
– Dlaczego bijecie ludzi?
– Nigdy nikt nie zgłaszał zażalenia na zatrzymanie.

Ponieważ naczelnik Ambroziak już tylko krzyczał i machał łapami, dalsza rozmowa nie miała sensu.
– Stracił panowanie, bo pani go zdenerwowała – próbował tłumaczyć naczelnika rzecznik Mariusz Mrozek.
– I pan mi chce wmówić, że on panuje nad sobą, gdy zatrzymany nazywa go jebanym psem? – pytam.
– Ustalmy, że on nie krzyczał na panią. Ustalmy, że pani tego nie napisze wartykule…

To tylko podejrzany

Tomasz K. jest już w areszcie na Białołęce. Pilnujący go w szpitalu funkcjonariusze niezupełnie się sprawdzili. Przypadkowa osoba zrobiła film telefonem komórkowym. Mamy go. Młody mężczyzna jest pokrwawiony, opuchnięty, ma krwawe dziury wgłowie i świeże szwy na czole. Widok robi wrażenie.
Na oddziale przesłuchiwała go prokurator z prokuratury rejonowej z warszawskiej Pragi. Widziała jego obrażenia. Widziała, wjakim jest stanie. Nie wszczęła z urzędu postępowania przeciwko policjantom. Sędzia z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi zasądzająca trzymiesięczny areszt też widziała torturowanego człowieka. Powiedział, że pobili go policjanci. Nie zareagowała. Bo to tylko podejrzany…
Bicie przez funkcjonariuszy policji to częste przypadki, jednak niewielu z poszkodowanych to zgłasza. Bo tylko w jednostkowych sytuacjach kończy się ukaraniem funkcjonariusza – mówi prawnik dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Pobici podwójnie się obawiają, bo zwykle słyszą, że ich sytuacja procesowa tylko się pogorszy, jeśli wystąpią przeciwko policji. Trzeba pamiętać, że jest wielu dobrych policjantów. To naprawdę ciężka służba. Jeżeli jednak policjant jest tak wypalony, że zaczyna stosować przemoc, powinien natychmiast odejść ze służby. Tak się, niestety, nie dzieje. Gdy policja nadużywa władzy, to jest największy dramat i największa demoralizacja państwa.

Joanna Skibniewska
askibniewska@redakcja.nie.com.pl

•Przed paroma dniami funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych KGP, na polecenie prokuratury, zatrzymali trzech warszawskich funkcjonariuszy z KRP Śródmieście i jednego funkcjonariusza z Pragi. Panowie interweniując na imprezie u małolatów, mocno się zdenerwowali. Jeden z biesiadników bowiem, nazwał ich brzydko, porównując do męskich genitaliów. Zatrzymali trzech chłopaków. Bezpodstawnie. Zawieźli na komisariat przy ul. Wilczej. Tam rozdzielili ich i tłukli gdzie popadło. Już złożyli zeznania. Twierdzą, że to małolat rzucił się na nich. Biedactwa, musieli się bronić. Tak bardzo, że chłopak ma obrażenia wewnętrzne.
•Małgorzata i Jarosław Jabłońscy z Jarosławia wracali nad ranem z restauracji. Podjechał radiowóz, policjanci z Jarosławia zwrócili im uwagę, że idą jezdnią i powinni przejść na chodnik. Policjanci ich skuli, bo Jabłońscy nie byli zbyt mili. Zawieźli na komisariat. Kobieta została dotkliwie pobita. Była też kopana. Jej głową uderzano o ścianę. Kobieta po opuszczeniu dołka natychmiast trafiła do szpitala. Opinia lekarska: Dotkliwe pobicie. Rozległe sińce, krwiaki i obrażenia. Prokuratura postawiła jej zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy. Czterech rosłych chłopów i jedna policjantka zostali zaatakowani tak bardzo, że musieli stosować „obronę konieczną”.
•W Nowym Targu policjanci interweniujący w sprawie awanturującego się chorego na schizofrenię mężczyzny skatowali go na śmierć. Wiedzieli, że jest chory i ma atak. Mimo to kopali i bili. Aż zabili. Policjanci pracują i mają się dobrze… •17-letniKamil z Ostrzeszowa powiedział, że został pobity w tamtejszej komendzie. Ukradł miedziany drut. Według relacji Kamila przesłuchanie trwało ponad 6 godzin. Policjanci bili go w pośladki, brzuch, żebra. Lekarz potwierdził pobicie.
•15-letniPatryk z Wambierzyc wyszedł wieczorem do sklepu po chleb. W centrum wsi strażacy właśnie dogaszali pożar, chłopiec zatrzymał się, by popatrzeć. Stamtąd wywlekli go policjanci iwywieźli daleko pozawieś. Grożąc i bijąc, próbowali go nakłonić, żeby przyznał się do wybicia szyby w innym radiowozie. Chłopak się nie przyznał, a funkcjonariusze zostawili go w polu. Do domu wracał nocą parę godzin. Przestał wychodzić z domu i opuszczał lekcje, bo się bał, że znowu go za coś złapią. Niedługo potem Patryk się powiesił. Ci policjanci niedawno dostali wyrok, ale nie za Patryka, lecz za gwałt na 16latce.
•Piotrek Karbowiak został brutalnie pobity przez policjantów. Jest upośledzony. Raz policjanci wzięli go do radiowozu wieczorem pod zarzutem burdy w domu. Około pierwszej w nocy pogotowie znalazło go nieprzytomnego parę ulic dalej. Pobitego. Trafił na OIOM. Prokuratura prowadzi postępowanie pod kątem udziału Piotra w bójce. Postępowania przeciwko funkcjonariuszom w ogóle nie wszczęto. Podobno obrażenia upośledzonego chłopaka nie mają nic wspólnego z interwencją policjantów.
•W Adamowie w Lubelskiem niepełnosprawny Paweł Kruk został pobity do nieprzytomności. Przed knajpą funkcjonariusze chcieli go wylegitymować. Ale on się uparł, że nie powie, jak się nazywa. Skopali go. Trafił do szpitala na oddział ratunkowy. Ledwo przeżył. Funkcjonariusze jednak opowiedzieli, że Paweł nie był bity, a urazy odniósł w wyniku… padaczki alkoholowej, której nigdy nie miał. Sprawy nie było – brak czynu zabronionego.
•Sebastian Walczak nie chciał na żądanie policjantów wejść do radiowozu. Został pobity, a gdy zaczął bluzgać, jeden z funkcjonariuszy przeładował broń i wycelował w niego. Co na to prokuratura? Walczakowi przedstawiono zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy.
•35-latekz dzielnicy Biały Kamień w Wałbrzychu trafił na V Komisariat Policji w Wałbrzychu. Po przesłuchaniu zwolniono go do domu. Po kilku godzinach zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że zmarł wskutek doznanych obrażeń. Na komisariat trafił cały i zdrowy.
•W podwarszawskim Legionowie Paweł Lewandowski został zatrzymany i skopany na komisariacie. Złożył w Prokuraturze Rejonowej w Legionowie doniesienie. Opinia lekarska potwierdziła drastyczne pobicie. Mimo to prokurator umorzył postępowanie, nie dopatrując się przekroczenia uprawnień przez policjantów. W tym samym czasie ta sama prokuratura wszczęła postępowanie o znieważenie funkcjonariuszy. 3 dni później Lewandowski popełnił samobójstwo. Rodzina wystąpiła do trybunału w Strasburgu. Trybunał uznał, że Polska ma zapłacić 10 tys. euro odszkodowania. Nie zostawił na polskiej prokuraturze suchej nitki.

8 komentarzy:

  1. Jest tylko PRZERAZENIE po lekturze tego artykułu. Ale WIEM, że jest to PRAWDA bo namiastkę takich zachowań potworów w milicyjno-policyjnych mundurach sam osobiscie od niedawna doświadczam walcząc w sądach o pełną REHABILITACJĘ Wawrzyńca Jastrzębskiego uznanego przez policję, prokuratorów i ... sędziów za ZŁODZIEJA po zakupie 10 sztuk jajek (sic!), AWANTURNIKA, AGRESORA i... ZAMACHOWCA po brutalnym OBEZWŁADNIENIU przez rosłego i wypasionego chemicznie ochroniarza bez licencji kilkaset metrów od sklepu w którym NIEWINNY Człowiek dokonał zakupu - patrz link do artykułu prasowego w Nasze Miasto Szczecin z sierpnia 2007 r "Zabrakło tylko słowa „przepraszam”

    OdpowiedzUsuń
  2. Włosy dęba stają, gdy czytam Pani artykuły. Ileż w nich prawdy! Za każdym razem konstatuję też, że żyję w bandyckim kraju, w takim "Państwie w państwie", parafrazując tytuł świetnego skądinąd programu telewizyjnego. Żywię nadzieję, Pani Anno, że nie poprzestanie Pani na piętnowaniu "nietykalnych".

    OdpowiedzUsuń
  3. Policjanci to nie tylko sadyści ale i mordercy. Nikt nie liczy ofiar śmiertelnych takich przesłuchań. W dodatku ostatnio na śląsku w bezmyślnej strzelaninie policja zamordowała niepełnosprawnych umysłowo. Za komuny czułem się bezpieczniej niż teraz. I nie ma szans by coś się zmieniło, bo prokuratura działa na podstawie komunistycznych ustaw z kosmetycznymi zmianami i zawsze kryje policję. Nic nie daje również oficjalny raport Rady Europy piętnujący takie działania policji, bo rządzą nami zadowolone z siebie szmondaki. Jakby tego było mało mamy dziwne społeczeństwo, którego większość uważa, że policja musi być taka, że wszyscy maja się jej bać. Nie starcza wyobraźni, że ofiarą mogą być ich dzieci, które odpyskują coś tępemu stójkowemu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy ten blog ma możliwość dodania do czytnika RSS?

    OdpowiedzUsuń
  5. niedawno zostalem pobity na komedzie w swietokrzyskim, poniewaz nie chcialem dmuchać do alkomatu , na posterunku bylem szarpany a podczas badania krwi trzymany przez 3 policjantow i duszony przez jednego z nich , gdy moj adwokat mnie zobaczyl to powiedzial ze wygladam jak bym wrócił z frontu, przez 3 dni leżałem w lozku bo nie moglem sie schylać i wszystko mnie bolalo. zglosilem to naduzycie wladzy w prokuraturze ale wiem ze sprawa bedzie zatuszowana wiec bede sie odwolywal dalej

    OdpowiedzUsuń
  6. W Warszawie jest jeszcze jedna komenda policji, gdzie pracują funkcjonariusze ograniczeni intelektualnie i niedojrzali emocjonalnie, delikatnie rzecz ujmując. Poza wyżej wymienionymi ułomnościami, cechuje ich brak podstawowych zasad kultury, zwłaszcza w kontaktach z zatrzymanymi kobietami. No ale cóż, aby zobaczyć w drugiej osobie kobietę, to najpierw samemu trzeba być prawdziwym mężczyzną, a nie intelektualnym kastratem. Mowa o funkcjonariuszach pracujących w wydziale walki z korupcją Komendy Rejonowej Policji przy ul. Grochowskiej 169 w Warszawie: Grzegorzu Eliaszu, Norbercie Konarskim, Mirosławie Łojczuku, Krzysztofie Kuliku, Dominiku Zagórskim i Katarzynie Zagórskiej. Wskazani policjanci specjalizują się w wymuszaniu zeznań osób zatrzymanych, poprzez stosowanie gróźb bezprawnych, przemocy werbalnej, zastraszania, z bezpodstawnym pozbawieniem wolności włącznie, aby "zmiękczyć" zatrzymanego, czyli tzw. aresztem wydobywczym. Policjanci Grzegorz Eliasz i Norbert Konarski (prywatnie koledzy od kieliszka, o wyglądzie bezmózgowych troglodytów) specjalizują się w wydzieraniu gęby na osobę zatrzymaną (której później usiłują wmówić, że to ona krzyczała na nich) oraz zastraszaniu zastosowaniem tymczasowego aresztowania w przypadku odmowy złożenia wyjaśnień. Mirosław łojczuk i Katarzyna Zagórska to znawcy duszenia osób zatrzymanych w policyjnych radiowozach; w upalny letni dzień ustawiają samochód na najbardziej nasłonecznionych miejscu przed budynkiem komendy, a następnie trzymają wewnątrz osobę zatrzymaną przy szczelnie zamkniętych drzwiach i oknach, aż zacznie sinieć i tracić przytomność w wyniku przegrzania organizmu (dodam:osobę skuta kajdankami i skrajnie osłabioną). Dominik Zagórski specjalizuje się w robieniu z siebie kretyna na siłę, kreując się na dobrotliwego stróża prawa. Natomiast Krzysztof Kulik nawet nie musi podejmować powyższych starań swojego kolegi, wystarczy na niego spojrzeć i od razu widać, że jest on tylko pracownikiem swojego przełożonego, i niczym ponadto. Wspomniani funkcjonariusze za nic maja przepisy prawa, które jednoznacznie wskazują warunki dopuszczalności pozbawienia wolności obywatela, wymienione w art.244&1 kpk. Oni wiedzą swoje. Dla tych inteligentnych inaczej policjantów, jedynym motywem do pozbawienia kogoś wolności jest ogólnikowe stwierdzenie "obawa matactwa". Przy czym zapytani, co dokładnie kryje się pod tym enigmatycznym określeniem i z czego dokładnie wynika, nie potrafią udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi. To samo dotyczy próby uzyskania odpowiedzi na pytanie na czym polegała rzekoma słowna agresja osoby zatrzymanej; skoro jeden z policjantów twierdzi, że to osoba zatrzymana krzyczała na niego (mimo, że było dokładnie odwrotnie), to chyba powinien pamiętać, jakich dokładnie słów używała? Ta wyjątkowa amnezja jest zapewne spowodowana upodobaniem policjantów do używek i wynikających z nich problemów układu krążenia, które powodują różnego rodzaju problemy zdrowotne, co z kolei przekłada się na coraz większą ich frustrację i agresję w miejscu pracy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Funkcjonariusze zapomnieli też, iż zgodną z prawem podstawą pozbawienia wolności kogokolwiek, jest równoczesne występowanie uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa (tzw. przesłanki głównej) i jednej z tzw. przesłanek szczegółowych (obawa ucieczki, utrudniania postępowania, niszczenia dowodów przestępstwa, nakłaniania świadków do określonych zeznań, itp.). Przy czym każda z przesłanek szczególnych występuje tylko wówczas, gdy uprzednio miały miejsce realne wydarzenia, które wskazują na jej faktyczne występowanie,a więc obawa ucieczki występuje, gdy zatrzymany podjął (w sensie dokonanym) próbę ucieczki, niszczył dowody czynu zabronionego, nakłaniał świadków do określonych zeznań lub groził im, itd. Jeżeli żadne z powyższych zdarzeń nie miało miejsca, to obiektywnie nie występuje również żadna z przesłanek szczególnych, a co za tym idzie dokonanie zatrzymania tylko na podstawie podejrzenia popełnienia przez kogoś przestępstwa, jest niezgodne z prawem. Ponadto zasadność zatrzymania zależy w konkretnej sprawie także od innych okoliczności, m.in. od rodzaju i wagi czynu zabronionego, o którego popełnienie osoba jest podejrzewana, gdyż nawet obiektywne występowanie w konkretnej sprawie zarówno przesłanki głównej i szczególnej, nie stanowi bezwzględnego nakazu pozbawienia wolności, a jedynie umożliwia jego dokonanie, gdy inne środki zapobiegawcze okażą się nieskuteczne. Jednak dla funkcjonariuszy z wydziału do walki z korupcją KRP przy ul. Grochowskiej 169 w Warszawie, przepisy prawa i jego wykładnia nie mają żadnego znaczenia. Oni mają swoje rozumienie prawa i sposób na jego wykonywanie. Jeżeli nie uda im się zatrzymać obywatela osobiście w pokazowej akcji czterech na jednego, a dobrowolnie nie chce się on stawić na komendzie, telefonicznie składają zainteresowanemu obietnicę przejażdżki bardzo ładnym samochodem, bezpośrednio z miejsca zamieszkania delikwenta wprost do budynku komendy. Podczas darmowego kursu skuta ciasno kajdankami (żeby przypadkiem nie wyskoczyła przez zamknięte okno pędzącego samochodu) osoba, ma okazję wysłuchania bardzo inteligentnej wymiany zdań pomiędzy Grzegorzem Eliaszem i Norbertem Konarskim, dotyczącej ilości wypitego przez funkcjonariuszy na prywatnym spotkaniu alkoholu lub (opowiadanej całkiem na luzie i ze śmiechem przez Norberta Konarskiego) historii "zabezpieczenia" przed ucieczką transportowanej osoby podejrzanej, poprzez przykucie jej kajdankami do uchwytu nad drzwiami radiowozu, przez kolegę policjantów, który musiał wysiąść "za potrzebą". Ma też możliwość wysłuchania relacji z ostatniego pobytu Krzysztofa Kulika z kolegami na dyskotece (ciekawe, ile razy zakończonego burdą wszczętą przez policjantów lub ich innymi ekscesami). Zarówno poziom tej rozmowy, jak też język rozmówców, adekwatne są do poziomu ich inteligencji ( a raczej jej braku). Dzielni funkcjonariusze tak bardzo skupiają się na walce z plagą korupcji w swojej dzielnicy, że nie zauważają poważnych przestępstw gospodarczych, jakie za ich plecami nieustannie popełniają handlarze towarem bez akcyzy na tyłach dawnego Stadionu Dziesięciolecia, mający w tzw. głębokim poważaniu okresowe naloty stróżów (bez)prawa i obracający znacznymi kwotami PLN. Kto wie, może nawet sami policjanci zaopatrują się u handlarzy, a spektakularne naloty to tylko stwarzanie pozorów dla zamydlenia oczu zwierzchnikom...

    OdpowiedzUsuń
  8. W swoich pokazowych akcjach, policjanci tak bardzo spieszą się z czynnościami, że nie zwracają uwagi na innych uczestników ruchu drogowego, skutkiem czego wykonywane przez nich "czynności niecierpiące zwłoki", kończą się zazwyczaj wjazdem pod tramwaj (współczuję maszyniście) i niechybnie wygenerują w końcu jakieś zwłoki (oby tych policjantów), rozmazane po torach w charakterze miazgi (czego z całego serca tym bydlakom życzę).

    OdpowiedzUsuń