poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Ziarno prawdy (NIE 12/2013) 15.03.2013

Ślepokura
Telewidzowie znają twarz rzecznika warszawskiej prokuratury okręgowej prokuratora Dariusza Ślepokury. Nie wierzcie mu. Stracił twarz.

W czerwcu 2012 r. napisaliśmy artykuł o prokurator warszawskiej prokuratury Monice Lewandowskiej, która zabawiła się życiem Krzysztofa B. Został on oskarżony o pranie brudnych pieniędzy. Znalazł się pomawiający, Jacek K., który w zamian za patrzenie przez palce na jego kryminalne wybryki opowiadał farmazony, których życzył sobie prokurator. Opowiedział o kontach bankowych, na które wpłacał Krzysztofowi B. ogromne pieniądze z szubrawego interesu. Kont nie sprawdzono.
Krzysztof B. najpierw usłyszał niesłuszne zarzuty, potem spotkało go niesłuszne aresztowanie. Prokuratorzy ogłosili sukces. B. oskarżono o to, że prał kasę z paliwowego procederu. Ponoć wyprał ponad 32 mln zł. Poza zeznaniem K. nie było żadnych innych dowodów na działalność przestępczą B. Zapuszkowano go i poinformowano, że wyjdzie tylko wtedy, gdy się przyzna. Uparcie jednak utrzymywał, że nie ma pojęcia, o co chodzi. Prosił o konfrontację z pomawiającym go świadkiem. Nic z tego. Prosił o zbadanie rachunków bankowych, faktur i jego kontaktów z okresu, który wskazano jako czas dokonania przestępstwa. Prokuratura odmówiła. Wskazywał na dowody swojej niewinności. Prokuratura ich nie gromadziła. Gdy po 8 miesiącach wyszedł z aresztu, prokuratura fundowała mu utrudnianie życia przez kilka lat. Zakaz opuszczania kraju (miał firmę za granicą), zgłaszanie się na policję i blokada kasy.

...

Zarówno areszt, jak i inne środki zapobiegawcze były tłumaczone koniecznością wykonywania licznych czynności procesowych. W czasie tych 4 lat z B. wykonano tylko jedną czynność procesową - poproszono go o złożenie wyjaśnień. B. pisał 8 razy prośbę o zmianę środków zapobiegawczych na łagodniejsze. Chciał wrócić do pracy, a to wiązało się z wyjazdami za granicę. Poza tym chciał zainwestować pieniądze, które
poręczył. Za każdym razem otrzymywał dokładnie taką samą odpowiedź podpisaną przez prokurator Lewandowską: śledztwo rozwojowe, wielowątkowe i zagrożone wysoką karą. Poza tym prawdopodobieństwo dokonania przez B. przestępstwa jest tak wysokie, że zmiana środków zapobiegawczych jest niewskazana.

Po co Lewandowska to pisała? Po to, by po 4 latach stwierdzić, że nie było znamion przestępstwa, i umorzyć postępowanie.

O odszkodowanie za bezzasadny areszt Krzysztof B. wystąpił na drogę karną. Brak znamion przestępstwa oznacza, że siedział za bezdurno. O odszkodowaniu za stosowane wobec niego tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze, też niesłuszne i bardzo utrudniające życie, wystąpił do sądu cywilnego. I wygrał!

...

Teraz o historii naszego tygodnika i jego korespondencji z rzecznikiem Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokuratorem Dariuszem Ślepokurą. Rzecznik pisał do nas 4-krotniepismo z żądaniem sprostowania. Twierdził, że nieprawdą jest, jakoby z Krzysztofem B. przeprowadzono jedną czynność procesową, czyli odebrano od niego zeznania. Stwierdził także, że Lewandowska wcale nie ograniczała jego wolności. 4 razy odpisywaliśmy, przedstawiając dowody swoich racji, że żadnego sprostowania nie będzie, bo, mówiąc delikatnie, rzecznik mija się z prawdą.
Aż napisał do nas po raz piąty i przysłał nam dokument mówiący o tym, że Lewandowska zmieniła B. środek zapobiegawczy i pozwoliła mu wyjechać z kraju na ślub syna. Dokument z 13 sierpnia 2010 r. (postanowienie o uchyleniu środka zapobiegawczego) ma wszelkie znamiona prawdziwego, sygnaturę akt (VI Ds. 195/05),stosowne parafki, podpis prokuratora i stempelki, a jednak. Dokument ten otrzymaliśmy 2 lata po jego wystawieniu - w sierpniu 2012 r. Objawiony nagle jak cud Jana Pawła II. Poza tym nieznany samemu Krzysztofowi B.
Oprócz dziwnego postanowienia otrzymaliśmy także pierwsze strony protokołów, które niby miały świadczyć, że przesłuchań Krzysztofa B. było więcej.
Zdziwiliśmy się. Przede wszystkim dlatego, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa 22 maja 2012 r. (sygn. XVI C 504/11),uznając pozew Krzysztofa B. za zasadny i przyznając mu odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych poprzez stosowanie nieuzasadnionych środków zapobiegawczych, uzasadnił, że: po pierwsze nie uchylono mu tych środków, mimo że wielokrotnie o to prosił; po drugie w ciągu 4 lat przeprowadzono z nim jedną czynność procesową.
Czyżby sąd niedokładnie przestudiował akta sprawy Krzysztofa B.? Postanowiliśmy poczekać na pisemne uzasadnienie wyroku sądu pierwszej i drugiej instancji. W sądzie apelacyjnym postanowiliśmy przyjrzeć się aktom sprawy zdecydowanie dokładnej.

...

Wyrok z 14 grudnia 2012 r., wydany przez Sąd Okręgowy w Warszawie V Wydział Cywilny Odwoławczy, oddalił apelację złożoną przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Sąd pisze: Analiza materiału dowodowego zgromadzonego w niniejszej sprawie doprowadziła Sąd do przekonania, iż po zastosowaniu wobec powoda wolnościowych środków zapobiegawczych, dopuszczono dowód z opinii biegłego ds. finansowych i przez okres 5 lat oczekiwano na sporządzenie opinii. W tym okresie wykonano wobec powoda jedną czynność procesową w postaci przesłuchania. Równocześnie wnioski powoda o uchylenie stosowania wobec niego wolnościowych środków zapobiegawczych, składane regularnie na przestrzeni kilku lat, były konsekwentnie nie uwzględniane, zawsze z tym samym uzasadnieniem. Czyli sąd napisał dokładnie to samo co my.
To jeszcze nie wszystko. Sąd znalazł w aktach sprawy odmowy Lewandowskiej na zmianę środka wydane 25 marca 2008, 25 kwietnia 2008, 8 września 2008, 22 września 2009, 30 marca 2010 r., czyli te, które i my znaliśmy z akt sprawy. Dokumentu, który przysłał nam prokurator Ślepokura w piątym żądaniu sprostowania, nie wymieniono w uzasadnieniach sądu obu instancji. Sąd odwoławczy uznał, że okoliczność nadmiernie długotrwałego postępowania, poparta dowodami z dokumentów w postaci postanowień o odmowie uwzględnienia wniosku w przedmiocie zmiany środka zapobiegawczego, wydanych przez Prokuratora Prokuratury Okręgowej w Warszawie została (...) oceniona jako dostatecznie wykazana. Sąd zwrócił też uwagę, że prokuratura nie zdołała wykazać, iż było inaczej.

...

Skąd więc wzięły się dokumenty przysłane do nas jako znajdujące się w aktach sprawy, skoro 2 składy sędziowskie nie mogły się ich doszukać? Aż boimy się podejrzewać...

Joanna Skibniewska

Ślepokura żąda 
W przypadku artykułu o bezzasadnie aresztowanym i gnębionym komendancie policji z Wyszkowa Andrzeju Szkopku prokurator Ślepokura pisał do nas 4 razy. Pisał, że Szkopek siedział słusznie, a prokurator Myśliński, który go wsadzał, zrobił wszystko, jak należy. Tymczasem komendant Szkopek dostał już 240 tys. zł odszkodowania za bezzasadny areszt. Żeby było śmieszniej, Ślepokura pisał, że Szkopek siedział słusznie - już po decyzji sądu mówiącej coś zupełnie innego. W przypadku Piotra Łagowskiego też pisał kilkakrotnie. Łagowski został uniewinniony. Po 1,5 roku odsiadki na "ence"przy Rakowieckiej. Po zajęciu przez prokuraturę wszystkiego, co miał, na poczet przyszłych kar. Po opowieściach prokuratury w mediach, jaki z niego podły rzezimieszek. Ślepokura twierdził, że z Łagowskim wszystko było robione w porządku już po jego wniosku o odszkodowanie za niesłuszny areszt. Teraz też napisał do nas sprostowanie, twierdząc, że to, co napisaliśmy o prokuratorze Mariuszu Kierepce ("Skaczący po stole", "NIE"nr 7/2013), nie jest prawdą. Wciska nam, że napisaliśmy coś, czego nie napisaliśmy. I żąda sprostowania. Ba, treść tego sprostowania sam zamieścił na stronie internetowej prokuratury.

3 komentarze:

  1. Czytam prawie wszystkie posty. Za każdym razem gryzę paznokcie z bezsilności. Sam nie wiem, co uczyniłbym na miejscu tych „ślepo” osadzonych w więzieniach. Za każdym razem coś we mnie narasta. Zapewne podobnie mają tysiące polaków. Być może sam będę w podobnej sytuacji, lecz nie tak drastycznej. Firma ubezpieczeniowa żąda pieniędzy za brak wypowiedzenia ubezpieczenia pomimo wcześniejszych zapewnień, że wszystko jest cacy. Będę walczył z urzędniczym procederem, brakiem znajomości prawa i obowiązujących przepisów. Nie dam się sponiewierać i machnąć ręką, jak tysiące innych.
    STOP – dla urzędniczej samowoli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając Pani artykuły włos się jeży na głowie...gdzie w tym kraju jest domniemanie niewinności??? Jestem byłym żołnierzem zawodowym(naszczęscie na emeryturze) miałem podobną sytuację z ŻW i Wojskową Prokuraturą z Gd zagrozili mi że nie dosłuże do 15 lat jak się nie przyznam do zarzucanego mi czynu...mogłem się bronić ale z góry byłem na przegranej pozycji ponieważ pan por.prokuratury wojskowej "dał" mi takie argumęty że się poddałem, teraz patrze z dala na to co się tam robi w Polsce...żal
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ci ludzie z tzw służb po prostu ubliżają Polsce oraz wszystkim tym, którzy za Polskę oddali życie. Za okupacji za takie szmalcownictwo i gestapowskie metody groziła kula w łeb. Dostaną ołowiem bydlaki, co mają pewne jak w banku

    OdpowiedzUsuń