środa, 25 września 2013

Być jak Katarzyna W. (NIE Nr 38/2013, 2013-09-13, str. 3)

Każda matka w Polsce może dostać 25 lat odsiadki.



Jeśli kiedykolwiek czułaś, że nie dasz rady wstać w nocy do płaczącego dziecka – jesteś Katarzyną W.
Jeśli nie lubiłaś swojego nabrzmiałego ciążowego brzucha, porannych nudności i bolących piersi – jesteś Katarzyną W.
Jeśli czułaś się bezradna, pozostawiona sama sobie, porzucona i poniżana – jesteś Katarzyną W.

Kult Boga i śmierci

Mamo, nie martw się, poradzimy sobie z tym. Nie jest mi tu tak źle – mówi Katarzyna W. do swojej matki, gdy ta przychodzi co tydzień do aresztu.
I płacze, że taki wstyd, że taka niesprawiedliwość, że cały czas się modli…
Katarzyna jest córką dewotki i alkoholika. Ojciec jeździ tirami. Gdy wraca, należy mu się odpoczynek i flaszka. Potem bije. Matka znosi to spokojnie. Nie broni ani Katarzyny, ani jej brata. Taki krzyż. Chodzi do kościoła i oddaje swój ból Bogu. Gdy Katarzyna jeszcze jako dziecko próbuje się zabić, matka każe jej się pomodlić, aby przeprosić Stwórcę. Albo iść na pielgrzymkę do Częstochowy.
Ona już jako dzieciak była nieludzka – mówi Anna H. przed sądem. Przyjaciółka jeszcze z lat dziecięcych. – Kiedyś chciałyśmy się bawić w dom, ale Kaśka chciała się bawić w pogrzeb. Wzięła lalkę, rzuciła nią o podłogę i udawała, że teraz trzeba ją pochować.
Katarzyna miała wtedy może 7 lat. Matka brała ją na pogrzeby. Albo do domu, w którym leżał nieboszczyk z różańcem w ręku. Matka zawodziła żałośnie, a dziewczynka patrzyła, czy przypadkiem trup się nie ruszy. I dotykała, czy jest zimny. Był twardy. Jak drewniany.
Dziewuszysko zawsze było cwane – mówi ojciec Honorat W. ze zgromadzenia Tebah w Czeladzi, gdzie W. udzielała się długie lata. – Od początku polowała na męża. Polowała tymi częściami ciała. Tym upolowała Bartka. Rozpustna i zła.
Zakonnik w sądzie zmieszał Katarzynę z błotem. Podobnie jak Anna H., dziewczyna, której ten sam zakonnik niedawno zrobił dzieciaka. Na spotkaniach we wspólnocie.

Randka w kościele

Bartka poznała we wspólnocie. On pierwszy zaproponował jej randkę. Ale nie zabrał jej do kina. Poszli na rekolekcje. Na następną randkę zabrał ją do zabytkowego kościoła. Potem poszli na mszę. Gdy Katarzyna zaszła w ciążę, nie wiedziała, czy się cieszyć, czy płakać. Na pewno się bała. Niepotrzebne mi to dziecko – pisała w pamiętniku, czym oburzyła prokuratora. – Nie umiem być matką nie umiem kochać tego dziecka.
To przemówiło za tym, że jest bardzo zła. Zastanawiała się w pamiętniku, czy da radę. Przecież nie mają mieszkania. Nie mają nic. Będą musieli być na garnuszku rodziców. To poniżające.
Podobnie w tym czasie myślał Bartek. On też się bał. Nie wiedział, co to znaczy być ojcem. Poza tym bał się, jak powie o tym swojej matce.
Matka Bartka nie chciała Katarzyny. Nie była warta jej syna. Syn był wspaniały, ona dziadówka. Z dziadowskiej rodziny. Ale skoro ma urodzić się dziecko, trzeba się dla niego poświęcić. Bóg tak każe.
Ciąża była ciężka. Kaśka zawsze była chorowita i krucha. W ciąży miała anemię i wszystko, co tylko może się przytrafić ciężarnej dziewczynie. Rzygała, mdlała, miała problemy gastryczne, puchła. Aż wreszcie okazało się, że ciąża była zagrożona. Katarzyna położyła się do łóżka i długi czas leżała, żeby nie stracić dziecka. Potem cesarka. W. była za słaba, aby rodzić sama. Dziecko urodziło się przedwcześnie i z zamartwicą.

Życie rodzinne

Bartek nigdy nie przestał być synem mamusi. Katarzyna nie mogła na niego liczyć. Albo był z kolegami, albo z matką. Dzwonił do niej po kilkanaście razy dziennie i o wszystko pytał. Katarzyna głównie o tym pisze w pamiętniku. Nie o Madzi. Znowu w ogóle mi nie pomaga. Ze wszystkim muszę radzić sobie sama. Starała się schodzić teściowej z oczu. Zamykała się w ich pokoju i nie wychodziła. Nawet siku wstrzymywała.
Konflikty były normalne, jak w każdej rodzinie – zapewnia teściowa Katarzyny W.
To było we wrześniu 2011 r. Około dziewiętnastej Bartek wrócił z pracy i od razu położył się spać. Trzeba było wykąpać małą. Katarzyna chciała, żeby jej pomógł; bała się robić to sama.

Do rozmowy wtrąciła się siostra Bartka. Zwróciła Kaśce uwagę, że jej brat jest zmęczony i niech sobie radzi sama.
W chwilę potem z krzykiem do pokoju wpadła teściowa.
Katarzyna usłyszała, że jest dziwką, leniem i że nie jest odpowiednią kandydatką dla Bartka.
Poleciały kurwy.


Zawsze traktowaliście mnie jak ostatnią kurwę – powiedziała wtedy Katarzyna W. – Muszę się przejść, nie wytrzymam tego dłużej.
Jeśli teraz wyjdziesz, możesz już tu nigdy nie wracać. A dziecka też nie weźmiesz, możesz po nie przyjść dopiero z policją – ostrzegła teściowa.
Katarzyna przybiegła do swojej matki z płaczem. Szlochała, że dłużej tego nie wytrzyma, że nie może tam wrócić. Bartek do niej nie zadzwonił. Matka mu nie pozwoliła. Dopiero matka Katarzyny próbowała to załagodzić.
Młodzi zdecydowali, że wynajmą mieszkanie i od razu wzięli się za remont. Żeby dostosować lokal do potrzeb Madzi.
Po dwóch tygodniach się przeprowadzili. Bartek dzwonił do matki coraz częściej. Wpisy w pamiętniku Katarzyny się nie zmieniają. Na nikogo nie może liczyć. Nie daje rady fizycznie i psychicznie.

Świadkowie zbrodni

Zwyrodniała matka, wszystko zaplanowała i zamordowała Madzię – mówi Beata C. z Cieszyna. Współwięźniarka. Ta sama, która bestialsko skatowała swoje dziecko. Jej 5-letni Szymon konał 3 dni. Z bólu przegryzł sobie język. Oskarżona o zabójstwo z wyjątkowym okrucieństwem. – Opowiadała mi, jak udusiła dzieciątko.
Według jej zeznań Katarzyna miała udusić Madzię na jakiejś imprezie alkoholowej. Powiedziała jej, że tylko pstryknie i będzie miała trzech świadków, jakich sobie zażyczy.
Beata C. zapewnia, że prokurator wcale jej nie nakłaniał do składania takich zeznań, że nie jest to handel wymienny. Przecież nie wyszła z aresztu. Według wiarygodnych źródeł obiecano jej zmianę kwalifikacji czynu z zabójstwa na nieudzielenie pomocy, ostatecznie na pobicie ze skutkiem śmiertelnym.
Małgorzata S. też wyciągała z Katarzyny zwierzenia, gdy były razem pod celą. I je usłyszała. Mówiła, że podobno Katarzyna sprawdzała, jak uderzyć, żeby nie narobić śladów.
Kaśka zaplanowała morderstwo dziecka – zapewnia S., oszustka finansowa.
Współosadzona była też wstrząśnięta tym, że Katarzyna myślała w celi o seksie z Bartkiem, że za nim tęskni: – Bardzo się bała, żeby jej Bartek nie zostawił. Gdy był pogrzeb Magdy, ona miała mieć uchylenie aresztu. Od samego rana była pobudzona. Ubrała się na biało, wymalowała i siedziała na górnym łóżku z uśmiechem, co nas doprowadzało do szału. Gdy chowano dziecko, była bez emocji.
Ona też ponoć nie handlowała z prokuraturą. Już nie siedzi. Zaraz po złożeniu zeznań opuściła więzienie. Apelacja uchyliła jej wyrok.
Podobnie zeznawała Małgorzata G. Były razem w celi przez tydzień.
Mówiła, że dziecko jej wypadło, nie mówiła szczegółowo o przebiegu wydarzeń, po prostu wspomniała o tym. I że wchodziła na stronę internetową i dowiadywała się, jak to wygląda, jak takie małe dziecko upadnie z wysokości. Tęskniła za mężem, nie tęskniła za Madzią – mówi oburzona G. – Bardziej chciała zobaczyć Bartka niż Madzię.
Katarzyna W. z Madzią nie mogła się już zobaczyć. Dziewczynka przecież nie żyła.
G. też już wyszła z aresztu.

Totalna oszustka

Utajniono zeznania Katarzyny i badających ją psychologów.
Jej matka nie powiedziała nic nowego. Mówiła dobrze o córce. Zawsze posłuszna. Bardzo religijna. Chodziła do kościoła. Dużo się modliła. Należała do zgromadzeń kościelnych. Uczyła się dobrze. Dopiero w liceum pojawiły się kłopoty z nauką. Tylko te próby samobójcze były problematyczne, ale ona tak naprawdę nie chciała się zabić. Sfingowała podcinanie żył. Ale potem się modliła i dobrze było. Modlitwa bardzo jej pomagała. I łazienka. Gdy już nie miała dłużej siły, gdy działo się coś złego, uciekała do łazienki, zamykała się tam i myślała. A potem już miała jakieś rozwiązanie.
Brat Katarzyny odmówił składania zeznań. Miał zresztą niewiele do powiedzenia, bo z dzieciństwa pamięta głównie przemoc i to, że trzeba było pilnować, żeby ojciec nie zabił matki.
Ojciec Katarzyny też odmówił. Nie miał nic do powiedzenia.
Bartek nie mówił źle o żonie. Była dobrą matką i żoną. Nie utrzymuje z nią żadnych kontaktów. Mama mu zabroniła.
Teściowa starała się być obiektywna. Nie widziała agresji wobec dziecka ze strony synowej. Nie była właściwą partnerką dla Bartka, a opiekę nad dzieckiem sprawowała, ale jakoś tak automatycznie. Ciągle mówiła, że jest zmęczona.
Partner matki też nie widział złego traktowania Madzi przez jej matkę. On się w te relacje nie wtrącał. Matkę Bartka trudno było przegadać. Wolał być z boku.
Ta kurwa nas oszukała. Mówiła, że Madzię porwali. To znaczy, że we wszystkim kłamie – powiedziała jej koleżanka z dzieciństwa.
Kaśka często do niej przychodziła. Choć wcale tam nie pasowała. Rodzice koleżanki byli bogaci. I normalni. A Kaśka była patologiczna. Była nimi zafascynowana. Tym, że tata jest tam miły dla mamy. Rodzice zawsze podawali Kasię za przykład, że taka grzeczna i cichutka.
Czy ktokolwiek powiedział, że Katarzyna nie zabiła dziecka? Tylko jej obrońca.

Życie jak dawniej

Dzięki zeznaniom świadków i pamiętnikowi Katarzyny W. sędzia był pewien jej winy: Rekonstrukcja procesów motywacyjnych oskarżonej jest możliwa tylko po części na podstawie zeznań świadków oraz na podstawie zeszytu oskarżonej, gdzie dzieliła się swoimi przemyśleniami.
Dla sądu było miarodajne, że po narodzeniu dziecka nie nawiązała oskarżona więzi ze swoim dzieckiem. Złe prognozy z czasu ciąży się potwierdziły. (…) wszystkie te czynniki, nawarstwiające się w czasie, w ocenie sądu powodowały kumulację złych emocji u oskarżonej.
Motywem zabójstwa dziecka nie była – jak przyjęła prokuratura – chęć ukarania męża Katarzyny W., ale pozbycia się niechcianego dziecka, które w ocenie Katarzyny W. rujnowało jej przyszłość. Sąd nie miał wątpliwości, że Katarzyna W. nie chciała dziecka. Motywem dokonania tego czynu była chęć zmiany przez oskarżoną jej własnego życia i powrócenia do sposobu funkcjonowania, który był jej znany, zanim zaszła w ciążę i urodziła dziecko.
Przypadek Katarzyny W. jest wyjątkowym ze względu na wielkie zaangażowanie społeczeństwa w poszukiwanie jej dziecka. Zaufanie społeczne zostało zawiedzione. Jeśli kiedyś faktycznie zostanie porwane dziecko, społeczeństwo może nie pomóc tak ochoczo jak teraz.

Jeśli kiedykolwiek czułaś się niekochana, jeśli traktowano cię jak przedmiot, jeśli bałaś się być matką, jeśli nie lubiłaś karmić piersią, jeśli tęskniłaś za seksem po porodzie – to też jesteś Katarzyną W. 

Joanna Skibniewska

3 komentarze:

  1. Cóż. Moim skromnym zdaniem, cała ta sytuacja jest chora. Nie potrafie patrzeć na krzywde dzieci, przeraża mnie ona. Łzy i ból dziecka są największym koszmarem. Ale co ma zrobić matka, która nie ma już siły? Oczywiście. Katarzyna W. dopuściła się czynu, za który nie ma przebaczenia, ale... czy nie jest to poprostu kobieta, która chciała poczuć się poprostu wolna, szczęśliwa i potrzebna? Która była w sytuacji bez wyjścia? Kobieta która nie chciała być matką? Ona wymaga leczenia, pokazuje to choćby jej dzieciństwo, które napewno odcisnęło na niej piętna i traumy. MOże nawet pozbawiło ją uczuć i wrażliwości, nawet na życie małego dziecka... Ale to choroba i tragedia, a nie przestępstwo. Czy nawet seryjni mordercy są poprostu źli, czy najzwyczajniej w świecie chorzy bo CHOLERNIE NIESZCZĘŚLIWI? Szkoda mi tej kobiety. Została zmieszana z błotem, poniżona na oczach całego świata (bo sprawa głośna była nie tylko w PL. Kobieta straciła wszystko. Rodzine, przyjaciół, życie... W imię jednego straconego życia, zabrano i drugie.
    W tym przypadku nie wiem co jest bardziej tragiczne. Śmierć niewinnego dziecka, czy tragedia nieszczęśliwej młodej dziewczyny?
    Współczuje jej z całego serca. Sposób w jaki została potraktowana jest tylko dopełnieniem jej nieszczęścia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się całkowicie ze stwierdzeniem, że Katarzyna jest ogromnie nieszczęśliwą dziewczyną, której nikt nie pomógł, kiedy był na to czas!!!! Żal mi ogromnie Dziewczyny i życzę Jej strasznie dużo siły aby mogła wrócić do społeczeństwa i do swojej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiecie co ,chyba wam się w głowach i ......ch poprzewracało że szukacie obrony dla tej ''celebrytki''
    co mają powiedzieć te kobiety które w stanie wojennym same wychowywały dzieci, zdane były tylko na siebie , rodziców i teściów miały daleko i jakoś nie pomordowały swoich dzieci !!!!! a też nie mieszkały w komfortowych warunkach i nie jedna miała
    traumatyczne przeżycia w dzieciństwie i jeszcze szykanowane były z 'różnych stron'
    i 'nikt im nie usypał życia różami'

    OdpowiedzUsuń